Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue mitchell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue mitchell. Pokaż wszystkie posty

02 lipca 2021

Hi-Heel Sneakers – CoverToCover Vol. 153

Utwór skomponował nieco dziś zapomniany bluesowy śpiewający pianista Tommy Tucker w 1963 roku. Tommy Tucker to był pseudonim artystyczny muzyka, który naprawdę nazywał się Robert Higginbotham. To dość znane jazzowe nazwisko, choć nie udało mi się potwierdzić żadnego pokrewieństwa autora „Hi-Heel Sneakers” z jednym z pierwszych wybitnych jazzowych puzonistów – Jackiem J. C. Higginbothamem. Tommy Tucker vel Robert Higginbotham nie zrobił jakiejś szczególnej muzycznej kariery. Nagrał swoją własną wersję „Hi-Heel Sneakers” – utworu czasem nazywanego również trochę bardziej po angielsku niż amerykańsku „High Heel Sneakers”. To nagranie ukazało się na singlu wydanym przez bluesową wytwórnię Checker, jednak wielkiej kariery na listach przebojów nie zrobiło. Utwór wszedł na kilka tygodni na amerykańskie listy i zatrzymał się na 11 miejscu ogólnokrajowej listy.

Riff gitarowy kompozytor pożyczył sobie z popularnego w momencie powstawania utworu bluesa „Big Boss Man”, choć nikt nie zarzucił mu nigdy plagiatu – takie pożyczki były wtedy normą, choć być może gdyby oryginalna wersja stała się światowym przebojem, kompozytor i jego producent – współzałożyciel Atlantic Records Herb Abramson mieliby z tym trochę kłopotów.

Po wydaniu singla z „Hi-Heel Sneakers” Tucker miał nadzieję na większą karierę w biznesie muzycznym i przygotował album nazwany tak jak jego pierwszy przebój. Niestety kolejny singiel „Long Tall Shorty” nie pojawił się już na listach przebojów, mimo zaangażowania dość znanych nazwisk do realizacji całego albumu. Na płycie pojawili się w charakterze muzyków sesyjnych Donny Hathaway, Willie Dixon i Louisiana Red. Porażka albumu sprawiła, że Tucker postanowił zająć się zupełnie innymi sprawami i porzucił karierę muzyczną. Postanowił zająć się handlem nieruchomościami. Do muzyki powracał sporadycznie w latach siedemdziesiątych uczestnicząc w bluesowych rewiach organizowanych dla muzyków wytwórni Atlantic. W jego dorobku oprócz „Hi-Heel Sneakers” ważna jest też inna piosenka, którą napisał razem z innym z założycieli Atlanticu – Ahmetem Ertegunem – „My Girl”,

Utwór „Hi-Heel Sneakers” żyje jednak do dziś. Wśród najbardziej znanych wykonawców utworu znajdziecie wszystkie sławy rock and rolla z Elvisem Presleyem, Jerry Lee Lewisem, Chuckiem Berry i Billem Haleyem. Są też sławne zespoły- The Rolling Stones, Big Brother & The Holding Company z Janis Joplin i Paula McCartneya. Całkiem nieźle jak na kogoś, kto zrezygnował z kariery muzycznej na rzecz handlu nieruchomościami. Wśród ponad 200 zarejestrowanych nagrań utworu znajdziecie też sporo jazzowych nazwisk. W audycji znalazło się miejsce dla Blue Mitchella i Jimmy Smitha, ale warto też odnaleźć nagranie Rashaaana Rolanda Kirka, Ramseya Lewisa i Granta Greena.

Po latach riffy gitarowe z „Hi-Heel Sneakers” i „Big Boss Man” Jimmy Reeda zlały się w jeden, co najlepiej słychać w nagraniu Jeffa Becka.

Utwór: Hi-Heel Sneakers
Album: Knock On Wood: Atlantic Soul Legends: 20 Original Albums From The Iconic Atlantic Label
Wykonawca: Eddie Floyd
Wytwórnia: Atlantic / Warner
Rok: 1967
Numer: 0081227972648
Skład: Eddie Floyd – voc, Booker T. – org, p, Isaac Hayes – p, Steve Cropper – g, Wayne Jackson – tp, Donald Duck Dunn – b, Al Jackson Jr. – dr.

Utwór: Hi-Heel Sneakers
Album: Down With It!
Wykonawca: Blue Mitchell Quintet
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 1965
Numer: 724385432729
Skład: Blue Mitchell – tp, Junior Cook – ts, Chick Corea - p, Gene Taylor – b, Al Foster – dr.

Utwór: Hi-Heel Sneakers
Album: Got My Mojo Workin’
Wykonawca: Jimmy Smith
Wytwórnia: Polygram / Verve
Rok: 1965
Numer: 731453382824
Skład: Jimmy Smith – org, voc, Kenny Burrell – g, Ron Carter – b, Ben Tucker – b, Grady Tate – dr.

Utwór: Hi-Heel Sneakers
Album: Frankie's House: Music From The Original Soundtrack
Wykonawca: Jeff Beck & Jed Leiber
Wytwórnia: Friday Music / Epic
Rok: 1992
Numer: 829421531944
Skład: Jeff Beck – g, Jed Leiber – kbd.

18 marca 2017

Tina Brooks with Blue Mitchell, Kenny Drew, Paul Chambers, Art Taylor - Back To The Tracks

Tina Brooks jest jednym z najbardziej niedocenianych muzyków lat sześćdziesiątych. Pojawiał się w składach wielkich sław nagrywających swoje płyty w złotym okresie hard-bopu, jednak nie potrafił przebić się do pierwszej ligi ze swoimi własnymi nagraniami. Jego fani musieli czekać ponad 20 lat na pierwsze wydania jego zarejestrowanych w latach sześćdziesiątych sesji nagraniowych. Do dziś nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak doskonały materiał, jak choćby „Back To The Tracks” musiał czekać dwie dekady na swoją wydawniczą premierę.

Tina Brooks urodził się w 1932 roku w muzycznej rodzinie. Jego ojciec był docenianym w lokalnym środowisku Północnej Karoliny pianistą, a brat – David Bubba Brooks również został profesjonalnym muzykiem. Rodzina Brooksów przeprowadziła się do Nowego Jorku w 1944 roku, Tina miał już za sobą wtedy sporą dawkę muzycznej edukacji. Jako 12 latek znalazł się w samym środku muzycznej rewolucji be-bopu. Nie został jednak świadkiem narodzin nowego stylu. Jako dziecko był mniejszy od rówieśników i ulice Nowego Jorku okazały się zbyt niebezpieczne. Rodzice odesłali go do szkoły do rodzinnego Fayetteville. Ponownie znalazł się w Nowym Jorku dopiero w 1950 roku, zajmując miejsce swojego starszego brata w dość znanym zespole R&B Sonny Thompsona. Po kilkunastu miesiącach i debiucie nagraniowym w tym składzie trafił do orkiestry Lionela Hamptona. W świat postępowego be-bopu wprowadził go równie jak on za życia niedoceniany trębacz Little Benny Harris. W tym czasie poznał również inną niezwykłą postać, która miała wielki wpływ na jego muzykę – pianistę Elmo Hope’a, z którym założył pierwszy strictre jazzowy zespół, w składzie którego pojawiał się również Jimmy Lions.

Little Benny Harris – dobry duch kariery Tiny Brooksa zainteresował jego występami Alfreda Lionsa z Blue Note, wytwórni, w której Tina Brooks nagra większość swoich autorskich projektów (przynajmniej tych, które do dziś zostały wydane). Będąc pod wrażeniem talentu saksofonisty, Alfred Lion doprowadził do pierwszych ważnych nagrań w karierzy Tiny Brooksa, rejestrując cztery albumy Jimmy Smitha z jego udziałem – „Houseparty”, „The Sermon”, „Confirmation” i „Cool Blues”, a także „Blue Lights” i „On View At The Five Spot Cafe” Kenny Burrella. W 1958 roku, z udziałem wielkiej już wtedy gwiazdy, trębacza Lee Morgana, Tina Brooks nagrał dla Blue Note swój pierwszy album w roli lidera – „Minor Move”.

Wkrótce zarejestrował 3 kolejne albumy, w tym „Back To The Tracks”, nagrywając również z Freddie Hubbardem jego „Open Sesame” i z Jackie McLeanem – „Jackie’s Bag”. Dobrze zapowiadająca się kariera wspierana przez Alfreda Lionsa załamała się w 1962 roku, kiedy uzależnienie od narkotyków sprawiło, że Tina Brooks nie był już w stanie nagrywać, pojawiał się jedynie od czasu do czasu w którymś z nowojorskich klubów, dołączając na scenie do swoich muzyków, którzy lepiej radzili sobie z codziennością. Wkrótce trafił na przymusowy odwyk, spędził również trochę czasu w więzieniu, zmarł niemal zapomniany w 1974 roku.

Jego pierwsza sesja – „Minor Move” z 1958 roku nie została wydana za jego życia. Ten materiał to typowy debiut muzyka, który jest przekonany, że być może ma jedyną i ostatnią okazję do nagrania czegoś własnego – Jak po latach w jednym z wywiadów powiedział Alfred Lions – było za dużo i za wcześnie. Podobnie stało się z kolejnym albumem – „True Blue”.

Po latach za sprawą Michaela Cuscuny Mosaic wydało po raz pierwszy wszystkie cztery albumy Tiny Brooksa. Materiał zarejestrowany na przestrzeni 4 lat, uznawanych za najlepsze w muzycznej karierze Tiny Brooksa – od 1958 („Minor Move”) do 1961 („The Waiting Game”) pokazuje muzyczną ewolucję lidera, ale również to, jak wielki wpływ na brzmienie jego zespołu mieli trębacze. Na pierwszej płycie usłyszycie stojącego wtedy w połowie drogi między fascynacją Cliffordem Brownem, a własną, dużo ostrzejszą frazą, Lee Morgana. Drugi album to królestwo Freddie Hubbarda. Trzeci w kolejności – „Back To The Tracks” to moim zdaniem najbardziej pasujące do stylu gry lidera towarzystwo Blue Mitchella. W ostatnim nagraniu – „The Waiting Game” wziął udział Johnny Coles.

Wszystkie cztery albumy – dziś uznawane za hard-bopowe klasyki ukazały się po raz pierwszy w 1985 roku w niewielkim nakładzie w Mosaic, wkrótce potem wydał je w postaci pojedynczych albumów Blue Note. Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego Alfred Lion nie wydał przynajmniej 3 z nich zaraz po ich zarejestrowaniu. Wtedy byłyby z pewnością mocnymi pozycjami w naszpikowanym sensacyjnymi sesjami katalogu Blue Note.

Tina Brooks with Blue Mitchell, Kenny Drew, Paul Chambers, Art Taylor
Back To The Tracks
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note

Numer: 724382173724

03 lipca 2011

The Horace Silver Quintet - The Tokyo Blues

Dzisiejsza płyta nie jest niewątpliwie albumem klasy „Blowin’ The Blues Away”. Na początku lat sześćdziesiątych w podobnym składzie Horace Silver nagrał co najmniej kilkanaście albumów dla Blue Note. Ich podstawową wadą jest to, że zostały nagrane w kwintecie. Blue Mitchell to niesłusznie niedoceniany trębacz. Z kolei Junior Cook to saksofonista znany raczej tylko z nagrań z Horace Silverem i solowych płyt Blue Mitchella.

Na dzisiejszej płycie obaj muzycy grający na instrumentach dętych zwyczajnie zajmują nieco niepotrzebnie miejsce w muzycznej przestrzeni kreowanej przez niezłe kompozycje lidera. Nie znaczy to, że grają źle. Więcej gra Junior Cook. Jego gra jest poprawna choć nieco bezbarwna. Blue Mitchell nie jest tak widoczny. Stąd też najlepszym fragmentem płyty jest ballada „Cherry Blossom”. To jedyna kompozycja w tym zestawie kompozycja, której autorem nie jest Horace Silver i w której nie gra Blue Mitchell. To także muzyczna oaza solowej gry Horace Silvera, pośród zaledwie poprawnego brzmienia całego kwintetu, któremu zabrakło nieco muzycznej energii.

Kompozycje Horace Silvera są próbą połączenia nuty latynoskiej z inspiracjami japońskim folklorem. Tak stanowi wstęp umieszczony na okładce. Faktem jest, że popularność Horace Silvera na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Japonii jest fenomenem trudnym do wyjaśnienia nawet dla najbardziej biegłych historyków jazzu. Owych japońskich inspiracji naprawdę niełatwo doszukać się w muzyce. To raczej zapewne chwyt marketingowy i ukłon w stronę entuzjastycznie przyjmujących występy zespołu japońskich fanów. Większość słuchaczy, jeśli schować przed nimi tekst z okładki z pewnością owej nuty japońskiej nie usłyszy. Rytmy południowoamerykańskie są za to czytelne, choć nie domiinują i nie wyznaczają klimatu całości.

Jakoś nie mogę pozbyć się myśli, że to kolejna z płyt zakontraktowanych i wykonanych przez muzyków w studiu Rudy Van Geldera z potrzeby wypełnienia zobowiązań kontraktowych, a niekoniecznie z muzycznej potrzeby i natchnienia. W całości zabrakło entuzjazmu i zaangażowania właściwego najlepszym produkcjom. Płytę nagrali profesjonaliści, więc nie można do niczego się przyczepić, choći wyróżnić czegokolwiek oprócz gry Horace Silvera we wspomnianej „Cherry Blossom” nie sposób.

Dzisiejsza płyta to również premierowe rejestracje kompozycji wielokrotnie później granych przez Horace Silvera na wielu koncertach (nie tylko w Japonii).

Można oczywiście  próbować wydobyć z muzycznej przestrzeni nieco chaotycznie zapełnianej przez Blue Mitchella i Juniora Cooka dźwiękami instrumentów dętych ciekawe akordy fortepianu, jednak wymaga to doprawdy wielkiego zaangażowania, a tych akordów nie odnajdziemy zbyt wiele.

Tak więc to płyta poprawna, ale nie wybitna. Pozycja istotna dla fanów Horace Silvera, małe rozczarowanie dla fanów Blue Mitchella (do których się zaliczam) i przeciętna, poprawna, choć niekoniecznie rewelacyjna pozycja dla wszystkich pozostałych słuchaczy.

The Horace Silver Quintet
The Tokyo Blues
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note
Numer: 5099926514628

08 października 2010

Blue Mitchell Sextet - Blue Soul

Ta płyta jest wyśmienitym przykładem na to, ile jazz w latach 1950-1965 (mniej więcej) stracił na tym, że wielkim muzykom organizowano przypadkowe sesje. Sesja zarejestrowana na tej płycie była, co było w tych czasach ewenementem, profesjonalnie przygotowana i z całą pewnością nic nie było dziełem przypadku. Wcześniej przećwiczone aranżacje lidera i Benny Golsona, starannie dobrany skład i nagrania bez pośpiechu wypocząetych i wyspanych muzyków.

W ten sposób grupa muzyków drugiego planu stworzyła kawał wybitnego jazzu. Dla fanów samego Blue Mitchella to był zwiastun tego, co już niedługo później wniósł do zespołu Horace Silvera.

Nagrania, to mieszanka kompozycji własnych i ogranych tematów w rodzaju The Way You Look Tonight, czy Polka Dots And Moonbeams. Gra sekcji w składzie – Wynton Kelly – Sam Jones – Philly Joe Jones jest wyborna. Curtis Fuller jak zwykle świetny, choć pozostający nieco w cieniu lidera. W grze Jimmy Heatha brakuje nieco ognia i zaangażowania.

Utworem, który powoduje, że pamięta się o istnieniu tej płyty jest ballada Park Avenue Petite. Tutaj mamy świetne solo fortepianu Wyntona Kelly, a trąbka Blue Mitchella brzmi niezwykle nowocześnie. Momentami, z odrobiną studyjnego echa budzi dalekie skojarzenie z dzisiejszym brzmieniem Tomasza Stańko. Ten utwór odbiega stylistycznie i brzmieniowo od reszty nagrań, ucieka do przodu na skali czasu… Może to był studyjny eksperyment, a może nietypowa, jak na tą płytę aranżacja oszczędnie korzystająca z tenoru i puzonu.

Nie każda jednak ballada na płycie brzmi tak wyśmienicie. Polka Dots And Moonbeams to moim zdaniem najsłabsze nagranie na płycie. Tu też tempo jest wolne jak na tą kompozycję, jednak zamykając oczy widać raczej salę balową podupadającego transatlantyka, niż dobry nowojorski klub jazzowy. Tu nie ma nic nowego, zaskakującego, a przewidywalność, która sama w sobie nie jest zła, tutaj ma charakter niezbyt twórczego naśladownictwa. Blue Mitchell to nie Roy Eldridge, a Jimmy Heat to nie Ben Webster. Park Avenue Petite biegnie do przodu, podczas gdy Polka Dots And Moonbeams cofa słuchacza wstecz o jakieś 10 lat.

Mój egzemplarz płyty, to remaster OJC z 1992 roku. Ta obróbka cyfrowa nie wyszła płycie na dobre. Znam analogowe wydanie pierwotne (niestety nie ze swojej półki). Remaster pomógł sekcji rytmicznej dodając jej animuszu i porządkując scenę, jednak jednocześnie rzucił na instrumenty dete miękką zasłonę. To wygładziło nieco dźwięk trąbki, jednak puzon wysłało w ciastowaty niebyt. Szkoda, może ktoś wydał już lepszą wersję, jeśli nie, to na pewno warto sięgnąć po oryginalne taśmy i coś z tym zrobić.

Blue Mitchell Sextet
Blue Soul
Format: CD
Wytwórnia: Riverside/Original Jazz Classic
Numer: 12-309 / OJCCD-765-2 / RLP-1155