Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Namysłowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Namysłowski. Pokaż wszystkie posty

09 września 2019

Zbigniew Namysłowski – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Zbigniew Namysłowski – 100 lat! Na razie obchodzi dopiero 80 urodziny, z okazji których przy okazji składam mu życzenia najserdeczniejsze wielu nowych pomysłów i twórczej energii, no i zdrowia do końca świata.

Zbigniew Namysłowski to jedna z legendarnych postaci polskiego ruchu jazzowego, genialny saksofonista, niespełniony chyba wiolonczelista, jeden z naszych najlepszych kompozytorów oraz organizatorów zespołów wszelakich, czasem grający na flecie, kiedyś doskonale na puzonie, z wykształcenia podstawowego pianista. Jego autobiografia, jeśli kiedykolwiek zostanie napisana, będzie encyklopedią polskiego jazzu. Lista tych, którzy jako młodzi muzycy grali w jego zespołach tworzy legendę na miarę Jazz Messengers Arta Blakey. Gdyby przez wszystkie lata działalności takich formacji jak kwintet, kwartet, Air Condition i The Q, zespół nazywał się ciągle tak samo, miałby pełne prawo do licencji na nazwę Namysłowski Jazz Messengers. Albo Jazz Messengers from Poland.

Zbigniew Namysłowski, rocznik 1939. Urodzony pod Warszawą całkiem przypadkiem, muzyki uczył się w Krakowie, skąd pochodziła jego rodzina, debiutował w Warszawie w wieku kilkunastu lat w działających w stolicy składach grających jazz tradycyjny. Grając na wiolonczeli był jedną z sensacji drugiej edycji Festiwalu w Sopocie. Nagranie z tego festiwalu jest prawdopodobnie najstarszym fonograficznym dokumentem w katalogu nagrań Zbigniewa Namysłowskiego (zespół Modern Combo). Kilka lat później, założył własny skład grający Dixieland, jednak już wtedy poszukiwał form bardziej nowoczesnych. Jego zespół był chyba wtedy jedynym dixielandowym zespołem na świecie mającym w swoim repertuarze kompozycję Johna Coltrane’a – „Lazy Bird”. W tym czasie grał często na puzonie, zwyciężając w ankiecie organizowanej wtedy przez „Jazz” na tym instrumencie, ale także na alcie. Tego rodzaju ankiety miał później wygrywać wielokrotnie.

Zanim nagrał swój pierwszy album, zyskał wśród polskich muzyków sławę jako geniusz, który potrafi opanować w krótkim czasie grę na każdym instrumencie. Podobno grał na gitarze, perkusji i nawet na trąbce. Swój pierwszy saksofon altowy pożyczył od Krzysztofa Komedy, wtedy rozstał się z puzonem na dobre, aby znaleźć się w składzie The Wreckers. Wtedy też zorganizował swoją pierwszą grupę grającą nowocześnie – The Jazz Rockers. Nagrania tego zespołu w nieco zmienionym składzie z Andrzejem Zielińskim, który zmienił za bębnami Władysława Jagiełłę z Jazz Jamboree z 1961 roku dostępne są dziś w cyklu nagrań archiwalnych Polskiego Radia. Później do zespołu dołączył Michał Urbaniak. Ten zespół po raz pierwszy grał autorski repertuar Zbigniewa Namysłowskiego.

Talent kompozycyjny Namysłowski rozwijał pisząc dla kolejnego składu własnego zespołu z Czesławem Małym Bartkowskim i Włodzimierzem Gulgowskim. Już wtedy w jego kompozycjach pojawiać zaczęły się motywy góralskie i nietypowe rozwiązania rytmiczne. Ten skład pojechał na koncerty do Wielkiej Brytanii, gdzie grali w słynnym klubie Ronnie Scotta w Londynie i zostali zauważeni przez managerów wytwórni Decca.

Pierwszy album autorski Pana Zbigniewa ukazał się pod wielce znaczącą i w czasie premiery w 1964 roku dość odważną firmą Zbigniew Namysłowski Modern Jazz Quartet. Ten debiut został na rynek wypuszczony przez angielski oddział Decca. Ciekawe, co na to wtedy powiedzieli prawnicy będącego u szczytu sławy The Modern Jazz Quartet? Być może ten konflikt dołożył trochę rozstania amerykańskiego Atlanticu z Deccą w Anglii i rozpoczęcia europejskiej dystrybucji wydającej wtedy albumy MJQ przez Polydor? Może też być tak, że w ogóle nie zauważyli całkiem niezłej płyty „Lola”.

Następcą Włodzimierza Gulgowskiego w zespole został muzyk młodego wtedy pokolenia, rozpoczynający swoją światową karierę Adam Makowicz (wtedy jeszcze Matyszkowicz). W 1965 roku Zbigniew Namysłowski uczestniczył w nagraniu Astigmatic” Krzysztofa Komedy.

Współpraca muzyków grupy Zbigniewa Namysłowskiego z niezwykle przez chwilę popularnym na całym świecie zespołem Novi Singers pozwoliła zorganizować egzotyczną trasę koncertową obejmująca Indie, Australię i Nową Zelandię. W wieku 30 lat Zbigniew Namysłowski miał już za sobą koncerty na wszystkich kontynentach (może za wyjątkiem Ameryki Południowej). Z The Wreckers zagrał na Newport Jazz Festival, z własnym zespołem u Ronniego Scotta, a z Novi Singers odwiedził Australię.

W 1969 roku Namysłowski wziął udział w nagraniu Bema pamięci żałobny rapsod” Czesława Niemena.

W 1973 roku w legendarnym składzie z Tomaszem Szukalskim, Zbigniew Namysłowski nagrywa Winobranie” – jedną ze swoich najważniejszych płyt, która byłaby wystarczającym powodem do uznania całej dekady za udaną. Dwa lata później powstaje „Kujaviak Goes Funky”. Działalność międzynarodową Zbigniew Namysłowski prowadzi nagrywając z Urszulą Dudziak i Michałem Urbaniakiem. Na płycie „Future Talk” Urszuli Dudziak swój dorosły debiut zalicza Marcus Miller. Namysłowski gra na saksofonie i wiolonczeli oraz dokłada swoją kompozycję „Quiet Afternoon”.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Zbigniew Namysłowski prowadzi znakomity skład Air Condition, którego spora część nagrań ciągle czeka na cyfrowe reedycje. Przez ten zespół przewijają się ważni muzycy – między innymi Marek Bliziński, Krzysztof i Paweł Ścierańscy, Dariusz Kozakiewicz w swoim chyba najbardziej jazzowym wcieleniu, a także Adzik Sendecki. Jak zwykle w jego składach pojawiają się młodzi muzycy pilnie obserwujący mistrza. Namysłowski gra z grupami górali, uświetnia przeróżne jubileusze i występuje gościnnie. Pokazuje, jak można grać na jazzowo Mozarta i polskie tańce ludowe. W przypadku muzyków tak niezwykle aktywnych, zarówno w swoich własnych zespołach, jak i występujących gościnnie, komponujących i eksperymentujących, a przede wszystkim niezwykle pracowitych, nie sposób zebrać pełnej dyskografii Zbigniewa Namysłowskiego. Są jednak płyty, które mieć trzeba niemal przymusowo. Oto mój osobisty niezbędnik Zbigniewa Namysłowskiego:

Zbigniew Namysłowski – Winobranie (1973) – To pierwsza z najważniejszych płyt Namysłowskiego, która w dodatku pokazała światu po raz pierwszy talent Tomasza Szukalskiego. Wpuścić takiego drugiego saksofonistę do zespołu – tu trzeba odwagi i pewności Namysłowskiego.

Zbigniew Namysłowski – Kujaviak Goes Funky (1975) – W historii polskiego jazzu nie ma właściwie muzyka, który nagrałby tak znakomitą płytę w tak krótkim czasie po genialnym poprzedniku („Winobranie”). Nowoczesności dodaje eksperymentujący z brzmieniami Wojciech Karolak. To album, który jest równie ważnym elementem w dyskografii lidera, co Szukalskiego i Karolaka.

Air Condition – Air Condition (1981) – Krzysztof Ścierański i Dariusz Kozakiewicz improwizujący do przebojowych kompozycji Zbigniewa Namysłowskiego. Po zespole, w którym grali też między innymi Władysław Adzik Sendecki i Marek Bliziński pozostało mnie nagrań, niż wspomnień z koncertów. Album wydany przez Affinity ukazał się w Londynie i nie ma szczęścia do cyfrowych reedycji. Zespół kariery na świecie nie zrobił, w Ameryce uznano te nagrania za wtórne. Życzę każdemu saksofoniście z lat osiemdziesiątych w rodzaju Davida Sanborna, czy Grovera Washingtona Juniora choćby jednej w całej karierze tak doskonale łączącej chwytliwy temat z komplikacjami rytmicznymi i harmonicznymi kompozycji, jakich na tej płycie jest siedem.

Zbigniew Namysłowski Quintet – Polish Jazz – Yes! – ten album musi być w zestawieniu, bowiem dla każdego muzyka najlepszy jest ten najnowszy w jego dorobku. Ważniejszy jest tylko kolejny – planowany i już wymyślony, choć jeszcze nienagrany.

Krzysztof Komeda – Astigmatic – o tej płycie napisano już wszystko. Jeśli ktoś tam zagrał, to jedna z płyt jego życia. Krzysztof Komeda, Tomasz Stańko i Zbigniew Namysłowski, do tego Gunther Lenz i Rune Carlson. W niezbędniku Namysłowskiego nie może zabraknąć jednej z najważniejszych płyt polskiego jazzu.

25 listopada 2018

Zbigniew Namysłowski – Winobranie

„Winobranie” w zestawieniach najlepszych polskich płyt jazzowych często zajmuje zaszczytne drugie miejsce. Nie ma wstydu, bowiem zwykle na pierwszym jest „Astigmatic” Krzysztofa Komedy. Osobiście nie do końca rozumiem fenomen tego albumu. Nie oznacza to, że uważam ten album za słaby. Wręcz przeciwnie, jest genialny, a jednocześnie stanowi dowód, że już w 1973 roku nadążaliśmy za światową czołówką, a może nawet momentami wychodziliśmy na prowadzenie. Jednak dla mnie „Winobranie” ma swoje miejsce w Kanonie Jazzu za całokształt – jest doskonałym podsumowaniem wczesnych muzycznych koncepcji Zbigniewa Namysłowskiego. Jest również kolejną w naszym zestawieniu wyśmienitą płytą Tomasza Szukalskiego.


Znam osoby, dla których najważniejszym problemem polskiego jazzu jest dowodzenie wyższości „Winobrania” nad kolejnym albumem w dyskografii Namysłowskiego – „Kujaviak Goes Funky”. Jednym z istotnych argumentów zdaje się być w tych dyskusjach udział Wojciecha Karolaka w nagraniu tej wydanej 2 lata po „Winobraniu” płyty. Czas poświęcony takim dyskusjom lepiej poświęcić na słuchanie obu płyt. Obie są wybitne.

Przy okazji warto zauważyć, że jeśli dla światowego jazzu kluczowym był rok 1959 – wtedy powstało wiele uniwersalnych jazzowych arcydzieł, tym dla jazzu polskiego jest rok 1973, bowiem to wtedy właśnie powstało, lub zostało wydanych, 5 z naszych 25 najważniejszych jazzowych płyt wszechczasów. „Sprzedawcy Glonów” Jana Ptaszyna Wróblewskiego, „Mourner’s Rhapsody” Czesława Niemena, „Fusion” Michała Urbaniaka i „Reminiscence” Mieczysława Kosza. Jeśli gdzieś data odbiega o kilka miesięcy od kalendarzowego roku 1973, to nieistotne. To był nadzwyczajnie intensywny jazzowy sezon.

Unikalny w skali światowego free jazzu początku lat siedemdziesiątych obraz dźwiękowy „Winobrania” tworzy wiolonczela Zbigniewa Namysłowskiego i fantastyczny saksofon Tomasza Szukalskiego. Nie bez znaczenia jest również równowaga między myślą twórczą kompozytora i szaleństwem zbiorowej improwizacji.

„Winobranie” to album, do którego będziecie wracać wiele razy. Zawiera sporo dźwiękowych zagadek. Egzotyka „Taj Mahal” wykreowana bez użycia indyjskich instrumentów – to chyba najstaranniej zaaranżowany fragment tego mocno spontanicznego albumu. Mam nadzieję, że podczas nagrywania tego fragmentu fortepian w studiu nie ucierpiał za bardzo. Z pewnością było w czasie sesji sporo zabawy.

Co zadziwiające, mimo tego, że doskonale zgrani muzycy dali się ponieść zbiorowej improwizacji, ani przez chwilę znając późniejsze kompozycje Zbigniewa Namysłowskiego nie ma wątpliwości, że to on przygotował muzykę na tą płytę. Podział na utwory ma tu zresztą charakter czysto umowny, a całość jest suitą z powtarzającymi się motywami przewodnimi.

Na długo pozostaje w pamięci wyśmienita, rockowa solówka lidera zagrana na wiolonczeli, stanowiąca podstawę konstrukcji najkrótszego na płycie utworu – „Gogoszary” zakończonego efektownym wejściem Tomasza Szukalskiego i jego klarnetu basowego. Gdyby ktoś miał pomyśleć, że to kolejne nagranie z koncertowego repertuaru Franka Zappy, to nieco klezmerski klarnet basowy sprowadza słuchaczy na bardziej słowiańskie tory.

„Winobranie” jest jednym z tych albumów, który można poddawać zarówno drobiazgowej analizie, szukając inspiracji, odniesień do wcześniejszych nagrań, czy amerykańskich wzorców, jak i zwyczajnie cieszyć się wieczorem spędzonym z muzyką na najwyższym światowym poziomie. Taki był zarówno w 1973 roku, jak i jest teraz.

Zbigniew Namysłowski
Winobranie
Format: CD
Wytwórnia: Polskie Nagrania
Numer: SX 0952 / PNCD 933