15 lutego 2021

Andrew Hill – Point Of Departure

Większość krytyków uważa „Point Of Departure” za dzieło życia Andrew Hilla, co z marszu stawia jego pozostałe albumy nagrane w najbardziej dla niego produktywnych latach 1963 do 1966 na straconej pozycji. Większość tych nagrań powstała w podobnych, gwiazdorskich składach. Jeśli spodoba się Wam „Point Of Departure”, zapamiętajcie, że warto będzie uzupełnić kolekcję o inne albumy Hilla wydane przez Blue Note. Te późniejsze już może niekoniecznie. Z jego produkcjami z lat siedemdziesiątych i kolejnych dekad (nagrywał aż do śmierci w 2007 roku) poczekajcie na moment, kiedy Wasza jazzowa płytoteka osiągnie stan nasycenia (mniej więcej 10 tysięcy płyt moim zdaniem) i będziecie się zastanawiać co dalej. Za to jakieś 5 płyt z Blue Note w tym z pewnością „Point Of Departure” powinny znaleźć się na Waszych półkach już w pierwszym tysiącu, a ten najbardziej znany i chwalony w pierwszej setce z pewnością. Choć może trochę sam sobie zaprzeczam, do w Kanonie Jazzu to pozycja numer 325. Ale warto zawsze wracać do doskonałej muzyki.


Po składzie tego albumu, łączącym zawsze poszukującego czegoś nietypowego Erica Dolphy z klasycznym potomkami starej jazzowej szkoły – Joe Hendersonem i Kenny Dorhamem, a także bardzo młodym wtedy, w 1964 roku Tony Williamsem (nie miał jeszcze 20 lat) można spodziewać się wszystkiego.

Wśród innych albumów Andrew Hilla nagranych dla Blue Note w latach sześćdziesiątych „Point Of Departure” jest projektem najbardziej rozbudowanym. Trzy instrumenty dęte, w dodatku Eric Dolphy grający na 3 różnych instrumentach tworzą materię dźwiękowo bogatszą niż na pozostałych albumach w rodzaju „Pax’, czy „Andrew!!!”. Inne powstały bez udziału sekcji dętej, którą zastąpił wibrafon Bobby Hutchersona („Judgement!”), czy wręcz tylko w klasycznym fortepianowym trio z basem i perkusją.

Jazz w swoich najlepszych latach miał wiele gwiazd, fantastycznych muzyków, którzy nie zrobili światowej kariery, bo nie zostało już dla nich na masowym rynku zbyt dużo miejsca. Wśród samych pianistów takich postaci było co najmniej kilka – Phineas Newborn Jr., Herbie Nichols i Andrew Hill to moja pierwsza trójka z drugiego rzędu. Nicholsa i Andrew Hilla odkrył i umożliwił im nagrania Alfred Lion. Newborn grał w drużynie RCA Victor.

Skład zespołu Hilla nie wziął się zupełnie znikąd. To nie był przypadkowy pomysł i powszechna mobilizacja gwiazd Blue Note. Miesiąc wcześniej Richard Davis, Tony Williams i Eric Dolphy nagrali inny niezwykle ważny dla historii jazzu i fantastyczny album „Out To Lunch” Erica Dolphy. Właśnie w związku z nagraniem tych dwóch płyt, po raz pierwszy zaczęto mówić o końcu ery hard-bopu. Wcześniej można było grać hard-bop albo free. Na płytach Erica Dolphy i Andrew Hilla te dwa gatunki – jeden dojrzały, drugi dopiero aspirujący zbliżyły się do siebie.

Autorski materiał Hilla zawiera sporo muzycznych ciekawostek. Możecie patrzeć na ten album jak na kolejną świetną sesję z genialnymi solówkami Dorhama i Hendersona i momentami, przynajmniej jak dla mnie zbyt ekspansywnego i hałaśliwego Erica Dolphy. Spróbujcie jednak (to dla bardziej muzycznie uzdolnionych słuchaczy) prześledzić subtelne zmiany metrum w „Refuge”, albo odgadnąć, dlaczego (zwróćcie uwagę na rozwój rytmu i to co dzieje się między fortepianem lidera i wybiegającym nieco w odrzuconych wersjach przed szereg Williamsem) to właśnie te, a nie inne wersje znalazły się w pierwotnej wersji albumu. Subtelne różnice między dodatkowymi wersjami alternatywnymi i tymi wybranymi na album w momencie jego premiery są niezłą łamigłówką i pokazują, na czym naprawdę zależało Hillowi, który nie chciał chyba być gwiazdą i nagrywać singlowe przeboje, ale przede wszystkim świetnym kompozytorem i aranżerem docenianym przez muzyków.  Tak było w latach sześćdziesiątych, później okazało się, że jego nagrania dla Blue Note stały się ponadczasowymi jazzowymi klasykami.

Andrew Hill
Point Of Departure
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Data pierwszego wydania: 1964
Numer: 724349900721

Brak komentarzy: