24 listopada 2020

Grażyna Auguścik – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Grażyna Auguścik od lat jest w czołówce naszych jazzowych wokalistek. Jej artystyczna droga z wieloma ciekawymi zakrętami jest pełna pięknych widoków udokumentowanych wyśmienitymi albumami. Wszystko zaczęło się w Słupsku, od nauki gry na gitarze. Pod koniec lat siedemdziesiątych Grażyna zaczęła na serio zajmować się wokalistyką. Na początku śpiewała jazzowe standardy, ale też próbowała swoich sił w tak zwanej piosence studenckiej, co było w owych czasach modne i pozwalało znaleźć dużo większą publiczność, niż jazz. Na polskiej scenie festiwalowej Grażyna Auguścik debiutowała w Toruniu w 1977 roku. W Opolu zdobyła nagrodę dla debiutantki dwa lata później. Wygrywała też słynny festiwal piosenki studenckiej w Krakowie i festiwal jazzu tradycyjnego Złota Tarka, który wtedy odbywał się jeszcze w Warszawie. Zespół w którym śpiewała – Swing Orchestra Cracow wtedy jeszcze nazywał się Playing Family. Dziś pamiętają go raczej tylko fani jazzu tradycyjnego, ale popularny nie tylko w Polsce skład miał niezwykłe szczęście do wokalistek i wokalistów. W swoim składzie oprócz Grażyny Auguścik gościł też między innymi Lorę Szafran i Andrzeja Zauchę.

Dziś powiedzielibyśmy – artystka uniwersalna – za co się nie weźmie, to wygra. Kolejne polskie nagrody dla Grażyny Auguścik to wielokrotne zwycięstwa w kategorii wokalistek jazzowych w plebiscytach Jazz Forum, już w XXI wieku. Tego rodzaju kariera nie dawała jednak specjalnej szansy na rozwój artystyczny. Dlatego też po zdobyciu kilku nagród na polskich festiwalach, najważniejszym z perspektywy czasu zakrętem, a właściwie nawrotem nawet, okazała się dla Grażyny decyzja o wyjeździe na studia muzyczne do Berklee College Of Music do Bostonu. Pewnie była tam jedną ze starszych i raczej najbardziej doświadczonych studentek. Wtedy nie było jeszcze wiadomo, że ten wyjazd będzie oznaczał rodzaj emigracji, a raczej początek życia na walizkach, ciągle, do dziś gdzieś w zawieszeniu między Stanami Zjednoczonymi i Polską.

Amerykańska kariera, nagrania i koncerty zaczęły się dla Grażyny Auguścik jeszcze w czasie studiów. Ostatecznie studia w Berklee ukończyła w 1992 roku, odbierając dyplom z wyróżnieniem z rąk Ala Jarreau i Phila Collinsa. Swoją pierwszą autorską płytę nagrała w 1988 roku w składzie absolutnie mistrzowskim – z Tomaszem Szukalskim, Arturem Dutkiewiczem, Piotrem Biskupskim i Witoldem Szczurkiem. Większość repertuaru na ten album skomponował Artur Dutkiewicz. A można było przecież prościej, sięgając po wypróbowane standardy. Ten album wyznaczył kierunek rozwoju talentu Grażyny Auguścik, który trwa do dziś – artystki poszukującej, zaskakującej i ciągle znajdującej nowe muzyczne pomysły, najczęściej będące dla jej fanów czymś zupełnie niespodziewanym.

Na kolejny album Grażyny fani musieli czekać aż 8 lat – studia, Ameryka, budowanie sieci kontaktów i występy po obu stronach Atlantyku zabierały sporo czasu. „Don’t Let Me Go” z 1996 roku to debiut Grażyny w towarzystwie amerykańskich muzyków, część z nich pojawia się do dziś na jej płytach i kiedy budżet na to pozwala, również na koncertach. Wśród tych najbardziej zaangażowanych we wspólne z Grażyną projekty jest gitarzysta John McLean i wokalista Paulinho Garcia, który również wyśmienicie gra na akustycznej gitarze.

Kolejne albumy Grażyna Auguścik nagrywa zarówno w towarzystwie muzyków amerykańskich, jak i polskich. Wśród nagranych w kraju płyt znajdziecie między innymi dwa albumy z Urszulą Dudziak („Kolędy” i „To i Hola”). Ten drugi album Amerykanie nazwaliby folkowym. Na tej płycie, która powstała w 2000 roku znajdziecie kompozycje Moniuszki i ludowe melodie opracowane przez Tadeusza Sygietyńskiego.

W 1997 oku pojawił się album „Pastels” – duet Grażyny Auguścik i Bogdana Hołowni z repertuarem złożonym z amerykańskich standardów. Chwilę później miało okazać się, że Grażyna Auguścik potrafi zaśpiewać nie tylko polskie i angielskie teksty, ale równie dobrze odnajduje się w repertuarze brazylijskim śpiewając razem z Paulinho Garcią po portugalsku na płycie „Fragile”, która zawiera również wyśmienitą interpretację tytułowego przeboju Stinga.

Jednym z najbardziej przebojowych i trafiających często do domowych zbiorów nie tylko jazzowej publiczności i fanów Grażyny na całym świecie okazał się album „The Beatles Nova” z 2011 roku nagrany razem z Paulinho Garcią zawierający doskonale zaaranżowane, jazzowe wersje kompozycji Johna Lennona i Paula McCartneya.

Grażyna Auguścik jako jedna z nielicznych na świecie podjęła się przygotowania albumu poświęconego piosenkom napisanym przez kultowego angielskiego artystę Nicka Drake’a. Drake w Polsce zupełnie nieznany, w Stanach Zjednoczonych wymienia się go często jednym tchem z Timem Hardinem i Timem Buckley’em. Niewątpliwie największym poetą folku i rocka pozostaje Bob Dylan, jednak to właśnie Hardin, Buckley i Drake są niedoścignionymi wzorami dla ambitnych twórców śpiewanych tekstów od niemal pół wieku. Moim zdaniem album „Man Behind The Sun” jest jednym z najciekawszych w zawierającym niemal 20 pozycji solowym dorobku Grażyny Auguścik. Gdybym miał wybrać trzy płyty, od których powinniście zacząć przygodę z jej nagraniami – stawiam na „Man Behind The Sun”, „The Light” z 2005 roku i „Live Sounds Live” w doskonałym amerykańskim składzie z gościnnym udziałem Jarosława Bestera na akordeonie.

Jednak ta podstawowa dyskografia Grażyny to dopiero początek opowieści o jej trwających do dziś niezwykłych poszukiwaniach kolejnych ciekawych artystycznie i zaskakujących muzycznie wyzwań. W katalogu nagrań Grażyny Auguścik znajdziecie również pozycje zupełnie niestandardowe.

W 2014 roku powstał album „Inspired By Lutosławski” wypełniony muzyką Witolda Lutosławskiego i przygotowany zarówno z muzykami jazzowymi (Atom String Quartet), jak i zajmującymi się na co dzień polską muzyką klasyczną i dawną. Z The Cracow Klezmer Band (Bester Quartet) nagrała dwie kompozycje Johna Zorna na płycie poświęconej Bruno Schulzowi („The Cracow Klezmer Band Plays The Music Of John Zorn - Sanatorium Under The Sign Of The Hourglass: A Tribute To Bruno Schultz”). W towarzystwie muzyków The Intuition Orchestra i Zdzisława Piernika nagrała doskonały awangardowy album „Fromm”. Spróbujcie kiedyś zestawić tą płytę z „The Beatles Nova”, a zobaczycie, że mało kto w muzycznym uniwersum potrafi w tak wybitny sposób pozostawić swój znak rozpoznawczy na tak skrajnie różnych muzycznie płytach.

Grażyna Auguścik kiedy ma okazję, chętnie gra też z największymi nazwiskami. Śpiewała między innymi z Jimem Hallem, Johnem Medeskim, Tootsem Thielemansem, Michaelem Breckerem i Patricią Barber. Śpiewa też często gościnnie na płytach muzyków, z którymi nagrywa w Stanach Zjednoczonych – Johna Kregora, Paulinho Garcii, Mata Ullery i innych. Kiedy przyjeżdża do Polski również pojawia się w roli gościa specjalnego na wielu sesjach nagraniowych. Zgromadzenie pełnej dyskografii Grażyny Auguścik jest niezłym wyzwaniem. Jej własne albumy są w większości dostępne, większość z nich wydała sama. Co innego występy gościnne, to spore wyzwanie dla kolekcjonerów, podobnie jak jej debiut nagraniowy – „Sunrise Sunset” wydany przez Polskie Nagrania.

Grażyna od dawna mieszka na stałe w Chicago. Często gra również koncerty w Polsce. Potrafi uwieść największe sale koncertowe wypełnione po brzegi wymagającą publicznością, jak i dać z siebie wszystko dla kilkunastu osób. Kocha muzykę, od lat będąc jej oddaną bez reszty. Nie szuka popularności, codziennie robi swoje.

Grażyna powiedziała mi kiedyś, że głos jest potęgą. Istotnie, to najbardziej skomplikowany instrument na świecie, wyposażony w nieskończoną ilość barw i przewyższający możliwościami artykulacyjnymi wszystkie inne skonstruowane przez człowieka maszyny do produkcji dźwięków. Dlaczego więc nie ma zbyt wielu wybitnych wokalistek? Żeby śpiewać, trzeba mieć coś do opowiedzenia. Można być wirtuozem gitary lub saksofonu. Nie można być wirtuozem głosu. Śpiew jest sposobem na przekazywanie emocji i narzędziem do wyrażania siebie umożliwiającym opowiedzenie historii, których nie da się opowiedzieć przy pomocy innego instrumentu. Jestem przekonany, że jeszcze nie raz Grażyna Auguścik zaskoczy nas wszystkich swoimi nowymi pomysłami i kiedy będzie już można normalnie koncertować, zobaczymy ją w kolejnych zupełnie innych od dotychczasowych wcieleniach na żywo.

22 listopada 2020

The End – CoverToCover Vol. 91

Utwór Jima Morrisona jest z pewnością jedną z najsłynniejszych piosenek o zerwaniu autora z dziewczyną w historii muzyki rockowej. Początkowo był zwykłą piosenką, jednak pogrążający się w żalu Morrison rozbudowywał utwór, aż ten stał się niemal 12 minutową dramatyczną epopeją, jaką fani The Doors znają z ich debiutanckiego albumu. Długa forma pozwoliła zespołowi zmieścić w nagraniu nie tylko męki Morrisona, ale też sporo wyśmienitej muzyki. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale tekst zawierający frazy w rodzaju „Ride the snake to the lake” połączony z nieprzewidywalną witalnością i dzikimi tańcami na scenie spowodował wyrzucenie zespołu nawet z tak postępowego miejsca, jakim był w 1966 roku klub Whisky a Go Go w Los Angeles. Jednak The Doors udało się zaistnieć, w równej mierze za sprawą charyzmy Jima Morrisona, co jazzowej wyobraźni Raya Manzarka i Robbie Kriegera. Po śmierci Morrisona w 1971 roku zespół nie za bardzo mógł się zdecydować jaką muzykę chcieliby tworzyć i po nagraniu dwóch kolejnych albumów (w tym moim zdaniem udanego „Full Circle”) i próbie powrotu na scenę w końcówce lat siedemdziesiątych poddać się ostatecznemu rozkładowi. Pozostali muzycy działają na scenie realizując w małej skali swoje własne projekty do dziś (Ray Manzarek zmarł w 2013 roku).

Zespół szybko stał się obiektem kultu, a śmierć Morrisona pomogła stworzyć legendę. Za „The End” trudno zabrać się bez niepowtarzalnej energii wokalisty. Trzy lata po śmierci wokalisty piosenkę zaśpiewała wyśmienicie Nico nagrywając płytę „The End” w towarzystwie Briana Eno i Johna Cale’a. Niedawno „Riders On The Storm” i „The End” przypomniał niemiecki pianista Joachim Kuhn, który w chwili premiery płyty „The Doors” miał dwadzieścia kilka lat i może pamiętać utwory Morrisona z tego okresu. To właśnie Kuhn po raz pierwszy pokazał, że „The End” to również znakomicie napisana melodia.

Utwór: The End
Album: The Doors
Wykonawca: The Doors
Wytwórnia: Elektra / Asylum / Warner
Rok: 1967
Numer: 75597400724
Skład: Jim Morrison – voc, Robbie Krieger – g, Ray Manzarek – p, org, John Densmore – dr.\

Utwór: The End
Album: Beauty & Truth
Wykonawca: Joachim Kuhn New Trio feat. Chris Jennings & Eric Schaefer
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2016
Numer: ACT 9816-2
Skład: Joachim Kuhn – p, Chris Jennings – b, Eric Schaefer – dr.

Utwór: The End
Album: The End
Wykonawca: Nico
Wytwórnia: Island
Rok: 1974
Numer: 731451889226
Skład: Nico – voc, harmonium, Phil Manzanera – g, Brian Eno – synth, John Cale – bg, xylo, g, synth, org, marimba, perc, p, el. p, Vicki Wood – b voc, Annagh Wood – b. voc.

21 listopada 2020

Prisoner Of Love – CoverToCover Vol. 90

Piosenkę napisał niejaki Russ Columbo w 1931 roku do spółki z Clarence Gaskillem. Do ich melodii tekst dopisał Leo Robin, najbardziej znany w tym towarzystwie autor. Columbo był wykształconym klasycznie amerykańskim skrzypkiem, jednak karierę w rozrywce usiłował z pewnymi sukcesami robić jako aktor. W historii muzyki zapisał się jednak chyba tylko jako autor „Prisoner Of Love” i ten, który ustąpił w orkiestrze Gusa Arnheima miejsca Bingowi Crosby’emu, co było początkiem jego wielkiej kariery w 1928 roku.

Russ Columbo, jeden z pierwszych tak zwanych amerykańskich croonerów utorował drogę do biznesu takim sławom, jak wspomniany już Bing Crosby, ale też Frank Sinatra, Jerry Vale, Billy Eckstine i Tonny Bennett. Zanim zdążył rozwinąć swój talent, zginął w wypadku samochodowym w 1934 roku. Kilka jego melodii przebiło się do świata jazzu i swingowych orkiestr lat czterdziestych – „Too Beautiful For Words”, „My Love”, czy „Hello Sister” odnajdziecie w licznych nagraniach z epoki. Do nowoczesnego jazzowego grania najbardziej odpowiednia ukazała się melodia „Prisoner Of Love”, która do dziś pojawia się na jazzowych scenach.

Złośliwi twierdzili już za życia Russa Columbo, że był jedynie przystojną twarzą swoich kompozycji, za którymi w rzeczywistości stał Clarence Gaskill, dziś powiedzielibyśmy, że postać ze zdecydowanie mniejszym potencjałem medialnym niż Columbo. Kiedy ten pierwszy podejrzewany był o romanse z Gretą Garbo i Polą Negri, co okazało się później tylko towarzyską intrygą rodziny jego ówczesnej narzeczonej, również aktorki mającą uniemożliwić małżeństwo, Gaskill zajmował się tylko komponowaniem w domowym zaciszu. Russ Columbo był playboyem i początkującą gwiazdą Hollywood, był jednak też podobno całkiem niezłym skrzypkiem i z pewnością potrafił komponować dobre melodie, więc pewnie prawda o powstaniu „Prisoner Of Love” leży gdzieś pośrodku owych historii o wspólnej pracy obu kompozytorów i kupowaniu melodii przez Columbo od Gaskilla z chęci zaistnienia w nowojorskim towarzystwie w roli uznanego kompozytora przebojów.

Jazzowa kariera „Prisoner Of Love” zaczęła się tak naprawdę w 1945 roku od nagrania Billy Eckstine’a z udziałem Duke’a Ellingtona i Arta Blakey’a. Za jazzowy wzorzec tej melodii uważam dwa nagrania – rejestrację solo Arta Tatuma i niezwykły duet saksofonistów – Colemana Hawkinsa i Bena Webstera. Tekst utworu w sobie tylko właściwy sposób przedstawi James Brown, którego muzyczna energia przewyższa wszystkie pięknie zaśpiewane i dla mnie za grzeczne wersje Sinatry, Eckstine’a, Bennetta i Binga Crosby’ego.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: The Complete Pablo Solo Masterpieces
Wykonawca: Art Tatum
Wytwórnia: Pablo / Fantasy
Rok: 1955
Numer: 090204037247
Skład: Art Tatum – p.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: Coleman Hawkins Encounters Ben Webster
Wykonawca: Coleman Hawkins And Ben Webster
Wytwórnia: Verve / Polygram
Rok: 1957
Numer: 731452142726
Skład: Coleman Hawkins – ts, Ben Webster – ts, Oscar Peterson – p, Herb Ellis – g, Ray Brown – b, Alvin Stoller – dr.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: Prisoner Of Love (Single 1963) (40th Anniversary Collection)
Wykonawca: James Brown
Wytwórnia: Polydor / Polygram
Rok: 1963
Numer: 731453588820
Skład: James Brown – voc, others unknown.

20 listopada 2020

Love Letters – CoverToCover Vol. 89

Utwór „Love Letters” napisał Victor Popular Young, polski kompozytor, który urodził się w USA, ale muzyczną edukację odbył w Warszawie. Young napisał muzykę do ponad 300 nakręconych w Hollywood filmów, zdobył jednego Oscara, którego niestety nie zdążył przed śmiercią odebrać. Jego najbardziej znaną w świecie jazzu kompozycją jest „Stella By Starlight”, jednak wiele innych kompozycji Younga również trafiło do jazzowego świata. Więcej o sylwetce tego niezwykłego kompozytora dowiecie się z poświęconej jego dorobkowi twórczemu audycji z cyklu „Mistrzowie Polskiego Jazzu”.

„Love Letters” Young napisał w 1945 roku do filmu o tym samym tytule reżyserowanego przez Williama Dieterle. Film specjalnie wielkiej kariery nie zrobił, zresztą Victor Popular Young nie miał szczęścia do obrazów, które odnosiły kasowe sukcesy. Za to utwór tytułowy szybko trafił na jazzowe sceny. Utwór powraca w wykonaniach instrumentalnych i jako piosenka z tekstem Edwarda Heymana w przeróżnych jazzowych interpretacja do dziś. W filmie zaśpiewał „Love Letters” aktor Dick Haymes. Piosenka była nominowana do Oscara, ale podobnie jak w ponad dwudziestu innych przypadkach, Young Oscara za „Love Letters” nie dostał. Przegrał z Richardem Rodgersem i jego „It Might As Well Be Spring” z filmu „State Fair”. W żadnym razie nie przynosi wstydu przegrana z takim utworem.

Po paru latach od premiery filmu, po raz kolejny, w 1954 roku piosenkę nagrał Tonny Bennett, co było początkiem trwającej do dziś kariery tego utworu w świecie popularnych przebojów. „Love Letters” na listy przebojów wprowadzali Nat King Cole, Rosemary Clooney, Perry Como, Peggy Lee, Julie London, Cliff Richard, Ike & Tina Turner, Pat Boone, Brenda Lee, Elvis Presley, Trini Lopez, The Platters, Don McLean, a w bliższych współczesności czasach Sinead O’Connor, Natalie Cole, Diana Krall i Alison Moyet. A to tylko początek listy.

Ja jednak wolę te bardziej jazzowe pomysły na „Love Letters”. W 1956 roku Max Roach umieścił utwór na płycie „Plus Four”. To wybitna płyta, fantastyczny skład i początek kariery kompozycji Victora Popular Younga w świecie instrumentalnego jazzu bez komercyjnych kompromisów. 

Minęło kolejne 10 lat i pojawiła się następna wybitna wersja utworu – tym razem w wykonaniu zespołu Sonny Rollinsa. Zajrzyjcie koniecznie do obszernego zbioru „The Standard Sonny Rollins - The Complete Sonny Rollins RCA Victor Recordings (1962-64)”, tam znajdziecie nie tylko „Love Letters”, ale też dziesiątki innych fantastycznych melodii na 7 płytach CD. Utwór „Love Letters pochodzi z albumu „The Standard Sonny Rollins”, który jest częścią tego świetnego zestawu.

W takim zestawieniu nie może zabraknąć też wersji z tekstem. Oczywiście trudno odmówić wokalnej perfekcji Tony Bennettowi, czy Nat King Cole’owi. Ja jednak nieco z przekory wybieram znacznie bardziej emocjonalną wersję zaśpiewaną przez Little Jimmy Scotta, nagraną w 2009 roku, a wydaną już po jego śmierci na płycie „I Go Back Home: A Story About Hoping And Dreaming”. W tym utworze towarzyszy mu Oscar Castro Neves.

Utwór: Love Letters
Album: Max Roach Plus Four
Wykonawca: Max Roach
Wytwórnia: Emarcy / Polygram
Rok: 1956
Numer: 042282267320
Skład: Max Roach – dr, Kenny Dorham – tp, Sonny Rollins – ts, Billy Wallace – p, George Morrow – b.

Utwór: Love Letters
Album: The Standard Sonny Rollins - The Complete Sonny Rollins RCA Victor Recordings (1962-64)
Wykonawca: Sonny Rollins
Wytwórnia: RCA / BMG
Rok: 1964
Numer: 743212210927
Skład: Sonny Rollins – ts, Jim Hall – g, Bob Cranshaw – b, Mickey Roker – dr.

Utwór: Love Letters
Album: I Go Back Home: A Story About Hoping And Dreaming
Wykonawca: Little Jimmy Scott feat. Oscar Castro Neves and Joey DeFrancesco
Wytwórnia: Eden River
Rok: 2016 (nagranie 2009)
Numer: 4039967009357
Skład: Little Jimmy Scott – voc, Oscar Castro Neves – voc, g, Joey DeFrancesco – hamm, Gregoire Maret – harm, Michael Valerio – b, Peter Erskine – dr, HBR Studio Symphony Orchestra.

19 listopada 2020

Aja – CoverToCover Vol. 88

Nie jestem jakimś szczególnie wiernym fanem zespołu Steely Dan. Uważam, że Donald Fagen i Walter Becker zmarnowali wiele szans na stworzenie genialnej muzyki. Mieli okazję współpracować ze sławami ze świata jazzu. Na płycie „Aja” pojawiają się między innymi Wayne Shorter, Dean Parks, Joe Sample, Lee Ritenour, Don Grolnick i Steve Gadd. Na innych albumach zespołu z połowy lat siedemdziesiątych również nie brakuje wielkich nazwisk. Czasem mam jednak wrażenie, że wszyscy przychodzili na sesje nagraniowe Fagena odpocząć i może jeszcze z nadzieją, że wreszcie będą mogli pochwalić się udziałem w nagraniu światowego hitu. To akurat w przypadku tytułowej kompozycji z albumu „Aja” doskonale się udało. Album dostał kilka nominacji do nagrody Grammy, z których zdobył tylko jedną w mało muzycznej kategorii Best Engineered Recording – Non-Classical. To akurat po latach muzyce Steely Dan nie robi najlepiej. Nie lubię słowa „przeprodukowany”, bo nie jest za bardzo poprawne, ale do tego albumu, podobnie jak sterylny, bez duszy i zbyt grzeczny, pasuje doskonale.



Doskonale przyjęty przez krytyków album „Aja” wszedł na wiele światowych list przebojów muzyki popularnej i okazał się sensacją przełomu 1977 i 1978 roku. Fagen i Becker stworzyli album, który jest trochę dla wszystkich i trochę dla nikogo. Za płaski dla fanów jazzu, a ciągle za ambitny dla słuchaczy soft-rocka.

W blasku sukcesu Steely Dan szybko chcieli zabłysnąć inni. Już w rok po premierze albumu pierwszą jazzową wersję utworu tytułowego nagrał big band Woody Hermana. Nie jest to coś szczególnie wartego zapamiętania. Za to porywająca interpretacja Christiana McBride’a z 2000 roku z albumu „Sci-Fi” jest o niebo lepsza od oryginału, pokazując, co można zrobić z całkiem sprawnie napisaną kompozycją Donalda Fagena i Waltera Beckera, jeśli zredukuje się liczbę muzyków i zechce zagrać trochę jazzu. Zastanawiam się nad wyborem tej kompozycji. Dla McBride’a nie może to być muzyka dzieciństwa – w momencie premiery płyty Steely Dan miał jakieś 5 lat. Album „Sci-Fi” zawiera też młodsze jedynie o rok „Walking On The Moon” Stinga. Utworów basistów (Stanley Clarke i Jaco Pastorius nie liczę, bo te grają w innej lidze). Są dwie możliwości – albo już w wieku 5 lat McBride słuchał ciekawej muzyki, albo wybrał te utwory później. Wybrał dobrze, bo jego wersja kompozycji Fagena i Beckera jest o niebo lepsza od oryginału.

Utwór: Aja
Album: Aja
Wykonawca: Steely Dan
Wytwórnia: MCA / Universal
Rok: 1977
Numer: 5011781174526
Skład: Donald Fagen – voc, synth, eff, b. voc, Walter Becker – g, Denny Dias – g, Larry Carlton – g, Wayne Shorter – ts, Joe Sample – el. p, Michael Omerlan – p, Chuck Rainey – b, Steve Gadd – dr, Victor Feldman – perc, Tim Schmit – b. voc, Jim Horn – sax, fl, Bill Perkins – sax, fl, Peter Christlieb – sax, fl, Pias Johnson – sax, fl, Tom Scott – sax, fl, Jackie Kelso – sax, fl, Chuck Findley – brass, Lew McCreary - brass, Slyde Hyde – brass.

Utwór: Aja
Album: Sci-Fi
Wykonawca: Christian McBride Band
Wytwórnia: Verve
Rok: 2000
Numer: 731454391528
Skład: Christian McBride – b, rhodes, Ron Blake – ts, Rodney Green – dr.