Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Kregor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Kregor. Pokaż wszystkie posty

03 listopada 2013

Rob Clearfield Quintet – The Long And Short Of It

Ten rodzaj odnajdywania trudnych do odnalezienia muzycznym perełek uwielbiam ponad wszystko. Na całym świecie prawdopodobnie tysiące artystów nagrywa niemal codziennie wybitną muzykę, o której wie jedynie garstka wybrańców. Większość z nich skupia się na muzyce, nie poświęcając zbyt wiele czasu i energii na robienie kariery. Tym większa przyjemność opisania jednego z takich właśnie albumów.

Roba Clearfielda znałem dotychczas z występów i nagrań solowych, oraz współpracy z Grażyną Auguścik. Rozmawiałem z nim kilka razy i zawsze myślałem, że to wrażliwy artysta, nieco zamknięty w świecie własnej wyobraźni, myślami zawieszony gdzieś pośrodku Atlantyku. Pianista, który czerpie muzyczne pomysły zarówno korzystając z jazzowej tradycji muzyki amerykańskiej, niekoniecznie jedynie ultraortodoksyjnych bluesowych nagrań improwizowanych, ale również całej armii europejskich pianistów tak gdzieś od Fryderyka Chopina zaczynając, a na twórcach awangardowych XX wieku kończąc. Nagranie bluesowego, a momentami nawet funkowego kwintetu, w którym Rob jest liderem i kompozytorem to ostatnia rzecz jakiej bym po nim oczekiwał.

Tak więc kiedy kilka dni temu z jak zwykle tajemniczym uśmiechem Rob wręczył mi swoją ostatnią płytę wspominając jedynie mimochodem, że to kwintet, zapytałem jedynie o tajemniczy obraz na okładce, pozbawionej nie wiedzieć czemu nazwiska lidera i tytułu albumu. O muzyce nie rozmawialiśmy. W związku z tym zaplanowałem sobie pierwsze spotkanie z nową muzyką Roba Clearfielda w pewien bardzo późny i deszczowy wieczór, wyobrażając sobie raczej obszernie namalowane impresjonistyczne dźwięki pełne europejskiej tradycji z gitarą i grającym możliwie na okrągło saksofonem w tle.

Spodziewałem się dobrego albumu, a usłyszałem album wyśmienity, a w dodatku zupełnie inny, niż to, czego się po znajomym pianiście spodziewałem. Być liderem zespołu to dużo większa sztuka, niż być dobrym pianistą. A Rob Clearfield z pewnością nie tylko potrafi sam zagrać, ale też tak pokierować zespołem, żeby wyszło coś więcej niż suma dobrych zagrywek wszystkich jego członków.

Prawdziwy lider daje pograć innym. Często w związku z tym jego gwiazda nie świeci tak jasno, jak pozostałych. On ma inne zadania. Gwiazdą albumu „The Long And Short Of It” jest gitarzysta - John Kregor. Zapamiętajcie to nazwisko. To nie znaczy wcale, że mamy do czynienia z jakimiś gitarowymi popisami bez celu. Inni też dostają swoją szansę, którą wyśmienicie wykorzystuje basista - Patrick Mulcahy.

Sam lider w tym zestawieniu wypada bardziej przekonująco, kiedy gra na fortepianie elektrycznym. Jest jednak przede wszystkim liderem i kompozytorem. Niektóre z melodii, jak choćby kompozycja tytułowa, gdyby dostały się w ręce zręcznego producenta muzyki pop i jakiejś młodej niekoniecznie całkiem ubranej pseudowokalistki, mogłyby zostać światowymi przebojami. Nie zostaną, bo pewnie pozostaną na zawsze jedynie pięknymi kompozycjami Roba Clearfielda. I myślę, że to nawet lepiej…

Muzyki Roba Clearfielda nie uda się wpisać w żaden muzyczny styl, co może utrudnić działania promocyjne, słuchacze często wybierają bowiem to co już znają, sięgając po muzykę w stylu, który lubią. Do szerszego spojrzenia trzeba sporo odwagi. W muzyce kwintetu Roba Clearfielda znajdziecie wiele post-bopowych skojarzeń, ale też nutę progresywnego rocka, energetycznego fusion i wszechobecnego na amerykańskiej scenie R&B, od którego Amerykanie nie potrafią uciec, kiedy spotyka się gitarzysta i pianista sięgający po elektryczny fortepian.

Kwintet Roba Clearfielda przypomina mi wczesne nagrania Joe Zawinula, jest w tej muzyce równie wiele energii, niezliczone pokłady dźwiękowych pomysłów, inspiracje z całego świata i pięknie napisane melodie. To z pewnością album wart każdej wydanej na niego złotówki…

Rob Clearfield Quintet
The Long And Short Of It
Format: CD
Wytwórnia: Rob Clearfield / CD Baby

Numer: ??

12 listopada 2012

Grażyna Auguścik - Studio im. Agnieszki Osieckiej, Polskie Radio Trójka, Warszawa, 10.11.2012 – reportaż alternatywny…

Takie zdjęcia czasem same wychodzą i są uznawane za nieudane. Kiedy indziej trzeba nad nimi popracować. Trochę szczęścia też się przydaje. W epoce przed Photoshopem szczęście było bardziej potrzebne. Zdjęcia poniżej nie są w żaden sposób modyfikowane elektronicznie. Podpisy w tym wypadku wydają się być bardzo istotne…

Rob Clearfield

John Kregor

Jon Deitemyer

Grażyna Auguścik & John Kregor

Rob Clearfield

Rob Clearfield

Wersję bardziej konwencjonalną znajdziecie tutaj: Grażyna Auguścik - Studio im. Agnieszki Osieckiej, Warszawa, 10.11.2012

Grażyna Auguścik - Studio im. Agnieszki Osieckiej, Polskie Radio Trójka, Warszawa, 10.11.2012

To wydarzenie, na które czekałem od bardzo dawna. Jak sprawdzi się autorska wizja twórczości Nicka Drake’a w wykonaniu Grażyny Auguścik na scenie, na żywo, w towarzystwie osób, które przynajmniej w części, tak jak ja znają na wylot oryginalne wykonania? Mogłem się o tym przekonać w sobotni wieczór w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce. Sala pękała w szwach, wypełniona po brzegi gośćmi, znajomymi, ale także słuchaczami, którzy w sobie jedynie znany sposób słuchając Trójki zdobyli / wylosowali / wyprosili / lub w inny sposób zdobili bilety. A warto było, choć 22:00 to na koncert trochę późno. Wielu innych zapewne słuchało w radiu, wiem, bo już z kilkoma osobami zdążyłem o tym porozmawiać.

Grażyna Auguścik

Zespół wystąpił w podstawowym składzie bardzo podobnym do tego, w którym zarejestrowana została płyta. Z przyczyn zupełnie zrozumiałych zabrakło dodatkowych instrumentów, sprowadzenie czwórki amerykańskich muzyków do Polski i ościennych krajów na serię koncertów to i tak sukces organizacyjny i wielka finansowa łamigłówka, szczególnie jeśli gra się w małych, zapewniających bezpośredni kontakt ze słuchaczami salach. Takiego kontaktu intymna, bezpośrednia i wypełniona emocjami muzyka Nicka Drake’a i barwa głosu Grażyny Auguścik potrzebują jak mało kto…

Matt Ulery

Studio im. Agnieszki Osieckiej pewnie  było jedną z większych sal w których dotąd dane było garstce szczęśliwców usłyszeć ten niezwykły projekt.

Rob Clearfield

„Man Behind The Sun: Songs Of Nick Drake” nie jest próbą odtworzenia oryginalnych aranżacji. Jest próbą przetworzenia i odczytania na nowo tych kompozycji, co ważne uwagi, z wielkim szacunkiem do oryginałów, które są przecież jedyne w swoim rodzaju.

Jon Deitemyer

Przed koncertem wykonałem muzyczny eksperyment sporządzając sobie składankę z oryginalnych wersji. Teraz słucham najpierw oryginałów, a później wersji Grażyny, nie potrafię zdecydować, które są lepsze. A te koncertowe, mimo że oparte na studyjnych aranżacjach są jeszcze inne. Nieco uproszczone ze względu na brak gości specjalnych, smyczków, trąbki i dodatkowych gitar. Muzyce Nicka Drake’a jednak uproszczenia nie przeszkadzają, a nawet są mile widziane.

John Kregor

Zespół sprawdził się tego wieczora perfekcyjnie, wydłużone wersje większości kompozycji pozwoliły na zagranie dłuższych partii solowych. Te w wykonaniu Roba Clearfielda (fortepian i instrument elektroniczny), Matta Ulery (kontrabas) i Jona Deitemyera były takie jak się spodziewałem. Obserwuję bowiem rozwój tych muzyków i to co robią na co dzień w Chicago. Ten zespół to jeden z najbardziej kreatywnych teamów twórczych w Chicago i okolicach, a to w Stanach bardzo wiele… John Kregor, który zastąpił w koncertowym składzie zespołu Johna McLeana to gitarzysta nieco inny, stąd partie gitary potraktowane zostały inaczej, jej brzmienie było raczej uzupełnieniem, swoistym wypełnieniem i dodatkowym kolorem, choć w momentach gry solowej John Kregor okazał się świetnym, choć oszczędnym w środkach ekspresji gitarzystą. Owa oszczędność i skupienie się na barwie instrumentów, cyzelowanie każdej nuty w wykonaniu wszystkich instrumentalistów to najlepsze co może towarzyszyć muzyce Nicka Drake’a.

Matt Ulery

Grażyna Auguścik

Koncert był zwyczajnie zachwycający, jedyną jego wadą było to, że być za krótki, choć i tak przedłużył się mocno ponad to co mogli usłyszeć słuchacze na antenie Trójki. Grażyna Auguścik jest w świetnej formie, „Man Behind The Sun: Songs Of Nick Drake” to jej najlepsza płyta. I jedne z najlepszych koncertów jakie w jej wykonaniu słyszałem, a słyszałem ich wiele…