20 czerwca 2021

NOVI Singers – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Zespół NOVI Singers powstał w 1964 roku z inicjatywy skrzypka Bernarda Kawki. W chwili powstania zespół tworzyło 5 absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie. Oprócz wspomnianego Kawki, w składzie znaleźli się grająca na skrzypcach Ewa Wanat, flecista Janusz Mych, operator dźwięku Waldemar Parzyński i Aleksander Głuch. Wszyscy porzucili instrumenty, których uczyli się w szkole i postanowili stworzyć zespół wokalny wzorowany na amerykańskim Lambert Hendricks Ross, a także Swingle Singers i nieco mniej popularnym Les Double Six Of Paris.

Od początku zespół stawiał na własne, oryginalne aranżacje, sięgając zarówno po polski repertuar popularny, amerykańskie jazzowe standardy i melodie, które muzycy z pewnością znali z sal szkolnych. Muzycy występowali jako zespół wokalny bez instrumentów, czasem korzystając z pomocy kolegów, najczęściej z zespołu Zbigniewa Namysłowskiego. Już w kilka miesięcy po pierwszych próbach pojechali na mający wtedy całkiem dobrą renomę festiwal jazzowy do Zurichu, gdzie zdobyli nie tylko jedną z nagród, ale też uznanie publiczności, co zapoczątkowało ich wyjazdy na koncerty w całej Europie.

Nazwa zespołu, często bywa dziś pisana małymi literami, jednak jej prawidłowa forma to NOVI Singers, bowiem w zamyśle twórców NOVI to skrót od New Original Vocal Instruments. W istocie forma muzycznej działalności zespołu nie była całkowitą nowością, jednak talent wokalny, a także oryginalne aranżacje członków grupy, którzy odebrali staranne muzyczne wykształcenie doprowadziły zespół na szczyt europejskiej popularności wśród grup wokalnych. Nikt nie odbierze grupie Swingle Singers prowadzonej przez Warda Swingle’a chwały związanej z nagraniem wyśmienitego albumu „Place Vendome” z The Modern Jazz Quartet, ani pierwszeństwa w realizacji pomysłu na jazzowe interpretacje wokalne utworów muzyki klasycznej. Ich „Jazz Sebastian Bach” powstał w 1963 roku, a NOVI odpowiedzieli swoim „NOVI Sings Chopin” dopiero w 1971 roku, jednak album polskiego składu jest przygotowany całkowicie a-capella, a Ward Swingle zaangażował do nagrania basistów Pierre’a Michelota grającego na kontrabasie i dwóch perkusistów. To jednak nie wyścigi, choć osobiście uważam, że z tej korespondencyjnej potyczki NOVI wyszli zwycięsko. Ich album z błyskotliwymi aranżacjami Chopina do dziś jest wznawiany nie tylko w Polsce, ale również w Japonii przez przeróżne audiofilskie oficyny wydawnicze. W sumie, to można przypisywać ów entuzjazm uwielbieniu dla Chopina, z którego znani są Japończycy, ale oni jednocześnie ze swoim uwielbieniem naprawdę się na muzyce znają i słuchają jej z wielkim uwielbieniem. Nie kupiliby Chopina w niewłaściwym wykonaniu.

Pierwszą płytę NOVI Singers (1967) – „Bossa Nova” muzycy nagrali w towarzystwie muzyków jazzowych, którymi dowodził Adam Makowicz. Na płycie znalazły się utwory członków zespołu, choć na koncertach w zasadzie od samego początku NOVI śpiewali również jazzowe standardy i zaaranżowane na głosy, często bez grupy instrumentalnej przeboje muzyki popularnej, które potrafili zgrabnie adaptować i dostosowywać do stylu zespołu i swoich możliwości głosowych.

Kolejna płyta, co w 1968 roku było na krajowym rynku sporym wydarzeniem, powstała w Niemczech, wtedy tak zwanych zachodnich. Album wydała SABA pod tytułem „NOVI In Wonderland”. Być może nazwa SABA nie kojarzy się Wam z jakaś szczególną działalnością muzyczną, a raczej z produkcją nieszczególnie wyszukanej elektroniki w okresie powojennym, co w sumie ma sens, jednak dział produkcji muzycznych tego przedsiębiorstwa w zaledwie kilka miesięcy po wyprodukowaniu „NOVI In Wonderland” przekształcił się w niezwykle zasłużoną z perspektywy czasu dla jazzu wytwórnię MPS, która przez wiele lat systematycznie wznawiała ten album jako mocną pozycję w swoim katalogu. W nagraniu albumu oprócz zespołu, wtedy już w składzie czteroosobowym wzięli udział polscy muzycy – Zbigniew Namysłowski, Roman Gucio Dyląg i Adam Makowicz (wtedy jeszcze Matyszkowicz) i gościnnie – co również stanowiło sporą sensację, grający na trąbce Idrees Sulieman.

Splot szczęśliwych okoliczności, który nie byłby oczywiście możliwy bez niezwykłych zdolności wokalnych i fantastycznych aranżacji członków zespołu, pozwolił grupie NOVI Singers w towarzystwie zespołu Zbigniewa Namysłowskiego na wyjazd w najbardziej egzotyczne tourne polskich zespołów w latach sześćdziesiątych – do Australii, Nowej Zelandii i Indii w 1969.

Kolejne kilka sezonów lata to pasmo sukcesów grupy NOVI Singers, występy na europejskich scenach, nagranie kolejnych płyt, w tym ich najbardziej dziś pamiętanego i rewolucyjnego albumu „NOVI Sings Chopin”, który przygotowali bez udziału instrumentalistów. Powstało też wspólne nagranie z ówczesną gwiazdą wschodnioeuropejskiej sceny rozrywkowej – Karelem Gottem – album „NOVI Singers & Karel Gott at Golden Orpheus 1972”.

W kolejnym sezonie powstał ostatni album zespołu w oryginalnym składzie – „Rien Ne Va Plus”. W 1973 roku Bernard Kawka wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie koncertował jako Bernard Kafka z zespołem B.K. Singers, z którym nie odniósł jednak żadnych znaczących sukcesów.

NOVI bez Kawki nagrali album o znaczącym tytule „Five, Four, Three”, w którego przygotowaniu wzięli udział między innymi Marek Bliziński i Wojciech Karolak. Dla wielu fanów trio bez Kawki to nie był już ten sam zespół. Oryginalne trio Mych / Parzyński / Wanat uzupełniali w latach siedemdziesiątych Mieczysław Litwiński, Tomasz Ochalski i Ryszard Szeremeta. Zespół działał oficjalnie do 1985 roku, jednak ich ostatnie nagranie powstało w 1980 roku (album „Pay Tribute”). Zespół przygotowywał również muzykę filmową. Na zakończenie działalności w 1984 roku NOVI wystąpili na Jazz Jamboree w oryginalnym składzie z Bernardem Kawką, który na ten występ przyjechał ze Stanów Zjednoczonych. Od 1986 roku działał duet Ewa Wanat – Janusz Mych dopełniając ścieżkę ewolucji składu od kwintetu do kwartetu (odejście Aleksandra Głucha w 1967 roku) i tria (wyjazd Kawki w 1973).

Wątek filmowy jest dość istotny w twórczości zespołu, jednak znacznej części tych nagrań nie uda się dziś fanom odnaleźć na żadnej oficjalnie wydanej płycie. Oprócz oficjalnej części dyskografii w skład której wchodzi debiut – płyta EP „Kwintet Wokalny NOVI”, dwa single i 7 płyt wydanych w Polsce oraz wspomniany album niemiecki i wydany pierwotnie przez Balkanton album z Karelem Gotem, zespół wziął udział w wielu innych nagraniach jazzowych. Muzycy uczestniczyli w nagraniu albumu „Easy!” Wojciecha Karolaka, nagrania Studia Jazzowego Polskiego Radia, sesjach Józefa Skrzeka, a także często w niepełnym składzie w nagraniu innych znanych albumów z lat siedemdziesiątych jak choćby „Bazaar” Jerzego Miliana.

Bernard Kawka po występie na Jazz Jamboree w 1984 roku próbował powrotu na polskie sceny – nagrał album „Metamorphosis” z Ewą Bem w 1989 roku i „Travels In Time” w 2001. Te płyty nie zdobyły jednak większego uznania słuchaczy. Dziś oprócz katalogowych wydań płyt NOVI Singers w większości wznowionych w cyklu Polish Jazz dostępna jest rejestracja fragmentów koncertu z Jazz Jamboree z 1965 roku, nagrania z archiwów Polskiego Radia z lat 1968-1971 oraz nieliczne nagrania przygotowane do filmów.

Zespół NOVI Singers miał szansę na światową karierę w świecie muzyki filmowej. W 1966 roku zespół razem z Ewą Demarczyk wziął udział w nagraniu muzyki do głośnego filmu Jerzego Skolimowskiego „Bariery”. Muzykę do tego obrazu skomponował Krzysztof Komeda, który chciał kontynuować współpracę z zespołem. Kiedy rok później pracował w Londynie nad muzyką do filmu Romana Polańskiego „Nieustraszeni Pogromcy Wampirów”, chciał zaprosić zespół na nagrania, na co nie zgodziły się słynne z obrony lokalnego rynku brytyjskie związki zawodowe muzyków. Zlecenie dostał lokalny zespół, a międzynarodowa kariera filmowa NOVI zakończyła się zanim mogła się rozpocząć. Zespół wziął udział w nagraniu muzyki do wielu filmów, wśród których są między innymi seriale „Życie na gorąco” i „Wojna domowa”, a także „Gra” Jerzego Kawalerowicza i „Szklana Kula” Stanisława Różewicza.

Konkurencja zespołów wokalnych nie jest na jazzowym rynku tak silnie obsadzona jak choćby saksofon, albo trąbka, jednak nie można zapominać, że przez niemal całe lata siedemdziesiąte zespół był zauważany również na rynku amerykańskim, gdzie docierały ich wydawane w Polsce płyty. NOVI Singers zdobywali nagrody w najważniejszych jazzowych plebiscytach w tym również w konkursie organizowanym przez Down Beat – wtedy najważniejszej jazzowej klasyfikacji na świecie. W kategorii wokalnych zespołów NOVI Singers wygrali klasyfikację Down Beatu w 1978 roku stając się przynajmniej na chwilę u schyłku swojej działalności nominalnie najważniejszym zespołem wokalnym świata, choć nawet to wyróżnienie nie pozwoliło im zrobić światowej kariery.

19 czerwca 2021

Marilyn Mazur's Future Song – Live Reflections

Wpadłem kilka dni temu do poznańskiego Frippa na dosłownie 5 minut, bo tyle miałem, żeby nie spóźnić się na pociąg. Ciągle wydaje mi się, że one przyjeżdżają punktualnie. Jednak nie, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Miałem więc owe 5 minut i poprosiłem o garść nowości rekomendowanych. W sprawdzonych miejscach ufam sprzedawcom. We Frippie ufam, choć to co z tego sklepu wynoszę często poszerza moje horyzonty. To dla mnie dzisiejszy odpowiednik wycieczki dajmy na to do Zudrangma Records w Bangkoku, albo Birdland w Sydney, czy Disc Union w Tokio. Mógłbym tak wymieniać, ale pandemia trwa i zostaje na razie Fripp, co nie jest wyborem gorszym ani mniej egzotycznym, przynajmniej dla mnie.

Wyszedłem z Frippa wydając jak zwykle sporo pieniędzy, ale na razie nie żałuję, choć nie wszystkie płyty jeszcze znalazły swój czas. Zacząłem jakoś tak bardzo konserwatywnie od Marilyn Mazur, której muzykę znam od czasu, kiedy współpracowała z Milesem Davisem. Jednak przez ostatnich kilka lat jakoś zniknęła z mojego muzycznego radaru, być może dlatego, że od mniej więcej dekady nie współpracuje z ECM, więc po jej płyty trzeba pojechać do Frippa.

„Live Reflections” to typowy leżak magazynowy, pozycja z archiwum, wydana pięć lat od nagrania i uzupełniona dwoma jeszcze starszymi nagraniami. Nie śledziłem muzycznych poczynań Marilyn Mazur, zwyczajnie jej płyty nie wpadały mi w ręce w sklepach, które odwiedzam, a lista muzyków, których nowe płyty kupuję w ciemno i tak jest za długa. Cóż, może trzeba ją nieco skrócić i dopisać Mazur, nawet jeśli wydaje rzeczy archiwalne, być może dlatego, że w ostatnim roku ciężko było zrealizować płytę koncertową z aktualną muzyką. W sumie to nie ma większego znaczenia, bo „Live Reflections” równie dobrze mogła powstać dwadzieścia pięć lat temu. W zespole Mazur ciągle pojawiają się (przynajmniej byli w 2015 roku) Nils Petter Molvaer i Eivind Aarset. Dziś to muzycy z dużym dorobkiem, w czasach kiedy Marilyn Mazur nagrywała mój ulubiony „Small Labirynths” (1997 rok) byli raczej praktykantami w jej składzie, choć już ze sporym dorobkiem w roli muzyków sesyjnych.

„Live Reflections” to podsumowanie 25 lat koncertowych tras zespołu Future Song. To również prezent na 60 urodziny dla liderki, która kilka lat wcześniej rozwiązała zespół, głównie dlatego, że muzycy zaczęli mieć na wspólne granie zbyt mało czasu. Dziś Molvaer i Aarset mają własne projekty i całkiem spory dorobek nagraniowy. Mają mało czasu dla Mazur, a szkoda.

Czym różni się brzmienie Future Song z 2015 roku od tego z końcówki XX wieku? Trochę sprawniejszą elektroniką, której wcale nie ma więcej, jednak sztuczne brzmienia łatwiej dziś zintegrować z tymi pochodzącymi z instrumentów perkusyjnych. To wciąż klimatyczna, stymulująca wyobraźnię, nieco eksperymentalna, ilustracyjna muzyka perkusyjna, w którą momentami wkracza przebojowa gitara (Aarset) i melodyjna, operująca w górnych rejestrach trąbka Molvaera.

Marilyn Mazur's Future Song
Live Reflections
Format: CD
Wytwórnia: Stunt / Sundance Music
Data pierwszego wydania: 2020
Numer: 663993200828

18 czerwca 2021

Henryk Miśkiewicz – Mistrz Polskiego Jazzu

Przygotowując kolejne odcinki cyklu Mistrzowie Polskiego Jazzu za każdym razem myślę, że nic mnie już nie zaskoczy. Odcinek poświęcony Henrykowi Miśkiewiczowi jest 52 częścią cyklu, którym zajmuję się od niemal dwóch lat. Muzyczne dzieje naszych muzyków, co nieuniknione często się ze sobą splatają. W przypadku Henryka Miśkiewicza zaskoczenie albo jak mówią młodzi szok i niedowierzanie przyszło już w fazie kompletowania muzyki do prezentacji krótkiej retrospektywy jego dokonań. Pierwsze nagrania, które pokazał mi mój skomputeryzowany katalog domowej kolekcji nagrań pochodzą z roku 1974 (Jazz Carriers – do tego jeszcze dojdziemy). Myślałem, że mnie więcej wtedy bohater tego tekstu przyszedł na świat. Przynajmniej tak go odbieram. Nie jestem osobą, która rozpoznaje wiek spotykanych osób po wyglądzie, natomiast w związku z muzyką, którą gra Henryk Miśkiewicz i niezwykłej pogodzie ducha, a także skłonności do współpracy z młodszymi pokoleniami muzyków, w tym własnym synem i córką, odjąłem mu w swojej wewnętrznej rachubie mniej więcej dwadzieścia lat.

Otóż Henryk Miśkiewicz urodził się w roku 1951. Tak, sprawdzałem w kilku źródłach i się nie pomyliłem. Ponieważ owo całkiem istotne dla historii polskiego jazzu wydarzenie miało miejsce w Żaganiu, kariera Miśkiewicza rozpoczęła się od nauki, a jakże – gry na akordeonie we Wrocławiu. Talent do saksofonu odziedziczył prawdopodobnie po ojcu, który też grał na tym instrumencie. Tam też Miśkiewicz zaczął grać na klarnecie i saksofonach – altowym i sopranowym, na początku w składach grających muzykę, którą dziś nazywamy jazzem tradycyjnym. W takim właśnie składzie złożonym z młodych muzyków i znanym dziś jako Young Jazz Band na profesjonalnej scenie Jazzu Nad Odrą debiutował w 1967 roku 15-letni Henryk Miśkiewicz, którego występ został zauważony przez recenzentów festiwalu, co zostało udokumentowane przyznaniem nagrody specjalnej przez wrocławską Gazetę Robotniczą. W kolejnej edycji festiwalu Henryk Miśkiewicz zdobył już we Wrocławiu regulaminową nagrodę za oryginalną kompozycję. Według jednego z historyków, Miśkiewicz na Jazzie Nad Odrą wystąpił ponad 25 razy. Zdobył tam jeszcze nagrodę w 1972 roku z Jazz Carriers i kilka razy był członkiem jury festiwalu.

Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej Miśkiewicz kontynuował naukę w Warszawie (ciągle na klarnecie, choć jazz grał już częściej na saksofonie), zmieniając nieco muzyczne zainteresowania w kierunku jazzowego mainstreamu. W 1971 roku powstał Jazz Carriers, zespół założony przez Zbigniewa Jaremkę (niektórzy uznają Miśkiewicza za współzałożyciela zespołu). W pierwszym składzie grali Jaremko, Miśkiewicz, Paweł Perliński, Marian Komar i Zbigniew Kitliński. W tym składzie, uzupełnionym o Józefa Gawrycha grającego na instrumentach perkusyjnych zespół nagrał płytę „Carry On!” wydaną w serii Polish Jazz (numer 34), która jest nagraniowym debiutem Henryka Miśkiewicza. Przez kilka lat zespół Jazz Carriers, w którym grywali też Sławomir Kulpowicz, Kazimierz Jonkisz i Eryk Kulm był jednym z polskich hitów eksportowych. W związku z wieloma atrakcyjnymi trasami koncertowymi po obu stronach Żelaznej Kurtyny, zespół nie znalazł niestety czasu na inne sesje nagraniowe. W tym samym czasie Miśkiewicz grał również w Studiu Jazzowym Polskiego Radia Jana Ptaszyna Wróblewskiego i Sun Ship.

W 1977 roku miała miejsce dość niezwykła fuzja jazzu tradycyjnego i nowoczesnego – muzycy Jazz Carriers połączyli siły z grupą Old Timers Henryka Majewskiego, tworząc Swing Session na potrzeby wspólnego występu na festiwalu Złota Tarka. Muzycznie oba zespoły łączył Zbigniew Jaremko, występujący w obu formacjach. W muzycznym życiu Henryka Miśkiewicza pojawiły się nowe okoliczności – konieczność wychowania młodego pokolenia polskich muzyków jazzowych, z którego wywiązał się znakomicie. Dziś jego dzieci – Dorota Miśkiewicz i Michał Miśkiewicz są znakomitymi muzykami, tak więc w rodzinie Miśkiewiczów, jak w mało której jazzowej rodzinie w Polsce ilość gwiazd z pokolenia na pokolenie wzrosła. Tak trzymać….

Również w końcówce lat siedemdziesiątych, Henryk Miśkiewicz zaczął dostawać coraz więcej zleceń związanych z gościnnym udziałem w sesjach nagraniowych. To niestety spowodowało, że na jego pierwszą płytę w roli lidera fani będą czekać aż do 1994 roku (album „More Love”). Nie wszystkie te produkcje mają cokolwiek wspólnego z jazzem, jednak zawsze solówki Miśkiewicza stoją na wysokim poziomie.

W początkach lat osiemdziesiątych Henryk Miśkiewicz grał w zespole słusznie całkiem występującym pod nazwą Liga Dżentelmenów prowadzonym przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego, a także współpracował z Jarosławem Śmietaną, co na szczęście udało się utrwalić na kilku płytach („Talking Guitar”, „Akumula-Torres”). Kolejne lata przyniosły Miśkiewiczowi nie tylko udział w nagraniach wielu płyt znanych i modnych wtedy piosenkarek – Łucji Prus, Danuty Błażejczyk, Krystyny Prońko, Alicji Majewskiej i Michała Bajora, ale też wiele okazji do grania jazzu na krajowych scenach i modnych w latach osiemdziesiątych rejsach wycieczkowych, które były okazją do podreperowania budżetu, ale też poznania wielu muzyków amerykańskich, którzy również pojawiali się na takich rejsach.

Początek kolejnej dekady Henryk Miśkiewicz powitał w składzie Quintessence Eryka Kulma. Wkrótce pojawiły się jego pierwsze albumy solowe – „More Love” z gościnnym udziałem Edyty Górniak, wielu znanych postaci jazzowego świata (i po raz pierwszy również syna Michała na perkusji) i „Kakaruka”. Na tym albumie Miśkiewicz pokazał, że jest nie tylko wybitnym saksofonistą o doskonale rozpoznawalnym tonie, ale też wyśmienitym kompozytorem. Jego solowych płyt nie znajdziecie niestety zbyt wielu. Te z lat dziewięćdziesiątych są w większości dość trudno dostępne. Lepiej sytuacja wygląda z nowszymi nagraniami – licząca już trzy pozycje seria koncertów z Jazz Cafe Łomianki nazwana adekwatnie do zawartości muzycznej <Full Drive> to mieszanka neo-bopu inspirowanego twórczością jednego z muzycznych idoli Miśkiewicza – Juliana Cannonballa Adderleya z nowoczesnym funkiem. Wszystko zostaje w rodzinie, na tych nagraniach usłyszycie córkę Dorotę Miśkiewicz, syna Michała i zięcia – Marka Napiórkowskiego. W tym akurat przypadku nie mam nic przeciwko zapraszaniu rodziny na scenę.

W końcówce lat dziewięćdziesiątych Jan Ptaszyn Wróblewski skomponował specjalnie dla Henryka Miśkiewicza wieloczęściową suitę „Altissimonika”, którą Miśkiewicz zarejestrował ze swoim zespołem i orkiestrą symfoniczną Polskiego Radia na płycie pod tym samym tytułem nagranej w 2003 roku. Henryk Miśkiewicz jest również od wielu lat zaangażowany w nagrania i koncerty Anny Marii Jopek, z która nagrał kilkanaście płyt.

Jego muzyczni bohaterowie to wspomniany już Cannonball i Kenny Garrett, z którym miał okazję nagrywać wspólnie na płycie świetnego trębacza związanego z Polską Michaela Patchesa Stewarta „On Fire” w 2013 roku. Będący uosobieniem skromności i pogody ducha Miśkiewicz zagrał utwór „New Jazz Groove” na klarnecie basowym nie chcąc prawdopodobnie ścigać się z młodszym od niego o dekadę idolem.

Trudno znaleźć polskiego muzyka jazzowego, z którym nie grał Henryk Miśkiewicz, który jest od pół wieku rozchwytywanym muzykiem sesyjnym, właściwie od pierwszego momentu, kiedy w początkach lat siedemdziesiątych pojawił się w składzie Studia Jazzowego Ptaszyna. Grał jazz tradycyjny w Swing Session i Big Bandzie Stodoła, mainstream z Sun Ship i Simple Acoustic Trio, dowcipkował z Chałturnikiem, grał w składach elektrycznych Jarka Śmietany i Wojtka Karolaka. Był uczestnikiem wielu koncertów i nagrań zespołów Ptaszyna, grał solówki z Ewą Bem, Anną Marią Jopek i córką Dorotą Miśkiewicz. Wśród wielkich zagranicznych nazwisk, z którymi koncertował i nagrywał Miśkiewicz, znajdziecie Pata Metheny, Kenny Garretta, Davida Murraya i Mino Cinelu.

Henryk Miśkiewicz nie należy do grona muzyków, którzy często nagrywają swoje autorskie albumy. Jednak rok 2021 zapowiada się wyjątkowo, już teraz, a jeszcze nie minęła połowa roku, pojawiły się dwie płyty z jego istotnym udziałem – album nagrany wspólnie z córką Dorotą – „Nasza miłość” z muzyką Henryka i tekstami najwybitniejszych polskich tekściarzy – Wojciecha Młynarskiego, Bogdana Loebla, Grzegorza Turnaua i Andrzeja Poniedzielskiego oraz projekt „Wodecki Jazz '70 – Dialogi” z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego i muzyką nagraną już po jego śmierci przez współczesny zespół z udziałem Miśkiewicza. Ten pierwszy album to płyta rodzinna w której nagraniu wziął udział również syn Michał Miśkiewicz. Ja czekam na jakiś specjalny koncert urodzinowy (70 urodziny Henryk Miśkiewicz obchodzi 2 czerwca) w Jazz Cafe Łomianki, który później będę przez wiele lat mógł sobie powtórzyć w domu z krążka <Full Drive>4. Warto pomarzyć o nagraniu takiego albumu i zaproszeniu na koncert.

17 czerwca 2021

Marianne Faithfull with Warren Ellis – She Walks In Beauty

Czasem daję się namówić znajomym na udzielenie kilku lekcji angielskiego. Zawsze chciałem włączyć w tok nauczania jakąś ciekawą muzykę, jednak wśród jazzowych tekstów nie jest łatwo znaleźć coś ciekawego literacko i dobrze zaśpiewanego, co mogłoby być lekcją jednocześnie ciekawą tekstowo i muzycznie, ale też wartościowym ćwiczeniem rozumienia słowa śpiewanego. Od dziś wiem, że część moich studentów, z których pewnie nikt nie wie, kim są Marianne Faithfull, Brian Eno i Nick Cave, zostanie wystawiona bez litości na działanie ich najnowszego niezwykle przejmującego dzieła nazwanego „She Walks In Beauty”.


Marianne Faithfull nigdy nie była jakąś przesadnie fantastyczną technicznie wokalistką. Niektórzy utrzymywali i utrzymują do dziś, że do świata muzyki wkręciła się raczej nie dzięki swoim zdolnościom muzycznym. Być może tak było, ale wiele dzisiejszych niby wokalistek też raczej wygląda niż śpiewa. Jestem jednak przekonany, że za kolejne pół wieku o Marianne Faithfull dzieci będą uczyć się w szkołach (a raczej mam takie marzenie), a o dzisiejszych gwiazdach YouTube’a i Instagramu na pewno nikt nie będzie pamiętał.

„She Walks In Beauty” to zbiór melorecytacji Marianne Faithfull wygłoszonych w towarzystwie muzyki przygotowanej przez australijskiego skrzypka i kompozytora Warrena Ellisa, który od ponad 20 lat należy do bliskich współpracowników Nicka Cave’a. W nagraniu albumu uczestniczyli również Cave i Brian Eno. Generalnie pokolenie raczej dojrzałych i doświadczonych muzyków. Kierownikiem muzycznym jest francuski wiolonczelista Vincent Segal, który zapewne trafił do tej grupy z rekomendacji Ellisa, który od lat mieszka w Paryżu, dokąd przeniósł się opuszczając rodzinny Ballarat w australijskiej Victorii. Nawet go rozumiem, bo Ballarat urodziwy nie jest i oprócz kilku barów niewiele się tam dzieje muzycznie.

 Jednak na tej płycie najważniejszy jest mocno zmęczony głos Marianne Faithfull i teksty największych angielskich poetów epoki romantyzmu i postromantyzmu. I właśnie te teksty, fantastycznie przeczytane i momentami nawet zaśpiewane tworzą z albumu „She Walks In Beauty” doskonały materiał do nauki angielskiego.

Album powstawał w czasie covidowych blokad, a sama Marianne Faithfull przeżyła podobno ciężko swoje zarażenie wirusem ocierając się o śmierć. Te szczególne okoliczności nie miały jednak wpływu na charakter nagrania ani sam pomysł na jego realizacje, który pojawił się wcześniej. Album „She Walks In Beauty” nie jest przecież pierwszym projektem Faithfull łączącym dobrą poezję z muzyką. Swoją przygodę z ciekawymi tekstami Marianne Faithfull rozpoczęła wraz z do dziś przez wielu uważanym za jej najważniejszy album „Broken English”, którym po niemal dekadzie wróciła w 1979 roku nie tylko do muzyki, ale też de facto rozpoczęła życie na nowo. „She Walks In Beauty” jest albumem pozagatunkowym, trudno nazwać tą produkcję jazzową, na pewno nie jest nagraniem rockowym, jest zbyt przewidywalny, żeby nazwać go kolejnym eksperymentem Briana Eno i Nicka Cave’a. To jest płyta pełna prawdy, doskonałych tekstów i pięknych dźwięków, której nie będzie łatwo przedostać się do świadomości odbiorców komercyjnych mediów. Dlatego naginając trochę definicję jazzu, tak, żeby zmieścić w niej „She Walks In Beauty” rekomenduję Wam ten album z całą mocą, jako produkcję niezwykłą i jedyną w swoim rodzaju, pełną prawdziwych emocji i świetnych tekstów. I na koniec do moich uczniów – przygotujcie się na niełatwe ale wartościowe lekcje wypełnione poezją śpiewaną Lorda Byrona, Johna Keatsa, Percy Bysshe Sheileya i paru innych wybitnych poetów. Nie próbujcie też wmawiać mi, że czytacie ich do poduszki, bo i tak Wam nie uwierzę, ale jest spora szansa, że po odbyciu godzinnego seansu edukacyjnego z Marianne Faithfull z moją niewielką pomocą zechcecie poszukać w księgarni ich wierszy.

Marianne Faithfull with Warren Ellis
She Walks In Beauty
Format: CD
Wytwórnia: Panta Rei / BMG
Data pierwszego wydania: 2021
Numer: 4050538651140

16 czerwca 2021

Bester Quartet – Mistrz Polskiego Jazzu

Jeśli przyjrzycie się uważnie najstarszym elementom jazzowej historii i połączycie ją z odrobiną wiedzy na temat ekonomii Stanów Zjednoczonych w początkach XX wieku, znajdziecie wiele związków pomiędzy jazzem, przedstawieniami muzycznymi na Broadwayu i kulturą żydowską. W największym skrócie i w sposób, który nie będzie tworzył niepotrzebnego wrażenie nieistniejącej supremacji grupy ludzi o podobnym pochodzeniu – wśród białych mieszkańców Stanów Zjednoczonych początku wieku XX wielu tych pochodzenia żydowskiego, niezależnie od tego, z jakiej części Europy przybyli, znajdowało się w lepszym niż pozostali położeniu finansowym. Zawdzięczali to po części majątkom przywiezionym z Europy, ale przede wszystkim poczuciu wspólnoty i ciężkiej, rzetelnej pracy. Lepszy od średniej status materialny przekładał się na lepszą edukację, w tym również muzyczną. To w połączeniu z bogatym folklorem spowodowało, że sporo muzyki inspirowanej żydowskimi elementami trafiało na deski Broadwayu i do białej części jazzowego życia, podzielonej w początku poprzedniego wieku Ameryki.

Stąd też, w największym skrócie bogaty dziś nurt improwizowanej muzyki klezmerskiej, która w ostatnich dwudziestu latach przeżywa wielki renesans po obu stronach Atlantyku. Muzyka klezmerska, której źródeł należy szukać mniej więcej dwa wieki wcześniej w żydowskiej muzyce religijnej z czasem stała się przede wszystkim muzyką użytkową wykonywaną na żywo w czasie licznych uroczystości i spotkań towarzyskich.

W XX wieku motywy klezmerskie pojawiały się i pojawiają w dalszym ciągu w kolejnym stuleciu właściwie w każdym nowym gatunku muzycznym. Znajdziecie więc klezmerskich raperów, klezmerską awangardę, rocka elektronicznego, a nawet klezmerski funk i reggae. Nas jednak interesuje nowoczesny klezmerski jazz, którego popularność na świecie od lat w niezwykle udany sposób buduje John Zorn i prowadzona przez niego wytwórnia Tzadik Records. Przyszłość wytwórni wydaje się dziś być niejasna w związku ze stratami i konfliktem z dystrybutorem luksusowego wydania „The Book Beriah”, jednak nie zmienia to w niczym zasług Zorna i Tzadik Records w popularyzacji klezmerskiego jazzu na całym świecie.

Przez lata jedną z gwiazd wytwórni był skład prowadzony przez Jarosława Bestera, najpierw od 1997 roku pod nazwą The Cracow Klezmer Band, a od 2007 do dziś pod nazwą Bester Quartet. Skład zespołu zmieniał się, jednak liderem cały czas był Jarosław Bester, a dowodzona przez niego formacja obok również pochodzącej z Krakowa formacji Kroke, której muzyka jest bliższa żydowskiemu folklorowi, pozostaje jedną z największych światowych gwiazd muzyki klezmerskiej. Zmiana nazwy zespołu wiązała się z ewolucyjnym poszerzaniem obszaru zainteresowań muzycznych jego członków. Muzycy ciągle pozostają pod wpływem inspiracji kulturą żydowską, jednak nieustannie ją unowocześniają i czerpią inspiracje również z innych gatunków muzycznych. Uniwersalna i nieokreślająca stylu muzycznego nazwa z pewnością jest również ułatwieniem w poszukiwaniu nowych okazji do koncertowania na festiwalach jazzowych. W kręgu muzyki żydowskiej Bester Quartet pozostaje światową marką niezależnie od zmiany nazwy i składu grupy.

Jarosław Bester – twórca i lider dzisiejszego Bester Quartet urodził się w 1976 roku. Pierwsze nagrody za grę na akordeonie zdobywał jako dziecko na festiwalu muzyki rosyjskiej i radzieckiej. Później Bester zdobywał już nagrody na konkursach dla akordeonistów, w tym Ogólnopolskim Konkursie Akordeonowym we Wrocławiu. Co prawda to nie Jazz nad Odrą, ale reguła, że nasi Mistrzowie zdobywają nagrody na festiwalach we Wrocławiu albo Krakowie dalej jest zachowana.

Grający na akordeonie muzyk, oprócz prowadzenia własnej formacji, często pojawia się w otoczeniu gwiazd polskiego jazzu. Szczególne muzyczne związki łączą Bestera z Grażyną Auguścik, czego dowodem są ich wspólne nagrania i liczne trasy koncertowe, zarówno w Polsce, jak i Stanach Zjednoczonych. Bester grał też z Tomaszzem Stańko, Johnem Zornem, Kurtem Rosenwinklem, Jorgosem Skoliasem i wieloma innymi muzykami jazzowymi.

Początki The Cracow Klezmer Band to nieco przypadkowe zlecenie związane z grą w jednej z żydowskim restauracji w Krakowie.

Zespół Jarosława Bestera grał na scenach całego świata, a ilość egzotycznych pieczątek w paszporcie lidera można porównać chyba jedynie z zawartością podobnego dokumentu innego Mistrza Polskiego Jazzu – Artura Dutkiewicza. W związku z licznymi podróżami, zespół, którego popularność w wielu krajach jest dużo większa, niż w Polsce wcale nie rozpieszczał przez lata swoich fanów jakąś szczególną aktywnością nagraniową. W podstawowej dyskografii zespołu, jeśli czegoś nie przegapiłem, znajdziecie sześć albumów pod nazwą The Cracow Klezmer Band i cztery jako Bester Quartet, w tym ten najnowszy z 2020 roku – „Bajgelman. Get To Tango”, który całkiem niedawno był naszą redakcyjną płytą tygodnia.

W ciągu niemal 25 lat nieprzerwanej działalności skład zespołu ulegał zmianom. Dziś tworzą go oprócz lidera, grający na skrzypcach Dawid Lubowicz, Maciej Adamczak oraz wibrafonista i perkusista Ryszard Pałka. Wcześniej w zespole grali między innymi Oleg Dyyak na klarnecie i akordeonie, Jarosław Tyrała i Bartłomiej Staniak na skrzypcach oraz Wojciech Front i Mikołaj Pospieszalski na kontrabasie.

Wszyscy członkowie zespołu biorą również udział w innych projektach muzycznych, choć od lat najbardziej aktywnym gościem specjalnym pozostaje lider, który swoją aktywność poza zespołem dokumentuje również nagraniami utrwalonymi na płytach (z Grażyną Auguścik i Jorgosem Skoliasem).

Formuła muzyki klezmerskiej pozwala zarówno sięgać do przedwojennej polskiej muzyki (jak w przypadku najnowszego albumu poświęconego utworom skomponowanym przez Dawida Bajgelmana), jak i opracowywać własny repertuar. W przeszłości zespół korzystał też z kompozycji patrona Tzadik Records – Johna Zorna, często inspirowanymi żydowskim folklorem. Zespół Jarosława Bestera wprawnie porusza się pomiędzy muzyką jazzową, współczesną kameralistyką i muzyką nowoczesną, będąc od lat koncertową sensacją zarówno na festiwalach folkloru żydowskiego, jak i scenach jazzowych i eksperymentalnych.

Bester Quartet to światowa marka, jeden z tych polskich zespołów, który doceniany jest bardziej w USA i w Europie Zachodniej, niż w Polsce, gdzie jazz musi być amerykański, żeby był dobry, no może ewentualnie całkowicie polski, jeśli coś takiego istnieje. Tymczasem muzyka granicami się nie przejmuje i jeśli ktoś zostawia na scenie serce i prawdziwe emocje a także ma ciekawe pomysły, wyobraźnię i do perfekcji opanowany instrument, sprawi przyjemność słuchaczom w każdym miejscu na ziemi. W najnowszej odsłonie Bester Quaret w wydaniu koncertowym momentami brakuje mi trochę żywiołowości Jarosława Tyrały, ale nie oznacza to, że uważam aktualny skład za słabszy. Nagrania Jarosława Bestera należą do wcale nie takiej długiej listy płyt, które kupuję w ciemno. Jeśli Bester Quartet gra gdzieś w pobliżu, zawsze jestem gotów znaleźć fundusze na bilet, bowiem wycieczka na ich koncert gwarantuje najlepsze muzyczne doznania i czasem odrobinę zaskoczenia. Nigdy nie mogę być pewny, czy usłyszę współczesne interpretacje 100-letnich utworów tanecznych, czy nowoczesne kompozycje Johna Zorna. Czasem trafia się i jedno i drugie, czego i Wam życzę w startującym po długiej przerwie sezonie prawdziwych koncertów, które będzie można oglądać na żywo, nawet jeśli kolejki na bramkach wydłużą się w związku ze skanowaniem takich, czy innych kodów z naszych telefonów.