Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oscar Pettiford. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oscar Pettiford. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2019

Oscar Pettiford – Oscar Pettiford Sextet

Oscar Pettiford był jedną z najważniejszych postaci wczesnego be-bopu. Jego doskonale rozwijająca się w latach pięćdziesiątych karierę spowolniła nieco decyzja o przeprowadzce w 1958 roku do Danii, a później przerwała nagła śmierć w 1960 roku, w wieku 38 lat. Mimo krótkiej muzycznej historii, jeden z najważniejszych basistów bopowej rewolucji lat czterdziestych zdążył zagrać na wielu ważnych albumach. Do mojego jazzowego Kanonu nie miał jednak dotąd szczęścia. Wśród 277 albumów umieszczonych dotąd na światowej liście pojawił się jedynie na płycie Phineasa Newborna Jr. „Here Is Phineas”. Oczywiście kilka płyt z jego udziałem czeka w kolejce, niektóre nawet całkiem wysoko - jak choćby „Volume 1” i „Volume 2” Milesa Davisa, „Freedom Suite” Sonny Rollinsa, czy „Drum Suite” Arta Blakey’a. Inne będą musiały poczekać dłużej. Krótka, choć utrwalona na 3 płytach współpraca Pettiforda z Theloniousem Monkiem nie może również pozostać niezauważona i kiedyś znajdzie się w jazzowym Kanonie.


Oscar Pettiford to postać dla rozwoju nowoczesnego jazzu niezwykle ważna, musi być więc w Kanonie należycie reprezentowana. Najlepiej za pomocą jednego z osobistych albumów. Sesja zrealizowana w Nowym Jorku 21 marca 1954 roku jest doskonałą próbką talentu Oscara Pettiforda. Trzeba pamiętać, że jego kariera zaczynała się w czasach, kiedy basiści musieli walczyć o to, żeby dźwięki ich instrumentu przebiły się przez ścianę głośniejszych instrumentów, zarówno na estradzie, jak i w studiu nagraniowym, bowiem możliwości elektryfikacji kontrabasu pojawiły się powszechnie nieco później. Tym bardziej warto zatem docenić fakt, że Oscar Pettiford, nawet pełniąc rolę lidera nie przepycha się jakoś szczególnie i nie próbuje popisywać. Jednak w części utworów zaznacza podwójnie swoją obecność, nakładając na partie kontrabasu kolejną, zagraną na wiolonczeli, na której grał równie biegle. Jednak dziś pamiętamy Oscara Pettiforda głównie jako basistę, bowiem popyt na usługi wiolonczelistów w nowojorskim środowisku jazzowym był krótko po drugiej wojnie światowej dość ograniczony. Zresztą próby grania na wiolonczeli nie były zdarzeniem zaplanowanym przez samego Pettiforda, legenda głosi, że zaczął grać na tym instrumencie, kiedy będąc już znanym w nowojorskim środowisku basistą złamał rękę w czasie amatorskiej gry w baseball i wiolonczela była elementem rehabilitacji.

Początki wielkiej kariery Oscara Pettiforda przypadające na końcówkę lat czterdziestych to współpraca z niezwykle wówczas postępowymi i wyprzedzającymi swój czas zespołami Duke’a Ellingtona, Errolla Garnera i George’a Sherringa, a także Woody Hermana. Oscar Pettiford to basista, który jako pierwszy postanowił wyjść poza rolę pomocnika w jazzowej orkiestrze. Dlatego właśnie jego solowe nagrania są warte uwagi.

Album „Oscar Pettiford Sextet”, pierwotnie wydany jedynie we Francji przez Vogue jako 10 calowa płyta analogowa, został po raz pierwszy wydany w USA dopiero w 1963 roku przez Prestige jako „The Oscar Pettiford Memorial Album”. Sesja zrealizowana przez Leonarda Feathera dla francuskiej wytwórni była związana z wizytą w USA pianisty Henri Renauda. Jeśli pojawił się Renaud, nie mogło zabraknąć gitarzysty. Wcześniejsza współpraca Renauda z Jimmy Gourley’em była na tyle owocna, że w późniejszych latach wszystkie przygotowywane przez niego aranżacje zawierały istotne partie gitary. W sesji z Oscarem Pettifordem na gitarze zagrał Tal Farlow. Wszyscy uczestnicy nagrania dostali swoją chwilę, a czujna gra lidera pozwoliła rozwinąć wyśmienite partie solowe. Nałożenie partii kontrabasu i później dogranej wiolonczeli nie jest może pierwszą tego typu realizacją. Ma muzyczny sens i nie stanowi jedynie próbki możliwości studia nagraniowego.

Karierę Oscara Pettiforda przerwała nagła śmierć w wieku 38 lat. Przed muzykiem było wiele możliwości – mógł pozostać w Europie i cieszyć się wieloma możliwościami pracy z dala od rasowych prześladowań w USA, lub wrócić do Nowego Jorku i nagrywać z mistrzami hard-bopu. Album nagrany wspólnie z Henri Renauda jest doskonałą próbką jego możliwości jako wybitnego kontrabasisty i doskonałego lidera zespołu.

Oscar Pettiford
Oscar Pettiford Sextet
Format: CD
Wytwórnia: Vogue / BMG
Numer: 743214094525

27 maja 2011

Sonny Rollins - Freedom Suite

Muzyka zawarta na dzisiejszej płycie prawie w całości zawarta jest w doskonałym zbiorze nagrań Sonny Rollinsa „The Complete Riverside & Contemporary Recordings”.  Ten starannie wydany, złożony z 5 płyt CD box, pojawił się na rynku w 2000 roku i jest dziś raczej trudno dostępny. Większość nagrań można jednak kupić w formie pojedynczych płyt. Tak jest właśnie z „Freedom Suite” – albumem dostępnym w ramach serii wydawniczej Keepnews Collection wydawanej od kilku lat przez Concord Records. Ta edycja oprócz ponownego remasteringu (który niewiele zmienił w brzmieniu), zawiera jedno dodatkowe nagranie bez udziału lidera.


Płyta została zarejestrowana w 1958 roku. To był okres, kiedy w ciągu kilku miesięcy powstały tak ważne dla dorobku Sonny Rollinsa albumy, jak „Saxophone Colossus”, „Live At The Village Vanguard” i „Way Out West”. O „Saxophone Colossus” pisałem tutaj:


Dzisiejszy album zarówno wtedy, jak i teraz zupełnie niezasłużenie pozostaje w cieniu owych wielkich płyt Rollinsa. Tak już bywa, kiedy nagrywa się dużo i dobrze. Zawartość muzyczna „Freedom Suite” jest najlepszej próby. W nagraniach oprócz lidera wzięli udział: Oscar Pettiford (kontrabas) i Max Roach (perkusja). Taka formuła pozwoliła zarówno skoncentrować się na brzmieniu saksofonu i improwizacjach lidera, jak i dała wystarczająco dużo miejsca dla wyśmienitej gry Oscara Pettiforda. W wielu sesjach z tego okresu kontrabas nieco ginie na tle dźwięków fortepianu i dwu lub trzech instrumentów dętych. Max Roach i Oscar Pettiford to wypróbowani członkowie zespołu lidera, więc współpraca z sekcją rytmiczną jest wzorowa.

Zawartość muzyczna jest odrobine nietypowa (przynajmniej na pierwszej stronie oryginalnego wydania analogowego). To bowiem okupująca całą stronę A płyty prawie 20 minutowa suita nazwana „The Freedom Suite”, będąca kompozycją lidera. Ta kilkuczęściowa kompozycja, będąca zaledwie szkicem, wystarczająco jednak konkretnym, żeby pozwolić liderowi na nieskrępowane czasem nagrania rozwijanie dramaturgii popisów solowych i pozostawić jeszcze miejsce dla pozostałych muzyków. Ideologię związaną z tą kompozycją opisaną w słowie wstępnych przez producenta płyty – Orrina Keepnewsa należy pozostawić do indywidualnej oceny każdego słuchacza. Moim zdaniem to jest trochę na siłę zmontowana ambitna historia do zwyczajnie dobrej kompozycji.

Strona druga płyty analogowej i dodatki umiesczone we współczenym wydaniu CD, to typowa mieszanka hitów znanych z desekm Broadwayu i jazzowych standardów, wyglądająca w kontekście nieco ambitniejszej formy kompozycyjnej tytułowego utworu na typowy wypełniacz. Jednak sposób budowania melodii przez Sonny Rollinsa i jego talent do czynienia niebanalnymi z pozoru banalnych fraz sprawia, ze również ta część płyty warta jest dziś uwagi wszystkich słuchaczy, a nie tylko fanów i zbieraczy ciekawostek i każdej nuty zagranej przez saksofonistę.

Trzeba również pamiętać, że to nie tylko świetna muzyka, to także jeden z pierwszych przykładów ambitnych nagrań w trio bez fortepianu. Od takich prób zaczęłą się popularność tego rodzaju składów, dla solisty niełatwych, pozbawionych harmonicznego wsparcia fortepianu. To dzięki odkrywczym pomysłom Sonny Rollinsa w latach sześćdziesiątych powstały w podobnych składach nagrania Sama Riversa, Alberta Aylera, czy wreszcie Ornette Colemana.

Moim zdaniem żadna kolekcja dobrego jazzu nie może obyć się bez dzisiejszego albumu.

Sonny Rollins
Freedom Suite
Format: CD
Wytwórnia: Riverside
Numer: 888072305076