Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miguel Zenon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miguel Zenon. Pokaż wszystkie posty

17 lutego 2014

Jeff Ballard Trio – Time’s Tales

Ostatni tydzień spędziłem w temperaturze wyższej o jakieś 15 stopni od tej w Warszawie. Nastrój zrobił się więc wiosenny, a nawet biorąc pod uwagę pogodowe anomalie można nazwać go letnim. Po powrocie odebrałem ze studia RadioJAZZ.FM pokaźną paczkę płyt. Biorąc pod uwagę ilość nowości oczekujących na swoją godzinę w moim domowym odtwarzaczu, pewnie cała paczka trafiłaby do kolejki, w której niektóre z płyt oczekują nawet i rok, albo dłużej – czego przykładem nasza poprzednia płyta tygodnia – „Night In Calisia” Włodka Pawlika. Tym jednak razem na paczce była adnotacja naszego Naczelnego, polecająca szczególne zainteresowanie albumem Jeffa Ballarda, Lionela Loueke i Miguela Zenona.

Tak więc położyłem ten album na samym szczycie stosiku płyt do natychmiastowego posłuchania, bowiem nasz Naczelny z reguły się nie myli i wie co mówi lub pisze ołówkiem na paczkach. Tym razem też się nie mylił, bowiem „Time’s Tales” to płyta wyśmienita. Z pozoru współpraca trójki odpowiedzialnych za jej stworzenie muzyków nie mogła się udać, udała się jednak znakomicie. Muzycy znaleźli doskonałą równowagę pomiędzy swoimi jakże różnymi muzycznymi doświadczeniami i zamiast walczyć o dominację, wzajemnie się inspirowali.

Ten album okazał się doskonałym przedłużeniem mojego ciepłego, wiosennego nastroju już od pierwszej kompozycji. Kiedy wybrzmiały ostatnie dźwięki dziewiczego lasu, pomyślałem, że to fajne, ale jeśli tak będzie brzmiało do końca płyty, to będzie zbyt słodko i przewidywalnie. Na szczęście tak się nie stało – wystarczy posłuchać choćby pochodzącego z repertuaru zupełnie nie jazzowego zespołu Queens of the Stone Age utworu „Hangin Tree” zaraz po otwierającym krążek „Virgin Forest”.

Umiejętnie wybrany zestaw utworów stanowiący mieszankę jazzowych standardów, muzyki napisanej przez członków zespołu specjalnie na ten album, Duke’a Ellingtona, Bela Bartoka, Ericka Dolphy i paru innych równie niespodziewanych kompozycji tworzy wielobarwną mozaikę muzycznych możliwości. Podobnie oddawanie każdego z utworów we władanie innemu członkowi zespołu sprawia, że o płycie z pewnością można powiedzieć, że jest nieprzewidywalna, a jednocześnie w czarowny sposób spójna.

Zawsze kiedy widzę płytę firmowaną przez perkusistę, obawiam się niepotrzebnej wirtuozerii instrumentalnej, która w zasadzie nic oprócz podziwu młodych adeptów perkusji do grania nie wnosi. Jeff Ballard nie musi i nie chce nikomu udowadniać, że grać potrafi. Posługuje się od lat wieloma różnymi środkami wyrazu, grając raczej oszczędnie, poszukując nietypowych brzmień, używając różnego rodzaju instrumentów perkusyjnych, grając dłońmi, czy nietypowymi szczoteczkami. Skomplikowane struktury polirytmiczne pojawiają się niejako przy okazji, najczęściej zresztą przy sporym udziale gitary Lionela Loueke.

Lionel Loueke najczęściej grywa proste nuty korzystając z gitary akustycznej, coverem „Hangin Tree” pokazuje jednak, że nie tylko afrykańskie klimaty akustyczne są tym co potrafi najlepiej. Fani Queens of the Stone Age powinni zainteresować się tą wersją koniecznie. Specjalnie udałem się do sklepu z płytami, żeby zapoznać się z oryginałem z albumu „Songs For The Deaf”. To nie było dla mnie jakieś szczególnie miłe doświadczenie. Wszystkich fanów zespołu zapewniam, że wersja w wykonaniu tria Jeffa Ballarda jest tysiąc razy lepsza.

Ten album jest również powrotem na rynek jazzowy długo pozostającej w uśpieniu wytwórni Okeh, obecnie znajdującej się w większości świata pod kontrolą koncernu Sony. Okeh to dla historii jazzu label niezwykle ważny, choć czasy jego świetności przypadały na lata dwudzieste i trzydzieste ubiegłego wieku. Później bywało różnie, w latach sześćdziesiątych najważniejszymi artystami Okeh byli Little Richard i Curtis Mayfield. Od kilku lat pod szyldem Okeh ukazywały się ciekawe pozycje bluesowe – jak choćby albumy Keb’ Mo i Popa Chubby’ego. Jeśli Okeh będzie wydawał takie albumy jak „Time’s Tales”, to szybko powróci na szczyt jazzowego świata.

Jeff Ballard Trio
Time’s Tales
Format: CD
Wytwórnia: Okeh / Sony
Numer: 888837410724

13 lutego 2012

Miguel Zenon – Alma Adentro: The Puerto Rican Songbook


„Alma Adentro” to moje pierwsze zetknięcie z muzyką saksofonisty Miguela Zezona. Wcześniej, co stwierdziłem jedynie przeglądając moja bazę danych, występował on w roli muzyka zdecydowanie drugiego planu w kilku wielkoorkiestrowych produkcjach. Jego wcześniejsze płyty solowe jakoś na moją półkę i tym samym do odtwarzacza drogi nie znalazły.

Podtytuł albumu – „The Puerto Rican Songbook” mnie jakoś nie zachęcał, bowiem pachniało trochę środkowoamerykańskim folklorem przyprawionym smoot jazzową nutką i rytmami tanecznymi.  Tak odebrałem marketingowy przekaz okładki tej płyty… W dodatku jeszcze wytwórnia Marsalis Music nie kojarzy mi się, delikatnie rzecz ujmując z jakimiś szczególnie odkrywczymi produkcjami. Przyznaję… Pomyliłem się. To dobra płyta, z pewnością warta zainteresowania jazzowych słuchaczy.

Oczywiście odnajdziemy w muzyce na „Alma Adentro” nuty latynoskie. To muzyka dzieciństwa Miguela Zenona. Wszystkie zarejestrowane na płycie kompozycje zostały napisane przez popularnych w tym kraju kompozytorów.

Miguel Zenon imponuje wykonawczą swobodą. Nie gra łatwych fraz, ale w każdym momencie słychać, że ma jeszcze rezerwy. Mógłby więcej, szybciej, ale nie chce. Jest swobodny i zrelaksowany, doskonale czuje tematy które gra, zamieniając popularną muzykę swego kraju w rasowe jazzowe klimaty podobnie, jak czynili to wiele lat temu amerykańscy jazzmani z tematami z Broadwayu. Gra pełnym, pewnym swoich możliwości technicznych tonem. Wprawnie opowiada historie, prawdopodobnie zgodne z intencją kompozycji, choć to tylko teoria, bowiem nie znam oryginalnych rejestracji tych utworów.

W nagraniu płyty oprócz muzyków, którzy na stale współpracują z Miguelem Zenonem – pianisty Luisa Perdomo, kontrabasisty Hansa Glawischniga i perkusisty Henry Cole’a, wzięła udział spora sekcja instrumentów dętych. Jej brzmienie przypomina momentami aranżacje Lalo Schifrina z lat siedemdziesiątych.

W zeszłym roku w podobny sposób, jak album Miguela Zenona zaskoczyła mnie dość podobna stylistycznie, choć oparta na nowszych kompozycjach płyta „Caribbean Rhapsody” Jamesa Cartera. Też została naszą płytą tygodnia, równie zasłużenie, jak „Alma Adentro”.

Miguel Zenon to dla mnie nowa postać, z pewnością warta dalszego zainteresowania. Wolę kiedy gra szybsze frazy, jego ton w balladach jest nieco bezbarwny. Ma w zespole wyśmienitego kontrabasistę - Hansa Glawischniga, z którym rozumie się doskonale. Mógłby mieć lepszego pianistę, bowiem gra Luisa Perdomo jakoś mnie nie przekonuje, jest pozbawiona energii, która powinna napędzać tego rodzaju muzykę. Być może nie jest to płyta doskonała, ale z pewnością bardzo dobra i w pełni zasługująca na tytuł naszej Płyty Tygodnia. A ja z pewnością będę obserwował dalsze poczynania Miguela Zenona.

Miguel Zenon
Alma Adentro: The Puerto Rican Songbook
Format: CD
Wytwórnia: Marsalis Music / Universal
Numer: 874946001601