Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Davis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Davis. Pokaż wszystkie posty

01 lutego 2015

John Coltrane – Coltrane Plays The Blues

Jestem audiofilem i kolekcjonerem, ale na szczęście przede wszystkim uwielbiam słuchać dobrej muzyki, w zasadzie jestem od tej czynności uzależniony. Niestety bycie kolekcjonerem, no i audiofilem stoi z tym ostatnim w zasadzie w sprzeczności. Prowadzi bowiem do wydawania góry pieniędzy na różne dzieła wszystkie i zebrane, zremasterowana i ukryte w wymyślnych pudełkach, często nawet z całkiem wartościowymi dodatkowymi nagraniami, odrzuconymi wersjami alternatywnymi i obszernymi opisami, z których te najlepsze można wydać w formie książkowej i mogłyby funkcjonować zupełnie osobno.

W ogromnej masie tysięcy płyt jestem wzrokowcem i doskonale pamiętam okładki, co z kolei powoduje, że część płyt ulega zapomnieniu, ich okładki schowane są bowiem w postaci miniaturek we wspomnianych już książeczkach dołączonych do dzieł zebranych. Łatwo o takich płytach zapomnieć, bowiem stoją gdzieś na boku, w miejscu, gdzie składować można wszelkie nietypowo opakowane zestawy nagrań.

Ich wydawcy wpadają zwykle na pomysł, żeby poukładać nagrania chronologicznie, co ma jakiś sens, ale powoduje, że posłuchanie oryginalnego albumu może wymagać sięgnięcia do dwóch, albo i trzech krążków, lub co jeszcze trudniejsze – płyt analogowych, których zmiana jest bardziej kłopotliwa.

W ten sposób przez lata całe nie sięgałem do uwielbianych przeze mnie nagrań Bila Evansa (pianisty), które wydawca zamknął w zardzewiałym już dziś metalowym pudełku – „The Complete Bill Evans On Verve” zawierającym 18 wyśmienitych płyt CD wypełnionych po brzegi genialną muzyką. W ten sam sposób umyka mi część najlepszych nagrań Johna Coltrane’a, zebranych w zestawy w rodzaju „The Classic Quartet - Complete Impulse! Studio Recordings”, to 8 krążków, „The Complete 1961 Village Vanguard Recordings” – kolejne 4, „John Coltrane - Fearless Leader: Prestige 1957-1958” – to z kolei 6 płyt i „The Heavyweight Champion: The Complete Atlantic Recordings”. To właśnie w tym ostatnim zestawie pośród 7 płyt wydawcy ukryli między innymi wyśmienity album „Coltrane Plays The Blues”. Wśród nagrań Johna Coltrane’a dla wytwórni Atlantic znajdziecie również „Giant Steps”, „My Favourite Things” i „Ole Coltrane”.

Choć kontrakt Johna Coltrane’a z Atlantic trwał jedynie dwa lata, dał jego fanom 7, a w zasadzie jeśli policzyć wspólne wydawnictwo z Miltem Jacksonem – „Bags & Trane” nawet 8 wyśmienitych płyt. Nie potrafię zdecydować, która z nich jest najlepsza, wiem jednak, że z pewnością żadna z nich nie zasługuje na to, żeby spoczywać w zapomnieniu w wielkim pudle „The Heavyweight Champion: The Complete Atlantic Recordings”.

Okres współpracy z Atlantic to był czas dojrzewania stylu, z którym dziś wielu kojarzy Johna Coltrane’a, to właśnie wtedy w jego muzyce przybywało energii, emocji i inwencji, której nie brakowało wcześniej, jednak to właśnie na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ostatecznie porzucił jakiekolwiek wcześniejsze muzyczne wzorce i stał się niedoścignionym wzorcem dla innych, być może absolutnym mistrzem jazzowej improwizacji wszechczasów.

Album „Coltrane Plays The Blues” ukazał się w 1962 roku, kiedy John Coltrane nagrywał już dla innych wytwórni i powstał z odrzutów z sesji na której nagrał „My Favorite Things”. Nigdy nie został zaakceptowany jako wydawnictwo przez jego autora. Być może ta płyta to najlepszy nieprzeznaczony do publikacji materiał jaki kiedykolwiek postanowiono wydać… Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że obie płyty nagrano w zasadzie bez większego przygotowania w czasie jednej kilkugodzinnej sesji nagraniowej uzupełnionej po kilku dniach paroma dodatkowymi godzinami w studiu.

Album zarejestrował zespół, z którym John Coltrane w owym czasie koncertował, jedynie Jimmy Garrisona na kontrabasie zastąpił mniej znany Steve Davis. Jednak najważniejszym drugim głosem w zespole jest niedoceniany McCoy Tyner.

Tak oto, bez własnej wiedzy największy eksperymentator jazzu połowy ubiegłego wieku mógł w sklepie kupić sobie album, którego nie zaplanował i który jest hołdem dla korzeni gatunku i przy okazji takich muzyków, jak Sidney Bechet, na którego cześć nazwano jeden z utworów.

Czy można coś napisać o samej muzyce – ja się nie podejmuję, John Coltrane to geniusz, jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś, że być może był kosmitą, tak bardzo wyprzedzał swój czas. Wyprzedza również teraźniejszość, bowiem ciągle pozostaje niedościgniony.

John Coltrane
Coltrane Plays The Blues
Format: CD
Wytwórnia: Atlantic
Numer: 7567813512

28 stycznia 2013

John Coltrane – My Favorite Things


Ten album jest pewnego rodzaju debiutem Johna Coltrane’a. który nieco przez przypadek, dzięki odnalezionemu w bagażniku taksówki zagubionemu saksofonowi sopranowemu zaczął grać na tym instrumencie zaledwie kilka tygodni przez nagraniem „My Favorite Things”. Inna wersja tej historii mówi o tym, że to Miles Davis kupił pierwszy saksofon sopranowy Johnowi Coltrane’owi w czasie europejskiej trasy w jednym z lombardów w Paryżu.

To również swego rodzaju wydawniczy fenomen swoich czasów. Utwór tytułowy trwa bowiem ponad 13 minut, a wydany został w postaci singla podzielonego niemal nożyczkami i skróconego tak, aby muzyką udało się wypełnić do granic możliwości mały winylowy krążek.

W tej właśnie postaci „My Favorite Things” pojawiło się w 1961 roku w amerykańskich rozgłośniach radiowych, wywołując niemałą burzę wśród słuchaczy, szczególnie w mniejszych miasteczkach, gdzie brak jazzowych klubów sprawiał, że takiej muzyki nikt wcześniej nie słyszał.

Trzy długie sesje w studiu Atlantic w Nowym Jorku, 21, 24 i 26 października 1960 roku przyniosły tak wiele dobrej muzyki, że można było wydać „My Favorite Things”, resztę równie dobrej muzyki Atlantic umieścił na płytach „Coltrane’s Sound”, „Coltrane Plays The Blues” i „Coltrane Jazz”. Z perspektywy lat to jednak „My Favorite Things” wydaje się być najlepszym materiałem z tej sesji, choć „Coltrane Plays The Blues” to album, do którego wracam równie często.

Nagrania powstały krótko po tym, jak John Coltrane opuścił kwintet Milesa Davisa (lato 1960 roku). Własny zespół uformował dość szybko i to właśnie pierwszy jego skład z McCoy Tynerem (fortepian), Steve Davisem (kontrabas) i Elvinem Jonesem (perkusja) nagrał jedną z najbardziej klasycznych płyt lidera.

„My Favorite Things” to kamień milowy w dyskografii lidera, oznaczający ostateczne odejście od be-bopu. Od 1960 roku John Coltrane stał się na kilka lat jednym z najważniejszych wyznawców tak zwanego modal jazzu, który w jego wykonaniu polegał na niemal matematycznym eksplorowaniu nietypowych skal i budowaniu ciągnących się przez wiele minut improwizacji, a nawet własnych kompozycji w oparciu o jeden wybrany akord. Sam tego nie wymyślił, ale z pewnością został tego stylu najważniejszym przedstawicielem. Za pierwszy album tego gatunku powszechnie uważa się „Milestones…” Milesa Davisa z 1958 roku, z udziałem Johna Coltrane’a oczywiście.

Sam lider zawzięcie i co będzie słychać jeszcze lepiej w późniejszych nagraniach, studiował teorie kompozycji, pochłaniając i przyswajając sobie wszystkie dostępne, nawet te najbardziej skomplikowane podręczniki kompozycji. Improwizacje oparte na jednym akordzie i solówki ciągnące się nieraz przez kilkanaście minut, to było w 1961 roku coś zupełnie nieoczekiwanego. Szczególnie w Europie, gdzie John Coltrane pojawiał się dość często, w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych bywał nienajlepiej przyjmowany przez publiczność. Później jednak, kiedy jego muzyka stała się jeszcze bardziej intensywna bywało jeszcze gorzej.

Sam muzyk do końca życia pozostał jednak bezkompromisowy, czasem wdając się z krytykami w ciekawe dyskusje, kiedy indziej uciekając do studia, aby nagrać kolejny, jeszcze bardziej ekstremalny album.

Utwór tytułowy pozostał przez kilka lat w repertuarze zespołu, stając się też największym przebojem w całym dorobku Johna Coltrane’a, choć sam tych przebojów nie poszukiwał. Po latach Rhino wydało reedycję płyty zawierającą dodatek w postaci podzielonego na części singlowego „My Favorite Things”. To co usłyszycie na antenie RadioJAZZ.FM w ramach prezentacji płyty tygodnia w kategorii Kanon Jazzu pochodzi z wyśmienicie opracowanego boxu „The Heavyweight Champion: The Complete Atlantic Recordings” Johna Coltrane’a. Ja słucham oryginalnego pierwszego wydania, które udało mi się kupić nieco przypadkiem, jednak wspomniany box, jeśli uda się go zdobyć wydaje się być szczególnie dobrą inwestycją.

„My Favorite Things” to album wybitny, wielokrotnie opisywany przez krytyków, rozkładany na czynniki pierwsze w sposób zrozumiały jedynie dla absolwentów konserwatoriów w klasie kompozycji. To również zwyczajnie kawał świetnej jazzowej roboty oraz płyta definiująca na nowo jazzowy saksofon sopranowy, który od czasów Sidneya Becheta pozostawał na marginesie jazzowego życia…

John Coltrane
My Favourite Things
Wytwórnia: Atlantic
Format: LP
Numer: LP1361