Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuba Płużek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuba Płużek. Pokaż wszystkie posty

07 stycznia 2018

Kuba Płużek Quartet – Froots

„Froots” to trzeci album w autorskiej części dyskografii Kuby Płużka, jednego z najbardziej niezwykłych polskich artystów młodego pokolenia. Muzyka dojrzałego już chyba w chwili, kiedy po raz pierwszy zobaczył fortepian. Człowieka, który potrafi już wszystko, a mimo to ciągle się rozwija. Wielkiej, wrażliwej osobowości, wprawną ręką prowadzącego od kilku lat rasowy jazzowy kwartet w niezmienionym składzie. Obdarzonego genialną inwencją kompozytora i lidera sterującego zespołem z pewnością celu godną muzyka z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem scenicznym i gwiazdorskim autorytetem.

Kiedy wiosną 2014 roku opisywałem jego pierwszy album, napisałem o nim:

„First Album” to świetnie skomponowana przez lidera i zagrana przez cały zespół płyta. To kompozycje pełne energii, ale przede wszystkim pewności pomysłu i celu. Taka pewność u debiutanta to cecha właściwa największym geniuszom. Jeśli ktoś wydaje tak dojrzały debiut, strach pomyśleć, jak będzie brzmiał „Tenth Album”. Obawiam się, że może zmieść z powierzchni ziemi wiele amerykańskich jazzowych kwartetów z najwyższej półki.

Trzeci album w dyskografii Kuby Płużka – „Froots” potwierdza moją prognozę. Drugi, solowy z powodów pozamuzycznych przeżył na rynku trudne chwile. Kolejny potwierdził moje trafne przewidywania. Dziś wiem, że kolejne płyty Kuby Płużka będę kupował w ciemno. Oby tylko nie przekombinował. Kiedy po raz pierwszy „Froots” wylądowała w moim odtwarzaczu, zastanawiałem się, czy na pewno potrzebny był elektryczny fortepian? Otóż był potrzebny, a nawet niezbędny.

Formuła klasycznego jazzowego kwartetu jest niezwykle pojemna, a po elektryczne instrumenty sięgali w przeszłości najwięksi jazzowi pianiści. Tyle tylko, że u Kuby wszysto dzieje się szybciej. Herbie Hancock potrzebował niemal 10 lat, żeby dojrzeć do poważnego grania elektrycznego. Kubie wystarczyły trzy albumy. Elektryczne brzmienie to dodatkowy środek wyrazu, ale też kolejny element układanki, który trzeba kontrolować. Własne kompozycje, własny zespół, doskonałe aranżacje i profesjonalna realizacja. W efekcie powstała kolejna płyta na światowym poziomie. Mam nadzieję, że tym razem uda się albumem zainteresować publiczność na całym świecie, bowiem „Froots” to płyta na najwyższym światowym poziomie, a talent lidera zasługuje na najwyższe uznanie.

Kuba Płużek to przede wszystkim wyśmienity kompozytor. „Froots” to potwierdza. Od pierwszej nuty przebojowego utworu tytułowego po ostatnie dźwięki poświęconej Januszowi Muniakowi ballady zamykającej album. Ten album potwierdza geniusz lidera i doskonałe funkcjonowanie zespołu. Mam nadzieję, że dalej muzycy nie będą kombinować. W przypadku muzyki Kuby Płużka siłą jest prostota, emocje i kompozycje. Nie mogę się już doczekać kolejnego albumu.

Kuba Płużek Quartet
Froots
Format: CD
Wytwórnia: ForTune
Numer: 0129 082

13 kwietnia 2014

Kuba Płużek – First Album

W formule jazzowego kwartetu z saksofonem powiedziano już wszystko. Możliwe są oczywiście różnego rodzaju eksperymenty, których rynkowa wartość leży w wyróżnieniu się z tłumu setek ukazujących się każdego miesiąca płyt. Te eksperymentalne produkcje czasem potrafią cieszyć uszy części słuchaczy, ale równie szybko jak zdobywają rzesze zwolenników, starzeją się i pozostają chwilową sensacją.

Debiut płytowy Kuby Płużka to zupełnie inna liga. Młody, ale posiadający już spore jazzowe doświadczenie pianista nie eksperymentuje. Czuje się wystarczająco pewnie w jazzowym mainstreamie, gdzie trzeba wykazać się wiedzą, muzykalnością, pomysłami i wieloma zdolnościami, które nie trafiają się tak często jak unikalny eksperymentalny pomysł.

„First Album” to świetnie skomponowana przez lidera i zagrana przez cały zespół płyta. To kompozycje pełne energii, ale przede wszystkim pewności pomysłu i celu. Taka pewność u debiutanta to cecha właściwa największym geniuszom. Jeśli ktoś wydaje tak dojrzały debiut, strach pomyśleć, jak będzie brzmiał „Tenth Album”. Obawiam się, że może zmieść z powierzchni ziemi wiele amerykańskich jazzowych kwartetów z najwyższej półki.

Od czasu James Farm nie słyszałem równie błyskotliwego kwartetu. Nie tylko dlatego, że Kuba Płużek jest równie dobrym pianistą jak Aaron Parks. „First album” to również jedno z najlepszych nagrań Marka Pospieszalskiego. Jeśli szukać analogii z James Farm – Joshua Redman to oczywiście gwiazda światowego formatu, ale Marek Pospieszalski serwuje słuchaczom parę świetnych momentów konkurując z fortepianem lidera i jak zwykle wybitnymi pomysłami improwizacyjnymi Maxa Muchy. Nie wspomniałem jeszcze o obecności Davida Fortuny, którego perkusja jest niezbędnym elementem jazzowego kwartetu. A zespół Kuby Płużka to kwartet światowej klasy.

Gdybym nie wiedział, że to album debiutanta z Krakowa, pomyślałbym, że nagrali go rutynowani amerykańscy muzycy ze sporym studyjnym doświadczenie. To oznacza, że oprócz młodzieńczej energii i absolutnie prawdziwej pasji słyszę w kompozycjach Kuby Płużka olbrzymią wiedzę o historii mojej ulubionej improwizowanej amerykańskiej muzyki.

Gdybym musiał wybrać pomiędzy Aaronem Parksem i Joshua Redmanem, a Markiem Pospieszalskim i Kubą Płużkiem – z pełną odpowiedzialnością podejmuję się bronić tezy, że warto postawić na polski zespół. Tym bardziej, że z pewnością jeszcze nagra sporo wyśmienitej muzyki, a amerykańskie superskłady zwykle pojawiają się w studiu tylko na chwilę. „First Album” powinien spodobać się zarówno młodym poszukującym nowości słuchaczom, jak i wszystkim, którzy pamiętają czasy świetności największych jazzowych kwartetów wszechczasów.

Kuba Płużek
First Album
Format: CD
Wytwórnia: V Records / Universal
Numer: 5903111377021