26 września 2011

Craig Taborn - Avenging Angel: Piano Solo


Craig Taborn nagrywał z wieloma muzykami. Pierwszy raz zobaczyłem go na żywo w roku 2000. Grał wtedy z James Carterem, z którym nagrywał od połowy lat dziewięćdziesiątych.  Z występów z Jamesem Carterem zapamiętałem go raczej jako żywiołowego muzyka grającego na instrumentach elektronicznych, który z dużą wprawą porusza się w brzmieniach fusion. Już wtedy był wyśmienitym sidemanem, choć z tego, co zanotowałem sobie po jednym z takich koncertów wynikało, że to muzyk, który wyraźnie ma ochotę dowodzić całym składem i nieco dusi się w roli akompaniatora.

Później, kiedy James Carter zawędrował w rejony muzyczne nieco mnie przeze mnie obserwowane, Craiga Taborna straciłem na kilka lat z oczu. Pojawił się niespodziewanie, jako pianista w nagraniach wytwórni ECM z Roscoe Mitchellem. Wtedy postanowiłem poszukać jego płyt, które od  czasu dobrze układającej się współpracy z Jamesem Carterem nagrywał z własnym zespołem…. Jak to często bywa, zawsze jest wiele płyt do kupienia, a i kolejka tych do posłuchania, które już dołączyły do kolekcji jest ostatnio jakby zbyt długa. Nie zdążyłem więc poznać twórczości zespołu Craiga Taborna, choć koledzy z redakcji przekonywali mnie, że jego solowa płyta (pierwsza w jego prawie 20 letniej karierze), powinna być wyśmienita. No i taka właśnie jest, choć z pewnością nie jest to muzyk, która zachwyca swoim pięknem po pierwszym z nią kontakcie.

Craig Taborn - rok 2000

Dlatego też kilka tygodni musiała poczekać na swoją kolej po premierze. Kilka wieczorów musiało minąć. Tej płyty trzeba posłuchać wiele razy, żeby się z nią zaprzyjaźnić i poukładać w głowie własną koncepcję tego, co właściwie Craig Taborn chciał zagrać i jaką historię nam opowiedzieć.

Na płycie znajdziemy 13 kompozycji samego lidera. Część materiału sprawia wrażenie wcześniej starannie przygotowanych kompozycji, inne to typowe improwizacje zagrane w sposób znany choćby z solowych koncertów Keitha Jarretta, który tego rodzaju występy wymyślił gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych. Każde porównanie do solowych improwizacji Keitha Jarretta jest dla pianisty nobilitujące. Improwizacje Craiga Taborna są z pewnością bardziej minimalistyczne, jednak nie mniej ciekawe i wciągające. To muzyka, która wymaga koncentracji i skupienia, ale jeśli poświęcimy jej więcej czasu, wciąga w swój świat bez reszty. To płyta raczej na długi jesienny wieczór, niż do słuchania w samochodzie. Może dlatego musiała poczekać w kolejce do początków jesieni.

Mimo, że nagranie jest długie, mam wrażenie, że można było powiedzieć więcej. Z drugiej jednak strony słyszę na tej płycie muzyczne poszukiwanie własnej solowej tożsamości. Craig Taborn sprawnie operuje właściwie każdym rodzajem nowoczesnej fortepianowej frazy, jednak ciągle nie wie, która jest dla niego najciekawsza. Zawartość muzyczna „Avenging Angel: Piano Solo” czasem bywa skrajnie minimalistyczną muzyką new age w typowym dla ECM stylu skandynawskim, kiedy indziej, w szczególności kiedy muzyka przyspiesza, pojawiają się bardziej agresywne frazy. Pojawiają się też echa kompozycji Avro Parta i Jeana Sibeliusa. Bardzo prawdopodobne, że Craig Taborn zna najważniejsze kompozycje estońskiego i fińskiego mistrza muzyki współczesnej.

Ta płyta to rodzaj muzycznego debiutu, dla każdego pianisty pierwszy recital solowy jest jak narodzenie na nowo. Niektórzy próbują zrobić to za wcześnie. Craig Taborn falstartu nie popełnił, jednak był bardzo blisko takiego błędu. Do tej płyty z pewnością będę często wracał i kolejnych 10 lat muzycznej kariery Craiga Taborna z pewnością nie przegapię, a zaległości z ostatnich 10 lat też postaram się nadrobić, bo na pewno warto.

Craig Taborn
Avenging Angel: Piano Solo
Wytwórnia:ECM
Format: CD
Numer: 602527636375

Brak komentarzy: