30 września 2012

Piotr Baron Quintet – Jazz na Hrade


Nie mam słów. Ta płyta jest wyśmienita. I właściwie tyle. Ale może nie każdy uwierzy mi na słowo, więc wypada napisać nieco więcej. „Jazz na Hrade” nagrany został… na Hrade… Ten trwający już kilka lat cykl odbywa się pod egidą prezydenta Czech Vaclava Klausa. Ah gdyby tak u nas chciałoby się powiedzieć… Zostawmy jednak politykę, nie warto się nią zajmować, szczególnie w obliczu tak wybornej muzyki. Faktem jednak jest, że koncert zapowiada sam Mr. Prezydent, opowiadając historię, że zespół Piotra Barona usłyszał w czasie krótkiej wizyty we Wrocławiu i postanowił zaprosić go do Pragi.

W ten sposób powstał pierwszy, jeśli pamięć mnie nie myli, koncertowy album Piotra Barona, zawierający obszerne wersje dwu kompozycji z płyty „Kaddish”, w tym utworu tytułowego. Niemal dokładnie rok temu „Kaddish” był naszą płytą tygodnia. Mnie nie zachwycił tak bardzo jak autora naszej radiowej recenzji płyty tygodnia – Kacpra Pałczyńskiego. Moim skromnym, osobistym zdaniem „Jazz na Hrade” to album o klasę ciekawszy. Mam wrażenie, że to zapis koncertu, w czasie którego udało się wszystko. Nie widziałem zespołu na żywo, jakoś się nie złożyło. Wydaje mi się, że dla Piotra Barona ten dzień był tym, czym dzień, który znamy z „Koln Concert” dla Keitha Jarretta, albo koncert w Lozannie dla Buda Powella, czy pamiętny 12 lutego 1964 roku, kiedy powstał mój ulubiony jazzowy album koncertowy – „The Complete Concert 1964 My Funny Valentine + Four & More” Milesa Davisa.

Nie wykluczam oczywiście, że w dyskografii Piotra Barona w przyszłości pojawią się płyty jeszcze doskonalsze…

„Jazz na Hrade” to jazzowy trans, muzyka niełatwa, ale z rodzaju tych, które chłonie się całym sobą od pierwszej do ostatniej nuty. Już pierwszy kontakt z płytą sprawił, że w mojej głowie pojawiła się myśl, która nie opuszcza mnie za każdym razem, kiedy jej słucham – jak bardzo charyzma lidera i jego emocjonalne zaangażowanie w muzykę, które potrafię porównać jedynie do dwu innych osobowości – Johna Coltrane’a i Zbigniewa Seiferta uskrzydliło pozostałych muzyków. Rozbudowane wykonania trzech zaledwie kompozycji na trwającej ponad 79 minut płycie dały wszystkim dość miejsca do pokazania swoich umiejętności.
Siła przekazu, zaangażowanie i pasja to znaki rozpoznawcze tego niezwykłego albumu. Muzyka płynie wprost z serc, dusz, czy umysłów muzyków, w zależności od tego, co każdy z nas uważa za rzeczywiste źródło emocji.

Ze składu znanego z „Kaddish” pozostał oprócz lidera tylko jego syn – Adam Milwiw-Baron grający na trąbce. Kompozycje nabrały zupełnie nowego wyrazu, właściwie mamy do czynienia z zupełnie nową muzyką, przekazem, który trafia bezpośrednio do każdego słuchacza. Tak to już jest, jeśli na estradzie jest prawda, słuchacze na widowni, a później posiadacze płyty też to usłyszą. Takich koncertów nie ma jednak dziś wiele. Z pewnością impreza, która zapowiadała się na polityczne wydarzenie dla VIPów była właśnie takim koncertem, jednym z ważnych wydarzeń w historii jazzu.

Szkoda jedynie, że kupienie tej płyty jest dość trudne, w Warszawie nie znalazłem jej w żadnych z tak zwanych dobrych sklepów płytowych. Pewnie w Pradze będzie łatwiej, to bowiem wydawnictwo, które pierwotnie ukazało się w Czechach.

Ta płyta to nie tylko pierwszy koncertowy album Piotra Barona i być może najlepsze nagranie w jego karierze. To także wyśmienita płyta Dominika Wani, prawdopodobnie również najlepsze nagranie w jego dorobku, bowiem na płytową dokumentację jego współpracy z Tomaszem Stańko wciąż czekamy.

W radiowej prezentacji mieści się tylko jeden z 3 utworów – wspomniany już „Kaddish”. Z pewnością nie będziecie chcieli na tym poprzestać. „Jazz na Hrade” Piotra Barona to płyta absolutnie fenomenalna.

Piotr Baron Quintet
Jazz na Hrade
Format: CD
Wytwórnia: Sprava Prazskeho Hradu / Multisonic
Numer: 741941083928

Joe Pass – Virtuoso


„Virtuoso” to jedna z najważniejszych płyt jazzowej gitary. To także jedna z najważniejszych płyt Joe Passa. Była tak doskonała i sprzedawała się tak dobrze, że Joe Pass i Norman Granz postanowili trzy lata później nagrać i wydać „Virtuoso #2”, a później jeszcze „Virtuoso #3” i zbór nagrań z okresu pierwszej płyty – obszerny dwupłytowy zbiór „Virtuoso #4”.

W 1973 roku album „Virtuoso” zrobił z Joe Passa supergwiazdę. To było bardzo niespodziewane, trzeba bowiem pamiętać, że to był czas triumfu jazz-rocka. Z pewnością to nie był moment na taką płytę jak „Virtuoso”. A jednak się udało. To dodatkowo potwierdza siłę tej płyty. Kolejne nie były wcale gorsze muzycznie, ale los sequeli jest trudny, pewnie żaden z kolejnych odcinków nie sprzedał się już tak dobrze. Nie znam oficjalnych statystyk, ale Norman Granz wiele razy twierdził, że ten album to jeden z najważniejszych produktów wytwórni Pablo.

W latach siedemdziesiątych Joe Pass nagrywał też z Ella Fitzgerald i z Oscarem Petersonem, co nie powinno nikogo dziwić, bowiem oni również nagrywali wtedy dla Pablo. Fenomen tej wytwórni, która stworzyła dla jazzu w latach siedemdziesiątych rodzaj alternatywnego świata, jednej z nielicznych przystani dla tych muzyków, którzy nie chcieli grać jazz-rocka.

Tak więc płyty z serii „Virtuoso” można traktować jako całość, jednak ta pierwsza była i już chyba na zawsze będzie najważniejsza. To także wyśmienity katalog jazzowych standardów zagranych z elegancją i techniczną perfekcją a zarazem lekkością niespotykaną u innych gitarzystów.

Dla wielu gitarzystów jeden solowy album to wyzwanie, a solowe koncerty właściwie są dla nich nieosiągalne. Wielu uważa, że Joe Pass był najważniejszym gitarzystą jazzowym od czasu Django Reinharda, który był zresztą w młodości jego idolem. Być może to prawda. Potrafił jak nikt inny połączyć techniczną perfekcję z muzyczną inwencją, używając prostych środków wyrazu, grając z pozoru proste melodie w sposób oczywisty dla słuchaczy, jednak budzący często zdziwienie, że nikt inny wcześniej tego nie wymyślił.

Często sięgam po płyty z cyklu „Virtuoso” w swoich audycjach, prezentując jazzowe standardy. Równie często sięgam po wykonania Arta Tatuma. Jest między nimi jakaś muzyczna więź, wspólnota myśli w sposobie traktowania melodii, choć nigdy razem nie zagrali…

Grę Joe Passa porównuje się też często do Charlie Parkera. Wystarczy posłuchać jego interpretacji „Cherokee”, żeby przekonać się, że to porównanie ma muzyczny sens..

„Virtuoso” to pełna inwencji, gwiazdorska, zaskakująca, brzmiąca równie dobrze dziś, jak w 1973 roku, jedna z najlepszych gitarowych płyt wszechczasów…

Joe Pass
Virtuoso
Format: CD
Wytwórnia: Pablo / Fantasy
Numer: 025218070829

28 września 2012

Simple Songs Vol. 65


Muzyczny suplement do płyty tygodnia…

„The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949” to monumentalne, 10 płytowe wydawnictwo. Wiele z nagrań zostało w tym zestawie wydane po raz pierwszy. Wiele znalazło się po raz pierwszy na płycie CD. Półgodzinna prezentacja w Kanonie Jazzu to za mało. Nawet kolejna godzina w Simple Songs to też będzie za mało, ale zawsze nieco więcej. Tak więc bez zbędnych wstępów, o całym zestawie tych historycznych nagrań przeczytacie tutaj:


Przystąpmy do muzycznej prezentacji. Wypada zacząć od historycznie najstarszego nagrania z cyklu Jazz At The Philharmonic. Zachowało się bowiem nagranie z pierwszego koncertu z tego cyklu, z Los Angeles, zarejestrowane 2 lipca 1944 roku. Jak głosi legenda, Norman Granz pożyczył 300 dolarów, żeby zorganizować ten koncert. Mimo inflacji, wtedy to była większa suma niż dzisiaj, to doprawdy zdumiewające. Za te pieniądze zagrali między innymi muzycy, których usłyszymy za chwilę – na puzonie zagra J. J. Johnson, na saksofonach Illinois Jacquet i Jay McVea, na fortepianie Nat King Cole, na gitarze Les Paul, na kontrabasie Johnny Miller i na perkusji Lee Young.

* J. J. Johnson band – Lester Leaps In - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949

Cały zestaw obfituje w kilkunastominutowe wersje znanych standardów, w których każdy z muzyków z wyśmienitych składów dostaje co najmniej chwilę na solówkę. U Normana Granza śpiewały też wokalistki. Posłuchajmy Bille Holiday w towarzystwie między innymi Howarda McGhee, Illinois Jacqueta, Charlesa Mingusa, Charlie Ventury i Dave’a Colemana. To będą dwa niezwykle ważne dla tej wokalistki utwory.

* Billie Holiday – Body And Soul - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Billie Holiday – Strange Fruit - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949

Na koncertach Normana Granza zdarzały się też występy solowe, bądź w bardziej kameralnych składach. Te w szczególności należały do pianistów. To właśnie na estradzie Jazz At The Philharmonic debiutował w USA Oscar Peterson, którego talent gdzieś w Kanadzie dostrzegł właśnie Norman Granz. Dziś posłuchamy jednak innego pianisty, legendy stylu boogie – Meade Lux Lewisa w wiązance przebojów stylu, który nawet na naszej antenie nie jest obecny zbyt często. To będzie ciekawa podróż w przeszłość. Ostatni utwór – czego dowodzi głośniejszy aplauz publiczności, to największy przebój tego legendarnego pianisty – „Honky Tonk Train Blues”.

* Meade Lux Lewis – Yancey Special - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Meade Lux Lewis – Fast Boogie - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Meade Lux Lewis – DuPree Blues - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Meade Lux Lewis – Honky Tonk Train Blue - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949

Norman Granz często sam prezentował zespoły na scenie. Wiele z tych komentarzy zachowało się w archiwach lokalnych rozgłośni radiowych, które transmitowały koncerty. Teraz posłuchamy jednej z takich zapowiedzi, poprzedzających występ zespołu w absolutnie gwiazdorskim składzie. Głośność oklasków następujących po przedstawieniu każdego z muzyków to swoisty ranking popularności ówczesnych gwiazd. Nagranie pochodzi z roku 1946. Najwięcej oklasków zbiera Charlie Parker… Oprócz niego zagrają za chwilę: Buck Clayton na trąbce, Willie Smith, Coleman Hawkins i Lester Young na saksofonach, Kenny Kersey na fortepianie, Irving Ashby na gitarze, Billy Hadnott na kontrabasie i Buddy Rich (według komentarza tylko na zastępstwie) na perkusji. Lester Young, Charlie Parker i Coleman Hawkins na jednej scenie grający solówki w jednym utworze – to było możliwe tylko w cyklu Jazz At The Philharmonic.

* Norman Granz - Announcement By Norman Granz - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* All Stars Band – JATP Blues - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949

Na zakończenie, wyjątkowo dziś krótkiej godziny posłuchajmy Elli Fitzgerald w towarzystwie Hanka Jonesa – fortepian, Raya Browna – kontrabas i Buddy Richa na perkusja.

* Norman Granz – Norman Granz Introduction To Ella Fitzgerald - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Ella Fitzgerald – Robbins’ Nest - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
* Ella Fitzgerald – A New Shade Of Blues - The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949

26 września 2012

Various Artists – The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949


Cykl koncertów Jazz At The Philharmonic to historia jazzu w pigułce. W latach czterdziestych jeśli ktoś nie grał u Normana Granza, to właściwie oznaczało, że nie ma nic wspólnego z dobrym amerykańskim jazzem. To jednak również okres, kiedy świat nie znał jeszcze płyt długogrających.

Cały cykl zaczął się w 1944 roku i trwał z przerwami, organizowany jednak niezmiennie przez niestrudzonego Normana Granza do połowy lat osiemdziesiątych. Jednak najważniejsze jego okresy to właśnie lata czterdzieste i nieco późniejsze wizyty wielu sław działających pod szyldem cyklu Jazz At The Philharmonic w Europie.

W początku działalności koncertowej Norman Granz nie miał jeszcze swojej wytwórni, Norgan, Clef, Verve, czy Pablo powstały później. To wszystko wytwórnie dla jazz zasłużone i wszystkie założył właśnie Norman Granz.

Dziś dostępne rejestracje tych koncertów pochodzą z nagrań płytowych nieistniejących już dziś wytwórni, które wydawały na bieżąco fragmenty występów w różnych miastach – często były to marki lokalne – takiej jak Asch, Disc, czy Stinson, a także z nagrań rejestrowanych dla potrzeb retransmisji radiowych i przechowywanych w archiwach lokalnych rozgłośni. Stąd też często słaba jakość techniczna dostępnego materiału.

Inżynierowie Verve wykonali naprawdę kawał świetnej roboty przygotowując materiał na monumentalne, 10 płytowe wydanie „The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949”. To unikalny dokument, nie tylko tak dobry, jak to możliwe dźwiękowo, ale też wyśmienicie udokumentowany w obszernej książeczce dołączonej do zapakowanych w drewniane pudełko z imitacją podświetlanego szyldu płyt.

Koncerty organizowane przez Normana Granza to miejsce, w którym na scenie, często tylko na kilka występów powstawały składy, które nie spotkały się już nigdy. Najwięksi trębacze i saksofoniści tworzyli sekcje dęte akompaniujące wokalistkom. Muzycy często grali niekończące się utwory, chcąc dać szansę na solo każdemu, kto chciał je zagrać.

W zestawie znajdziecie 10 płyt zawierających ponad 12 godzin muzyki, w tym ponad 3 godziny materiału wcześniej nigdzie nie publikowanego, wyciągniętego z radiowych archiwów. Pozostałe nagrania w większości właśnie z okazji wydania tego monumentalnego dzieła znalazły się po raz pierwszy na płytach CD.

Na płytach znajdziecie w życiowej formie takich artystów, jak Charlie Parker, Dizzy Gillespie, Nat King Cole, Illinois Jacquet, Lester Young, J. J. Johnson, Charles Mingus, czy Buddy Rich. Grają też Oscar Peterson, po raz pierwszy na koncertach w USA, Les Paul w unikalnym składzie z Nat King Colem grającym jeszcze wtedy bardziej na fortepianie jazz niż śpiewającym popularne przeboje, Coleman Hawkins, Roy Eldridge, czy Gene Krupa. Śpiewają między innymi Ella Fitzgerald i Billie Holiday. To tylko te najważniejsze z największych nazwisk artystów, których usłyszycie. To śmietanka jazzu orkiestrowego, najlepsi z pierwszych szeregów amerykańskich big-bandów tego okresu, a także uczestnicy rewolucji be-bopu.

Każde nagranie z tego zestawu to osobna historia. Debiut Oscara Petersona, Meade Lux Lewis solo na fortepianie, „Strange Fruit” w wykonaniu Billie Holiday z Howardem McGhee na trąbce, ponad 10 minutowe wersje takich przebojów, jak „Lady Be Good”, „How High The Moon”, „I Got Rhythm”, czy nieco tylko krótsze „Perdido”, wszystko w absolutnie gwiazdorskich składach…

Każda z 10 płyt wchodzących w skład tego wydawnictwa zawiera wystarczającą ilość wybitnej muzyki zasługującą na osobne miejsce w Kanonie Jazzu…

Various Artists
The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949
Format: 10 CD
Wytwórnia: Verve
Numer: 731452389329

25 września 2012

Adam Bałdych – Studio im. Agnieszki Osieckiej, Polskie Radio Trójka, Warszawa, 23.09.2012

Miejsce raczej niekoniecznie jazzowe, publiczność też w sporej części złożona z bywalców studia im. Agnieszki Osieckiej, czyli niekoniecznie najłatwiejsza. Nieco eksperymentalny dla materiału z wyśmienitej płyty „Imaginary Room” Adama Bałdycha skład zespołu. Świetny koncert. Adam po raz kolejny pokazał, że jest mimo młodego wieku artystą kompletnym. Potrafi zagrać wszystko i jeszcze więcej. Potrafi twórczo wykorzystać elektronikę, ale również, tak jak w niedzielę, 23 września, zagrać pięknym, prostym tonem wyśmienite solówki, zarówno te dynamiczne, jak i, czym zaskoczył mnie tego wieczoru najbardziej – liryczne. Dłuższa relacja jak zwykle w najbliższym numerze JazzPRESSu, który już za tydzień… Dwójka solistów – Adam Bałdych i grający na saksofonie tenorowym Maciej Kociński pokazali tego wieczoru, że skrzypce i saksofon to instrumenty nie tylko mające ze sobą wiele wspólnego (wielu skrzypków grało i gra na saksofonach), ale również sprawdzające się razem na scenie. W rocznicę urodzin Johna Coltrane’a to był dowód na muzyczną wspólnotę tych instrumentów, ale także przy okazji na to, że być może za kilka lat nie największym spadkobiercą myśli muzycznej jubilata nie będzie najlepszy skrzypek wszechczasów – Zbigniew Seifert. Będzie nim Adam Bałdych… Tego wieczoru był już blisko… Aż boję się pomyśleć, gdzie będzie za 10 lat… To będzie niesamowite.

W ramach zapowiedzi publikacji w JazzPRESSie jak zwykle kilka zdjęć…

Paweł Tomaszewski, Adam Bałdych, Maciej Kociński, Piotr Żaczek, Łukasz Żyta

Adam Bałdych

Paweł Tomaszewski

Łukasz Żyta

Adam liryczny...

Adam liryczny...

Piotr Żaczek

Maciej Kociński

Piotr Żaczek

Łukasz Żyta

Łukasz Żyta

Łukasz Żyta

Łukasz Żyta