13 września 2011

John Coltrane - Giant Steps


Krótka dyskusja w gronie redakcyjnym na temat wyższości „Giant Steps” nad „A Love Supreme”, albo odwrotnie nie doprowadziła nas do żadnych rzeczowych wniosków. Wybór „Giant Steps” podyktowany nie jest więc wcale moim przekonaniem o wyższości tej płyty. Ona nie jest ani ważniejsza, ani lepsza, czy ciekawsza od „A Love Supreme” i paru innych płyt Johna Coltrane’a. Jest za to łatwiejsza do muzycznej prezentacji w naszych pasmach przedpołudniowych.  „A Love Supreme” jest niezwykle wciągająca, jednak wymaga nieco skupienia i lepiej się jej słucha w całości i jednorazowo.

Tak więc zostałem z potrzebą napisania tekstu o „Giant Steps”. No i pierwszym odkryciem było to, że w zasadzie nie udało mi się odnaleźć w moich zbiorach tej płyty… No może niezupełnie. Mój jedyny egzemplarz, to kupiony wiele lat temu jako używany longplay w stanie raczej świadczącym o uwielbieniu, jakim Johna Coltrane’a darzył jego poprzedni właściciel. No może to niezupełnie racja. Jeśli płyty jeszcze nie macie, to jej nie kupujcie. Poszukajcie, może uda się Wam znaleźć od razu wyśmienicie wydany i opatrzony świetnym opisem każdej z seji box: „The HeavyWeight Champion; John Coltrane – The Complete Atlantic Recordings”. Ten box zawiera cały muzyczny materiał z „Giant Steps” i wiele więcej, w tym sporo nagrań dostępnych po raz pierwszy i tylko w tym zestawie. Jedyną wadą tego wydawnictwa z punktu widzenia „Giant Steps” jest jego chronologiczna organizacja, co sprawiło, że muzyka z tego albumu jest umieszczona na dwu płytach CD, a jej kolejność wynika z historycznej kolejności powstania nagrań, a nie z tego, jak później producenci podzielili sesje na płyty wydawane w latach sześćdziesiątych.

Z perspektywy ponad 50 lat, wydaje się, że rok 1959 był jednym z najważniejszych w historii muzyki jazzowej. Powstały wtedy 4 płyty, które do dziś należą do absolutnej ekstraklasy. Prawdopodobnie żaden inny rok nie był tak obfity. Wtedy Dave Brubeck I Paul Desmond nagrali „Time Out”, Miles Davis „Kind Of Blue”, Charles Mingus „Mingus Ah Um” no i John Coltrane „Giant Steps”.

Ta płyta, to jedna z najbardziej osobistych płyt Johna Coltrane’a. To słychać. Większość kompozycji powstała w czasie samotnych saksofonowych ćwiczeń w domu lidera. „Naima” to dedykacja dla żony, „Cousin Mary” dla jednej z kuzynek, z którą młody John Coltrane wychowywał się gdzieś w Północnej Karolinie. Wreszcie „Syeeda’s Song Flute” to utwór napisany dla córki.

Nagrania powstały zaledwie kilka tygodni po zakończeniu ostatniej sesji do „Kind Of Blue” Milesa Davisa. W nagraniu albumu wzięli udział muzycy, którzy grali również na tamtych słynnych sesjach – Paul Chambers i w jednym utworze Jimmy Cobb.

Saksofon Johna Coltrane’a jest jak zwykle hipnotyzujący. Po dłuższym zastanowieniu to jedyny sensowny przymiotnik jakim potrafię jego brzmienie opisać. Dla tych, którym jazz jest zupełnie obcy, dźwięki saksofonu lidera, nawet w tej nieco łatwiejszej w jego dyskografii wersji, będą z pozoru wydawać się przypadkowe. Jednak to wciągająca przypadkowość i dobry dla laików wstęp do dobrego jazzu.

Słuchacze bardziej osłuchani dostrzegą nie tylko wirtuozerię muzycznej myśli lidera, ale też wyśmienitych pianistów – Tommy Flanagana, Wyntona Kelly i Cedara Waltona. Jak każda wybitna płyta, również i ta nie jest przygodą na jeden wieczór. Zostanie z Wami na dłużej.

Tekst przygotowany dla RadioJAZZ.FM

John Coltrane
Giant Steps

The HeavyWeight Champion; John Coltrane – The Complete Atlantic Recordings
Wytwórnia: Rhino / Atlantic / Warner
Format: 7CD
Numer: 081227198428

3 komentarze:

sam pisze...

Box, o którym piszesz jest doskonały i godny polecenia kazdemu. Mam go od wielu lat i często do niego wracam. Płyta "Giant Steps" nie jest moja ulubiona płytą Coltranea ( a mam ich ok 70) co nie umniejsza jaj znaczenia dla historii jazzu.

Rafal Garszczyński pisze...

To też nie jest moja ulubiona płyta Johna Coltrane'a. Jednak jest w czołówce, a formuła prezentacji płyty tygodnia na antenie sprawiła, że właśnie ta płyta trafiła w tym tygodniu do naszej radiowej ramówki i została płytą tygodnia. Jakoś tak trudno słuchałoby się "A Love Supreme", czy choćby "The Olatunji Concert" przy przedpołudniowej kawie....

sam pisze...

Wiem coś o tym, kiedyś jako gość prezentowałem jazz w Radiu Łódź. Najważniejsze było, żeby utwór nie miał więcej niż 5 minut, najlepiej 3, a wiemy jak trudno znaleźć krótkie utwory jazzowe.