Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sun Ra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sun Ra. Pokaż wszystkie posty

03 marca 2020

Sun Ra - Space Is The Place

Sun Ra to jedna z najbardziej kolorowych postaci w całej historii muzyki improwizowanej. Jedni uważali go za dziwaka, inni za szarlatana, choć byli i tacy, którzy przestrzegali, że być może jest tym, który wyprzedza znacznie swoją wyobraźnią czas, w którym przyszło mu działać. Znam tez osoby, które uważają Sun Ra za muzycznego geniusza porównywalnego z największymi powszechnie uznawanymi sławami, a być może nawet przewyższającego muzyczną wyobraźnią i inteligencją artystów pokroju Milesa Davisa, Johna Coltrane’a, czy Duke Ellingtona. Niezależnie od tego, które spojrzenie uważacie za prawdziwe, z pewnością historia muzyki improwizowanej bez wspomnienia o Sun Ra nie jest kompletna.


Swoją muzyczną karierę Sun Ra, wtedy jeszcze jako Herman Poole Blount rozpoczął w Chicago w końcówce lat czterdziestych ubiegłego wieku. Dość szybko zrezygnował jednak ze swojego prawdziwego nazwiska na rzecz dość niedorzecznego imienia Sun Ra, które można tłumaczyć jako Słońce Słońce, bowiem jak sam wielokrotnie podkreślał, Ra pochodzi od imienia egipskiego boga słońca. Z czasem nie tylko imię stało się ekstrawaganckie, doszła wykreowana w części przez samego artystę filozofia nazywana dziś afrofuturyzmem i jego wielokrotne oświadczenia, że jest kosmitą przybyłym z Saturna w celu nauczania Ziemian zasad zachowania pokoju na świecie. O Afrofuturyźmie napisano wiele książek. Występu jego Arkestry (orkiestra byłoby zbyt banalne) o zmieniającym się nieustannie składzie i równie zmiennych i doniosłych nazwach były niezwykle kolorowym połączeniem muzyki, tańca i awangardowego teatru. Kto widział ten wie. Nie spotkałem się niestety z rejestracją filmową oddająca energię, która płynęła ze sceny do publiczności. Być może nasza ziemska telewizja nie potrafiła zarejestrować energii z Saturna.

Nie zrozumcie mnie źle. Moim zdaniem wszystko to, co wokół Sun Ra działo się w warstwie pozamuzycznej raczej nie pomagało mu za życia znaleźć uznanie należne jego muzycznym talentom. Łatwo było uznać go za dziwaka i performera chcącego samą odmiennością zasłużyć sobie na uwagę słuchaczy. Sun Ra był jednak doskonałym pianistą, kompozytorem, liderem orkiestry i jednym z pionierów wykorzystania instrumentów elektronicznych w jazzie. W jego biografiach przeczytacie o podróży na Saturn, przynależności do czarnej Loży Masońskiej, stworzeniu własnej religii, karze więzienia za odmowę służby wojskowej, przeróżnych miejscach i datach urodzenia, ekscesach seksualnych, chorobach psychicznych i genialnej pamięci muzycznej. Z tych wszystkich historii tylko ostatnia jest istotna. Sun Ra nagrał ponad 100 autorskich albumów, z których wiele jest dziś już niedostępne i ciągle czeka na wznowienie. W pierwszych latach działalności Arkestry prowadził własną wytwórnię, a kolejne albumy wydawał w nakładach liczonych jedynie w setkach egzemplarzy dostępnych w sprzedaży wysyłkowej i na koncertach.

Przez jego zespoły od połowy lat pięćdziesiątych do jego śmierci w 1993 roku przewinęło się wielu zupełnie anonimowych artystów. Byli również tacy, którzy znaleźli swoją muzyczną tożsamość poza rozlicznymi składami Arkestry. Wśród najbardziej znanych muzyków, którzy przez lata uczestniczyli w spektaklach Arkestry znajdziemy doskonałych saksofonistów - Johna Gilmore’a, Marshalla Allena i basistę Johna Ore. Do grona współpracowników Sun Ra i Arkestry należeli też Pharoah Sanders i Don Cherry. Marshall Allen prowadzi chyba do dziś muzyczny projekt Sun Ra Arkestra. Sam Sun Ra uczestniczył też w wielu projektach innych muzyków, często zupełnie zapominając o swojej awangardowej filozofii. Do moich ulubionych projektów tego rodzaju należą „A Tribute To Stuff Smith” Billy Banga i „Impressions Of A Patch Of Blue” Walta Dickersona. Wspomnienie Stuffa Smitha jest w tym przypadku dość logiczną konsekwencją tego, że swoją karierę Sun Ra zaczynał w Chicago jako aranżer w orkiestrze Fletchera Hendersona i pianista w zespołach Stuffa Smitha i Colemana Hawkinsa.

Trudno wskazać jeden, ten najlepszy i najważniejszy album Sun Ra. Wybór „Space Is The Place” nie jest jednak przypadkowy. Album powstał w 1972 roku i jest doskonałym wstępem do świata Arkestry i jej awangardowego lidera. Zawiera wszystko co dla jego działalności charakterystyczne. Odrobinę brzmień elektrycznych klawiatur, transowe wokalizy, afrykańskie rytmy, twórczy chaos i spontaniczność znaną z występów zespołu w każdym okresie jego działalności, freejazzowe frazy saksofonu Johna Gilmore’a. Jest też doskonała partia fortepianu lidera w „Images” pokazującą, że był świetnym pianistą umieszczona obok awangardowego i wymagającego wiele skupienia „Sea Of Sounds”. „Space Is The Place” to doskonały początek przygody z Sun Ra. Nie regulujcie odbiorników, wybrałem jedną z najbardziej ziemskich płyt przybysza z Saturna.

Sun Ra
Space Is The Place
Format: CD
Wytwórnia: MCA / Impulse! / Universal
Numer: 011105124928

12 września 2012

Billy Bang With Sun Ra & John Ore & Andrew Cyrille – A Tribute To Stuff Smith


Czasem tak mam. Kiedy sięgnę, z różnych zresztą powodów na półkę z płytami określonego wykonawcy, robi się z tego mały przegląd, a przynajmniej przypomnienie tych najciekawszych albumów. Stąd również biorą się opóźnienia w recenzowaniu nowości i rosnący stos płyt nowych, na które też chciałbym znaleźć czas.

Tak też dzieje się z Billy Bangiem. Całkiem niedawno pisałem o płycie „Bang On!” tutaj:


Pisałem też o płycie „Black Man’s Blues” tutaj:


I o albumie „Live At Carlos 1” tutaj:


Billy Bang grał nam też kilka razy w Simple Songs. Jak na skrzypka, który mieści się gdzieś na początku pierwszej dziesiątki mojej własnej klasyfikacji skrzypków wszechczasów to całkiem sporo…

Dzisiejszy album należy do tych, do których wracam szczególnie często. Zabieram go też czasem do samochodu. Co jest zatem takiego unikalnego w tej płycie, którą znam od połowy lat dziewięćdziesiątych. Materiał nagrano w 1992 roku i wydano w małej niezależnej wytwórni, która wydała większość płyt Billy Banga – Soul Note.

To jeden z najdziwniejszych jego projektów. A właściwie nie, wszystkie płyty Billy Banga są na swój sposób dziwne i intrygujące. Każda jest nieco inna. „A Tribute To Stuff Smith” wyróżnia nie tylko temat – utwory grywane przez Stuffa Smitha, jednego z miuzycznych idoli Billy Banga. Ten album wyróżnia przede wszystkim zupełnie niespodziewany i sensacyjny skład. Oprócz Billy Banga gwiazdą jest Sun Ra, grający niespodziewanie konwencjonalne (na tle dokonań Arkestry) frazy na zwyczajnym akustycznym fortepianie.

Jest też w tym wszystkim magiczny łącznik między Stuffem Smithem i Billy Bangiem. To Sun Ra zaproponował nagranie kompozycji „Deep Purple” Petera DeRose i Avery Parrisha. To kompozycja, którą Sun Ra nagrał na swojej prawdopodobnie pierwszej sesji nagraniowej w życiu, w roku bodajże 1953. Nie mam tej płyty, tak jak wielu płyt Sun Ra, które w wydaniach oficjalnych są absolutnie niedostępne… A ja za piratami nie przepadam, a właściwie zwyczajnie się nimi brzydzę.

Stuff Smith musiał być dla Sun Ra kimś ważnym , bowiem zgodził się na gościnny udział w projekcie Billy Banga. Pewnie pomogło też to, że Billy Bang grywał wcześniej z Sun Ra w jego składach. Wśród gigantycznej dyskografii Sun Ra obejmującej z pewnością sporo ponad 100 albumów znajdziemy tylko kilka występów gościnnych. Ten najważniejszy to z pewnością właśnie „A Tribute To Stuff Smith”.

Billy Bang nadaje repertuarowi grywanemu w poprzedniej epoce przez Stuffa Smitha nowego wymiaru. W pewnym sensie przypomina swojego idola. Stawia na muzykalność i pomysły, a nie na wirtuozerię. Jest w jego grze dużo bluesa, jakiś specyficzny pierwotny charakter, coś z Robberta Johnsona, Django Reinhardta, albo właśnie Stuffa Smitha. No i jeszcze z wczesnego Arta Tatuma. Jest jednocześnie prosta i skomplikowana. Awangardowa i bardzo tradycyjna. Z pewnością jednak szczera i świeża, nowoczesna, a jednocześnie odwołująca się do muzycznych korzeni, z których wywodzi się każdy jazzowy dźwięk skrzypiec.

No i jeszcze jako bonus wyśnienite solówki Sun Ra, niektóre wręcz zdumiewające w swojej prostocie… Brzmiące w tak oczywisty sposób, wywołujące zdziwienie, że nikt tego wcześniej nie wymyślił. Największe płyty muzyki improwizowanej są oczywiste, proste i szczere. Taki jest też album „A Tribute To Stuff Smith”.

Billy Bang With Sun Ra & John Ore & Andrew Cyrille
A Tribute To Stuff Smith
Format: CD
Wytwórnia: Soul Note
Numer: 027312121629