23 czerwca 2014

Pat Metheny Unity Group – Kin

Nie jestem jakimś szczególnie gorliwym wyznawcą nadwiślańskiego kultu Pata Metheny. Owszem, uważam, że to muzyk wybitny, jednak należący jednocześnie do rodzaju tych, którzy potrafią zbłądzić w takie rejony, w które ja zapuszczam się niezbyt często. Pat Metheny potrafi również nagrywać i koncertować zwyczajnie za dużo, a ja w dobrej wierze pozostaję zawsze w nadziei, że rozpiera go muzyczna energia i ogrom pomysłów a nie bierze się to z chęci zarobienia na kolejnej światowej trasie koncertowej obejmującej europejskie letnie festiwale, na których publiczność raczej chodzi na nazwiska, które są atrakcją, niż z chęci przeżycia jakiegoś wielkiego muzycznego wydarzenia.

Nad naturą letnich plenerowych koncertów można rozwodzić się godzinami, zastanawiając się, czy to nie jest aby kaganek oświaty niesiony pomiędzy słuchających coraz bardziej tandetnej muzyki serwowanej przez komercyjne rozgłośnie radiowe. Nawet jeśli jeden przypadkowy widz wyjdzie z jakiegoś tam rynku, albo amfiteatru z chęcią nabycia płyty bawiącego właśnie na kolejnych europejskich wakacjach wielkiego amerykańskiego muzyka, to może okazać się, że sprzedaż jego najnowszej płyty podwoi się następnego dnia. Smutne to, a jednocześnie budujące.

Miało być jednak o najnowszej płycie Pata Metheny. Wydane przez Nonesuch dzieło znane pod tytułem „Kin” z dopiskiem w formie strzałek, które niekoniecznie dobrze wyświetlą się w Waszych przeglądarkach jest jedną z lepszych płyt gitarzysty w ostatnich latach. To w zasadzie wszystkim znany Pat Metheny Group w pigułce. Ciągle taki sam, a jednak odrobinę nowocześniejszy i brzmiący wciąż świeżo. Może nawet lepszy od „Letter From Home”, czy „Still Life (Talking)”.

Teraz mogłem narobić sobie sporo wrogów. Przecież Pat Metheny Group teoretycznie istnieje do dzisiaj, a Unity Group to zupełnie coś innego. Tak z pewnością powiedzieliby wyznawcy kultu Pata skupieni wokół stadionu Legii Warszawa i pobliskiej rozgłośni radiowej. Owszem jest kilku muzyków, którzy są znani na tyle, że można nazywać ich po imieniu i wszyscy od razu wiedzą kogo mamy na myśli. Dla mnie jednak Pat nie jest Patem Methenym, a Patem Martino, ale o tym to już przy innej okazji. Autor albumu „Kin” zresztą za Patem Martino jakoś nie przepada.

W istocie, Unity Group to nie Pat Metheny Group, jednak to dość podobne muzycznie projekty. Na płycie „Kin” znajdziecie napisane z rozmachem przez lidera tematy, często oparte na krótkim i prostym temacie przewodnim, objawiające swoje piękno w rytmicznej komplikacji i wystawnych aranżacjach. Usłyszycie również powtarzane w sposób przypominający konstrukcję Bolera melodie z kumulowaną w kolejnych powtórzeniach melodią i zwielokrotnione głosy śpiewające niczym w najlepszych czasach Pat Metheny Group. Usłyszycie zespół, a raczej wiele instrumentów, które w przypływie muzycznej energii spadają nagle z wielkim impetem na wyciszoną solówkę akustycznej gitary. Wszystko jest jak trzeba, a nawet może lepiej niż 30 lat temu. I nawet to, że muzycy grają na tak wielu instrumentach nie razi za bardzo i nie brzmi zbyt plastikowo. Choć i tak najlepiej wypada oprócz lidera w swoich saksofonowych fragmentach Chris Potter.

Czy chciałbym usłyszeć taki zespół na koncercie – raczej niekoniecznie, tym bardziej, że duże sale koncertowe nie są najlepszym miejscem do grania jazzu, a poza tym Pata Metheny słyszałem już wiele razy w takiej postaci. Wiele muzyki z lat osiemdziesiątych dziś trąci myszką i w zasadzie pozostaje tylko dziwić się, że wtedy nam się podobało. Styl Pata Metheny pozostaje niezmienny, a mimo to raz na jakiś czas taką płytę chętnie umieszczam w moim odtwarzaczu. Dalej pozostanę przy swoim uznając zupełnie poboczne produkcje Pata Metheny za jego największe dzieła (jak choćby „Bright Size Life”, „Zero Tolerance For Silence”, czy „One Quiet Night”), jednak „Kin” to wyśmienity album, potwierdzający jego wielką klasę kreatora muzycznej atmosfery i nowych brzmień, a przy okazji ciągle wyśmienitego gitarzysty.

Pat Metheny Unity Group
Kin
Format: CD
Wytwórnia: Nonesuch

Numer: 075597958102

Brak komentarzy: