Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzesimir Dębski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzesimir Dębski. Pokaż wszystkie posty

14 października 2020

String Connection – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Dla pokolenia ludzi studiujących w latach osiemdziesiątych, mojego pokolenia, String Connection to zespół legendarny. Nikt wtedy nie grał tak, jak oni. Nikt nie wyzwalał takich emocji w małych klubowych salach, jak grający swoje solówki członkowie legendarnej grupy. Może jakieś koncerty na dużych stadionach, które odbywały się już wtedy od czasu do czasu były porównywalnymi do przyjazdu do lokalnego domu kultury grupy Krzesimira Dębskiego wydarzeniami. Ale tam muzycy byli daleko i muzyka była zupełnie inna.

Nie było w zasadzie w Polsce zespołu, który potrafił tak udanie połączyć rockową energię z jazzowymi harmoniami w sposób porywający tłumy. Tak to pamiętam z lat osiemdziesiątych i kilku późniejszych okazjonalnych prób reaktywacji grupy.

Historia zespołu zaczęła się w 1981 roku w Poznaniu. Założyciel zespołu, skrzypek, a dziś również uznany kompozytor muzyki przeróżnej, Krzesimir Dębski miał już wtedy za sobą kilkuletnie jazzowe doświadczenia z grupy Warsztat i gry z Kazimierzem Jonkiszem. W Warsztacie spotkał przyszłych członków String Connection – basistę Zbigniewa Wrombla i perkusistę Krzysztofa Przybyłowicza. Zespół String Connection nie powstał jednak jako bezpośrednia kontynuacja poprzedniej formacji, bowiem pomiędzy odejściem Dębskiego z Warsztatu a założeniem String Connection upłynęło ponad dwa lata.

Historycznie pierwszy skład zespołu to oprócz Dębskiego, Wrombla i Przybyłowicza również grający na instrumentach klawiszowych Janusz Skowron. Po kilku miesiącach do składu dołączył saksofonista Andrzej Olejniczak. Zanim zespół zdążył nagrać w 1982 roku swój pierwszy album „Workoholic”, nastąpiły zmiany w składzie. Wrombla zastąpił Krzysztof Ścierański na gitarze basowej, a Przybyłowicza zastąpił na jakiś czas za bębnami Zbigniew Lewandowski. Elastyczny, często zmieniający się, choć w obrębie ograniczonej grupy muzyków skład był cechą charakterystyczną zespołu. Mocno improwizowana na scenie muzyka, oraz z czasem wprowadzenie coraz większej ilości elektronicznych instrumentów i przystawek do sprzętowych zasobów Dębskiego i Ścierańskiego umożliwiały zespołowi koncertowanie w wielu wariantach personalnych.

Pierwsze album – „Workoholic” nagrany w 1982 roku zawiera jedną z najbardziej rozpoznawalnych melodii napisanych dla zespołu przez Dębskiego – „Cantabile in H-Moll”. Utwór stał się szybko znakiem rozpoznawczym zespołu, pojawiającym się na niemal wszystkich koncertach. Na „Workoholic” gościnnie w dwóch utworach zagrał na gitarze Mirosław Michalak. Gitara miała pojawiać się od czasu do czasu zarówno w studiu, jak i na scenie razem ze stałym składem String Connection, jednak nie była niezbędna do uzyskania energii i dynamiki brzmienia, która wprawiała słuchaczy w rockową ekstazę.

W kolejnych latach zespół zebrał wiele nagród na festiwalach jazzowych w Europie, a kalendarz koncertowy zapełniony był zarówno wydarzeniami krajowymi, jak i wyjazdami na zachód i wschód, a także za Ocean do ojczyzny jazzu. W przerwach między wyjazdami zespół nagrywał kolejne albumy – „New Romantic Expectation” w 1983 roku w Szczecinie, album koncertowy nagrany w teatrze Buffo w Warszawie – „Live” w 1984 roku i „Trio” również w roku 1984. Tytuł tego ostatniego albumu jest znaczący, bowiem zespół, który powstał jako kwintet ze Skowronem i Olejniczakiem przez większość swoich najlepszych lat (dekada lat osiemdziesiątych) był w zasadzie zespołem trzyosobowym goszczącym okazjonalnie innych muzyków. To ułatwiało podróże, a szybki rozwój elektroniki umożliwiał utrzymanie potęgi brzmienia.

W 1984 roku Andrzej Olejniczak opuścił na kilka lat Polskę, a w zespole nigdy nie pojawił się na stałe żaden inny saksofonista. Mimo perturbacji personalnych, zespół w zasadzie przez całe lata osiemdziesiąte nie opuszczał estrady i studiów nagraniowych. W trudnej dla polskiego rynku muzycznego dekadzie przemian gospodarczych muzykom String Connection udało się nagrać i wydać 8 albumów w Polsce i jeden w Niemczech („Der Walzer Vom Weltende”). Wszystkie w sporych nakładach, o czym świadczy dobra współcześnie dostępność ich albumów analogowych z drugiej ręki. Zresztą niemal całą polską dyskografię zespołu udało się po latach na trzech płytach CD wydanych przez Universal pod tytułem „Dębski’s String Connection”. Jeśli jednak chcecie mieć dokładnie wszystkie dźwięki zarejestrowane przez zespół, musicie poszukać wznowień poszczególnych albumów, bowiem Universal z zupełnie niezrozumiałych przyczyn, mając zapewne licencje na wszystkie płyty, postanowił upchnąć je na trzech krążkach, wyrzucając fragmenty niektórych płyt.

Jednak to właśnie rok 1984 wydaje się być kulminacją String Connection. Jazz Jamboree, festiwal, który jak całe życie kulturalne wracał do życia po zniesieniu stanu wojennego okazał się być jedną z najlepiej obsadzonych edycji w historii imprezy. Główną atrakcją teoretycznie był Ray Charles, a dylemat, czy posłuchać Cecila Taylora w Kongresowej, czy Anthony Braxtona w Remoncie był dla garstki szczęśliwych posiadaczy biletów na oba koncerty nierozwiązywalny. Terje Rypdal, Arturo Sandoval, Ornette Coleman, Woody Shaw, a na dokładkę może rutynowy, ale jednak jak zawsze perfekcyjny występ Raya Charlesa. W tym wszystkim doskonale swoje miejsce znaleźli muzycy String Connection, prezentując projekt specjalny z udziałem wybitnego skrzypka Johna Blake’a. W opinii wielu słuchaczy to był jeden z najlepszych występów podczas tego festiwalu.

Historia String Connection to droga od klimatów w stylu elektrycznego, przebojowego Herbie Hancocka, Joe Zawinula i Weather Report w stronę czegoś, co jeszcze wtedy nie istniało – melodyjnego smooth-jazzu dla wszystkich, czyli trochę niekoniecznie dla tych, którzy na koncerty zespołu przychodzili w pierwszych latach jego działalności.

Gośćmi specjalnymi na scenie i w studiach nagraniowych byli wspomniany już John Blake, ale także gitarzysta Paweł Ścierański i Andrzej Jagodziński, który zagrał na waltorni i fortepianie na płycie „Live In Warsaw”.

Rozwój kompozytorskiej działalności lidera wiązał się z postępującym brakiem czasu na działalność zespołu, który właściwie nigdy formalnie nie zakończył działalności spotykając się od czasu do czasu na okolicznościowych koncertach. W 2011 roku ukazał się po wieloletniej przerwie album „2012”, który może stanąć na półce każdego fana zespołu obok najważniejszych jego płyt z lat osiemdziesiątych.

Dziś po wielu latach nagrania zespołu brzmią równie energetycznie, co ponad 30 lat temu, choć sięgając po płyty String Connection mam zawsze poczucie pewnego niedosytu. Mimo tego, ze zespół nagrywał dużo i starannie, jednak na żadnej z płyt moim zdaniem nie udało się uchwycić magii koncertów String Connection oglądanych na żywo, nawet na tych koncertowych.

Dziś Krzesimir Dębski jest uznanym kompozytorem muzyki współczesnej i ma na swoim koncie muzyczne ilustracje wielu filmów. Krzysztof Przybyłowicz jest profesorem perkusji w Akademii Muzycznej w Poznaniu, gdzie spotyka pewnie często Zbigniewa Wrombla, a Zbigniew Lewandowski zajmuje się działalnością edukacyjną we Wrocławiu. Andrzej Olejniczak prowadzi własny zespół i pojawia się gościnnie w kilku innych formacjach. Krzysztof Ścierański dalej gra swoje wybitne dźwięki na gitarze basowej. Janusz Skowron zmarł w 2019 roku. Fani ciągle mają nadzieję, że Krzesimir wróci do skrzypiec na dłużej i zwoła ekipę kolejny raz.

01 sierpnia 2019

String Connection - Workoholic – Polish Jazz – Kanon Polskiego Jazzu - V2

String Connection to prawdziwa legenda lat osiemdziesiątych. Wielu twierdzi, że to najlepszy polski zespół fusion wszechczasów. Byli znakomici, a czy najlepsi, to nie ma żadnego znaczenia. Niestety tej wyjątkowej energii nie udało się uchwycić na żadnym albumie zespołu nagranym od 1981 do 1988 roku – czyli w czasie działania zespołu, który później był kilkukrotnie okazjonalnie reaktywowany. Jedna z takich prób zakończyła się całkiem udaną płytą „2012”, jednak najdoskonalsze pozostają nagrania zespołu z lat osiemdziesiątych.


Szalone momentami solówki Janusza Skowrona, Krzesimira Dębskiego czy Krzysztofa Ścierańskiego nie znalazły się na żadnym z albumów. Widziałem zespół na żywo wielokrotnie i kilka z tych koncertów pamiętam do dzisiaj. String Connection koncertował dużo, grając zarówno w dużych salach, jak i w lokalnych domach kultury, mimo statusu polskiej supergrupy. Doskonały kontakt z publicznością i sceniczna energia to były ich znaki rozpoznawcze.

Za pełny, najważniejszy skład zespołu należy uznać ten, w którym nagrano „Workoholic” – pierwszy album zespołu w 1982 roku. Oprócz tej piątki, w zespole na początku grali również Krzysztof Przybyłowicz zastąpiony przez Zbigniewa Lewandowskiego i Zbigniew Wrombel zastąpiony przez Krzysztofa Ścierańskiego, który zanim dołączył do String Connection grał w innych wielkich polskich zespołach – Laboratorium i Air Condition Na koncertach pojawiał się jako gość specjalny grający na gitarze jego brat – Paweł Ścierański.

Wielu zarzucało zespołowi granie pod publiczkę i omijanie prawdziwej sztuki dla pozyskania nowych fanów, lub zbędne popisy na scenie, których liderem zawsze był Krzesimir Dębski, jeden z największych polskich skrzypków jazzowych, a to kategoria mocno obsadzona, a jak się miało wkrótce okazać, również wybitny kompozytor, nie tylko chwytliwych tematów dla jazzowego kwintetu, ale również dużo poważniejszych form muzycznych.

Po latach większość materiału nagranego przez zespół – w tym również całość muzyki z „Workoholic” zebrano na trzech płytach kompaktowych pod tytułem „Debski's String Connection” pod skrzydłami polskiego oddziału Universalu. Dla wielu młodszych fanów, którzy nie mieli okazji posłuchać zespołu na żywo w latach jego świetności to była doskonała okazja do zaopatrzenia się w dużą ilość dobrej muzyki. W latach osiemdziesiątych część albumów zespołu wydawał Polton. Spora część katalogu tej nieistniejącej od dawna wytwórni przejętej przez Warner nie była wznawiana, więc wydawnictwo Universalu pozwoliło na nowo, w cyfrowej formie cieszyć się nagraniami zespołu.

Jak już wspomniałem, String Connection należał, a właściwie należy, bowiem muzycy nadal grywają razem, do zespołów, których należy słuchać na żywo. Każdy ich koncert jest wielkim wydarzeniem. To jednak studyjny album „Workoholic” – pierwszy w ich dyskografii uważam za najbardziej reprezentatywny dla ich stylu – błyskotliwego połączenia jazzowych skrzypiec, chwytliwych melodii, odrobiny elektroniki i doskonałego zgrania całego składu. To również ten album zawiera „Cantabile In H-Moll” – ich znak rozpoznawczy, bez którego kiedyś nie mógł odbyć się żaden koncert. Często wracam również do mocno zużytego wielokrotnym odtwarzaniem i marną jakością winylu „Live In Warsaw”. Ciągle poszukuję unikalnego „Der Walzer von Weltende” wydanego przez niemiecki MPS w 1985 roku.

Dziś zespół znowu jest w trasie, a muzycy mimo upływu lat wykazują tą samą sceniczną energię i radość ze wspólnego muzykowania.

String Connection
Workoholic
Format: CD
Wytwórnia: Poljazz
Numer: 5907513047421

22 stycznia 2012

String Connection – 2012


Ta płyta tygodnia to trochę na kredyt… Dlaczego? A raczej skąd taka zdolność kredytowa…? Trochę przez sentyment do tego co zespół nagrywał niespełna 30 lat temu. Jak ten czas leci. Choć nawet w czasach swojej największej świetności zespół był zdecydowanie lepszy na koncertach, niż na płytach. Magii koncertów z połowy lat osiemdziesiątych nie udało się nigdy na płytach uchwycić. Ale kto był wtedy na koncercie choć raz, o zespole już nigdy nie zapomni.

Trochę też dlatego, że to pierwsza płyta z 2012 roku, czyli najbardziej nowa z nowości. Choć nie do końca, bo poza tytułem wszystkie inne daty na płycie to rok 2011, łącznie z datą wydania. Być może płyta miała się ukazać pod koniec ubiegłego roku, ale coś się opóźniło.

Trochę dlatego, że z definicji, ale to już zupełnie subiektywne, każde fusion zawierające skrzypce jest lepsze od tego bez skrzypiec. Dlatego też do najlepszych fragmentów tej płyty należy zaliczyć te, w których skrzypce Krzesimira Dębskiego się pojawiają.

Dla kogo jest zatem płyta „2012”? Z pewnością w pierwszej kolejności dla tych, którzy lata świetności zespołu pamiętają. Być może dlatego jest właśnie taka jaka jest. Nieco bardziej uporządkowana, z pewnością mniej szalona, niż te pierwsze. Elegancka i nieco bardziej uniwersalna, mniej ekstremalna. Czyż nie tego oczekuje dziś w swojej większości pokolenie młodych fanów zespołu , teraz starsze o 30 lat? Czy większość z nas nie słucha dziś nieco innej muzyki niż wtedy?

Z pewnością „2012” to doskonałe kompozycje (w większości Krzesimira Dębskiego) i precyzyjnie rozpisane na głosy partie solowe. Może w tym dzisiejszym fusion więcej muzyki ilustracyjnej, niż rockowego pazura i jazzowych harmonii. Z pewnością to świadoma decyzja zespołu. Nie tylko podjęta w związku z upływem lat, ale też doskonale wykonana.

Na szczególną uwagę zasługuje gra Andrzeja Olejniczaka, który ma dziś zdecydowanie bardziej pewny ton. Pozostali członkowie zespołu grają równie dobrze jak przed laty, za wyjątkiem Andrzeja Olejniczaka, który jest jeszcze lepszy i Krzesimira Dębskiego, który gra niestety mniej niż kiedyś. Za to z pewnością komponuje i aranżuje lepiej.

Może też trochę brakuje na płycie gitary, w czasach świetności skład zespołu często był o ten instrument uzupełniany (w roli gitarzysty chyba najlepiej sprawdzał się na koncertach Paweł Ścierański).

Pewnie od String Connection większość z nas oczekuje więcej niż oferuje „2012”, ale to dobra płyta, spróbujcie jej posłuchać bez całego bagażu wspomnień z przeszłości. Spróbujcie też nie zauważyć dwu utworów zaśpiewanych przez Annę Jurksztowicz, one do jazzowej płyty nie pasują, a w konwencji festiwalowo – rozrywkowej być może mogłyby być przebojami, ale mnie o to nie pytajcie, bo takich rzeczy nie słucham.

Dlaczego więc mimo tych wszystkich wątpliwości to płyta warta uwagi? To dobrze zrealizowana, dobrze skomponowana i świetnie zagrana przez zgrany zespół muzyka. Jeśli przyjrzeć się tej płycie bliżej, dojdziemy do wniosku, że zespół przyzwyczaił nas od nieco innego, bardziej rockowego grania i być może takiej płyty oczekiwaliśmy.

Za każdy z wymienionych na początku powodów przysługuje dodatkowa umowna gwiazdka na kredyt, więc w sumie uzbierało się na zasłużoną płytę tygodnia, choć następna powinna być lepsza i jestem pewien, że może taka być.

String Connection
2012
Format: CD
Wytwórnia: Polskie Radio
Numer: 5907812244194

19 września 2010

String Connection - Workoholic

Kilka tygodni temu wyprzedaż skłoniła mnie do kupienia wersji CD płyty Workoholic. W latach swojej świetności String Connection był jednym z największych atrakcji koncertowych polskich klubów. Niestety te nagrania mocno się zestarzały…

Mam dużą słabość do jazzowych skrzypiec, a Krzesimir Dębski był swego czasu wielkim skrzypkiem zanim postanowił zostać przeciętnym nawiedzonym kompozytorem. To strata dla muzyki.

Płyta Workoholic jest w sumie typową produkcją String Connection w klasycznym składzie. Od razu muszę zdradzić, że moją ulubioną płytą zespołu jest Live In Warsaw, po pierwsze dlatego, że to płyta koncertowa, a po drugie – jakby więcej tam skrzypiec niż na innych płytach zespołu.

Dzisiejszą płytę mam od czasu jej wydania w wersji analogowej, ale jakoś od wielu lat po nią nie sięgałem. Przez przypadek więc posiadam analog w nienagannym stanie, co w przypadku tłoczeń z tamtych lat nie jest częste, podły winyl jakoś szybciej się zużywa, a i brzmi nienajlepiej. Do wersji CD właściwie nie można się przyczepić, brzmi poprawnie, choć znowu jak większość polskich płyt z tego okresu, muzyki słuchamy przez kotarę.

Trochę z takim nastawieniem, że większość fusion z lat osiemdziesiątych to była muzyka chwili, coś w rodzaju wina, które należy wypić w ciągu kilku lat po jego wyprodukowaniu, sięgnąłem po tą płytę.

I niestety miałem rację, String Connection nie starzeje się dobrze… Nadal będę bronił każdej nuty zagranej przez Dębskiego. Niestety tutaj jest ich mało. Ciągle uważam, że Janusz Skowron ze swoimi unikalnymi barwami instrumentów klawiszowych jest muzykiem ponadczasowym i nie starzeje się tak jak cały zespól. Niektóre kompozycje są niezłe. Mnie na Workoholic podobają się szczególnie Kill The Raven i Primary, obie Janusza Skowrona.

Gościnny udział w nagraniu tej płyty Mirosława Michalika na gitarze (w dwóch utworach) i Zdzisława Środy na puzonie (w jednym nagraniu) właściwie nic w obrazie muzyki nie zmienia.

A pozostali muzycy ? Krzysztof Ścierański zawsze w tym składzie rozwijał skrzydła dopiero na koncertach. Zbigniew Lewandowski moim zdaniem gra zbyt schematycznie, a Andrzej Olejniczak nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jego gra jest poprawna, jednak nie ma własnego stylu, czegokolwiek, co można zapamiętać z tej płyty.

Zdjęcia pochodzą z okazjonalnego występu zespołu w 1998 roku w Warszawie.








String Connection
Workoholic
Format: CD
Wytwórnia: Poljazz
Numer: 5907513047421