07 stycznia 2020

Rhoda Scott & Kenny Clarke - Jazz In Paris

Rhoda Scott, prawdopodobnie najważniejsza jazzowa i soulowa organistka wszechczasów. Jej Hammond często na koncertach pozbawiony jest marki, pewnie toczy jakąś własną wojenkę o reklamowanie instrumentu, którego produkcja w zasadzie należy do jednej firmy. Urodziła się w Stanach Zjednoczonych w 1938 roku, gdzie rozpoczęła występować w kościele już w wieku 8 lat. Muzyczne doświadczenie i wykształcenie zdobywała w swojej ojczyźnie. W wieku niemal 30 lat trafiła do Francji, chcąc studiować pod okiem słynnej Nadii Boulanger. Gra muzykę klasyczną, gospel, soul i blues. Po klasykę sięga ostatnio raczej niezbyt często, skupiając się na jazzowych standardach i soulu. Mimo wieku już dla muzyka mocno dojrzałego ciągle koncertuje i nagrywa. Jej najnowszy album ukazał się w 2018 roku („We Free Queens”). W ostatnich latach nagrywa i koncertuje tworząc złożony z kobiet zespół Lady Quartet. Odnajduje się w towarzystwie młodszych muzyków, choć często takie nagranie nie należą do jakoś specjalnie udanych.

Dawniej często sama sięgała po mikrofon, ja jednak cenię sobie zdecydowanie bardziej jej nagrania instrumentalne. Obszerna dyskografia Rhody Scott jest w zasadzie niemożliwa do skompletowania, bowiem sporą część jej nagrań z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wydała wytwórnia Barclay, której katalog należy (wraz z obecnie nieistniejącą wytwórnia) do Universalu, który niezbyt często sięga do katalogu francuskiej wytwórni zawierającej wiele unikalnych nagrań, często z udziałem znakomitych muzyków również ze Stanów Zjednoczonych, którzy lubili przyjeżdżać i nagrywać we Francji.

Pierwszy album Rhoda Scott nagrała już w 1962 roku („Hey! Hey! Hey!”), jednak za prawdziwego odkrywcę jej talentu uchodzi sam Count Basie. W 1968 roku Rhoda Scott wyjechała na stałe do Francji, gdzie mieszka do dzisiaj. Niemal od samego początku grała na organach Hammonda boso, co stało się jej znakiem rozpoznawczym. Taki styl kontynuuje do dzisiaj, grając z równą swobodą jazzowe standardy, hity wczesnego rock and rolla, utwory znane z repertuaru Raya Charlesa, czy bardziej złożone formy klasyczne, najczęściej Rachmaninowa. Do dziś uchodzi za absolutną mistrzynię gry nogami na organach Hammonda. Jeśli chcecie poznać możliwości trzeciej (nożnej) klawiatury organów, odnajdźcie w internecie film w którym Rhoda Scott gra „Mercy, Mercy, Mercy” Joe Zawinula pochodzący z 1975 roku.

W obszernej dyskografii Rhody Scott nie potrafię wyróżnić żadnego z albumów. Znajdziecie tu zarówno przebojowe nagrania koncertowe w rodzaju „Live At The Olympia” z 1971 roku, jak i nastrojowe solowe „Alone” wypełnione własnymi kompozycjami artystki. Jest też zestaw fantastycznych ballad „Ballades No. 2” z 1975 (ten album jest częścią kolekcji ballad) i zestaw przebojów z Broadwayu – „Encore, Encore, Encore…” z 2003. Nowocześnie brzmią nagrania z albumu „Rock My Boat” Davida Linxa, jednej z nielicznych płyt w dyskografii Rhody Scott, na których wystąpiła w roli gościa. Nagrywała też z orkiestrą Thada Jonesa i Mela Lewisa, a także całą plejadą muzyków francuskich. Jeśli zobaczycie gdzieś oryginalne wydanie któregoś z jej albumów z lat siedemdziesiątych (szanse są duże, bowiem we Francji sprzedawała spore ilości płyt) – kupujcie w ciemno.

Album nagrany z amerykańskim perkusistą Kenny Clarke’iem w 1977 roku wybrałem jako reprezentatywny dla tej części dyskografii Rhody Scott, w której nie śpiewa (za tym nie przepadam), a jednocześnie w uznaniu faktu, że w towarzystwie perkusisty czuje się chyba najlepiej, nawet jeśli sporą część nagrań zarejestrowała solo. Ponadto jest to jedna z tych płyt Rhody Scott, na których przeważa czysto jazzowy repertuar.

Rhoda Scott & Kenny Clarke
Jazz In Paris
Format: CD
Wytwórnia: Gitanes / Emarcy / Universal
Numer: 731454928724

06 stycznia 2020

Pastime Paradise – CoverToCover Vol. 26

„Pastime Paradise” to jeden z licznych genialnych przebojów napisanych przez Stevie Wondera. W zasadzie co najmniej przez rok mógłbym zajmowac się w cyklu CoverToCover twórczością Stevie Wondera, bowiem jego kompozycje posiadają genialną elastyczność umożliwiającą ich dowolne modyfikowanie bez utraty pierwotnej tożsamości. Mogą być wykonywane w każdym stylu i na dowolnych instrumentach i dalej od razu będzie wiadomo, że to wymyślił Stevie Wonder. „Pastime Paradise” pochodzi z wydanego w 1976 roku podwójnego albumu „Songs In The Key Of Life”. Tylko na tym wydawnictwie znaleźć można oprócz „Pastime Paradise” inne wielokrotnie wykonywane przez innych artystów we wszystkich możliwych muzycznych stylach hity – „Isn’t She Lovely”, „Love's In Need Of Love Today”, „Knocks Me Off My Feet” i „Have a Talk with God”, „Another Star”, a przecież to tylko jedno z licznych przebojowych wydawnictw Stevie Wondera z lat siedemdziesiątych. Zanim skończył 30 lat miał na swoim koncie kilkadziesiąt napisanych i zaśpiewanych światowych przebojów i albumy, które do dziś uznawane są za niezwykle istotne w historii światowej muzyki – „Talking Book”, „Signed, Sealed & Delivered” i „My Cherie Amour” (piosenki tytułowej z tego albumu też jest współautorem). Hitów wystarczyłoby na kilkadziesiąt odcinków CoverToCover, gdyby sięgnąć również po jego późniejsze produkcje, w tym chyba najbardziej popularny, choć niekoniecznie muzycznie najciekawszy „I Just Called To Say I Love You” z 1984 roku.


Trudno jest wybrać jeden, najciekawszy cover „Pastime Paradise”. Nagrania Raya Baretto otwiera cykl wydawnictw „Diggin' Deeper - The Roots Of Acid Jazz” definiując pomysł na ten przypominający wiele zaginionych w katalogach dziś już nieistniejących wytwórni z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych doskonałych nagrań. Perkusyjna wersja pierwotnie opublikowana na płycie „La Cuna” Raya Barretto w 1981 roku gromadzi w sobie taneczną energię właściwą dla wielu przebojów Stevie Wondera.

Transowa i niezwykle wciągająca interpretacja Patti Smith z genialnego albumu „Twelve” z 2007 roku uzupełnia jej opowieść o ważnych dla niej utworach. To jeden z najlepszych albumów Patti Smith, choć wielu fanów było rozczarowanych, że zamiast nowych piosenek dostali w 2007 roku świetne interpretacje Hendrixa, Dylana, The Doors, Rolling Stonesów, Neila Younga i Nirvany. W zasadzie cały album Patti Smith powinien znaleźć się w cyklu CoverToCover, to jedna z najdoskonalszych płyt złożonych z coverów w historii muzyki rockowej.

Eksperyment Nguyena Le z rockowymi klasykami w postaci albumu „Songs Of Freedom” był niezwykle udany. Co prawda nie ma w jego wersji „Pastime Paradise” jakiejś szczególnie błyskotliwej gitarowej solówki, ale to przecież oczywiste – gitarowego łatwo rozpoznawalnego riffu nie ma też w oryginale, który jest jednym z pierwszych przebojów zagranych przez Wondera na niezwykle wtedy zaawansowanym wielogłosowym syntezatorze Yamaha GX-1. Jeśli chcecie posłuchać gitary Nguyena Le, na tej płycie znajdziecie jej więcej w gitarowych klasykach Led Zeppelin i Erick’a Claptona.

Na koniec opowieści o „Pastime Paradise” zostawiam doskonale skomentowane wykonanie zagrane solo na fortepianie przez Chicka Corea, który na płycie „Portraits: Solo Piano” opowiada o swojej przyjaźni z Stevie Wonderem i prezentuje najbardziej jazzową ze wszystkich wersję tej kompozycji.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Songs In The Key Of Life
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla Motown / Universal
Rok: 1976
Numer: 601215735727
Skład: Stevie Wonder – voc, prog, keyb, John Fischbach – prog, Charles Brewer – prog, Nelson Hayes – eff, John Harris – eff, Don Hunter – eff, Fountain Jones – eff, Dr. Larry Scott – eff, Raymond Maldonado – perc, Bobbye Hall – perc, West Angels Church Of God Choir – choir, Hare Krishna – choir.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Diggin' Deeper - The Roots Of Acid Jazz
Wykonawca: Ray Baretto (Various Artists)
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1981
Numer: 5099748389923
Skład: Ray Barretto – perc, Willy Torres – voc, John Tropea – g, Carlos Franzetti – p, Suzanne Ciani – prog, synth, Jeremy Wall – synth, Joe Farrell – ts, ss, fl, Francisco Centeno – b, Mark Craney – dr, , Steve Gadd – dr, Charlie Palmieri – perc, p, Tito Puente – timbales.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Twelve
Wykonawca: Patti Smith
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 2007
Numer: 828768725122
Skład: Patti Smith – voc, cl, Lenny Kaye – g, Tony Shanahan – voc, b, kbd, Paul Nowinski – b, Jay Dee Daugherty – dr, perc, Louis Resto – p, dr.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Linley Marthe – voc, Ousman Danedjo – voc, Himiko Paganotti – voc, Iliya Amar – vib, marimba, eff, Stephane Galland – dr, Karim Ziad – perc, Hamid El Kasri – perc.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Portraits: Solo Piano
Wykonawca: Chick Corea
Wytwórnia: Concord / Universal
Rok: 2014
Numer: 888072356030
Skład: Chick Corea – p.

05 stycznia 2020

Najciekawszy album 2019 roku


Koniec roku sprzyja podsumowaniom. Warto przypomnieć sobie, co z danego roku koniecznie trzeba zapamiętać. Często czuję się nieco przytłoczony nowościami, których zawsze dociera do mnie więcej, niż jestem w stanie z uwagą posłuchać choćby jeden, jedyny raz. Każdy album, który zajmuje miejsce na mojej półce z nowościami dostaje choć jedną szanse. Za każdy raz, kiedy trafiam na dzieło definitywnie nie trafiające w mój muzyczny gust, staram się poświęcić niespełna godzinę każdej z takich płyt w nadziei, że może tylko początek jest niekoniecznie mój. Nigdy jeszcze tak się nie stało. Z upływem lat jestem coraz bliższy teorii, że jeśli pierwsze 10 minut jakiegoś nagrania zupełnie mi się nie podoba, to szkoda czasu na kolejne pół godziny. Jeszcze tak nie potrafię.


Zupełnie inna sytuacja jest z płytami, które sam wybieram do swojej kolekcji w sklepach na całym świecie. Wśród nich są pewniaki, zwykle należące do artystów których znam. Rozumiem problem debiutantów, przecież oprócz rodziny i znajomych (nawet jeśli policzyć tych z portal społecznościowych), nikt ich nie zna. Kupuję też płyty kierując się poradami sprzedawców w egzotycznych krajach. W takim przypadku lata doświadczeń wyostrzyły moją zdolność wykrywania oszustów kierujących się podobną strategią do kelnerów polecających danie dnia, które jest zwykle wczorajszą nieudaną promocją. Czasem kieruję się irracjonalną intuicją opartą na wyglądzie okładki lub liście utworów. Nie lubię słuchać w pośpiechu w sklepie. W ten sposób sam kradłbym sobie komfortowe pierwsze wrażenie w domowym zaciszu.

Po wielu latach słuchania i pisania o muzyce ciągle nie potrafię odważyć się na nazwanie jakiegoś nagrania ewidentnie złym. Są tylko takie, które sprawiają mi danego dnia przyjemność, lub takie od których uciekam. Choć w duchu uważam niektóre z tych nielubianych za ewidentnie słabe muzycznie, o nich się ode mnie nie dowiecie.

W kolejce do przedstawienia w Płycie Tygodnia czeka sporo albumów z data publikacji 2019. Z pewnością warto o nich pamiętać. Ja do nich często wracam myślami, trochę rzadziej muzycznie z braku czasu. Być może część z nich znajdzie się w moim cyklu płyta tygodnia, to będzie jednak zależało od tego, jakie nowości pojawią się w ciągu najbliższych tygodni. Wśród tych albumów, które nie zmieściły się w 2019 roku w cyklu Płyta Tygodnia z pewnością pamiętam o albumach Kingi Głyk („Feelings”), Eryka Kulma („Private Things”), Szymona Klekowickiego, Kalle Kalimy, formacji Tonbruket („Masters Of Fog”) i Leszka Żądło („Komeda”). Ciągle zaprzyjaźniam się z nowym nagraniem Wojciecha Mazolewskiego („When Angels Fall”). Z pewnością na miejsce w cyklu Płyta Tygodnia zasługuje „Blue World” Johna Coltrane’a, choć dla fanów mistrza pozostanie zwyczajnie kolejnym albumem z kolejnymi wersjami „Naimy” i „Traneing In”.

Wykorzystując okazję podsumowania minionego roku warto pamiętać, że był to od wielu lat najlepszy rok dla fanów Bruce’a Springsteena, choć The E-Street Band nie koncertował i na jakąś dłuższa trasę chyba się nie zanosi. Sam Springsteen wydał doskonałe „Western Stars: Songs From The Film” i „Western Stars”. Firmował też okraszoną drobnymi premierami ścieżkę dźwiękową do doskonałego filmu „Blinded By The Light”. W końcówce 2018 roku ukazał się album „Springsteen On Broadway”. Stevie Van Zandt wydał „Summer Of Sorcery” i wyruszył w trasę wspierającą zarejestrowany rok wcześniej doskonały album koncertowy (CD i Blue Ray „Soulfire Live!”). Nils Lofgren wydał „Blue With Lou”, a najbardziej zaskoczył mnie Garry Tallent nagrywając fantastyczny album „More Like Me”. Stevie Van Zandt wydał też ścieżkę dźwiękową do filmu „Lilyhammer”, która wymyślił sam od początku do końca, ale na dostawę tych płyt jeszcze czekam.

Spośród albumów, które zdążyłem opisać i zaprezentować w moim cyklu Płyta Tygodnia na antenie RadioJAZZ.FM w 2019 roku najczęściej wracam i z pewnością wracać będę do albumu „So Quiet” Sereny Fisseau i Vincenta Peirani. Takich płyt powstaje zdecydowanie za mało. Dźwiękowy śmietnik, który otacza nas na co dzień przypomina mi momentami niewywiezione po świętach śmieci wysypujące się z pojemników. Niepotrzebny hałas i dźwiękowy chaos otaczają nas codziennie. Dlatego płyty w rodzaju „So Quiet” powinny być dostępne nie tylko w sklepach muzycznych, które jeszcze ciągle trwają na posterunku, ale również w aptekach, może nawet zamiast zatyczek do uszu… Z tekstem, który napisałem o tym wyśmienitym albumie kilkanaście tygodni temu zgadzam się w całości, więc poniżej przypominam go bez zmian.

Serena Fisseau / Vincent Peirani - „So Quiet”

Najnowszy album duetu Sereny Fisseau i Vincenta Peiraniego ma jedną niezwykłą cechę, która od razu czyni go muzycznym arcydziełem. Już od pierwszych dźwięków mam pewność, że jest prawdziwy i w dodatku, że został nagrany specjalnie dla mnie. W magiczny sposób w zasadzie każdy, komu prezentowałem w ciągu ostatnich dni nagrania z płyty „So Quiet” uważa, że album powstał właśnie dla niego. Niezwykle kameralna, osobista i w sumie prosta muzyka dwojga artystów trafia do każdego, niezależnie od tego, czy sama stylistyka jest słuchaczowi bliska.

Prawda w sztuce broni się zawsze, oczywiście uzupełniona biegłością techniczną pozwalającą muzykom wyrazić emocje za pomocą instrumentów, w tym oczywiście również głosu, bowiem Serena Fisseau jest wokalistką, śpiewająca w kilku językach, w tym francuskim, portugalskim, angielskim i swoim pierwszym – indonezyjskim.

Repertuar albumu wydaje się niemożliwy do spójnego zagrania i zaśpiewania – różne języki, różne pochodzenie kulturowe i style utworów, od amerykańskich klasyków po folklor Indonezji, od Antonio Carlosa Jobima po Burta Bacharacha i Johna Lennona/Paula McCartneya i klasykę francuskiej piosenki. Całość jednak brzmi tak, jakby te wszystkie, znane i odkryte na nowo melodie były napisane specjalnie na potrzeby tego nagrania.

Vincent Peirani to artysta, którego działalność obserwuję z podziwem od lat. Zachwyca mnie nieodmiennie, zarówno nagrywając swoje własne albumy, które regularnie od lat stają się naszymi płytami tygodnia, jak i wtedy, kiedy występuje na galach ACT Music, lub gości na płytach innych wykonawców. W jego przypadku jednak moim zdaniem im mniej dźwięków i instrumentów tym lepiej.

Nie miałem do dziś pojęcia, że jego życiowa partnerka jest równie utalentowana. Razem tworzą duet wręcz idealny do takich nagrań. Jak dla mnie, ACT Music może utworzyć kolejny cykl prezentujący kołysanki z przeróżnych stron świata i przeróżne ballady o miłości i nagrywać je systematycznie. Ja od razu kupuję abonament. Repertuaru z pewnością wystarczy na długo.

Album „So Quiet” Fisseau i Peirani nagrali dla dwójki swoich dzieci. Jeśli to ma być muzyka dla dzieci, to ja jestem gotów zapisać się na ochotnika do przedszkola i leżakować przy dźwiękach tego albumu.

Duet jest niezwykle trudną formą wspólnego muzykowania. W większych zespołach każdy może pozwolić sobie na odrobinę oddechu i schować się za kolegami, którzy mają akurat trochę lepszy pomysł na kolejne takty. Muzyk grający solo co prawda nie może na nikogo zwalić, jak nie wychodzi, ale zachowuje absolutną kontrolę nad każdym dźwiękiem. Duety muszą się doskonale rozumieć. Peirani i Fisseau to doskonały muzyczny przykład tego, że razem można zrobić więcej.

Chciałbym, żeby świat poruszał się w tempie proponowanym przez duet Fisseau/Peirani. Niestety tak nigdy się nie stanie, jednak dzięki „So Quiet” mogę w dowolnym momencie zapomnieć o wszystkim innym i udawać choćby przez chwilę, że świat jest lepszy niż w rzeczywistości.

Serena Fisseau / Vincent Peirani
So Quiet
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9884-2

04 stycznia 2020

Hurt – CoverToCover Vol. 25

Nie przepadam za twórczością zespołu Nine Inch Nails, jednak piosenka „Hurt” udała się Trentowi Reznorowi doskonale. Dlatego nie może jej zabraknąć w cyklu CoverToCover. Jednak tym razem nie w wersji autorskiej. Kompozycja po raz pierwszy dotarła do fanów zespołu na płycie „The Downward Spiral”. Na singla promującego utwór i teledysk nagrany na koncercie trzeba było poczekać kilka miesięcy. Utwór w wykonaniu zespołu cieszył się pewną popularnością, ale nie był hitem mogącym znaleźć się na pierwszych miejscach list przebojów. Osobisty (podobno) tekst był kilka razy zmieniany, bowiem odnosi się do uzależnienia od heroiny i samookaleczeń, co w wielu krajach w 1995 roku było tematem drażliwym i wiązało się z możliwym bojkotem w radiu i muzycznych telewizjach. Słuchacze potrafili dopatrzeć się w słowach ukrytego przesłania potencjalnego samobójcy, co przeczyłoby tezie o osobistym charakterze tekstu napisanego przez Trenta Reznora, ten bowiem żyje do dziś w całkiem dobrym zdrowiu.


Krótko po wydaniu albumu zespół Reznora otwierał koncerty Davida Bowie, który uznał „Hurt” za kompozycję wartościową i często wykonywał ją na scenie wspólnie z kompozytorem. Nie udało mi się dotrzeć do żadnego oficjalnie wydanego nagrania takiego duetu.

Pewnie dziś o „Hurt” nikt, oprócz grupki fanów Nine Inch Nails już by nie pamiętał, gdyby nie nagranie Johnny Casha umieszczone na płycie „American IV: The Man Comes Around” wydanej w 2002 roku, która miała okazać się szybko ostatnim albumem wydanym przed śmiercią artysty. Seria „American”, w skład której za życia Johnny Casha wchodziły cztery albumy (do dziś ukazały się jeszcze dwa będące raczej cieniem tych zatwierdzonych przez Casha) zawierała nowe, oszczędne muzycznie interpretacje jego własnych kompozycji oraz zadziwiający wybór aktualnych i nieco starszych przebojów przeróżnych wykonawców. Już sam fakt, że Johnny Cash znał takie zespołu jak Nine Inch Nails, Depeche Mode, The Eagles, Danzig, czy kompozycje Nicka Cave’a mógł zadziwiać. Podobno spory wpływ na wybór repertuaru na te albumy miał genialny Rick Rubin, który był ich producentem. Jednak z pewnością Cash nie dałby sobie wcisnąć czegoś, do czego nie miałby przekonania, tym bardziej, że seria „American” nie była skokiem na kasę, ani chęcią zdobycia jakiejś dodatkowej popularności. Zmęczony życiem Johnny Cash już nie musiał niczego nikomu udowadniać.

Sam Trent Reznor nie był pomysłem nagrania „Hurt” przez Casha zachwycony jednak, kiedy usłyszał jego wersję i obejrzał niezwykle przejmujący teledysk uznał, że to już nie jest jego piosenka. Doskonale wymyślony teledysk zrealizowany w zamkniętym wtedy i częściowo zniszczonym przez powódź muzeum z pamiątkami Johnny Casha z pewnością przyczynił się do niezwykłej popularności albumu „American IV: The Man Comes Around” i spowodował, że wielu sięgnęło również po jego poprzednie części. Sam Johnny Cash osłabiony chorobą nie mógł już wtedy grać na gitarze, choć w teledysku w kilku ujęciach trzyma ją w rękach. Przebojem z tego albumu miał być utwór „Personal Jesus” Depeche Mode, stało się jednak inaczej. „Hurt” to jedna z najlepszych piosenek całego cyklu „American”. Mimo tego, że nie została napsiana przez Johnny Casha, należy do jego najważniejszych nagrań.

Całkiem niedawno swoją wersję zaprezentował fiński gitarzysta Kalle Kalima, który nie próbował kopiować ani oryginału Nine Inch Nails, ani Johnny Casha. Jego instrumentalna wersja jest dość eksperymentalna, a ja słuchając tego nagrania ciągle czekam na zmęczony, jednak wypełniony prawdziwą emocją głos Casha. „Hurt” to jeden z tych utworów, który długo jeszcze będzie miał tylko jednego mistrza.

Utwór: Hurt
Album: American IV: The Man Comes Around
Wykonawca: Johnny Cash
Wytwórnia: American Recordings / Universal
Rok: 2002
Numer: 044006333922
Skład: Johnny Cash – voc, Benmont Tench – p, org, mellotron, Smokey Hormel – g, Mike Campbell – g.

Utwór: Hurt
Wykonawca: Kalle Kalima / Knut Reiersrud
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2019
Numer: ACT 9888-2
Skład: Kalle Kalima – g, Knut Reiersrud – steel g, harm, Phil Donkin – b, Jim Black – dr.

03 stycznia 2020

Mysterious Ways – CoverToCover Vol. 24


„Mysterious Ways” pochodzi z wydanej w 1991 roku płyty „Achtung Baby” zespołu U2. Za tym albumem raczej nie przepadam, wolę wcześniejsze albumy, a w zasadzie to dla mnie U2 mniej więcej od czasu tej płyty raczej grają i komponują coraz słabiej. Ciągle są poza zasięgiem większości tych, którzy chcieliby zrobić światową karierę. Ciągle nagrywają albumy dobre, ale już nie tak wybitne, jak „Boy” „October”, czy „War”, albo przebojowe jak „Unforgettable Fire” i „Joshua Tree”, czy stylowe jak „Rattle And Hum”. Ale to już zależy, co kto lubi, bo U2 zaliczyli spory dryf stylistyczny od czasu postpunkowego, a dla mnie zwyczajnie fantastycznie rockowego „Boy”.


Trudno jednak odmówić muzykom zespołu widocznego do dziś niezwykłego talentu do pisania łatwych do zapamiętania i dobrze znoszących zmiany stylu, instrumentów, rytmu i w zasadzie każdego innego elementu składowego kompozycji. W świecie jazzu brzmiało by to w skrócie tak, że mają rękę do pisania standardów. Tak też jest. Dlatego w cyklu CoverToCover U2 będzie gościło często, co jest dla mnie okazją do przypomnienia sobie ich wybitnych albumów sprzed wielu lat i poszukiwania nowych ciekawych i inspirujących interpretacji. Tym razem poszukiwania zaprowadziły mnie do Beninu i Angelique Kidjo.

O „Mysterious Ways” można napisać powtarzaną często w przypadku rockowych kompozycji historię o riffie, który przyśnił się gitarzyście. W przypadku tej kompozycji historię można choć trochę zmodyfikować, bowiem za pierwszą wersję kompozycji odpowiedzialny jest basista Adam Clayton, a za resztę, co zresztą całemu albumowi wyszło na dobre, Daniel Lanois. Do gotowej kompozycji nietypowe syntetyczne brzmienie dołożył The Edge i tak powstał drugi w kolejności singiel z albumu „Achtung Baby” po „The Fly”. Czas zweryfikował kompozycje. O dobrych wykonaniach „The Fly” nie słyszałem, za to o „Mysterious Ways”, „One” i „Love Is Blindness” napisanej przez Bono z myślą o Ninie Simone słychać do dziś dzięki wielu ciekawym wykonaniom od Johnny Casha po Cassandrę Wilson.

Tańcząca w oryginalnym teledysku „Mysterious Ways” zarejestrowanym w Maroku taniec brzucha dziewczyna została wkrótce żoną The Edge’a, a zespół mniej więcej w czasie wydania „Achtung Baby” jako jeden z pierwszych dostrzegł, że w związku ze zmianami technologii, zarobić będzie można raczej na ogromnych trasach koncertowych niż wydawaniu płyt.

W 2005 roku cały album piosenkom U2 poświęcił amerykański zespół śpiewający najczęściej bez instrumentów The Persuasions. Ich twórczość jest ciekawa, choć taka formuła brzmi w większych dawkach dość monotonnie, dlatego trudno strawić cały album. Poza tym nie wszystkie utwory dobrze znoszą pozbawienie ich instrumentów. W przypadku „Mysterious Ways” wykonanie acapella brzmi interesująco. Dla mnie jednak najlepszym coverem jest wykonanie Angelique Kidjo z albumu różnych wykonawców o afrykańskim rodowodzie poświęconego przebojom U2. To również płyta nierówna, jednak „Mysteriosu Ways” wyszło fantastycznie. Przy okazji polecam autobiografię napisaną raczej samodzielnie przez Kidjo (zajrzyjcie na zdjęcie powyżej). Książka zawiera wiele ciekawych i bogato ilustrowanych zdjęciami opowieści z Beninu, Paryża i Stanów Zjednoczonych. Książka zawiera nawet ulubione przez Kidjo przepisy na afrykańskie potrawy, które ponoć często gotuje. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo przepisy są wykonalne i smakują wyśmienicie.

Utwór: Mysterious Ways
Album: Achtung Baby
Wykonawca: U2
Wytwórnia: Island
Rok: 1991
Numer: 602517135932 (18 Singles)
Skład:Bono – voc, The Edge – g, Adam Clayton – bg, Larry Mullen Jr. – dr, perc.

Utwór: Mysterious Ways
Album: The Persuasions Sings U2
Wykonawca: The Persuasions
Wytwórnia: Chesky
Rok: 2005
Numer: 090368030627
Skład: James Hayes – voc, B. J. Jones – voc, Joe Russell – voc, Ray Sanders – voc, Jayotis Washington – voc.

Utwór: Mysterious Ways
Album: In The Name Of Love: Africa Celebrates U2
Wykonawca: Angelique Kidjo (Various Artists)
Wytwórnia: Shout! Factory / Wrasse
Rok: 2008
Numer: 506000272726
Skład: Angelique Kidjo – voc, Joao Mota – g, Dominic Kanza – b, Thandi Bengut – b voc.