Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Webster. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Webster. Pokaż wszystkie posty

27 stycznia 2022

Ben Webster – The Soul Of Ben Webster

Rok 1959 to jeden z najważniejszych sezonów dla historii jazzu. Klasyki i nagrania, które miały zmienić jazz na zawsze powstały właśnie wtedy – „Kind Of Blue”, „Giant Steps”, „Time Out”, „The Shape Of Jazz To Come”, „Jazz In Silhouette” (to Sun Ra) i kilka innych w zasadzie złożyć można w kompletną, przedelektryczną bibliotekę jazzową. Trudno uwierzyć w to, że w tym samym, 1959 roku album „The Soul Of Ben Webster”, nagrany latem 1958 roku mógł już w momencie wydania uchodzić za obiekt muzealny, a wręcz wykopaliska z poprzedniej epoki. Od razu stał się jednak również jazzowym klasykiem, mimo, że być może ukazał się dekadę za późno.

Oczywiście można było w 1959 roku uznać nawet „Kind Of Blue” za album niezbyt nowoczesny i patrzeć jedynie w stronę wizjonerskich nagrań Ornette Colemana („The Shape Of Jazz To Come”), albo uznać, że dosyć już ziemskiego grania i odlecieć z Sun Ra i jego grupą. Bardziej konserwatywnie nastawieni słuchacze poszukiwali postępu w modalności Milesa („Kind Of Blue”), albo nietypowych podziałach zespołu Brubecka („Time Out”). Klasyka jednak broni się zawsze i w 1959 roku „The Soul Of Ben Webster” zebrał doskonałe recenzje, a gdyby dziś ukazał się jako „cudowne” znalezisko, też dostałby wszystkie możliwe gwiazdki.

Ben Webster nie próbował eksperymentować. Miał 40 lat i sporo jazzowego doświadczenia, nie chciał już wymyślać niczego nowego, tylko doskonale grać na saksofonie. Dużych orkiestr już nie było, Webster zaczynał w Kansas City, mieście niby prowincjonalnym, ale dla jazzu bardzo ważnym. Niespełna dekadę po Websterze, urodził się tam przecież Charlie Parker.

Ben Webster uczył się od Budda Johnsona i podglądał Lestera Younga. Był solistą w orkiestrze Duke’a Ellingtona, którą wspominał, jako miejsce, w którym nauczył się jazzu od Johnny Hodgesa. Sporo w tym kokieterii, bowiem Duke nie przyjmował przecież amatorów. W latach pięćdziesiątych Ben Webster był już uznaną gwiazdą, jednak już wtedy muzycy o dekadę młodsi uznawali go za weterana. Grał z Oscarem Petersonem i podróżował po świecie z Jazz At The Philharmonic Normana Granza. W 1957 roku nagrał jeden z najdoskonalszych w historii jazzu duetów tenorowych, album który już przedstawiałem w Kanonie Jazzu – „Coleman Hawkins Encounters Ben Webster”.

Przełom 1958 - 1959 był w karierze Webstera niezwykły. W ciągu kilkunastu miesięcy powstał album „The Soul Of Ben Webster”, genialny „Ben Webster Meets Oscar Peterson”, „Gerry Mulligan Meets Ben Webster” i kilka innych doskonałych nagrań, w tym dwa albumy z Johnny Hodgesem, „String Along With Basie” z Countem Basie i „Jazz Giant” Benny Cartera.

W kolejnej dekadzie Ben Webster grał swoje i nagrywał sporo, zarówno swoich własnych płyt, jak i chętnie spotykał się w studiu z innymi muzykami, nigdy jednak nie nagrał tak wiele doskonałych dźwięków w tak krótkim czasie. Jego wersje „Chelsea Bridge” Billy Strayhorna i „When I Fall In Love” Victora Popular Younga są do dziś niedoścignionymi wzorcami wykonania tych melodii. Zresztą wedle Strayhorna to właśnie dla Webstera napisał on tą melodię po raz pierwszy nagraną w 1941 roku przez orkiestrę Duke’a ze Strayhornem na fortepianie i Websterem na tenorze. Album dopełniają wcale nie gorsze, jedynie mniej znane, kompozycje lidera, zagrane w świetnym towarzystwie znanych, w większości (oprócz basisty Milta Hintona) młodszych o dekadę muzyków.

Ben Webster
The Soul Of Ben Webster
Format: 2CD
Wytwórnia: Verve / Polygram
Data pierwszego wydania: 1959
Numer: 731452747525

27 stycznia 2021

Bye Bye Blackbird – CoverToCover Vol. 116

Utwór „Bye Bye Blackbird” powstał w 1924 roku. Jak na tak starą piosenkę, dziś ma się całkiem dobrze i bywa wykonywany przez wykonawców kojarzonych raczej ze zdecydowanie nowocześniejszym repertuarem. Kompozycja powstała do tak zwanej szuflady, czyli nawet bez pomysłu na umieszczenie jej w konkretnym przedstawieniu teatralnym (na filmy z dźwiękiem trzeba było jeszcze parę lat poczekać). Za kompozycję odpowiedzialni są zawodowcy – kompozytor Ray Henderson i tekściarz Mort Dixon. Obaj mają na swoich kontach całkiem niezły twórczy dorobek, zarówno wspólny, jak i z innymi twórcami piosenek lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Dixon zmarł w 1956 roku, a Henderson dożywszy sędziwego wieku w 1970 roku, jednak obaj wycofali się z aktywności muzycznych w końcówce lat czterdziestych i cieszyli się życiem korzystając z praw autorskich do piosenek, które napisali przed drugą wojną światową.

Kiedy dziś patrzę na dorobek obu twórców, bez wątpienia „Bye Bye Blackbird” mogę uznać za najważniejszych utwór zarówno dla Dixona, jak i dla Hendersona. Wśród wielu kompozycji wczesnej epoki amerykańskiej muzyki rozrywkowej, ten uchował się znakomicie, pojawiając się do dziś w licznych interpretacjach zarówno instrumentalnych, jak i (to nawet w większości) wokalnych. Melodię Hendersona grywali od niemal stu lat zarówno ambitni muzycy jazzowi, często z kręgu awangardy swoich czasów – jak Miles Davis, John Coltrane, Kai Winding, Albert Ayler i Von Freeman. Utwór stał się już w początku lat pięćdziesiątych jazzowym standardem wykonywanym również przez mainstreamowych muzyków jazzowych – Oscara Petersona, Raya Browna, Tootsa Thielemansa, Kenny Dorhama, Jacky Terrasona i co najmniej setkę innych o rozpoznawalnych nazwiskach. Wśród wokalistów i wokalistek, którzy choćby raz nagrali utwór Dixona i Hendersona znajdziecie niemal wszystkie największe jazzowe nazwiska – Helen Merrill, Carmen McRae, Nina Simone, Jimmy Scott, Mel Torme, Patricia Barber i Rachelle Ferrell.

„Bye Bye Blackbird” istniej również w kręgu muzyki popularnej. Wśród najbardziej znanych popowych wykonań (choć dawno temu ten termin nie był jeszcze znany) znajdziecie nagrania Peggy Lee, Julie London, Rosemary Clooney, The Everly Brothers, Trini Lopeza, Sammy Davisa Juniora, Lizy Minnelli, Neila Sedaki, Rickie Lee Jones, Harry Connicka Juniora, Alison Moyet, i wielu innych wykonawców i zespołów. Wśród tych, którym trudno przypisać nieco stygmatyzującą etykietę muzyków pop warto pamiętać o nagraniach dokonanych przez Jose Feliciano, Joe Cockera, Ringo Starra, Paula McCartneya i Van Morrisona. W zasadzie to wyliczenie wraz ze stwierdzeniem, że sam Miles Davis nagrał „Bye Bye Blackbird” mniej więcej dwadzieścia razy, powinno wystarczyć za dowód wieloletniej światowej kariery tej melodii.

Historycznie pierwszego nagrania „Bye Bye Blackbird” dokonała orkiestra Samuela Lanina w 1926 roku. Pierwszym łatwiejszym do rozpoznania nazwiskiem na liście wykonawców utworu jest Peggy Lee (nagranie wokalne z 1955 roku) i Miles Davis (nagranie instrumentalne z 1956 roku). Za wzorzec uznaję zatem fantastyczne nagranie Davisa z albumu „‘Round About Midnight”. Żeby pokazać różne aranżacje i muzyczne style w których doskonale odnajduje się ta melodia, wybieram oprócz Milesa nagrania z różnymi instrumentami w rolach głównych – Jimmy Smitha (organy Hammonda z gitarą Kenny Burrella), Bena Webstera (saksofon z ważnym udziałem Oscara Petersona na fortepianie) i współczesny duet saksofonistów – Kenny Garretta reprezentującego młode pokolenie i dużo starszego Joe Hendersona. Do prezentacji tekstu wybieram Joe Cockera z jego debiutu nagraniowego z 1969 roku – albumu „With A Little Help From My Friends” z udziałem Jimmy Page’a, które powstało na kilka tygodni przed formalnym powstaniem Led Zeppelin.

Utwór: Bye Bye Blackbird
Album: ‘Round About Midnight
Wykonawca: Miles Davis
Wytwórnia: Columbia / Sony / Mastersound
Rok: 1956
Numer: SRCS 9101
Skład: Miles Davis – tp, John Coltrane – ts, Red Garland – p, Paul Chambers – b, Philly Joe Jones – dr.

Utwór: Bye Bye Blackbird
Album: On The Sunny Side (Standards)
Wykonawca: Jimmy Smith
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 1958 (1981)
Numer: 724382128229
Skład: Jimmy Smith – org, Kenny Burrell – g, Donald Bailey – dr.

Utwór: Bye Bye Blackbird
Album: Ben Webster Meets Oscar Peterson
Wykonawca: Ben Webster with Oscar Peterson
Wytwórnia: Verve
Rok: 1959
Numer: 731452144829
Skład: Ben Webster – ts, Oscar Peterson – p, Ray Brown – b, Ed Thigpen – dr.

Utwór: Bye Bye Blackbird
Album: With A Little Help From My Friends (Jimmy Page: Anthology 1964-1968)
Wykonawca: Joe Cocker
Wytwórnia: Regal Zonophone (Teichiku)
Rok: 1969
Numer: TECW-20425
Skład: Joe Cocker – voc, Jimmy Page – g, David Bennett Cohen – g, Tony Visconti – g, Chris Stainton – p, org, bg, Clem Catrini – dr, Madeleine Bell – b voc, Rosetta Hightower – b voc.

Utwór: Bye Bye Blackbird
Album: Black Hope
Wykonawca: Kenny Garrett
Wytwórnia: Warner
Rok: 1992
Numer: 093624501725
Skład: Kenny Garrett – as, Joe Henderson – ts, Kenny Kirkland – p, Charnett Moffett – b, Brian Blade – dr.

21 listopada 2020

Prisoner Of Love – CoverToCover Vol. 90

Piosenkę napisał niejaki Russ Columbo w 1931 roku do spółki z Clarence Gaskillem. Do ich melodii tekst dopisał Leo Robin, najbardziej znany w tym towarzystwie autor. Columbo był wykształconym klasycznie amerykańskim skrzypkiem, jednak karierę w rozrywce usiłował z pewnymi sukcesami robić jako aktor. W historii muzyki zapisał się jednak chyba tylko jako autor „Prisoner Of Love” i ten, który ustąpił w orkiestrze Gusa Arnheima miejsca Bingowi Crosby’emu, co było początkiem jego wielkiej kariery w 1928 roku.

Russ Columbo, jeden z pierwszych tak zwanych amerykańskich croonerów utorował drogę do biznesu takim sławom, jak wspomniany już Bing Crosby, ale też Frank Sinatra, Jerry Vale, Billy Eckstine i Tonny Bennett. Zanim zdążył rozwinąć swój talent, zginął w wypadku samochodowym w 1934 roku. Kilka jego melodii przebiło się do świata jazzu i swingowych orkiestr lat czterdziestych – „Too Beautiful For Words”, „My Love”, czy „Hello Sister” odnajdziecie w licznych nagraniach z epoki. Do nowoczesnego jazzowego grania najbardziej odpowiednia ukazała się melodia „Prisoner Of Love”, która do dziś pojawia się na jazzowych scenach.

Złośliwi twierdzili już za życia Russa Columbo, że był jedynie przystojną twarzą swoich kompozycji, za którymi w rzeczywistości stał Clarence Gaskill, dziś powiedzielibyśmy, że postać ze zdecydowanie mniejszym potencjałem medialnym niż Columbo. Kiedy ten pierwszy podejrzewany był o romanse z Gretą Garbo i Polą Negri, co okazało się później tylko towarzyską intrygą rodziny jego ówczesnej narzeczonej, również aktorki mającą uniemożliwić małżeństwo, Gaskill zajmował się tylko komponowaniem w domowym zaciszu. Russ Columbo był playboyem i początkującą gwiazdą Hollywood, był jednak też podobno całkiem niezłym skrzypkiem i z pewnością potrafił komponować dobre melodie, więc pewnie prawda o powstaniu „Prisoner Of Love” leży gdzieś pośrodku owych historii o wspólnej pracy obu kompozytorów i kupowaniu melodii przez Columbo od Gaskilla z chęci zaistnienia w nowojorskim towarzystwie w roli uznanego kompozytora przebojów.

Jazzowa kariera „Prisoner Of Love” zaczęła się tak naprawdę w 1945 roku od nagrania Billy Eckstine’a z udziałem Duke’a Ellingtona i Arta Blakey’a. Za jazzowy wzorzec tej melodii uważam dwa nagrania – rejestrację solo Arta Tatuma i niezwykły duet saksofonistów – Colemana Hawkinsa i Bena Webstera. Tekst utworu w sobie tylko właściwy sposób przedstawi James Brown, którego muzyczna energia przewyższa wszystkie pięknie zaśpiewane i dla mnie za grzeczne wersje Sinatry, Eckstine’a, Bennetta i Binga Crosby’ego.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: The Complete Pablo Solo Masterpieces
Wykonawca: Art Tatum
Wytwórnia: Pablo / Fantasy
Rok: 1955
Numer: 090204037247
Skład: Art Tatum – p.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: Coleman Hawkins Encounters Ben Webster
Wykonawca: Coleman Hawkins And Ben Webster
Wytwórnia: Verve / Polygram
Rok: 1957
Numer: 731452142726
Skład: Coleman Hawkins – ts, Ben Webster – ts, Oscar Peterson – p, Herb Ellis – g, Ray Brown – b, Alvin Stoller – dr.

Utwór: Prisoner Of Love
Album: Prisoner Of Love (Single 1963) (40th Anniversary Collection)
Wykonawca: James Brown
Wytwórnia: Polydor / Polygram
Rok: 1963
Numer: 731453588820
Skład: James Brown – voc, others unknown.

11 grudnia 2019

Danny Boy – CoverToCover Vol. 20

Źródło pochodzenia melodii „Danny Boy” w zasadzie nie jest znane. Kogoś ominęła całkiem niezła gotówka, bowiem ten niezwykle popularny utwór nagrywany jest w zasadzie od wynalezienia pierwszych urządzeń do rejestracji dźwięku do dzisiaj. Najczęściej wymienianym miejscem pochodzenia melodii jest Irlandia, choć spotkałem w literaturze też pomysł, że to melodia staroangielska, ale najwyraźniej dla autora wszystko, co nie amerykańskie jest angielskie. Zakładając, że teza o pochodzeniu kompozycji z irlandzkiego folkloru jest prawdziwa, pewnie nigdy nie znajdzie ostatecznego potwierdzenia, bo melodia jest być może starsza niż współczesny system zapisu nutowego.


Za to autor współczesnego tekstu jest doskonale znany. To angielski prawnik, autor tekstów, poeta i pionier działalności radiowej w Wielkiej Brytanii, Frederick Edward Weatherly. Jak autor przebojów nie ma na swoim koncie jakiegoś szczególnie bogatego dorobku. Oprócz „Danny Boy” w jazzowym świecie możecie jeszcze spotkać śladowe ilości rejestracji „Roses Of Picardy”. I chyba tyle. Podobno napisał ponad 3.000 piosenek, ale jakoś po pozostałych ślad zaginął. Wytrwali badacze znajdą może ślady po kilku innych utworach, ale całemu światu Weatherly i tak kojarzy się z „Danny Boy”.

W świecie komercyjnej rozrywki jako pierwsi, jeszcze w latach czterdziestych najbardziej znaną kompozycję Weatherly’ego wykonywali Judy Garland i orkiestra Glenna Millera. Moim jednak zdaniem pierwszą wartą przypomnienia wersją jest nagranie Bena Webstera z albumu „King Of The Tenors” z 1953 roku. Cały album jest znakomity, a jeśli popatrzeć na listę znanych muzyków grających i śpiewających tą melodię i ułożyć ją chronologicznie, to od Bena Webstera zaczęła się światowa kariera „Danny Boy”.

Jak każdy doskonały przebój, „Danny Boy” sprawdza się w aranżacjach kameralnych i wykonaniach solowych (Art Tatum z 1953 roku solo na fortepianie), orkiestrowych, z tekstem lub bez. Dla mnie pierwszym wartym przypomnienia wykonaniem tego utworu z tekstem jest nagranie Harry’ego Belafonte. Wyśmienity album „Belafonte At Carnegie Hall” jest również cudem reżyserii dźwięku koncertowego końcówki lat pięćdziesiątych. Seria oznaczana znaczkiem „Living Stereo” wytwórni RCA brzmiała w sposób zdumiewający w momencie swojej premiery. Brzmi równie zdumiewająco dzisiaj. Dobrze zachowane pierwsze wydania z tej serii osiągają zawrotne ceny, a współczesne reedycje wydawane na ciężkim winylu przez małe audiofilskie manufaktury wcale nie muszą być w jakiś cudowny sposób od nowa przygotowywane do tłoczenia. Jak nagrywali koncerty, przeważnie dużych orkiestrowych składów, inżynierowie RCA – nikt nie wie do dzisiaj, ale udawało im się znakomicie. Może nie wszystkie pozycje z tego cyklu są równie wartościowe muzycznie, jak albumy wielkiej wtedy gwiazdy muzyki pop Harry’ego Belafonte, ale wszystkie brzmią niezwykle sugestywnie.

RCA musiała się wtedy postarać, bo późno zrozumieli, że format LP wygra z dużymi płytami na 45 obrotów i mieli trochę do nadrobienia. Znaleźli sobie najlepszy z możliwych sposobów. Dzięki temu możemy dziś posłuchać doskonałych koncertów Belafonte, Boston Symphony Orchestra pod batutą samego Aarona Coplanda, Arthura Rubinsteina, Vladimira Horowitza, ale także Pereza Prado, Tito Puente i Binga Crosby z Rosemary Clooney. Po 1960 roku „Living Stereo” było już tylko kolejnym dopiskiem na okładce albumu. Świat poszedł do przodu i inne płyty konkurencyjnych wydawców też zaczęły brzmieć lepiej.

Współcześnie „Danny Boy” można usłyszeć najczęściej w repertuarze jazzowych wokalistek w towarzystwie dużych orkiestr. Ja jednak wolę wersje kameralne. Dlatego właśnie wybrałem Johnny Casha i po raz kolejny wybitne pod względem realizacyjnym, ale też ciekawe muzycznie wykonaniem pochodzącej z Singapuru piosenkarki i aktorki Jacinthy w towarzystwie naszego basisty Darka Oleszkiewicza. Jej nagranie pochodzi z albumu poświęconego Benowi Websterowi. W ten efektowny sposób historia „Danny Boy” zaczyna się i kończy na postaci Bena Webstera.

O albumach związanych z „Danny Boy” przeczytacie tutaj:

Utwór: Danny Boy
Album: King Of The Tenors
Wykonawca: Ben Webster
Wytwórnia: Verve / Polygram
Rok: 1953
Numer: 731451980616
Skład: Ben Webster – ts, Oscar Peterson – p, Barney Kessel – g, Ray Brown – b, J. C. Heard – dr.

Utwór: Danny Boy
Album: The Complete Pablo Solo Masterpieces (Disc 4)
Wykonawca: Art Tatum
Wytwórnia: Pablo / Fantasy
Rok: 1953
Numer: 090204037247
Skład: Art Tatum – p.

Utwór: Danny Boy
Album: Belafonte At Carnegie Hall - The Complete Concert
Wykonawca: Harry Belafonte
Wytwórnia: RCA Victor / BMG
Rok: 1959
Numer: 07863560062
Skład: Harry Belafonte – voc, Millard Thomas – g, Raphael Boguslav – g, Daniel Barrajanos – bongos, congas, Orchestra.

Utwór: Danny Boy
Album: American IV: The Man Comes Around
Wykonawca: Johnny Cash
Wytwórnia: American Recordings / Universal
Rok: 2002
Numer: 044006333922
Skład: Johnny Cash – voc, Benmont Tench – org.

Utwór: Danny Boy
Album: Here's To Ben - A Vocal Tribute To Ben Webster
Wykonawca: Jacintha
Wytwórnia: Groove Note / JVC / First Impression Music
Rok: 1998
Numer: 4892843000592
Skład: Jacintha – voc, Teddy Edwards – ts, Kei Akagi – p, Dariusz Oleszkiewicz – b, Larance Marable – dr.

20 sierpnia 2019

Ben Webster – King of the Tenors

Oryginalne wydanie tego albumu przygotowanego dla wytwórni Norgran w 1953 roku opatrzone było tytułem „The Consummate Artistry of Ben Webster”. To był chronologicznie drugi w kolejności pełny album wydany przez założoną przez Normana Granza wytwórnię (numer katalogowy NG 1001). Kilka lat później Norgran wraz z całym katalogiem stał się częścią innej wytwórni, również wymyślonej przez Granza – Verve Records. Od 1956 roku materiał ukazuje się jako „King of the Tenors”. Tytuł dość odważny, w roku 1956, kiedy po raz pierwszy album ukazał się z takim tytułem, John Coltrane grał u boku Milesa Davisa, Sonny Rollins nagrał „Tenor Madness”, u szczytu twórczych możliwości byli też między innymi Stan Getz, Dexter Gordon, ciągle nagrywał też, zresztą również dla Granza, Lester Young, całkiem nieźle radził sobie też Coleman Hawkins. Wielu innych wybitnych saksofonistów, dla których tenor był i jest podstawowym instrumentem w połowie lat pięćdziesiątych również miało już na swoim koncie sporo doskonałych nagrań.


Dlaczego więc Ben Webster, albo Norman Granz uznali, że „King of the Tenors” będzie właściwym tytułem? Znane mi źródła historyczne nie notują żadnej opowieści dotyczącej ani konkretnego powodu wyboru takiego doniosłego tytułu, ani również, co jeszcze bardziej zastanawiające, jakiś szczególnych protestów innych pretendentów do tronu najlepszego z najlepszych tenorzystów owych doskonałych dla jazzu czasów. Może zwyczajnie nikt nie zwracał uwagi?

Nie ma to większego znaczenia, bowiem oczywiście tytuł pomaga sprzedać album, ale z pewnością nawet gdyby album nazwać „Przypadkową sesją Bena Webstera z kolegami”, ja i tak brałbym w ciemno. Wystarczy popatrzeć na listę owych kolegów. Album powstał w czasie dwu sesji, stały skład obejmował Oscara Petersona i Raya Browna. W studiu pojawili się też Benny Carter i Harry Sweets Edison, na gitarze grali Herb Ellis i Barney Kessel, a za bębnami zasiedli Alvin Stoller i J. C. Heard. Takie nagrania nie mogły wypaść źle.

Jeden z krytyków napisał kiedyś, że Coleman Hawkins, Lester Young i Ben Webster stworzyli jazzowy tenor w zasadzie od zera. Ten pierwszy wymyślił jak na nim grać, Young unowocześnił jego pomysły, a Ben Webster udowodnił, że tenor może brzmieć lirycznie i swingować jednocześnie. Wszystko co wydarzyło się z tenorem później według autora tego błyskotliwego zestawienia jest efektem pracy i inwencji owych trzech muzyków.

Jedną ze znanych anegdot z życia Bena Webstera jest historia jego spotkania z księciem, prawdopodobnie następcą tronu Norwegii, kiedy został księciu przedstawiony, sam opisał siebie słowami „A ja jestem Ben Webster, King of the Tenors”.

W naszym radiowym Kanonie Jazzu Ben Webster pojawia się po raz pierwszy ze swoją własną produkcją dopiero na pozycji 283. Kanon nie jest listą przebojów. Ben Webster pojawiał się w składach zespołów innych wybitnych muzyków w Kanonie kilkukrotnie. Z pewnością wart jest jednak osobistego uhonorowania, do czego doskonałą okazją jest jego album „King of the Tenors”. Królów tenoru było wielu, do ich grona należy bez żadnych wątpliwości nieco dziś zapomniany, choć ciągle wielki Ben Webster, który był niedoścignionym mistrzem jazzowych ballad.

Ben Webster
King of the Tenors
Format: CD
Wytwórnia: Verve / Polygram
Numer: 731451980616