07 maja 2012

Donald Byrd & Pepper Adams Quintet featuring Herbie Hancock – Complete Live At Jorgie’s 1961


Ten album właściwie nigdy nie istniał w żadnym oficjalnym katalogu, choć z tą oficjalnością po upływie ponad 50 lat to już właściwie sprawa zależna jest od lokalnego ustawodawstwa związanego z prawami autorskimi. Nagranie pochodzi bowiem z 1961 roku. Album „Complete Live At Jorgie’s 1961” jest jednym ze świętych Graali kolekcjonerów jazzowej klasyki.

To ważne nagrania nie tylko ze względu na jakość gry Donalda Byrda i Peppera Adamsa, nominalnych liderów formacji istniejącej w zmiennym składzie przez zaledwie kilka miesięcy w 1961 roku. Owa zmienność składu dotyczyła perkusistów i basistów. To dla oceny całości materiału jest dość istotne.

Zespół nagrał dwa albumy studyjne – „Pepper Adams – Donald Byrd Quintet” i „Chant” oraz album koncertowy – „Complete Live At Jorgie’s 1961”. Sekcje zmieniały się, jednak 21 letni Herbie Hancock, dla którego ten skład był właściwie pierwszym profesjonalnym zespołem jazzowym szybko stawał się niekwestionowanym liderem i potrafił panować nad coraz to nowymi muzykami, wśród których byli zarówno zupełnie nieznani muzycy – jak Teddy Robinson, jak i bardziej już wtedy znani – jak Jimmy Cobb.

Dla mnie „Complete Live At Jorgie’s 1961” jest przede wszystkim płytą Herbie Hancocka. Nominalni liderzy – Pepper Adams i Donald Byrd grają tu swoje, ani lepiej, ani gorzej niż na innych płytach, jakich wiele. Posłuchajcie jednak Herbie Hancocka. Już za kilka miesięcy nagra „Takin’ Off”, jedna z kompozycji z tego albumu – „Watermelon Man” stanie się jednym z największych jazzowych przebojów wszechczasów. W kolejnych miesiącach, za sprawą jeszcze młodszego Tony Williamsa, Herbie Hancock stanie się ważnym członkiem zespołu Milesa Davisa, z którym pierwszych nagrań dokona już w 1963 roku („Seven Steps To Heaven”). Późniejsze wydarzenia w jego karierze, to właściwie spora część historii światowego jazzu… W 1961 roku oprócz opisanych już sesji z Donaldem Byrdem Herbie Hancock nagrał też „Royal Flush” i „Free Form”.

Tak więc, gdyby nie waga nazwisk w momencie zarejestrowania prezentowanego na płycie koncertu, zapewne byłaby to płyta 3 muzyków, lub nawet kwintetu Herbie Hancocka… Cóż, tak czasem bywa. Trudno się też dziś uwolnić od magii nazwisk i nie słyszeć nawet nieco podświadomie, ważnego głosu fortepianu.

Herbie Hancock gra trochę tak, jakby jeszcze nie wiedział, jaki będzie jego własny sound. Jest ekspansywny, chce pokazać w każdym utworze wszystko, co potrafi. Pcha się nieco do przodu, to prawda, ale bardziej rutynowani nominalni liderzy nie mają chyba nic przeciwko temu. Być może w 1961 roku Herbie Hancock nie wierzył jeszcze, nie był pewien, czy będzie miał okazję dokonywać kolejnych nagrań…

Tak, czy inaczej to nie tylko historycznie ważne nagrania, ale również wyśmienity kawał solidnego koncertowego grania. Na album koncertowy sygnowany nazwiskiem Herbie Hancocka jego fani musieli poczekać aż do 1975 roku (jeśli mieć na uwadze jedynie oficjalną dyskografię ), czyli do albumu „Flood”.

Donald Byrd & Pepper Adams Quintet featuring Herbie Hancock
Complete Live At Jorgie’s 1961
Format: CD
Wytwórnia: Solar Records
Numer: 8436028699841

06 maja 2012

Artur Dutkiewicz – Mazurki


Fortepian to królewski instrument. Nie tylko z racji olbrzymiej historii i ilości wybitnych nagrań oraz muzycznej uniwersalności. Nie tylko dlatego, że wymaga od wirtuozów wieloletnich mozolnych ćwiczeń. Nie tylko dlatego, że każdy muzyk potrafi na fortepianie zagrać przynajmniej temat, niezależnie od tego, na jakim gra na co dzień instrumencie… To czyni fortepian uniwersalnym narzędziem muzycznego porozumienia.

Fortepian jest królewskim instrumentem, ponieważ posiada w rękach kompetentnego wykonawcy zadziwiającą umiejętność zagospodarowania muzycznej czasoprzestrzeni. Cechą wybitnych artystów grających na fortepianie jest to, że potrafią nie tylko zagrać dźwięki, ale również zająć się ciszą pomiędzy nimi… To trudne do opisania zjawisko sprawia, że słuchacz pozostaje cały czas w napięciu oczekiwania na dalszy rozwój muzycznej akcji.

Ten muzyczny magnetyzm, napięcie oczekiwania (to pozytywne, a nie denerwujące) to właściwość przykuwająca słuchacza do głośników od pierwszych dźwięków płynących z płyty. To cecha przynależna największym i to nie we wszystkich nagraniach. Ową magię fortepianowej totalnej, obejmującej całą muzyczną przestrzeń, improwizacji usłyszycie na najnowszej solowej płycie Artura Dutkiewicza – „Mazurki”.

Bywalcy koncertów lidera, grywającego zarówno solo, jak i w klasycznym fortepianowym trio z kontrabasem i perkusją sporą część materiału znają już ze słyszenia, jednak improwizacje lidera za każdym razem są niepowtarzalne. Na ich postać wpływają emocje chwili, sala, reakcja publiczności, pogoda, kondycja instrumentu i milion innych czynników… To żywa muzyka chwili, choć oczywiście sporo w niej cytatów i inspiracji, nie tylko polską muzyką ludową, ale też jazzowymi standardami…

To muzyka prawdziwa, płynąca z serca i pełna emocji. Nie znajdziecie w niej koniunkturalnego wyrachowania, czy próby wpasowania się w oczekiwania publiczności. Znajdziecie za to wiele pozytywnej energii, słowiańskich tańców, rytmów i melodii, które wszyscy znamy, choć często nie potrafimy nazwać.

„Mazurki” to również wyśmienita technika i opanowanie instrumentu, wykorzystane z sensem, nie jak to zwykle bywa z chęci wirtuozerskich popisów, ale jako środek artystycznego wyrazu, opowiedzenia o własnych emocjach i odczuciach, co zresztą Artur Dutkiewicz sam deklaruje w krótkim słowie pisanym umieszczonym na okładce albumu.

Nie każde dzieło muzyczne musi być wielkie i przełomowe. Nie każde musi być patetyczną martyrologią wspominającą ciężkie czasy, albo słowiańskim użalaniem się nad przytłaczającą prawdą historyczną. Muzyka ma przynosić przyjemność, ma sprawiać, że po wysłuchaniu płyty mamy czuć się lepiej, niż godzinę wcześniej. Na moje samopoczucie „Mazurki” Artura Dutkiewicza tak właśnie wpływają. Spróbujcie więc i Wy tego wyśmienitego i pełnego muzycznych zagadek leku na zbyt szarą czasem codzienność…

Spróbujcie po prostu posłuchać. Spróbujcie odszukać źródła muzycznych inspiracji i przyczyny nadania kolejnym utworom ich tytułów. Niektóre muzyczne zagadki będą łatwiejsze, inne nieco trudniejsze. Dla mnie część jest jeszcze nieodgadniona. Uważajcie jednak, to wyśmienita płyta, która, jak każde wybitne dzieło uzależnia.

W mojej kolekcji płyty Artura stoją na półce razem z Artem Tatumem. Stałyby zapewne obok Oscara Petersona, ale na tej półce nie mam już miejsca… Szkoda tylko, że świat pewnie o „Mazurkach” nie usłyszy, ale my możemy się cieszyć nimi na co dzień… Kiedy ten tekst przeczytacie, płyta będzie już zapewne dostępna w większości tzw. „dobrych” sklepów płytowych. Najlepszym miejscem jej zakupu będzie jednak z pewnością jeden z koncertów Artura.

Artur Dutkiewicz
Mazurki
Format: CD
Wytwórnia: PianoArt
Numer: 5907760035035

04 maja 2012

Simple Songs Vol. 53


Jestem, po urlopowej przerwie audycja wróciła na antenę. Każdy musi kiedyś mieć trochę wolnego… W kolejnym odcinku audycji przegląd tych płyt, które już od jakiegoś czasu czekają na mojej coraz dłuższej półce z nowościami, niekoniecznie tymi wydanymi w zeszłym tygodniu, czasem nowość oznacza pierwsze od lat wydanie jakiegoś niedostępnego długo albumu, albo płytę, której wcześniej nie miałem w swoich zbiorach.

Zaczynamy więc od gorącej nowości, bowiem album jest jeszcze właściwie niedostępny, oficjalna premiera płyty dopiero za kilka dni. Płytę można już jednak kupić na koncertach artysty, a w już w najbliższy poniedziałek, 7 maja odbędzie się oficjalna koncertowa premiera… Artur Dutkiewicz i jego solowy projekt „Mazurki”… Bywalcom koncertów artysty część programu tego albumu znana jest już od jakiegoś czasu, zarówno w wykonaniach solowych, jak i w towarzystwie sekcji rytmicznej. Teraz jednak można mieć tą wyśmienitą muzykę na zawsze w domu i słuchać do woli. Jak już wspomniałem, 7 maja w jednej z sal koncertowych Polskiego Radia odbędzie się oficjalna premiera tego albumu. My już dziś możemy posłuchać otwierającego album mazurka „Oberek”…

* Artur Dutkiewicz – Mazurek Oberek - Mazurki

To jest z pewnością jedna z najlepszych polskich płyt tego roku…

Teraz posłuchamy fragmentu materiału, który fanom Donalda Byrda i Peppera Adamsa znany jest już od dawna. Jednak nakład jedynych oficjalnych wydań analogowych już dawno się wyczerpał, a jakość tych nieoficjalnych dostępnych na CD wskazywała (przynajmniej tych, które widziałem i słyszałem) na ich sporządzenie z mocno zużytych płyt analogowych. Na początku 2012 roku ukazało się pierwsze „oficjalne”, a przynajmniej jakością wskazujące na dostęp producenta do oryginalnych taśm z rejestracją koncertu wydanie legendarnego materiału nagranego przez kwintet z udziałem Herbie Hancocka w 1961 roku w klubie Jorgie’s. Ten album to dla wielu fanów Herbie Hancocka, Donalda Byrda, czy Peppera Adamsa swoisty Święty Graal. Teraz dostępny dla wszystkich w wersji cyfrowej z całkiem znośnym dźwiękiem…

* Donald Byrd & Pepper Adams Quintet featuring Herbie Hancock – Amen – Live At Jorgie’s 1961

A teraz gość specjalny, debiutujący na antenie naszego radia – mój 7 letni syn – Oskar, który przyszedł dziś ze mną do studia i przyniósł dwie swoje ulubione płyty. Pierwsza z nich, to wielokrotnie już prezentowany przeze mnie materiał koncertowy Jeffa Becka…

* Jeff Beck Feat. Imelda May – How High The Moon - Rock ‘N’ Roll Party Honouring Les Paul

* Jeff Beck Feat. Imelda May – Sitting On The Top Of The World - Rock ‘N’ Roll Party Honouring Les Paul

Dziś mamy wielką różnorodność stylistyczną. Teraz coś zupełnie innego. Dawno nie było Zbigniewa Seiferta. Tym razem jednak pozycja nieco niespodziewana w jego dyskografii. Znowu, to pozycja długo niedostępna, przynajmniej w oficjalnym katalogu.

* Charlie Mariano – Helen 12 Trees – Helen 12 Trees

Kolejne nagranie będzie pochodziło z płyty, która ukazała się w tym roku. Jej autorem jest nieznany mi wcześniej gitarzysta basowy – Carles Benavent. Ten pochodzący z Hiszpanii muzyk ma za sobą całkiem sporą ilość nagrań z dużymi nazwiskami jazzu, jak i lokalnymi sławami flamenco. Dla mnie to zupełnie nieznany muzyk, którego usłyszałem pierwszy raz za sprawą jego najnowszego albumu „Un, Dos, Tres…”. Zagram z niego początkowy fragment – solo na gitarze basowej. W dalszej części albumu pojawiają się również inne instrumenty i inni muzycy..

* Carles Benavent – Don – Un, Dos, Tres…

A teraz kolejna z ulubionych płyt Oskara… Bruce Springsteen i ludowe piosenki pochodzące w większości z Irlandii, choć dziś już uważane w USA za lokalny folklor miejski… Bruce już zbliża się do Europy. Ja też wybieram się na jeden z koncertów… Dla tych, co kiedyś widzieli, to oczywiste, nie ma lepszego koncertu rockowego na świecie…

* Bruce Springsteen – Old Dan Tucker – We Shall Overcome, American Land Edition

* Bruce Springsteen – Jesse James – We Shall Overcome, American Land Edition

Kolejna dzisiejsza propozycja to album, który ciągle czeka na szerszą prezentację, której z pewnością jest wart. Jednak jest za stary na muzyczną nowość i jeszcze z pewnością nie jest jeszcze jazzowym Kanonem. W tym wypadku trzymamy się reguły co najmniej 20-25 lat od czasu nagrania, tak, żeby dobrze sprawdzić, jak muzyka wytrzymuje próbę czasu. Album skrzypka Billy Banga „Bang On!” powstał w 1997 roku, więc musi jeszcze parę lat poczekać… Muszę więc znaleźć jakąś inną formułę jego szerszej prezentacji…

* Billy Bang – Sweet Georgia Brown – Bang On!

Na zakończenie fragment jednego z tych artystów, którzy są w Polsce niemal zupełnie nieznani, a z pewnością zasługują, tak jak Matt Ulery na uznanie jazzowej publiczności. Tym razem będzie to fragment płyty „Themes And Scenes”.

* Matt Ulery – The Duel – Themes And Scenes

02 maja 2012

Artur Dutkiewicz Trio - Światowy Dzień Jazzu, Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, Pałacyk Szustra, Warszawa, 30.04.3012


Kiedy w listopadzie 2011 roku UNESCO wymyśliło sobie Światowy Dzień Jazzu, pomyślałem, że będzie kolejna okazja do celebracji i koncertów w rodzaju „All Stars”, na które przychodzą bywalcy imprez wszelakich, a nie fani jazzu… Dodatkowo moje obawy zwiększała ustalona przez pomysłodawców data – 30 kwietnia. W sporej ilości krajów to data mocno nieszczęśliwa, bowiem 1 maja jest świętem nie tylko we wschodniej Europie, a imprezy przed długim weekendem nie udają się najlepiej. Ludzie tłumnie opuszczają miasta… W Polsce mamy superdługi weekend w związku ze świętowaniem daty 3 maja.

Świątynia Jazzu

Postanowiliśmy więc w redakcji wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić na przekór wszystkim przeciwnościom, że jednak można świętować 30 kwietnia w Warszawie. Pomysł karkołomny, co dodatkowo potwierdził widok upuszczonego już kilka dni wcześniej miasta… Myślę, że wszyscy, którzy postanowili 30 kwietnia wieczorem świętować z nami Światowy Dzień Jazzu potwierdzą, że dawno żadne święto nie udało się tak dobrze…

Świętowaliśmy pierwszy raz, początki zwykle bywają skromne, choć mam przekonanie, że w przyszłym roku uda się, z pomocą tegorocznych i być może nowych sponsorów zorganizować nieco bardziej wystawne i obfitujące w atrakcje artystyczne święto. Owa tegoroczna skromność nie oznaczała w żadnym wypadku artystycznych kompromisów. Potwierdzą to zapewne wszyscy, którzy przyszli wczoraj na koncert tria Artura Dutkiewicza do malutkiej sali Pałacyku Szustra, siedziby Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, które znane jest na co dzień raczej z kameralnych koncertów muzyki klasycznej.

Miejsce okazało się wręcz idealne, bowiem pałacyk wyposażony jest w wyśmienite fortepiany, a okoliczny park, w związku z niesamowitym upałem mimo absolutnego nadkompletu publiczności zapewniał odświeżający powiew nadchodzącego szybkimi krokami lata. Wejście oświetlone słabym światłem pojedynczej latarni tworzyło wrażenie wejścia do prawdziwej świątynii Muzyki. Tak też było tego wieczora. Być może gdzieś za wielką wodą świętowano hucznie i z udziałem wyśmienitych nazwisk. Jednak atmosfery naszej polskiej edycji Światowego Dnia Jazzu nikt nie będzie w stanie podrobić. Było wyjątkowo…

Występ zespołu Artura Dutkiewicza był tym rodzajem artystycznego wydarzenia, kiedy udaje się wszystko i nawet pozamuzyczne okoliczności sprawiają, że taki wieczór pamięta się długie lata. Owych pozamuzycznych okoliczności pozbawieni byli niestety słuchacze naszego radia, choć i oni również mogli cieszyć się na żywo transmisją koncertu, w którym przecież nasz ukochany jazz był najważniejszy.

Artur Dutkiewicz

Artur Dutkiewicz

Artur Dutkiewicz zagrał w towarzystwie Pawła Puszczało (kontrabas) i Sebastiana Frankiewicza (perkusja). Na repertuar koncertu złożyły się znane z wielu nagrań płytowych i koncertów lidera tematy. Niezmienną cechą koncertów Artura Dutkiewicza pozostają zupełnie nieprzewidywalne, choć zawsze eleganckie i pełne muzycznej erudycji improwizacje. Oczywistym liderem był tego wieczoru pianista, jednak pozostali muzycy dzielnie wspomagali go, otrzymując również do dyspozycji sporo czasu na popisy solowe, co spotykało się z dużym uznaniem publiczności.

Paweł Puszczało

Paweł Puszczało

Jak już wspomniałem, 30 kwietnia zdarzył się cud, polegający na nadzwyczajnym zbiegu okoliczności. Nadkomplet wsłuchanych w każdą nutę słuchaczy, z których część dzielnie musiała znosić niewystarczającą ilość krzeseł, okupując przejścia, korytarz, a także balkon Pałacyku Szustra wyzwalał w muzykach wszystkie możliwe pokłady inwencji improwizacyjnych. Z kolei muzycy ciesząc się ową publicznością postanowili dać z siebie wszystko… Tak to po raz kolejny potwierdziła się zasada, że lepsza jest mniejsza sala pełna skoncentrowanej na muzyce publiczności, niż kryształowe lampy wiszące nad pustą widownią.

Sebastian Frankiewicz

Sebastian Frankiewicz

Doskonałym dopełnieniem repertuaru złożonego z improwizacji na bazie tematów znanych z poprzednich płyt Artura Dutkiewicza, w tym bazujących na tematach Czesława Niemena, czy Jimi Hendrixa, było wykonanie w trio mazurków, które w maju ukażą się na solowej płycie lidera.

Wszyscy szczęśliwcy, którzy tego wieczora znaleźli się wśród publiczności z pewnością zapamiętają oprócz wyśmienitej muzyki parne letnie powietrze wpadające przez otwarte okna, krople potu cieknące z czoła Pawła Puszczało wprost na gryf kontrabasu, grającego w otartych drzwiach Sebastiana Frankiewicza i przede wszystkim znajdującą się na wyciągnięcie ręki Wielką Muzykę. Dla ściśniętych w pierwszym rzędzie gości honorowych owe wyciągnięcie ręki nie było jedynie literacką przenośnią, a dosłownym określeniem odległości muzyków od słuchaczy.

15 kwietnia 2012

Rufus Thomas – Crazy About You Baby: The Complete 1950-1957 Recordings


Ta płyta ma dziś głównie walory edukacyjne, bowiem muzyka nieco się już dziś zestarzała. Nie znaczy to, że brzmi źle, ale to prehistoria gatunku, a jedynie kilka lat późniejsze nagrania wytwórni Stax (w której nagrywał też po 1957 roku Rufus Thomas), jak i Sun Records lepiej znoszą próbę czasu. Część nagrań umieszczonych na wydanej przez Hoo Doo Records antologii zawierającej wszystkie możliwe dziś do zlokalizowania nagrania Rufusa Thomasa z lat 1950 do 1957 powstała w tym samym budynku, w którym mieściło się legendarne studio Sama Philipsa…

Być może wielu z Was nie wie nawet kim był Rufus Thomas, a postać to dla rozwoju rock and rolla i wszelakiej muzyki młodzieżowej lat pięćdziesiątych bardzo ważna… W Stanach Zjednoczonych znają go wszyscy i kojarzą w sposób nierozerwalny z „Memphis Sound”. Część z Was być może pamięta niewielką, acz znaczącą rolę Rufusa Thomasa w filmie Jima Jarmuscha „Mystery Train”. Ja nie pamiętam, ale przeczytałem o niej w znakomicie napisanej książeczce dołączonej do płyty.

Rufus Thomas to muzyk, ale również radiowiec, showman i mentor wielu znanych wszystkim sław. To również typowy muzyk muzyków, znany i cytowany przez wielu artystów o większych niż on sam dziś nazwiskach. Ma swój bezpośredni udział w karierach wielu artystów z kręgu bluesa, R&B i soulu już od połowy lat pięćdziesiątych. Wśród nich są największe sławy – B. B. King, Bobby Blue Bland, czy Eddie Floyd. Na związki z jego muzyką i inspiracje powoływali się członkowie The Beatles, The Rolling Stones, a nawet The Who.

Rufus Thomas był jednym z nielicznych gwiazdorów R&B, którzy osiągnęli szczyt swojej popularności w wieku ponad 30 lat. Potrafił na tym szczycie pozostać, mimo bariery wieku, jaka dzieliła go od jego najwierniejszych, nastoletnich słuchaczy. Miał ponad 50 lat, kiedy nagrywał przeboje, które docierały na szczyty list R&B w rodzaju „Do The Funky Chicken”, czy „Do The Push And Pull”. To jednak późniejszy okres.

Dzisiejszy album to antologia nagrań z początków jego kariery.

Trudno nie zauważyć też siły muzycznych genów Rufusa Thomasa. Trójka jego dzieci pozostaje aktywna w branży muzycznej – Carla Thomas zaczynała z Otisem Reddingiem, a później nagrała sporo ciekawego materiału pod własnym nazwiskiem. Marvell Thomas to człowiek legenda wytwórni Stax, jeden ze współtwórców brzmienia tej wytwórni klawiszowiec i lider zespołów akompaniujących niemal wszystkim gwiazdom tej wytówni w latach jej największej świetności. Vaneese Thomas śpiewa chyba jeszcze do dziś chórki w wielu światowych produkcjach…

Zanim rozpoczęła się na dobre kariera Rufusa Thomasa – Dja i współtwórcy brzmienia Memphis, już w wieku 23 lat prowadził grupę tancerzy śpiewających scatem – Rufus And Bones. Prowadził lokalne imprezy rozrywkowe, jak mówią Amerykanie – był mistrzem ceremonii – czyli nosił dumny tytuł MC. Pierwszych nagrań dokonał w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Jego pierwsze nagrania przeszły bez echa, a dziś odnalezienie jakiegoś znośnego wznowienia graniczy z cudem. Na początku lat pięćdziesiątych podróżował po południu USA z orkiestrą Bobby Platera, w tym czasie poznał też Jima Bullieta – partnera biznesowego Sama Phillipsa i nagrywał pod pseudonimem Mr. Swing. W 1951 roku podpisał kontrakt nagraniowy z wytwórnią Chess i nagrywał dla jej w Memphis w studiu mieszczącym się w tym samym budynku, co słynne biura Sun Records.

Jak głosi legenda, pomógł dokonać pierwszych profesjonalnych nagrań B. B. Kingowi. Pewne jest natomiast, że zastąpił go na stanowisku prezentera w słynnej rozgłośni radiowej w Memphis – WDA. To była w swoim czasie najbardziej popularna stacja dla czarnej publiczności. W WDA Rufus Thomas prowadził też konkursy młodych talentów, odkrywają dla szerszej publiczności wspomnianego już B. B. Kinga, Bobby Blanda, Juniora Parkera i wielu innych. Audycję prowadził od 1951 roku niemal nieprzerwanie do 1998 roku…

W latach pięćdziesiątych zaprzyjaźnił się z Samem Phillipsem i nagrywał dla Sun Records… Jako jeden z nielicznych w tym czasie wierzył, że muzyką białych twórców rock and rolla można zainteresować czarnych słuchaczy…

Dziś większość tych nagrań brzmi archaicznie, ale największe przeboje Rufusa Thomasa z lat pięćdziesiątych, w tym niezapomniana odpowiedź na „Hound Dog” w wykonaniu Big Mamy Thornton – „Bear Cat” ciągle są przebojowe…

Warto pamiętać o Rufusie Thomasie, jako muzyku i człowieku, który całe życie poświęcił muzyce i radiu, często na przekór aktualnym trendom i rasowym urzedzeniom. Był duszą towarszystwa i jednym z największych radiowców w historii…

Rufus Thomas
Crazy About You Baby: The Complete 1950-1957 Recordings
Format: CD
Wytwórnia: Hoo Doo
Numer: 8436028696338