26 marca 2017

Gregory Porter - Take Me To The Alley

Jeśli tak miałby wyglądać współczesny pop, to świat muzyki popularnej z pewnością byłby dużo ciekawszy. Oczywiście trzeba trochę popracować, żeby poszukać dodatkowej, niezwiązanej z samą muzyką popularności wśród potencjalnych Klientów. Stylowa sesja zdjęciowa, modna czapeczka, staranna stylizacja, uśmiech i nienagannie przystrzyżona broda. Brudny murek i z pozoru tylko przypadkowe ujęcie na okładce.

W wersji Deluxe kilka dodatkowych utworów i promocyjna płyta DVD z teledyskami i opowieściami, jaka to była niezwykła przygoda związana z nagraniem kolejnej nagrodzonej wieloma wyróżnieniami płyty. Warto zauważyć oczywiście, że „Take Me To The Alley” to druga z kolei płyta Gregory Portera nagrodzona nagrodą Grammy w kategorii najlepszej wokalnej płyty sezonu po „Liquid Spirit” – nagranej w 2013 i nagrodzonej w 2014. Wokalno-jazzowa nagroda Grammy przez wielu jest raczej uznawana za smooth-jazzową, albo nawet zupełnie niejazzową, jednak warto pamiętać, że pierwszą laureatką była w 1977 roku Ella Fitzgerald, a ostatnio w tej kategorii wygrywali między innymi Al. Jarreau, Bobby McFerrin, Lena Horne, Dee Dee Bridgewater, Shirley Horn i Diana Krall. Całkiem reprezentatywne grono nieco dziś zapomnianego jazzowego śpiewania.

Związki Gregory Portera z jazzem są podobne do tych, jakie łączą z muzyką improwizowaną Norah Jones, Michaela Buble czy Jamie Culluma. Warto jednak pamiętać, że od czasów wielkich orkiestr jazzowych z lat czterdziestych ubiegłego wieku, wokalistom i wokalistkom przydzielano rolę twórców przebojów w świecie jazzu, a to wiąże się z komercją w nierozerwalny sposób. Do grona jazzowych wokalistek i wokalistów zaliczamy przecież choćby Peggy Lee, Nancy Wilson, czy Rosemary Clooney, a i wokalnym produkcjom samego Louisa Armstronga w większości bliżej do współczesnego mu popu niż jakiegokolwiek jazzowego gatunku.

W sumie to nie ma wielkiego znaczenia, muzyka, jeśli zrobiona z klasą i szacunkiem dla inteligencji słuchacza może być nawet popem, oby przyjemność sprawiała odbiorcom, a trudno mi sobie wyobrazić, żeby produkcje Gregory Portera komukolwiek nie przynosiły radości. Nawet próba rozłożenia jego własnych piosenek (to całkiem nietypowe jak na muzyka popularnego) na czynniki pierwsze nie przynosi możliwości skrytykowania za jakiś szczególny banał, czy schlebianie gustom słuchaczy, którzy konsumują muzykę z serwisu streamingowego przy okazji wykonywania szeregu innych czynności, czyli de facto jej nie słuchając.

Najnowszy, choć od jego premiery minęło już mniej więcej pół roku album Gregory Portera to doskonała, w pełni akustyczna, wypełniona świetnie napisanymi przebojami produkcja. „Take Me To The Alley” jest jedną z doskonalszych prób pogodzenia świata jazzu z muzyką popularną, jaką ostatnio słyszałem. Ciepły, niski głos Gregory Portera ani przez chwilę nie przekracza granicy pomiędzy dobrą muzyką, a banalnie chwytliwą piosenką przeznaczoną na listy przebojów. Nie ma niczego złego w czerpaniu z dobrych wzorców w rodzaju Billa Whitersa, Curtisa Mayfielda, czy Donny Hathawaya. Gregory Porter dysponuje fantastycznym głosem, wyczuciem jazzowej frazy, pisze przebojowe piosenki, a jego sceniczna charyzma sprawia, że muzyka staje się atrakcyjna również dla tych, którzy jazzu nie słuchają. Czy można chcieć więcej?

Gregory Porter
Take Me To The Alley
Format: CD + DVD
Wytwórnia: Blue Note / Decca / Universal
Numer: 602547857330