Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Szukalski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Szukalski. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2019

Tomasz Szukalski – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Gdyby Tomasz Szukalski urodził się w Nowym Jorku, jak Sonny Rollins, albo w Filadelfii jak Stan Getz, albo gdzieś w środku niczego w Karolinie Północnej jak John Coltrane. Gdyby chociaż nie było żelaznego muru oddzielającego zupełnie niepotrzebnie polskie środowisko jazzowe od reszty świata, płyt, koncertów i nocnych klubowych spotkań. Znalazłby miejsce w Berklee a nie w warszawskim liceum muzycznym. Nic oczywiście nie mam do tej uczelni, ale to jednak trochę coś innego, a owo trochę robi znaczną różnicę.

Oczywiście takie narzekanie jest uprawnione w przypadku wielu jazzowych karier naszych polskich wielkich mistrzów i oczywiście nigdy nie dowiemy się, co grałby Tomasz Szukalski, gdyby wychował się w Nowym Jorku. Z naszego polskiego punktu widzenia, to może nawet lepiej, bo wielu sław lat sześćdziesiątych ci, którzy nie jeździli wtedy do Ameryki, a tych była większość, nie mieli okazji zobaczyć na żywo nigdy, albo tylko raz czy dwa w czasie Jazz Jamboree. A tak Tomasza Szukalskiego i wielu innych mistrzów naszego rodzimego jazzu, często dorównujących opanowaniem instrumentu, muzykalnością i ilością oryginalnych pomysłów mieliśmy przez wiele lat w zasadzie na wyłączność.

Muzyka nie jest jednak dyscypliną sportową i w zasadzie nie ma tu znaczenia, że ktoś na drugim końcu świata gra równie dobrze, albo nawet ciekawiej. Trzeba cieszyć się tym, co dla nas dostępne i osiągalne. Dlatego też w cyklu prezentującym 20 wielkich postaci polskiego jazzu przypomnimy tych, których już nie ma wśród żywych i których możemy wspominać tylko sięgając po ich doskonałe nagrania, jak i tych, którzy mimo fenomenalnego dorobku mają jeszcze swoje najciekawsze płyty przed sobą, według powiedzenia popularnego w środowisku, że moja najlepsza płyta to ta następna. Muzycy jazzowi często dodają, że ta następna, na której nagranie jakimś cudem niezwykłym znajdę pieniądze, ale to już zupełnie inny, nieco pozaartystyczny temat.

Z dokonanego wyboru akurat tych muzyków, a nie innych tłumaczyć się nie zamierzam, bo wiem, że w ciągu najbliższych tygodni przypomnę tym starszym i być może zaprezentuję po raz pierwszy tym młodszym postaci wybitne i jeśli ktoś nawet poczuje się obrażony przez moment, że w tym gronie się nie znalazł, to niech spróbuje zakwestionować wielkość któregokolwiek z tych muzyków, o których wkrótce opowiem. Poza tym zawsze jest miejsce na kontynuację cyklu, a przecież te najlepsze płyty przed nami.

Po raz kolejny muszę również podzielić się obserwacją, że niestety wiele genialnych płyt sprzed lat dostępnych jest jedynie garstce nieustających w poszukiwaniach kolekcjonerów, albo tym, którzy mieli okazję żyć dorosłym życiem w czasach, kiedy ukazywały się płyty naszych wielkich mistrzów, które uznajemy dziś za najlepsze. Oczywiście pojawiają się wznowienia, jak choćby rosnący katalog wydawanej na nowo serii Polish Jazz, czy wydawnictwa opracowywane niezwykle starannie przez GAD Records, czy Fundację Zbigniewa Seiferta. Pochwalić też należy za reedycje i wydania archiwalne Polskie Radio. Jednak w dyskografii w zasadzie każdego z naszych mistrzów są niezwykle istotne pozycje niedostępne od lat.

Tomasz Szukalski, jak wielu znakomitych muzyków, uczył się w młodości grać na zupełnie innym instrumencie, niż ten, który stał się jego podstawowym. W przypadku Szakala tym pierwszym był podobno klarnet, który studiował w PWSM w Warszawie. W zakresie gry na tenorze i sopranie był samoukiem. Jeśli tak było rzeczywiście, to można uznać nawet, że szkoły muzyczne nie są potrzebne, bo talent wystarczy, choć nauka gry na klarnecie z pewnością nie przeszkadzała.

W końcówce lat sześćdziesiątych Tomasz Szukalski, wtedy jeszcze student wspomnianej PWSM występował z zapomnianym dziś zespołem Partita, który pojawił się nawet w programie Jazz Jamboree w 1967 roku. Jednak dla prawdziwego jazzu odkrył Szukalskiego Zbigniew Namysłowski. To z nim nagrał pierwszą moim zdaniem istotną pozycję w swojej dyskografii – album „Winobranie”. Okazjonalne występy z Niebiesko-Czarnymi, Marianną Wróblewską i orkiestrą radiową Namysłowskiego są istotne historycznie, choć muzycznie nie stanowią jakiejś reprezentatywnej dokumentacji rozwoju talent Szakala, który miał niewątpliwe szczęście do istotnego uczestnictwa w ważnych i absolutnie genialnych sesjach, które w ciągu kilkunastu miesięcy otworzyły jego bogatą, choć ubogą we własne produkcje dyskografię. „Easy!” Wojciecha Karolaka, „TWET” Tomasza Stańko, „Sprzedawcy Glonów” Ptaszyna i „Kujawiak Goes Funky” Namysłowskiego to tylko część nagrań Szakala z lat 1973-1975. To pozycje zupełnie oczywiste i często wymieniane jako jedne z najważniejszych płyt tego okresu nie tylko dla Szakala.

Całkiem niedawno wznowiona została w serii Polish Jazz znakomita płyta Czesława Bartkowskiego „Drums Dream” z 1976 roku nagrana w składzie Bartkowski, Karolak, Makowicz, Stańko, Szukalski, której być może jedynym problemem był fakt, że liderem był perkusista, czyli człowiek siedzący z tyłu sceny, a nie solista z trąbką, czy saksofonem. Co prawda Szukalski jest na tym albumie obecny jedynie w jednym utworze, ale krążek ten jest do niedawna zupełnie niedostępną istotną częścią dyskografii wszystkich grających na nim muzyków, w tym Stańki i Makowicza.

W tym czasie Szakal był stałym członkiem zespołu Tomasza Stańki, co można dziś usłyszeć na genialnej płycie „Balladyna” a garść szczęśliwców może wprawiać w zazdrość innych fanów prezentując im materiał z takich albumów, jak „Live At Remont” czy „Almost Green”. Przy okazji muszę pogratulować temu, kto usłyszał Szakala na „Jasmin Lady” Namysłowskiego, bo to błąd powielany w wielu źródłach, a gdzieś musi mieć swój początek. To zresztą kolejny genialnie piękny i równie niedostępny album. Jak pewnie się domyślacie, o Namysłowskim też wkrótce będzie i obiecuję, że nagrania z tej płyty pojawią się w audycjach.

Dorobek nagraniowy Tomasza Szukalskiego w roli lidera jest niezwykle istotny i niestety niezwykle niedostępny. W zasadzie bez problem znajdziecie któreś ze wznowień albumu „Tina Kamila” i „Time Killers” 3 liderów – Karolaka, Szukalskiego i Bartkowskiego. Dalej już zaczynają się schody i wyzwanie. „Tina Blues” z 1986 roku w zasadzie niedostępny i tylko raz, niekoniecznie legalnie wznowiony. „Borżomski Wąwóz / Body And Soul” wznowiony raz i dziś raczej trudny do kupienia, a „Sz – Sz” Szukalskiego i Szprota dostępny łatwo w formie zużytych i niechlujnie wytłoczonych w dużej ilości dawno temu analogów i niewielkiego, dawno wyczerpanego wznowienia cyfrowego. Z występami gościnnymi jest nieco lepiej – płyty Tomasza Stańko, Anny Marii Jopek, czy Agi Zaryan kupić łatwo, ale spróbujcie znaleźć choćby doskonały album Artura Dutkiewicza, postaci ważnej w artystycznym i prywatnym, niełatwym życiu Szakala „Lady Walking”, mnie się ostatnio udało, albo „Sunrise Sunset” Grażyny Auguścik.

Szakal był zresztą mistrzem ubarwiania swoimi genialnymi solówkami nagrań wokalistek (Aga Zaryan, Marianna Wróblewska, Grażyna Auguścik, Karin Krog, Anna Maria Jopek) i wokalistów (Stanisław Sojka, Grzegorz Karnas). Odnajdował się równie doskonale w nieco mniej konserwatywnych klimatach, eksperymentując z SBB, czy w The Quartet z Kuplowiczem, Jarzębskim i Stefańskim.

W 2010 roku RadioJAZZ.FM było organizatorem niezwykłego koncertu, z którego dochód przeznaczyliśmy na pomoc Tomaszowi Szukalskiemu, który wtedy już nie mógł ze względu na stan zdrowia koncertować. Trudno znaleźć w historii polskiego jazzu wydarzenie równie spontaniczne, które zebrało tyle sław gotowych pomóc choremu przyjacielowi.

Każdy kto słyszał Szakala choć raz na żywo, nie zapomni tego do końca życia. Ja poznałem dotąd tylko kilku muzyków o podobnej osobowości, tak niezwykle zaangażowanych w każdy dźwięk zagrany na scenie i w studio, tak prawdziwych, bezpośrednich i jednocześnie muzycznie genialnych. Tomasz Szukalski był jednym z nich. Dlatego z żalem odkrywam fakt niedostępności niemal połowy jego dyskografii.

26 listopada 2018

Karolak / Szukalski / Bartkowski – Time Killers

Album „Time Killers” to jedna z najbardziej poszukiwanych wśród zbieraczy polskich płyt jazzowych. Powszechnie uznawany za jedną z najlepszych polskich płyt lat osiemdziesiątych, dziś jest trudny do znalezienia. Pierwotnie wydana przez Helicon płyta miała już kilku wydawców. Pierwsze wznowienie w 1991 roku należało do Poljazzu. Kiedy album ukazał się w katalogu Polskich Nagrań wydawało się, że będzie jako klasyk dostępny w zasadzie bez problemu. Tak się jednak nie stało, a najnowsze wydanie powstało dzięki chyba już nieistniejącemu brytyjskiemu wydawnictwu Milo Records.


Album nagrała trójka muzyków. Dwu z nich – Wojciech Karolak i Tomasz Szukalski, mimo olbrzymich możliwości serwowania słuchaczom wyśmienitych solówek, nie mieli wtedy i do dziś nie mają na swoim koncie zbyt wielu autorskich projektów nagraniowych. Tomasz Szukalski oczywiście już nic nie nagra, ja jednak ciągle czekam na rasowy jazzowy album ze standardami nagrany przez Wojciecha Karolaka, najlepiej na zwyczajnym akustycznym fortepianie. Chyab się nie doczekam, ale zawsze warto wierzyć…

Jeśli jednak uda Wam się znaleźć gdzieś „Time Killers” (wydanie Milo Records jest oferowane przez kilka sklepów internetowych), nie będziecie żałować żadnej wydanej na tą płytę złotówki. Być może brzmienia instrumentów elektronicznych nie należą dziś do nowoczesnych i od razu poznacie, że album powstał w latach osiemdziesiątych. Włoski klon Hammonda – Crumar T-2 nie brzmi tak klimatycznie jak oryginał, a Polysix Korga nawet wtedy nie był szczytem techniki syntezy dźwięków. Jednak nie liczy się to na czym, ale bardziej kto i jak gra, a Wojciech Karolak jest mistrzem świata klawiatur. Tak samo jak Tomasz Szukalski był światowej klasy saksofonistą. Jednym z tych muzyków, których wielkość dyskografii jest odwrotnie proporcjonalna do talentu i tego, co pokazywali na scenie. Kto widział, ten wie i nigdy nie zapomni. Kto nie widział, ten ma do wyboru „Time Killers” i jeszcze dwa albumy z Tomaszem Szukalskim w roli głównej – „Tina Kamila” i „The Quartet”. To nie przypadek, że na liście 25 najważniejszych polskich płyt jazzowych, jedynie dwa nazwiska powtarzają się na okładkach dwukrotnie. To właśnie Tomasz Szukalski („Time Killers” i „The Quartet”) i Wojciech Karolak („Time Killers” i „Easy”). Nie rozumiem jednak, dlaczego w zasadzie wszystkie te albumy są tak trudne do zdobycia.

Tomasz Szukalski był mistrzem jazzowej ballady, a Wojciech Karolak ma najlepszy biały groove na świecie. Jeśli do tej pary dołożyć jednego z najciekawszych polskich perkusistów – Czesława Bartkowskiego – powstaje zespół marzeń, czyli skład, który nagrał „Time Killers”.

W zmieniających się superskładach końcówki lat siedemdziesiątych, dowodzonych przez Tomasza Stańkę i Zbigniewa Namysłowskiego, zawsze pojawiał się ktoś z trójki odpowiedzialnej za „Time Killers”. Jednak Szukalski, Karolak i Bartkowski w mrocznym czasie stanu wojennego postanowili „zabić czas” i zagrać proste jazzowe melodie odchodząc od brzmieniowych eksperymentów. Okazało się, że takie proste i z pozoru przewidywalne granie wychodzi im równie dobrze, jak ambitne formy Stańki i Namysłowskiego.

Niektóre dźwięki tworzone przez Karolaka za pomocą Polysixa brzmią dziś jak te znane z demosceny Amigi czy C64, jednak to właśnie Karolak odpowiedzialny jest za specyficzne tło dla wybornych saksofonowych improwizacji Szukalskiego. Dziś te elektroniczne dźwięki nie są już przestarzałe, są po prostu inne. Dziś już nikt takich brzmień nie używa. Nawet jeśli to była ślepa uliczka w rozwoju technologii syntezatorów i niektórym słuchaczom klimat może przypominać tandetną muzykę komputerową, albo produkowane masowo ścieżki ilustracyjne do filmów, to jednak geniusz Karolaka sprawił, że „Time Killers” to ciągle wyśmienity album, być może najlepsza polska płyta lat osiemdziesiątych. Duża w tym zasługa również wybitnych aranżacji Karolaka.

Gratis do tych brzmień dostaniecie jego doskonałe kompozycje i wybitny saksofon Tomasza Szukalskiego. Część utworów jest wariacjami przygotowanymi na kanwie utworów napisanych przez Stanisława Radwana, użytych jako ilustracja do przedstawienia teatralnego „Muzyka Radwan” wystawianego na początku lat osiemdziesiątych w reżyserii Zygmunta Hubnera w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

Ten album wraz z niedocenianym „Sz-Sz” z Januszem Szprotem i wspomnianym już „The Quartet” to 3 najważniejsze płyty w dyskografii Szukalskiego. Jest też oczywiście niezwykle istotna, umieszczona w naszym Kanonie Polskiego Jazzu „Balladyna” Tomasza Stańko. Czesław Bartkowski z właściwą sobie precyzją trzyma dwójkę wybitnych improwizatorów w rytmicznych ryzach.

Dopiero we współczesnych cyfrowych wersjach znalazł się utwór „Pass Into Silence” zagrany przez Szukalskiego na saksofonie barytonowym, będący dowodem na to, że również baryton był instrumentem, na którym potrafił zagrać wybitnie.

Karolak / Szukalski / Bartkowski
Time Killers
Format: CD
Wytwórnia: Milo Records

14 listopada 2018

The Quartet - The Quartet

Dla mnie The Quartet to Tomasz Szukalski. Pozostałych przepraszam, ale tak już napisałem, kiedy ukazywał się doskonały dwupłytowy zbiór „The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1”. Tak też mam z albumem, który ukazał się w 1979 roku nakładem (mocno chyba ograniczonym) Poljazzu w cyklu Biały Kruk Czarnego Krążka. W założeniu tylko dla klubowiczów, nazwa cyklu była adekwatna do zawartości, czasem genialnej, często niekoniecznie, jednak zawsze trudno dostępnej, więc elitarnej. Dziś kupienie oryginalnej edycji analogowej jest trudne, a jedyne wznowienie cyfrowe z 2009 roku (Anex) też jest już niedostępne. To i tak lepiej, niż w przypadku albumu Loaded” nagranego przez kwartet The Quartet w Helsinkach i wydanego przez Leo Records Edvarda Vesali. Po katalogu tej wytwórni ślad zaginął, a w jej katalogu są również unikalne nagrania Tomasza Stańko (Almost Green” i chwalony przez wszystkich, a słyszany przez niewielu z analogowego oryginału „Music From Taj Mahal And Karla Caves”).


Biorąc pod uwagę czasy w których działał The Quartet (mniej więcej od 1977 do 1980 roku) i ówczesne możliwości nagrywania i wydawania płyt, materiału z dzisiejszego punktu widzenia zachowało się całkiem sporo, jednak to album wydany przez Poljazz w 1979 roku jest najważniejszym dokumentem działalności zespołu, który często uważany jest za jeden z tych nielicznych całkowicie polskich, które mogły zrobić światową karierę. Często powtarzane są opowieści o możliwości podpisania przez zespół kontraktu w USA w czasie występu w słynnym Village Vanguard. Próba reaktywacji zespołu mniej więcej w 2007 roku nie wyszła legendzie zespołu na dobre, czasy były inne, a Tomasz Szukalski nie grał już na genialnym poziomie znanym z The Quartet.

Muzyka The Quartet rozwijała się niezwykle szybko, zespół dojrzewał w ekspresowym tempie, co doskonale można dziś prześledzić dzięki nagraniom dostępnym w zestawie „The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1”. Album wydany w czasach świetności zespołu przez Poljazz pozwala wrócić do najlepszych czasów zespołu, momentu w którym muzycy mieli już za sobą wiele koncertów i wspólnych doświadczeń i ciągle wystarczająco dużo twórczych pomysłów na przyszłość.

Dla Kulpowicza, którego idolem zawsze był John Coltrane, Tomasz Szukalski był idealnym partnerem. W połączeniu z doskonałą sekcją powstał zespół niemal idealny. Osobiście uważam, że The Quartet był najlepszy na żywo, choć niestety nigdy na takim koncercie nie byłem. Za to zapis jednego z nich wydany niedawno we wspomnianym już cyklu antologii nagrań Sławomira Kulpowicza dowodzi tego w sposób, z którym trudno komukolwiek polemizować.

Jednak dla mnie The Quartet to ciągle geniusz Tomasza Szukalskiego. Pisząc dawno temu recenzję wówczas nowości – albumu Sławomnira Kulpowicza – „The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1”, napisałem o grze Szukalskiego coś, czego nie potrafię dziś zrobić lepiej, stąd cytat:

Istotą sukcesu gry Tomasza Szukalskiego jest prawda. To niezależne od techniki, klasy instrumentu, czy jakości nagrania. Prawdziwe emocje w muzyce słychać zawsze. Szczególnie na scenie, przed publicznością nie da się udawać. To od razu słychać. Szakal był prawdziwy i w zasadzie jest wyczerpująca recenzja jego geniuszu. Niezależnie od tempa utworu, czy jego formalnej konstrukcji, zawsze pozostawał sobą. Podobnie jak John Coltrane i dlatego obydwaj byli równie genialni.”
W związku z tym, jeśli uwierzycie w moje słowa, to będzie wystarczająca rekomendacja do uznania albumu The Quartet” za muzyczne arcydzieło i jedną z najważniejszych płyt polskiego jazzu.

The Quartet
The Quartet
Format: CD
Wytwórnia: Anex
Numer: AN 302

09 maja 2013

Tomasz Szukalski – Tina Kamila


To jedna z tych, w sumie niewielu płyt, które każdy młody człowiek powinien dostawać w prezencie od Państwa razem ze szkolną wyprawką. Ten album można dawać już dzieciom, które idą do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Z „Astigmatic” Krzysztofa Komedy poczekałbym do gimnazjum, „Time Killers” mogłoby być po maturze w nagrodę razem z kuponem na darmowy egzemplarz „Man Of The Light” Zbigniewa Seiferta – dla chętnych.

Rozmarzyłem się. To utopia. Ale jaka piękna utopia. Być może nawet możliwa do wykonania, zapewne jednak nigdy się nie wydarzy. Lepiej uczyć o bitwie pod Grunwaldem, albo innych zupełnie nieprzydatnych w życiu faktach historycznych. Gdyby to zależało ode mnie, zamieniłbym w szkołach historię powszechną na historię kultury, nauki, obyczajów, mody, kuchni i ogólnie wszystkiego tego, co nas otacza. Co nam po bitwie pod Grunwaldem, jeśli nie mamy pojęcia, jaki ona miała wpływ na życie wieśniaków dwie wioski dalej?

Wtedy nauka o „Tina Kamila” i jej wysłuchanie na lekcji zmieściłoby się w programie nauczania. Zyskalibyśmy dwie rzeczy za jednym zamachem.

Po pierwsze – młodzi ludzie mieliby świadomość, że całkiem niedawno, przed erą Facebooka, poczty elektronicznej i internetu istniał realny świat i miał się całkiem dobrze. Bitwa pod Grunwaldem jest do udowodnienia takiej tezy zbyt abstrakcyjna i odległa w czasie. Dowiedzieliby się, kto wynalazł hamburgera, dlaczego frytki to French fries, skąd wzięły się jeansy i dlaczego cały świat chodzi w niewygodnych spodniach z twardego materiału, zamiast w jakiś wygodniejszych. Mieliby własne korzenie, sięgające nieco głębiej, niż do dnia, w którym dostali pierwszy telefon komórkowy, albo założyli sobie konto w jakimś serwisie społecznościowym.

Po drugie – to już specyfika polskiej historii – lekcje byłyby wypełnione informacjami pozytywnymi, o tym, że coś się udało, a nie o kolejnych klęskach i stosach mniej, lub bardziej sensownych ofiar. Dlaczego to właśnie bitwa pod Grunwaldem jest synonimem szkolnego nauczania historii? Bo to w zasadzie jedyna tak spektakularna bitwa, która zakończyła się naszym zwycięstwem, które miało jakiś sens. W dodatku nie wygraliśmy sami, tylko w towarzystwie całej masy sojuszników i ze słabszym liczebnie wrogiem.

Co to wszystko ma wspólnego z Tomaszem Szukalskim i albumem „Tina Kamila”? Generalnie być może niewiele. Cóż jednak można napisać o genialnym albumie, o którego istnieniu wie tylko garstka fanów? Powtarzanie po raz kolejny słusznej obserwacji, że muzyka dobra i słaba to nie to samo, co znana i podziwiana na całym świecie oraz ta zupełnie nieznana nie ma przecież sensu. Możliwe są dowolne kombinacje – dobra i nieznana, słaba i sprzedawana w milionach egzemplarzy, to nie ma związku. Niestety.

Gustami 99% słuchaczy rządzą reklamy, moda, a im słuchacz młodszy, tym ważniejsza fryzura wokalisty niż jego głos. Ktoś kiedyś powiedział o piłkarzach, że kiedyś dobry piłkarz, to ten, który miał dobrą technikę, taktykę i kondycję. Dziś dobry piłkarz to ten, który ma dobrego managera, fryzjera i animatora Facebooka, albo jakoś tak. Niestety wiele w tym prawdy. Zbyt wiele. Przeżyciami artystycznymi tych słuchaczy rządzi dział marketingu wytwórni, a nie ich własne wybory.

Pozostały 1% zna i podziwia Tomasza Szukalskiego od lat. Ci nieco starsi, do których mam niewątpliwy zaszczyt się zaliczać, słyszeli go na żywo. Inni znają go tylko z płyt.

Tak już na koniec – trzeba pamiętać, że Tina Kamila, to nie tylko genialny saksofon lidera, to także wybitne aranżacje Jana Ptaszyna Wróblewskiego i niezwykły fortepian Wojciecha Karolaka.

Tomasz Szukalski
Tina Kamila
Format: CD
Wytwórnia: Polskie Nagrania / Muza
Numer: 5907783424779

03 lutego 2013

The Quartet - The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1


Nie zaliczam się do grona wyznawców kultu legendarnego The Quartet. Za to każda nuta zagrana przez Tomasza Szukalskiego jest zwyczajnie genialna. Wydanie podwójnego albumu szczelnie wypełnionego muzyką zespołu, w którym pierwszoplanową postacią jest Szakal, szczególnie w sytuacji, kiedy jego nagrań, takich poważnych, jeśli odrzucić płyty na których pojawił się na jedną, dwie solówki nie ma wcale tak wiele jest wydarzeniem niezwykłym.

Większość nagrań to wydawnicza premiera, niektóre zostały kiedyś już wydane, ale ich zdobycie graniczy z cudem, podobnie, jak płyty „Loaded” wydanej w 1978 roku przez zespół w fińskiej wytwórni Leo Records. Gdyby ktoś z Was słyszał o możliwości zakupu tego albumu – proszę o kontakt. Co do legalności niektórych współczesnych reedycji mam spore wątpliwości…

Wydanie „The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1” to sensacja tym bardziej ogromna, bowiem nie są to jakieś odrzuty z sesji nagraniowych, czy dyskusje z reżyserem dźwięku prowadzone przez studyjne mikrofony lub inne falstarty. Pierwsza płyta zestawu zawiera nagrania radiowe zespołu z lat 1977 – 1979. Tak było jeszcze wtedy, choć to już ostatnie momenty, kiedy Polskie Radio tak zwyczajnie, bez jakiegoś konkretnego komercyjnego celu nagrywało przeróżną, nie tylko jazzową muzykę. Nagrania trafiały do przepastnych archiwów. Celu komercyjnego nie było, bowiem owego słowa gospodarka w 1979 roku właściwie jeszcze nie znała. Pierwsze zastosowanie tego słowa na szeroką skalę to tak zwana komercyjna cena benzyny od 1981 roku. Ale to zupełnie inna historia.

Druga płyta to obszerny, choć niekoniecznie kompletny zapis koncertu z sali Filharmonii Narodowej w Warszawie, zwanej często po angielsku Warsaw Philharmonic Hall. Nie za bardzo rozumiem, dlaczego angielska wersja Filhamronii nie może być w wydaniu naszych tłumaczy Narodowa. Dodam od razu, że ta płyta podoba mi się dużo bardziej, niż nieco pozbawione emocji związanych z kontaktem z publicznością nagrania radiowe. Improwizacje udają się najlepiej na scenie, a tutaj mamy kolejne potwierdzenie tej prawidłowości.

Sławomir Kulpowicz, Paweł Jarzębski i Janusz Stefański to świetni specjaliści w swoim fachu, jednak nie zastąpią McCoy Tynera, Steve Davisa i Elvina Jonesa. Za to Tomasz Szukalski Johna Coltrane’a zastąpić potrafi, nie porzucając przy tym swoich wynikających z miejsca urodzenia muzycznych korzeni. Wiem, że wielu wyznawców kultu Johna Coltrane’a może uznać, że to gruba przesada, jednak pomyślcie co zagrałby Tomasz Szukalski, gdyby urodził się w Nowym Jorku, a nie w Warszawie? Znam również takich, którzy uważają, że Szakal to największy z największych saksofonistów, jacy kiedykolwiek grali na tym świecie. Oni nie rozmijają się z prawdą zbyt wiele. Miejsce pierwsze może być tylko jedno. Muzyka to nie sport i miejsc przyznawać nie należy. Prawdą niezaprzeczalną jednak jest, że koncertowy krążek z „The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1” to płyta genialna, a studyjny co najmniej bardzo dobra.

Istotą sukcesu gry Tomasza Szukalskiego jest prawda. To niezależne od techniki, klasy instrumentu, czy jakości nagrania. Prawdziwe emocje w muzyce słychać zawsze. Szczególnie na scenie, przed publicznością nie da się udawać. To od razu słychać. Szakal był prawdziwy i w zasadzie jest wyczerpująca recenzja jego geniuszu. Niezależnie od tempa utworu, czy jego formalnej konstrukcji, zawsze pozostawał sobą. Podobnie jak John Coltrane i dlatego obydwaj byli równie genialni.

Do całego przygotowanego niezwykle starannie wydawnictwa, będącego początkiem, liczącej na razie 4 krążki serii można mieć w zasadzie jedynie jedno zastrzeżenie. Jedyny na płytach utwór, który nie jest autorstwa Sławomira Kulpowicza – „I Want To Talk About You” to nie jest moim zdaniem kompozycja Johna Coltrane’a, a Billy Eckstine’a, choć wielokrotnie nagrywana i grana na koncertach przez Johna Coltrane’a. Najbardziej znane wykonanie, z tych pochodzących z oficjalnej dyskografii – to wersja z płyty „Soultrane” z 1958 roku. Mam nadzieję, że na 4 płytach z cyklu archiwalnych nagrań Sławomira Kulpowicza się nie skończy i że w kolejnych wydawnictwach znowu odnajdzie się jakaś perełka z Tomaszem Szukalskim w roli głównej. Dla mnie The Quartet to zespół Tomasza Szukalskiego…

The Quartet
The Quartet: Sławomir Kulpowicz Complete Edition I Volume 1
Format: 2CD
Wytwórnia: Polskie Radio
Numer: 5907812242466