Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Wakeman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Wakeman. Pokaż wszystkie posty

08 stycznia 2021

Rick Wakeman – Christmas Portraits

Szukałem okazji, żeby przedstawić Wam album „Piano Portraits” Ricka Wakemana dość długo. Ciągle jakoś się nie składało. Od jego wydania minęły już trzy lata. Nagrania z tej niezwykłej płyty pojawiały się w cyklu CoverToCover przy okazji odcinków poświęconych „Stairway To Heaven” i „Space Oddity”. W kolejce do realizacji czeka jeszcze kilka odcinków tego cyklu z udziałem Wakemana. Jego solowe nagrania fortepianowe uważam za absolutnie fenomenalny powrót do muzycznych korzeni. Ten znany raczej z niezwykle rozbudowanego instrumentarium i monumentalnych dzieł solowych oraz legendarnych nagrań zespołu Yes pokazał w 2017 roku chyba po raz pierwszy zupełnie inną stronę swojej muzyki. Po tym albumie wydał jeszcze jeden – „Piano Odyssey”, która nie spodobała mi się aż tak bardzo. Oczekiwałem kolejnego kameralnego, solowego projektu. Wakeman jednak nie wytrzymał i wynajął orkiestrę i chór. Nie odrzucam całkowicie tego albumu, jednak nie jest moim zdaniem równie dobry jak „Piano Portraits”. Dlatego też nie wypatrywałem kolejnej pozycji, przyjmując, że dla Wakemana, uwielbiającego duże realizacje płyta z 2017 roku była jednorazowym pomysłem. W zeszłym roku w grudniu nie zauważyłem „Christmas Portraits”. Dlatego też spieszę nadrobić zaległości.

„Christmas Portraits” Wakeman przygotował w formule podobnej do moim zdaniem wybitnego „Piano Portraits”. Znane melodie świąteczne zagrał solo na akustycznym fortepianie, podchodząc do tematów dość luźno i traktując pomysły kompozytorów jako pretekst do stworzenia solowych, częściowo improwizowanych wersji kolęd, które od zawsze pojawiają się w grudniu w naszych umysłach.

Luźne podejście do świątecznych tematów pozwoliło stworzyć muzykę, która sprawdzi się w każdym momencie roku. Jak większość albumów świątecznych, „Christmas Portraits” powstał w środku lata. Świąteczne melodie są proste, jednak w interpretacji Wakemana stają się jeszcze mniej skomplikowane. Wakeman potrafi grać dużo dźwięków, nie tylko z wykorzystaniem elektronicznych klawiatur, ale również akustycznego fortepianu. Jeśli spodziewacie się wirtuozerskich popisów, to poszukajcie w katalogu innych wykonawców, ale sięgnijcie po inne pozycje Wakemana. Jego „Christmas Portraits” to muzyka w najprostszej możliwej postaci. Kameralne studio, świetnie brzmiący duży koncertowy Steinway i doskonała realizacja dźwięku. Dodatkowo starannie wybrane motywy. Wakeman łączy krótkie melodie w większe zestawy złożone z dwu lub czasem trzech kompozycji. To wszystko ma znaczenie, jednak najważniejsze są historie opowiedziane za pomocą tak prostych środków. Dla fanów Yes taka płyta może być niezłym szokiem. Jednak dla tych, którzy znają „Piano Portraits” będzie doskonałą kontynuacją tego wybitnego albumu. W kategorii nowych płyt z kolędami to absolutny lider ostatnich kilku lat.

Rick Wakeman
Christmas Portraits
Format: CD
Wytwórnia: Sony
Data pierwszego wydania: 2019
Numer: 190759675922

11 października 2020

Stairway To Heaven – CoverToCover Vol. 80

O „Stairway To Heaven” napisano wiele we wszystkich możliwych biografiach Led Zeppelin i muzyków tego zespołu. Z tych książek można zebrać całkiem niezłą muzyczną bibliotekę. Jak zwykle w przypadku legendarnego zespołu, każdy, kto zbliżył się do nich choćby na chwilę, uznaje, że ma coś do powiedzenia i napisze kolejną książkę. Chcecie wiedzieć wszystko z jednej książki – zacznijcie od Micka Walla i jego „When Giants Walked The Earth”, albo od „Light & Shade – Conversations with Jimmy Page” Brada Tolinskiego. Ta pierwsza doczekała się nawet polskiego tłumaczenia, ale ja wolę zostać przy oryginale. Później możecie zbierać kolejne i liczyć na kolejne ciekawostki, ale będziecie już wiedzieć, czego szukacie w kolejnych książkach. Jeśli zainteresują Was wszystkie tajemnice związane z okultyzmem i obsesją Jimmy Page’a na punkcie niezwykłej postaci Aleistera Crowleya, który pojawia się również w życiorysach innych wielkich gwiazd rocka z Wielkiej Brytanii z lat sześćdziesiątych – przeczytajcie jego absolutnie fenomenalną biografię – „Aleister Crowley – The Biography: Spiritual Revolutionary, Romantic Explorer, Occult Master – And Spy” Tobiasa Churtona. Nie znajdziecie we współczesnym świecie kogoś o ciekawszym życiorysie, nawet jeśli nie wszystko co przeczytacie w tej książce zdarzyło się naprawdę.

Miało być jednak o „Stairway To Heaven”. Przewodnik po książkach znajdziecie pod hasłem #CzytamJAZZ na Youtube. Legendarna kompozycja Jimmy Page’a i Roberta Planta znalazła się w 1971 roku na płycie bez tytułu – czwartym albumie Led Zeppelin. Utwór był za długi na singiel i nie miał z tego powodu szans w radiu. W związku ze swoją strukturą i podziałem na akustyczny, folkowy wstęp, rockowy wybuch gitary Page’a i perkusji Bonhama i powtarzającą wstęp codę nie dało się go skrócić. Stał się za to jednym z najważniejszych rockowych hymnów wszechczasów i tak wszystkim kojarzył się z Led Zeppelin, że mało kto, oprócz początkujących gitarzystów w swoich sypialniach i czasem sklepach muzycznych próbował go grać. Do odważnych zaliczała się Dolly Parton, ale dociekania jak się jej udało zostawię Waszym możliwościom przeszukiwania internetu. Jest jednak jeden wyjątek od reguły, że „Stairway To Heaven” to tylko Led Zeppelin, albo wirtuozi gitary w wersji instrumentalnej (większość takich prób wypadała zupełnie bez sensu), ale to temat na osobną monografię i wątki australijskie związane ze „Stairway To Heaven” zostawię sobie na specjalne odcinki cyklu CoverToCover.

Warto przypomnieć również, że melodia „Stairway To Heaven” stała się przedmiotem sporu prawnego, bowiem przez wiele lat Randy California utrzymywał, że jest plagiatem napisanego przez niego przeboju grupy Spirit – „Taurus”. Kilka lat temu spór zakończył się ostatecznym odrzuceniem przez sąd wszelkich roszczeń Californi jako bezzasadnych. Jak na ironię, proces odbywał się w Californi.

Z tematem „Stairway To Heaven” doskonale poradził sobie Frank Zappa, choć ciągle nie mam pewności, czy to było na poważnie, czy muzyczny dowcip przez przypadek wypadł zbyt dobrze. Niezwykłą wersję na fortepian solo przygotował członek innego wielkiego rockowego zespołu Rick Wakeman. Od 1971 do 2017 roku minęło sporo czasu. Moim zdaniem jednak nikt inny wcześniej nie potrafił usłyszeć w tej kompozycji doskonałej melodii, zrobił to dopiero mistrz klawiatur z Yes – Rick Wakeman. A odcinek australijski o „Stairway To Heaven”, a może nawet kilka już wkrótce… 

Utwór: Stairway To Heaven
Album: Led Zeppelin IV (Led Zeppelin: The Complete Studio Recordings)
Wykonawca: Led Zeppelin
Wytwórnia: Atlantic
Rok: 1971
Numer: 075678252624
Skład: Robert Plant – voc, Jimmy Page – g, John Paul Jones – b, synth, John Bonham – dr.

 Utwór: Stairway To Heaven
Album: Piano Portraits
Wykonawca: Rick Wakeman
Wytwórnia: Write Notes / UMC / Universal
Rok: 2017
Numer: 602557236279
Skład: Rick Wakeman – p.

 Utwór: Stairway To Heaven
Album: The Best Band You Never Heard In Your Life
Wykonawca: Frank Zappa
Wytwórnia: Rykodisk
Rok: 1991
Numer: 014431065323
Skład: Frank Zappa – g, synth, voc, Ike Willis – g, synth, voc, Mike Keneally – g, synth, voc, Walt Fowler – tp, flug, synth, Paul Carman – as, ts, bs, Albert Wing – ts, Kurt McGettrick – bs, Kurt McGettrick – bass s, bcl, Bruce Fowler – tromb, Scott Thunes – moog, Bobby Martin – kbd, voc, Ed Mann – marimba, vib, dr prog, Scott Thunes – b, Chad Wackerman – dr, dr prog.

08 marca 2020

Space Oddity – CoverToCover Vol. 29

„Space Oddity” jest niemal moim rówieśnikiem. Piosenka po raz pierwszy została wydana na singlu promującym drugi album Davida Bowie, nazwany po prostu „David Bowie”, podobnie jak pierwszy, który ukazał się dwa lata wcześniej, czyli w 1967 roku. Ten pierwszy nie stał się wielkim przebojem, stąd drugi można było nazwać tak samo, bo o poprzednim nikt nie pamiętał. W Stanach Zjednoczonych, mimo tego, że pierwszy album Davida Bowie był jeszcze mniej znany niż w Wielkiej Brytanii, albumowi nadano inny tytuł – „Man Of Words/Man Of Music”. „Space Oddity” było pierwszym przebojem Bowie’go, więc kolejną reedycję w 1972 roku nazwano już „Space Oddity”. Od tego czasu wszyscy znają album jako ten, na którym znajduje się ta włśnie kompozycja, choć do dziś w wykonaniu innych artystów pojawiają się również inne utwory z tego krążka, w tym „Letter To Hermione” i „Unwashed and Somewhat Slightly Dazed”.


O karierze muzycznej i życiu Davida Bowie napisano właściwie wszystko, a kolejne publikacje od momentu jego śmierci w 2016 roku ukazują się z szybkością trudną do zaakceptowania nawet przez jego największych fanów. Również wśród muzyków, w tym tych improwizujących od 2016 roku David Bowie stał się modnym i wartym przypominania autorem udanych kompozycji.

Sam nie zaliczałem się nigdy do wielkich fanów twórczości Davida Bowie, niektóre jego nagrania ceniłem bardziej, inne nie wydawały mi się interesujące. Zwracałem raczej uwagę na brzmienie albumów. Dlatego uważałem, że Bowie szczyt swoich możliwości osiągnął nagrywając tak zwaną trylogię berlińską – albumy Low”, „Heroes” i „Lodger”. Szanowałem solówkę Stevie Ray Vaughana w „Let’s Dance” i śmiałem się oglądając jak w wersji teledyskowej Bowie, który nie był jakimś wybitnym gitarzystą udaje, że sam gra tą partię, w dodatku w białych rękawiczkach. Nie doceniałem perfekcji kompozycji i tekstów Davida Bowie.

Odkryłem go ponownie w Australii, kiedy przypadkiem usłyszałem w sklepie fragment albumu tamtejszego zespołu The Thin White Ukes. To jeden z setek australijskich cover bandów, jednak ich podejście jest bardziej niezwykłe. Podczas kiedy większość takich zespołów stara się jak najdokładniej odtworzyć i naśladować brzmienie oryginalnych nagrań, muzycy The Thin White Ukes wybrali zupełnie inną drogę. Stworzyli dekonstrukcję fantastycznych kompozycji Davida Bowie z niemal każdego okresu jego artystycznej drogi za pomocą własnych głosów i skromnego akompaniamentu opartego na kilku ścieżkach zagranych na ukelele z niewielkim dodatkiem kilku innych instrumentów. Na ich płycie znalazło się również „Space Oddity”. Znajdziecie tam również inne perełki w rodzaju „Heroes”, „Kooks”, „Let’s Dance”, „Ashes To Ashes” i chyba mojego w tym zestawieniu ulubionego „Sound And Vision”. Bowie bez barokowych dekoracji muzycznych i całego pozamuzycznego show okazał się najlepszych co mogli zrobić dla niego muzycy. Krótko później uzupełniłem braki w oryginalnych nagraniach i urządziłem sobie w domu doskonały tydzień z Davidem Bowie.

Z tego samego wyjazdu przywiozłem równie zaskakującą i również przypadkiem znalezioną w sklepie płytę nagraną solo na akustycznym fortepianie przez Ricka Wakemana, gdzie oprócz „Space Oddity” jest równie doskonała interpretacja „Life On Mars”. Może „Stairway To Heaven” Wakemanowi nie wyszło, jednak z Bowiem, poradził sobie dobrze. To również było dla mnie zaskoczenie, zawsze myślałem, że Wakeman musi mieć całą szafę wymyślnych klawiatur, żeby zaproponować coś ciekawego. Od tej pory poluję na każde jego nowe kameralne wydawnictwo, co i Wam polecam.

Utwór: Space Oddity
Album: David Bowie (a.k.a. Space Oddity)
Wykonawca: David Bowie
Wytwórnia: Philips / Parlophone
Rok: 1969
Numer: 0825646283453
Skład: David Bowie – g, voc, kalimba, org, Tim Renwick – g, fl, effects, Keith Christmas – g, Mick Wayne - g, Rick Wakeman – harpsichord, mellotron, Benny Marshall - harm, Herbie Flowers – b, John Lodge - b, Tony Visconti - b, Terry Cox – dr, John Cambridge – dr, Orchestra.

Utwór: Space Oddity
Album: Bowie Refashioned
Wykonawca: The Thin White Ukes
Wytwórnia: The Thin White Ukes
Rok: 2016
Numer: brak
Skład: Betty France – voc, ukulele, Michael Dwyer – voc, ukulele, Robert Stephens – voc, ukulele, Belinda Woods – fl, Andrew Duffield – kbd.

Utwór: Space Oddity
Album: Piano Portraits
Wykonawca: Rick Wakeman
Wytwórnia: Write Notes / UMC / Universal
Rok: 2017
Numer: 602557236279
Skład: Rick Wakeman – p.