Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ed Thigpen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ed Thigpen. Pokaż wszystkie posty

09 listopada 2014

Oscar Peterson Trio - The London House Sessions

Trio Oscara Petersona z Rayem Brownem i Edem Thigpenem to zespół wzorcowy w swojej kategorii. Sam Oscar Peterson czuł się zresztą wyśmienicie w każdym małym zespole – nagrywał solo, w duetach – również z Rayem Brownem, ale też z gitarzystami, pianistami, czy trębaczami. To jednak właśnie zespół z Rayem Brownem i Edem Thigpenem jest również według mnie najlepszym wcieleniem geniuszu pianisty.

„The London House Sessions” to nagrania które powstały w … Chicago, latem 1961 roku w czasie serii koncertów, jakie trio dało w legendarnym nie tylko dla fanów w Chicago klubie London House. To miejsce ważne dla historii amerykańskiej muzyki już dawno nie istnieje, w czasach świetności grali jednak tam niemal wszyscy wielcy, a w szczególności pianiści. Zespół Ramseya Lewisa zaczynał swoją światową karierę jako dyżurna klubowa sekcja. Grywali tam Erroll Gardner, Bill Evans i Dave Brubeck. Latem 1961 roku grał Oscar Peterson. Koncerty były niezwykle udane, dały fanom serię płyt – „The Trio”, „The Sound Of The Trio”, „Put On A Happy Face” i „Something Warm”. Rok później zespół nagrał chyba najbardziej znaną i uważaną powszechnie za najlepszą studyjną płytę tej trójki – album „Night Train”.

Współcześnie producenci z Verve zebrali materiał koncertowy dostępny na wspomnianych 4 albumach i dodali 22 wcześniej niepublikowanych utworów tworząc złożony z 5 płyt CD zestaw „The London House Sessions”. Zestaw prezentujący trio genialne trio Oscara Petersona w najlepszej postaci. Pełen energii, wspomaganej entuzjazmem publiczności i ciągle nowego w składzie perkusisty zespół prezentuje zestaw swingujących standardów i bopowych przebojów. Ed Thigpen zastąpił w zespole gitarzystę – Herba Ellisa i mimo tego, że Herb Ellis był świetnym gitarzystą i z Oscarem Petersonem rozumiał się jak mało kto, była to dobra zmiana.

Nie potrafię wyróżnić żadnego z utworów. Wybór należy do każdego z słuchaczy, każdy wybierze te melodie, które lubi najbardziej. Tu nie ma słabszych momentów. Chwil, w których zespół pozwala soliście odpocząć, wymyślić kolejną frazę. To encyklopedia jazzowych melodii w najlepszym wydaniu. Nie rozumiem ludzi, którzy w czasie tego koncertu jedli spokojnie kolację, albo rozmawiali ze znajomymi...

Trudno przecenić prace inżynierów odpowiedzialnych za renowację dźwięku w wydaniu cyfrowym. Wykonali kawał wyśmienitej roboty. Oczywiście techniczna jakość nagrań daleka jest od dzisiejszych standardów, jednak w żadnym wypadku jakość techniczna nie przeszkadza w odbiorze muzyki. Znam współczesne płyty koncertowe nagrane gorzej. Nawet nieco więcej, niż zwykle odgłosów z sali nie przeszkadza.

Dziś nie jest łatwo kupić ten wydany niemal 20 lat temu zestaw. Z pewnością oferuje on więcej niż dostępne osobno płyty, bowiem dodane dodatkowe nagrania są równie dobrej jakości. Nie są jakimiś odnalezionymi cudownie nieudanymi studyjnymi odrzutami, które nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Z nich można ułożyć kolejne dwa, albo i trzy albumy, równie dobre jak te, które ukazały się krótko po zarejestrowaniu koncertów w London House w Chicago. Jeśli zobaczycie ten zestaw na półce w sklepie, sięgnijcie głęboko do kieszeni. Jeśli chcecie mieć jedno wydawnictwo Oscara Petersona – to będzie jeden z najlepszych wyborów.

Oscar Peterson Trio
The London House Sessions
Format: 5CD
Wytwórnia: Verve
Numer: 731453176621

07 kwietnia 2014

Oscar Peterson Trio – Canadiana Suite

Trio Oscara Petersona z Rayem Brownem i Edem Thigpenem to jedna z najlepszych jazzowych trójek świata w kategorii absolutnej. Nie mają na swoim koncie żadnej słabej płyty. Są same wyśmienite. Każda z nich zasługuje na miejsce w Kanonie Jazzu. Każda z nich pozostaje wybitna do dziś, mając nie tylko historyczne znaczenie. Przecież muzyka to nie historia i nie za zasługi wracamy do jakiejś płyty po raz kolejny.

Faktem jednak jest, że „Canadiana Suite” to w dyskografii zespołu Oscar Peterson / Ray Brown / Ed Thigpen, ale także w całej dyskografii Oscara Petersona pozycja dość wyjątkowa. Również nieco zapomniana, może za wyjątkiem rodzimego przecież dla lidera rynku kanadyjskiego. Oscar Peterson komponował przez całą swoją karierę, choć najwięcej swoich własnych utworów nagrywał w końcowych latach swojej kariery, kiedy jego koncertowe albumy wydawała wytwórnia Chesky. Przeczytałem gdzieś, niestety nie pamiętam źródła, że sam Oscar Peterson stwierdził iż zagrał już wszystkie znane melodie i teraz musi szukać kolejnych… Być może też, a raczej nawet z pewnością, nie potrafił zebrać równie wybitnego zespołu jak ten, z którym nagrał „Canadiana Suite”.

„Canadiana Suite” została nagrana w 1964 roku. Na wielu albumach z tego okresu pojawiały się pojedyncze kompozycje pianisty, tu jednak mamy do czynienia z większą formą suity napisaną specjalnie z myślą o tym nagraniu, przemyślaną i wypróbowaną z zespołem. Stworzenie Suity Kanadyjskiej zajęło Oscarowi Petersonowi ponad rok, a pomysłem było opisanie kanadyjskich krajobrazów jazzowym językiem.

Czy to się udało – nie wiem, nie byłem bowiem nigdy w Kanadzie. Faktem jest jednak, że do dziś ten album można dziś kupić od ręki w niemal każdym kanadyjskim sklepie z płytami – tam ma pozycję ważnego dokumentu historycznego i żywego (a przynajmniej grającego) dowodu na to, że Oscar Peterson był największym muzykiem, jakiego Kanada miała i raczej ta pozycja jest zupełnie niezagrożona.

Malkontenci mogą ponarzekać, że mało w tych nagraniach swingowej lekkości znanej z innych nagrań Oscara Petersona z tamtych czasów. Może to i racja, to jednak kwestia kompozycji, łączącej w zgrabny sposób tradycje jazzowe z ilustracyjną muzyką współczesną i zwyczajnie pięknymi melodiami. W dodatku wszystko wymyślone w taki sposób, żeby jedna z najlepszych jazzowych trójek świata, muzycy mający swing i bluesa we krwi odnaleźli się w tych kompozycjach bez najmniejszego problemu.

„Canadiana Suite” to album zupełnie niesłusznie zapomniany. Jest równie doskonały jak każda płyta najlepszego z zespołów Oscara Petersona. W dodatku zawiera nowe melodie, których jeszcze nie znacie…

Oscar Peterson Trio
Canadiana Suite
Format: CD
Wytwórnia: Limelight / Polygram
Numer: 042281884122

11 czerwca 2012

Oscar Peterson – Oscar Peterson Plays Porgy & Bess


Oscar Peterson to mój ulubiony pianista w kategorii absolutnej, a zespół, który tworzył przez wiele lat z Rayem Brownem I Edem Thigpenem jest prawdopodobnie najlepszym jazzowym trio wszechczasów… „Oscar Peterson Plays Porgy & Bess” to jeden z pierwszych albumów, które nagrali razem.

Już od końca lat czterdziestych Oscar Peterson grał z Rayem Brownem w duecie, później, co przyniosło serię całkiem udanych nagrań, w zespole grywali na gitarze najpierw Barney Kessel, a później Herb Ellis. W tym składzie muzycy nagrali między innymi arcydzieło, uznawane przez wielu za najdoskonalsze nagranie Oscara Petersona „At The Stratford Shakespearean Festival”. Z pewnością ta płyta znajdzie się kiedyś w naszym Kanonie.

Przyszła jednak pora na perkusistę. Muzycy, pewnie wspólnie, wybrali jednego z mało docenianych wtedy i równie mało docenianego dziś Eda Thigpena. Okazał się wymarzonym partnerem dla wyśmienicie swingujących muzyków. To właśnie swing, ten nowoczesny, oznaczający trudną do zdefiniowania lekkość rytmu, który niekoniecznie jest wyznaczany przez równe, odmierzane przez metronom jednostki czasu, stanie się już na zawsze najważniejszym elementem wszystkich nagrania tria: Oscar Peterson, Ray Brown, Ed Thigpen. Niezależnie od tempa i charakteru kompozycji. Ten sposób gry będzie próbowało skopiować i próbuje do dziś niezliczona rzesza muzyków. Nikt jednak nie potrafi tak zagrać. Nie mam tu na myśli jedynie fortepianu, ale również kontrabas Raya Browna. Już od początkowych nut „I Got Plenty o’ Nuttin’” zagranych jedynie przez kontrabas wiadomo, że będzie się działo i że mamy do czynienia z wybitnym nagraniem.

A dalej jest tylko lepiej. Niezwykła interpretacja „Summertime” – melodii tak ogranej, że doprawdy trudno tu wymyślić coś nowego. „Oh Lawd, I’m On My Way” to chwila dla Eda Thigpena, którego rola w zespole jest zwykle zdecydowanie drugoplanowa, co wcale nie oznacza, że mało ważna. W tym utworze jednak to perkusja jest najważniejsza…

„It Ain’t Necessarily So” – minimalistycznie potraktowana melodia, tempo wolniejsze niż zwykle, ale ciągle pełne swingu…  Tą melodię, podobnie jak „Summertime” Oscar Peterson grywał i nagrywał wielokrotnie, nigdy jednak nie brzmiały one tak doskonale jak na „Oscar Peterson Plays Porgy & Bess” z 1959 roku. Całą muzykę do „Porgy & Bess” Oscar Peterson nagrał jeszcze raz w 1976 roku, tym razem w duecie z Joe Passem. Ale to zupełnie inne nagranie, bowiem wtedy zagrał na klawikordzie, co nie jest łatwym zadaniem w związku z ograniczonymi możliwościami technicznymi tego pradawnego i zupełnie obcego swingowym rytmom instrumentu.

Rok 1959, pierwszy rok działania zespołu w składzie, w jakim nagrano „ Oscar Peterson Plays Porgy & Bess” był dla zespołu niezwykle pracowity. Oprócz mnóstwa koncertów powstał najpierw album „A Jazz Portrait Of Frank Sinatra”, a później, w czasie jednego z najbardziej pracowitych letnich sezonów w historii jazzu, w Universal Recorders w Chicago w ciągu 4 tygodni zespół nagrał 10 albumów z tzw. songbookami wszystkich najważniejszych jazzowych kompozytorów. Niektóre z sesji były tak owocne, że w ciągu jednej nocy powstawały dwa albumy… Później, 12 października, w czasie jednego wieczora powstał album „Oscar Peterson Plays Porgy & Bess”, kończąc rok nagraniem albumu z Benem Websterem  -„Ben Webster With Oscar Peterson Trio”… Tak się kiedyś nagrywało i co niewiarygodne, rynek był w stanie wchłonąć te wszystkie nagrania… Z pewnością kilka z tych albumów trafi do Kanonu Jazzu już niedługo…

Oscar Peterson
Oscar Peterson Plays Porgy & Bess
Format: CD
Wytwórnia: Verve / Polygram
Numer: 731451980725

03 października 2011

Oscar Peterson Trio - Night Train


Dlaczego akurat „Night Train”? Po pierwsze to nie tylko wyśmienity Oscar Peterson, ale być może najlepsze fortepianowe trio, jakie kiedykolwiek istniało.

Oscar Peterson to wybór do Kanonu Jazzu oczywisty. On właściwie przez całą swoją długą karierę nie zagrał słabej płyty. Te, które uważane są za nieco słabsze, są nimi nie dlatego, że Oscar Peterson gra gorzej. One bywają słabsze z racji na niewłaściwy dobór repertuaru, albo niezbyt dobrze wybrany skład zespołu. Gra Oscara Petersona zawsze pozostaje wyśmienita. Choć może w odniesieniu do tego muzyka nie potrafię być do końca obiektywny…

Trio Oscara Petersona z Rayem Brownem i Edem Thigpenem, to absolutnie bezkonkurencyjny przykład muzycznej synergii. Ray Brown oprócz nagrań w tym zespole uczestniczył w wielu innych ważnych nagraniach, jednak Ed Thigpen, to przede wszystkim muzyk Oscara Petersona. Bez niego z pewnością nie byłby tak znany i nie zagrałby tak wiele ważnej i wspaniałej muzyki.

Muzycy w tym składzie nagrali wiele płyt, to jednak właśnie „Night Train” jest dziełem kompletnym, najważniejszym dla ich dorobku, choć przez chwilę wahałem się, czy w tym miejscu nie powinien wystąpić zestaw „The London House Sessions” – to w obecnym wydaniu 5 płyt CD nagranych jedynie pół roku wcześniej.

Z pewnością ta płyta to nie tylko zespołowe granie. To również wyśmienite solówki – posłuchajcie choćby tego, co gra Ray Brown w utworze tytułowym – kompozycji Duke Ellingtona „Night Train” – nazywanym czasem „Happy-Go-Lucky Local”.

Warto zaopatrzyć się w którąś ze współczesnych reedycji – mają dużo lepszy dźwięk, a od 1996 roku i wydania albumu w serii Verve Master Edition, na krążku CD umieszczono również wartościowe dodatki. To ballada Cole Portera „My Hearts Belongs To Daddy”, przez wielu kojarzony z Marylin Monroe, a grywany przez największych, w tym Charlie Parker. Jest też „Volare” – rodzaj muzycznego żartu w repertuarze zespołu. W tym utworze Oscar Peterson przypomina nieco, mało wtedy jeszcze znanego Ahmada Jamala. Są też jeszcze 4 inne dodatkowe utwory.

Rozszerzone edycje, to w sumie 17 utworów, jazzowych ballad i standardów, z których tylko „Hymn To Freedom” to kompozycja napisana przez Oscara Petersona specjalnie na tą płytę. W sumie to niezły zbiór jazzowych hitów – „C-Jam Blues” Duke Ellingtona, „Georgia On My Mind”, „Bag’s Groove” Milta Jacksona, „Moten Swing” Bennie Motena i wiele innych.

Oscar Peterson gra jak natchniony, żaden z jazzowych pianistów wcześniej, ani do dziś nie swingował tak jak on. Nikt nie zagrał tak szybko i tak pewnie „C-Jam Blues”. Unikalnym talentem Oscara Petersona było techniczne komplikowanie prostych tematów w sposób zadziwiający innych pianistów, a jednocześnie nie utrudniający odbioru mniej doświadczonemu słuchaczowi. „Night Train” to przede wszystkim jazzowe standardy, nie wolno jednak zapomnieć o „Hymn To Freedom” – jedynej w podstawowym zestawie kompozycji Oscara Petersona, rozpoczynającej się w wolnym tempie granej solo przez fortepian, w której dopiero po chwili dołączają pozostali muzycy.

To też jedna z tych płyt, które można kupić bez wahania w prezencie każdemu, kto na słowo jazz reaguje niemal alergicznie. Za sprawą takich właśnie płyt jazz przestaje być nieznaną muzyką, której wielu się boi i staje się pasją ich życia. To dzieło kompletne, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno słuchacz początkujący, jak i poszukujący muzycznych ciekawostek, odbiegających od standardowych aranżacji wykonań znanych standardów, technicznych smaczków i instrumentalnej wirtuozerii.

Jazz to pojemny termin, pomyślcie, że zmieścili się w nim Art Tatum, Jerry Roll Morton, Cecil Taylor, Bill Evans, Dave Brubeck, Errol Garner, Wynton Kelly, czy Keith Jarrett. Każdy mógłby tu dopisać jeszcze parę nazwisk. Oscar Peterson wniósł wiele nowego do jazzowej pianistyki. Połączył doświadczenia tych co byli przed nim. Wszyscy pianiści, którzy rozpoczynali swoją przygodę z muzyką po nagraniu „Night Train” (rok  1962) znają tę płytę i w ich grze są bliższe lub dalsze echa geniuszu Oscara Petersona.

Oscar Peterson Trio
Night Train
Wytwórnia: Verve
Format: CD
Numer: 731452144027