Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deborah Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deborah Brown. Pokaż wszystkie posty

07 sierpnia 2020

Cry Me A River – CoverToCover Vol. 67

Piosenkę skomponował Arthur Hamilton, z myślą o filmie „Pete Kelly's Blues”, w którym główną rolę grał, będąc jednocześnie przez większość czasu jego reżyserem, niejaki Jack Webb. Nieistotną dla treści filmu rolę piosenkarki zagrała w tym zapomnianym dziś obrazie Ella Fitzgerald, która miała zaśpiewać również przygotowaną przez Arthura Hamiltona piosenkę. Ostatecznie ze sceny z tym utworem reżyser zrezygnował, a Arthur Hamilton napisał do filmu trochę muzyki bez słów. W 1955 roku, kiedy trwały prace nad udźwiękowieniem filmu, żoną (wtedy już w trakcie rozwodu) reżysera była Julie London, wtedy aktorka ze sporym już dorobkiem filmowym, która znała Arthura Hamiltona z czasów szkoły średniej, do której chodzili razem. W Hollywood też ważne są znajomości.


Dziś trudno uwierzyć, że reżyser filmu muzycznego nie dostrzegł potencjału w „Cry Me A River” i nie znalazł w swoim filmie, w którym jest sporo muzyki miejsca dla tej piosenki, w dodatku w wykonaniu Elli Fitzgerald. W 1955 jego żona, Julie London mimo całkiem dobrze rozwijającej się kariery aktorskiej postanowiła zostać piosenkarką. Na początek – pierwszego singla z pierwszej płyty, której jeszcze nie nagrała, postanowiła wybrać „Cry Me A River”. Jak się miało później okazać, jej dorobek muzyczny będzie znacznie ciekawszy i większy niż filmowy. Julie London nagrała ponad 30 albumów. Wiele piosenek w jej wykonaniu ma sporo uroku i jest sprawnie zrealizowanych, jednak jej debiut – album „Julie Is Her Name” z „Cry Me A River” jest najciekawszy i na listach przebojów odniósł w 1955 sukces, jakiego nie udało się powtórzyć jej kolejnym nagraniom. W nagraniu „Cry Me A River” Julie London towarzyszą gitarzysta Barney Kessel i nieco mniej znany basista Ray Leatherwood. Na nagranie piosenki przez Julie London wcale nie nalegał jej ówczesny mąż, który przecież w swoim filmie nie znalazł miejsca dla tej kompozycji. Do tego nagrania namówił Julie London jej kolejny – wtedy jeszcze przyszły mąż – aktor Bobby Troup. Oboje razem zagrali później w latach siedemdziesiątych w amerykańskim serialu telewizyjnym „Emergency!” będącym pierwowzorem wszystkich tak dziś popularnych seriali, których akcja umieszczona jest w szpitalach. Jeśli nazwisko Bobby Troupa wydaje się wam znajome, macie rację, oprócz kariery aktorskiej (głównie telewizyjnej) i matrymonialnej w roli męża Julie London, w historię muzyki Bobby Troup zapisał się jako autor „Route 66” i kilku innych piosenek, śpiewanych przez Franka Sinatrę i innych popularnych piosenkarzy jeszcze w latach czterdziestych. W 1946 roku na listach przebojów było „Route 66” w wykonaniu Nat King Cole’a i Binga Crosby z Andrews Sisters. Wtedy też pierwszą sensowną jazzową wersję tego utworu nagrał Buddy Rich, ale ten utwór to temat na osobną opowieść.

Ella Fitzgerald nagrała „Cry Me A River” dopiero w 1961 roku na płycie „Clap Hands, Here Comes Charlie!”, która nie jest jakimś szczególnie często przypominanym albumem z jej obszernej dyskografii. Od czasu nagrania premierowego Julie London, po utwór często sięgają wokalistki jazzowe, oprócz Elli Fitzgerald, utwór śpiewały między innymi Dinah Washington, Barbra Straisand, później Diana Krall i mało u nas znana, choć wyśmienita australijska wokalistka Kate Ceberano. Po tą kompozycję sięgały też inne wokalistki – między innymi Joan Baez (album „Blowin’ Away”), Shirley Bassey, Dakota Staton, Patti Austin i Natalie Cole. Wśród mężczyzn śpiewających i nagrywających ten utwór znajdziecie między innymi Caba Callowaya, Sama Cooke’a, Joe Cockera (album „Mad Dogs & Englishmen”) i Aarona Neville’a. Utwór sprawdza się również bez tekstu, czego dowodem choćby nagrania Bena Webstera (album „Ben Webster Plays Ballads”), Brother Jacka McDuffa i Barney Wilena.

Ciężko wybrać z długiej listy kilkudziesięciu ciekawych wersji tej kompozycji zaledwie kilka. Chcąc pokazać różne możliwości interpretacji wybieram saksofon z organami - Sonny Stitta z Donem Pattersonem (jeśli usłyszycie w tym nagraniu przez moment dziwne dźwięki to gratuluję czujności – ja też nie wiem, czy to wada techniczna nagrania, czy specyficzny przydźwięk obracającego się głośnika Leslie) i dwa nagrania z wątkiem polskim, który nie pojawia się dostatecznie często w cyklu CoverToCover. Autorką pierwszego takiego wykonania jest singapurska wokalistka Jacintha, która całą płytę poświęciła piosenkom znanym z repertuaru Julie London. W jej amerykańskim zespole często – tak jak i w tym nagraniu pojawia się Darek Oleszkiewicz. Autorką kolejnej interpretacji „Cry My A River” z polskimi korzeniami jest amerykańska wokalistka Deborah Brown, która ten utwór nagrała na wydanym w Polsce albumie „Kansas City Here I Come” z gościnnym udziałem Sylwestra Ostrowskiego, którego akurat w tym utworze nie usłyszymy. Znowu mógł być Jeff Beck (z wybornej płyty „Rock 'N' Roll Party Honouring Les Paul”), ale postanowiłem dać szansę innym…

Utwór: Cry Me A River
Album: Julie Is Her Name
Wykonawca: Julie London
Wytwórnia: Liberty / PCPS / Reel To Reel
Rok: 1955
Numer: 5036408210326
Skład:Julie London – voc, Barney Kessel – g, Ray Leatherwood – b.

Utwór: Cry Me A River
Album: Just The Way It Was: Live At The Left Bank
Wykonawca: Sonny Stitt
Wytwórnia: Label M / PDSE
Rok: 1971
Numer: 644949570325
Skład: Sonny Stitt – sax, Don Patterson – org, Billy James – dr.

Utwór: Cry Me A River
Album: Jacintha Is Her Name - Dedicated To Julie London
Wykonawca: Jacintha
Wytwórnia: Groove Note
Rok: 2003
Numer: 660318101426
Skład: Jacintha – voc, Bill Cunliffe – p, Dariusz Oleszkiewicz – b.

Utwór: Cry Me A River
Album: Kansas City Here I Come
Wykonawca: Deborah Brown Quartet
Wytwórnia: Agora
Rok: 2016
Numer: 9788326824654
Skład: Deborah Brown – voc, Rob Bargad – p, Essiet Okon Essiet – b, Newman Taylor Baker – dr.

28 listopada 2016

Deborah Brown Quartet + Sylwester Ostrowski - Kansas City Here I Come

„Kansas City Here I Come” to niezwykła produkcja na mocno zatłoczonym rynku krajowych jazzowych premier. To prawdziwie zwyczajna płyta ze wspaniałą muzyką. Gdyby została nagrana pół wieku temu w Nowym Jorku, Chicago, czy Kansas City, byłaby równie piękna i równie aktualna. Album nie jest żadnym projektem specjalnym, wydanym z okazji, ku czci i na cześć. Nie zawiera specjalnie napisanych wydumanych kompozycji stworzonych dla uczczenia jakiejś historycznej okazji. W zamian za to wypełniony jest prawdziwą, zagraną i zaśpiewaną z pasją jazzową muzyką. To z pozoru garść wykonywanych i nagrywanych setki, a może i tysiące razy jazzowych standardów uzupełnionych o jedną kompozycję Deborah Brown.

Tak jest w istocie, przecież „Cry Me A River”, „Summertime”, czy „My One And Only Love”, to utwory, które prędzej czy później przy jakiejś okazji zaśpiewa każda jazzowa wokalistka. Międzynarodowy zespół akompaniujący wokalistce sprawdza się w swojej roli doskonale, jednak nie ma tu miejsca na pełne fajerwerków instrumentalne popisy muzyków. Najważniejszy jest głos Deborah Brown.

Animatorem i organizatorem nagrania oraz z pewnością niełatwych do zorganizowania i z pewnością sfinansowania koncertów jest szczeciński saksofonista Sylwester Ostrowski. Na płycie zaśpiewał też gościnnie Kevin Mahogany. W kilku utworach zagrała wrocławska orkiestra kameralna Narodowego Forum Muzyki Leopoldinium.

Dlaczego zatem warto kupić kolejną płytę z wybornie zaśpiewanymi jazzowymi standardami? Czy powinniśmy kierować się narodową dumą i podkreślać wieloletnie związki urodzonej w Kansas City wokalistki z Polską, wspominając jej nagrania choćby ze Zbigniewem Namysłowskim? Kolekcjonerskim rarytasem po latach będą z pewnością przepiękne duety z Kevinem Mahogany, który jest światową gwiazdą jazzowych salonów („Teach Me Tonight” i „My One And Only Love”).

Mimo nieco służebnej roli akompaniatorów warto zauważyć kilka całkiem ciekawych momentów w wykonaniu Sylwestra Ostrowskiego oraz docenić powściągliwość orkiestry. Nie przepadam za rozpoczynaniem każdego wokalnego standardu rozbudowanym przedstawieniem melodii przez smyczkowy zespół, nie tylko dlatego, że znam te melodie od lat, ale również dlatego, że najczęściej zaproszenie do studia dużej orkiestry sprawia, że cała produkcja staje się zbyt perfekcyjna i pozbawiona koniecznej w przypadku nagrywania klasyków bluesowej stylistyki. To zwykle problem aranżacji i sprowadzenia do studia muzyków, którzy z bluesem i swingiem nie mają na co dzień wiele wspólnego. Tak oto łatwo można wpaść w pułapkę w efekcie czego jazzowa płyta staje się produktem muzyki salonowej przeznaczonej dla mitycznego szerokiego grona odbiorców, czyli dla ludzi, którym istnienie muzyki w otaczającej ich rzeczywistości raczej nie przeszkadza.

Doceniam więc powściągliwość w wykorzystaniu wrocławskiej orkiestry i czystość formy nagrań dokonanych bez jej udziału. Nie oznacza to w żadnym wypadku krytyki dźwięków proponowanych przez jedną z najlepszych polskich orkiestr kameralnych. Znam jednak tylko jednego producenta, dla którego więcej ludzi w studiu zawsze oznaczało lepszą muzykę, niestety prędko produkcją się nie zajmie, bowiem opuści więzienie za kilkanaście lat. Tym geniuszem jest oczywiście Phil Spector. W przypadku wszystkich innych realizacji – mniej oznacza zwykle lepiej. Brawa więc dla twórców albumu za to, że oparli się pokusie ozdobienia wszystkich utworów dźwiękami orkiestry Leopoldinium.

Jak już wspomniałem, gwiazda może być tylko jedna, warto jednak wykonać ciekawe ćwiczenie słuchowe i w czasie kolejnego wieczoru spędzonego z tym albumem skupić się na doskonałych parkiach instrumentalnych. Moim zdaniem ten album byłby całkiem ciekawy nawet pozbawiony głosów Deborah Brown i Kevina Mahogany. To wielki komplement dla zespołu towarzyszącego, niezwykłą sztuką jest przyjąć służebną rolę wobec wokalistki i jednocześnie dać tak wiele od siebie.

Deborah Brown Quartet + Sylwester Ostrowski
Kansas City Here I Come
Format: CD
Wytwórnia: Agora

Numer: 9788326824654