Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Steczkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Steczkowska. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2011

Agnieszka Szczepaniak feat. Justyna Steczkowska and Urszula Dudziak - Ale Szopka

„Ale Szopka” to album zdumiewający. Zaskakujący artystyczną dojrzałością, koncepcyjnie świeży i odkrywczy. Mało takich płyt powstaje w Polsce, więc te które się pojawiają, warte są najwyższej atencji. To muzyka trudna do klasyfikowania, to awangarda strawna dla każdego słuchacza, wyborna mieszanina stylów i inspiracji zrobiona tak, aby stworzyć nową jakość, a nie w celu szokowania na siłę nowatorstwem. W czasach kiedy wszystko już było to naprawdę wielka sztuka…


Agnieszka Szczepaniak

Już otwierająca album kompozycja „Pre – Lud” zachwyca brzmieniami przypominającymi momentami muzykę Eric Serra do filmu „Le Grand Bleu”. To głębia i przestrzeń analogowych brzmień elektronicznych wymagająca zarówno muzycznego wyczucia frazy, jak i sporego technologicznego doświadczenia, a także znajomości muzycznej tradycji. Młodzi polscy twórcy niezbyt często wykazują wiedzę na temat tego co zdarzyło się w muzyce zanim oni wydali swoją pierwszą płytę. Z pewnością Agnieszka Szczepaniak i pozostali muzycy mają głowy otwarte na różne inspiracje i nie boją się zmierzyć z klasyką w twórczy sposób.

Kolejny utwór – „Serco”, najdłuższy na płycie to kulminacja totalnej fuzji wszystkiego z wszystkim innym. To jest mieszanka sporządzona z sensem i smakiem, jak wykwintna potrawa, a nie lodowy puchar ze wszystkimi dodatkami na brudnej plaży. Znajdziemy tu funkowy podkład basu imitujący rytm bijącego serca, to chwyt znany z wielu nagrań klubowych. Jest też nutka Chopina, która przewija się także w innych utworach. Są też dobre jazzowe skrzypce, swingująca perkusja i świetne solo liderki na fortepianie. Po rak kolejny pojawiają się też wyśmienicie wybrane barwy analogowych syntezatorów. Skąd młodzi muzycy biorą te dawno nieprodukowane instrumenty? Nie wiem, ale to z pewnością grają prawdziwe instrumenty, a nie tanie imitacje w postaci wtyczek do muzycznego oprogramowania.

W trzech utworach słyszymy wyśmienite wokalizy Justyny Steczkowskiej. To niezwykły, marnujący się muzycznie każdego dnia w nieco tandetnych popowych realizacjach, talent wokalny. To niewiarygodna skala głosu, być może wspomagana nieco elektroniką, jednak w sposób niezakłócający naturalnej barwy. Na koncercie brzmi równie zniewalająco. Niniejszym apeluję w imieniu wszystkich fanów jazzu… Pani Justyno, chcemy więcej takich występów i takich nagrań…

„Not – Tango” to przewrotnie zagrane z nutą klezmerskiej dekadencji i luzu … tango. „Mazu – Rag” rozpoczyna się ilustracją muzyczną niemego filmu, który nigdy nie powstał, to stylowy taperski fortepian, wiele odgłosów imitujących bójkę, pościg i wiele innych rzeczy, które podpowiada słuchaczowi wyobraźnia. W chwilę później temat zmienia się w mroczną ilustrację muzyczną, która mogłaby znaleźć się we współczesnym mrocznym horrorze. I to wszystko do siebie w zadziwiający sposób pasuje.

I tak można o każdym utworze. Ta płyta nie jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Słyszałem urywki na żywo już w połowie maja w czasie charytatywnego koncertu „Noc Żurawi” w warszawskim Palladium. Opis znajdziecie tutaj:


Już wtedy wiedziałem, że szykuje się ciekawa płyta. Rzeczywistość przerosła jednak moje najśmielsze oczekiwania. „Ale Szopka” to z pewnością jak dotąd najlepsza polska płyta 2011 roku, a mamy już lipiec… Powinniście wszyscy natychmiast udać się do najbliższego sklepu płytowego i kupić tą płytę, może bowiem zabraknąć jej dla wszystkich chętnych. To muzyka którą warto i trzeba poznać, intrygująca, ciekawa, wieloznaczna i z pewnością warta uwagi. Na początku lica to mój kandydat numer jeden na polską płytę 2011 roku.



Agnieszka Szczepaniak feat. Justyna Steczkowska and Urszula Dudziak
Ale Szopka
Format: CD
Wytwórnia: Polskie Radio
Numer: 990303404776

20 maja 2011

Noc Miliona Żurawi vol. 2 - Palladium, Warszawa, 18 maja 2011

To był całkiem przyjemny wieczór, choć tego rodzaju koncerty nie są zwykle wydarzeniem artystycznym, a raczej towarzyskim. Tak też było tym razem, choć udało się zebrać pełną salę słuchaczy pragnących oprócz zobaczenia tych zapowiadanych i jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, również tych mniej zaplanowanych muzycznych prezentacji. Pochwalić należy sprawność techniczną organizacji i krótkie przerwy między występami. W przerwach przeznaczonych dla technicznej obsługi sceny słuchaczom czas umilał, czytając w większości wcześniej przygotowane przez samych wykonawców teksty, Zbigniew Zamachowski. Czasem była to konferansjerka całkiem zgrabna, kiedy indziej zdradzając niezbyt dogłębną wiedzę muzyczną zapowiadającego pozostawała wypełniaczem czasu, na tyle jednak udanym, że widzowie widowni nie opuszczali przez prawie 4 godziny.
Przyjęta formuła kilkunastominutowych prezentacji nie pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł większości wykonawcom. Po tych lepszych prezentacjach pozostał zatem niedosyt, a te nieco gorsze były na tyle krótkie, że nie irytowały ponad miarę.
Koncert rozpoczęła Maria Pomianowska z zespołem łączącym odrobinę japońskiej egzotyki muzycznej z polskim folklorem. Ta z pozoru skazana na niepowodzenie mieszanka sprawdziła się na tyle, że z pewnością poszukam nagrań jej zespołu.


Maria Pomianowska z zespołem

Kolejny występ, to krótki set zaprezentowany przez Annę Kostrzewską, wokalistkę ciągle poszukującą swojej muzycznej tożsamości, z pewnością jednak zasługującą na szersze zainteresowanie jazzowej publicznośći, która nie traktuje jazzu zbyt ortodoksyjnie ograniczając się do sprawdzonych wielkich sław wokalnych. Anna Kostrzewska jest również odpowiedzialna za artystyczną część całej akcji pomocy dla Japonii organizowaną przez Polską Akcję Humanitarną. Zarówno za walory muzyczne jej występu, jak i wysiłek organizacyjny i zaangażowanie w całą sprawę należą się jej słowa najwyższego uznania. Jeśli będzie gdzieś w pobliżu jej koncert, z pewnością mnie tam nie zabraknie.

Anna Kostrzewska

Projekt Agnieszki Szczepaniak – Ale Szopka! z gościnnym udziałem Justyny Steczkowskiej został zaprezentowany w krótkim secie, który zdominowała swoimi niezwykłymi możliwościami głosowymi Justyna Steczkowska. To również temat wart większego zainteresowania, bowim mam wrażenie, że cały pomysł, to nie tylko wykorzystanie głosu gwiazdy, ale również ciekawa muzyka, której niestety z racji ograniczeń czasowych nie udało się tego wieczora pokazać.


Agnieszka Szczepaniak

Justyna Steczkowska

Na bis zespół Agnieszki Szczepaniak zagrał popowy przebój Justyny Steczkowskiej – Dziewczyna Szamana. Duet wokalny Justyny Steczkowskiej i Anny Kostrzewskiej należy uznać za całkiem udany, a z pewnością również widowiskowy i mający ten oczekiwany przez publiczność tego rodzaju koncertów smaczek jednorazowego, niepowtarzalnego wydarzenia.

Anna Kostrzewska i Justyna Steczkowska

Mieczysław Szcześniak i w towarzystwie Wendy Waldman – to był poprawny i tylko poprawny występ, oboje artystów potrafi więcej, jednak to taki rodzaj muzyki, który potrzebuje nieco więcej czasu na wciągnięcie słuchaczy w nastrój. Tego wieczora w Palladium było za krótko i za mało, a to w sumie oznacza, że nie było najgorzej.

Mieczysław Szcześniak i Wendy Waldman

Zespół Raz Dwa Trzy – za taką muzyka nie przepadam. Mam jednak wrażenie, że zespół zagrał swoje najważniejsze piosenki nieco bez zaangażowania, tak jakby to był kolejny koncert, jakich zapewne wiele zagrali w ostatnich latach w tych większych salach wielkomiejskich i mniejszych domach kultury i strażackich remizach oraz ludowych festynach jakich wiele każdego lata odbywa się w całej Polsce.

Adam Nowak (Raz Dwa Trzy)

Występ Agi Zaryan był nieco nie dla mnie. Nie przepadam za wyciąganiem ambitnych wierszy i dorabianiem do nich na siłę muzyki, tak, żeby płytę sprzedać jako ambitny projekt artystyczny doczepianąc jej etykietkę znanego poety. Wolę Agę Zaryan śpiewającą jazzowe standardy, jednak do tego potrzeba większego rozmachu instrumentalnego, czego na estradzie Nocy Żurawi vol. 2 zabrakło. Było więc muzycznie poprawnie w stylu, za którym nie przepadam. To też muzyka, która potrzebuje nieco bliższego kontaktu z publicznością, chwili oddechu i refleksji, osobistej relacji, przynajmniej z pierwszym rzędem publiczności. Po dynamicznym występie Adama Nowaka nie było to łatwe... Do tego, że nie jest to projekt jedynie czysto komercyjny i wiersze Miłosza są dla Agi Zaryan ważne, muszę przekonać się na osobnym koncercie dedykowanym temu projektowi...


Aga Zaryan

Gwiazdą zamykającą całość był Tomasz Stańko w towarzystkie swojego dawnego zespołu – dziś już nagrywającego samodzielnie – tria Marcina Wasilewskiego. To był niewątpliwie najlepszy set wieczoru. Tomasz Stańko urzeka każdym dźwiękiem, szczególnie w czasie koncertów. Ma w sobie coś z Milesa Davisa. Gra oszczędnie, całkowicie kontroluje muzyczną akcję i jakby od niechcenia zupełnie niespodziewanie wydaje ze swojej trąbki dźwięki, których się nie spodziewamy, a które są tak bardzo na miejscu.

Tomasz Stańko

Tomasz Stańko