Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polish Jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polish Jazz. Pokaż wszystkie posty

01 sierpnia 2019

String Connection - Workoholic – Polish Jazz – Kanon Polskiego Jazzu - V2

String Connection to prawdziwa legenda lat osiemdziesiątych. Wielu twierdzi, że to najlepszy polski zespół fusion wszechczasów. Byli znakomici, a czy najlepsi, to nie ma żadnego znaczenia. Niestety tej wyjątkowej energii nie udało się uchwycić na żadnym albumie zespołu nagranym od 1981 do 1988 roku – czyli w czasie działania zespołu, który później był kilkukrotnie okazjonalnie reaktywowany. Jedna z takich prób zakończyła się całkiem udaną płytą „2012”, jednak najdoskonalsze pozostają nagrania zespołu z lat osiemdziesiątych.


Szalone momentami solówki Janusza Skowrona, Krzesimira Dębskiego czy Krzysztofa Ścierańskiego nie znalazły się na żadnym z albumów. Widziałem zespół na żywo wielokrotnie i kilka z tych koncertów pamiętam do dzisiaj. String Connection koncertował dużo, grając zarówno w dużych salach, jak i w lokalnych domach kultury, mimo statusu polskiej supergrupy. Doskonały kontakt z publicznością i sceniczna energia to były ich znaki rozpoznawcze.

Za pełny, najważniejszy skład zespołu należy uznać ten, w którym nagrano „Workoholic” – pierwszy album zespołu w 1982 roku. Oprócz tej piątki, w zespole na początku grali również Krzysztof Przybyłowicz zastąpiony przez Zbigniewa Lewandowskiego i Zbigniew Wrombel zastąpiony przez Krzysztofa Ścierańskiego, który zanim dołączył do String Connection grał w innych wielkich polskich zespołach – Laboratorium i Air Condition Na koncertach pojawiał się jako gość specjalny grający na gitarze jego brat – Paweł Ścierański.

Wielu zarzucało zespołowi granie pod publiczkę i omijanie prawdziwej sztuki dla pozyskania nowych fanów, lub zbędne popisy na scenie, których liderem zawsze był Krzesimir Dębski, jeden z największych polskich skrzypków jazzowych, a to kategoria mocno obsadzona, a jak się miało wkrótce okazać, również wybitny kompozytor, nie tylko chwytliwych tematów dla jazzowego kwintetu, ale również dużo poważniejszych form muzycznych.

Po latach większość materiału nagranego przez zespół – w tym również całość muzyki z „Workoholic” zebrano na trzech płytach kompaktowych pod tytułem „Debski's String Connection” pod skrzydłami polskiego oddziału Universalu. Dla wielu młodszych fanów, którzy nie mieli okazji posłuchać zespołu na żywo w latach jego świetności to była doskonała okazja do zaopatrzenia się w dużą ilość dobrej muzyki. W latach osiemdziesiątych część albumów zespołu wydawał Polton. Spora część katalogu tej nieistniejącej od dawna wytwórni przejętej przez Warner nie była wznawiana, więc wydawnictwo Universalu pozwoliło na nowo, w cyfrowej formie cieszyć się nagraniami zespołu.

Jak już wspomniałem, String Connection należał, a właściwie należy, bowiem muzycy nadal grywają razem, do zespołów, których należy słuchać na żywo. Każdy ich koncert jest wielkim wydarzeniem. To jednak studyjny album „Workoholic” – pierwszy w ich dyskografii uważam za najbardziej reprezentatywny dla ich stylu – błyskotliwego połączenia jazzowych skrzypiec, chwytliwych melodii, odrobiny elektroniki i doskonałego zgrania całego składu. To również ten album zawiera „Cantabile In H-Moll” – ich znak rozpoznawczy, bez którego kiedyś nie mógł odbyć się żaden koncert. Często wracam również do mocno zużytego wielokrotnym odtwarzaniem i marną jakością winylu „Live In Warsaw”. Ciągle poszukuję unikalnego „Der Walzer von Weltende” wydanego przez niemiecki MPS w 1985 roku.

Dziś zespół znowu jest w trasie, a muzycy mimo upływu lat wykazują tą samą sceniczną energię i radość ze wspólnego muzykowania.

String Connection
Workoholic
Format: CD
Wytwórnia: Poljazz
Numer: 5907513047421

31 lipca 2019

Marek Bliziński – Wave– Polish Jazz – Kanon Polskiego Jazzu - V2

W naszym radiowym Kanonie polski jazz reprezentowany jest godnie i należycie, z pewnością jednak skompletowanie 20 najciekawszych i jednocześnie reprezentatywnych dla całej polskiej sceny jazzowej na przestrzeni dziejów gatunku płyt jest zadaniem ciekawym i całkiem niełatwym. Nietrudno znaleźć całkiem sporo doskonałym albumów. Dla fanów każdego z naszych wielkich muzyków wyzwaniem będzie wybranie najciekawszej płyty z dorobku ulubionego artysty i odrzucenie innych, tak, żeby zrobić miejsce dla pozostałych równie ważnych historycznie i artystycznie postaci. Każda z takich list układanych wielokrotnie różni się od innych, podobnie jak osobiste preferencje każdego słuchacza.


Na polskich listach przebojów jazzowych są oczywiście pozycje zupełnie bezdyskusyjne. Trudno wyobrazić sobie polski jazzowy top wszechczasów bez takich pozycji jak „Astigmatic” Krzysztofa Komedy, „Winobranie” Zbigniewa Namysłowskiego, czy „Time Killers” Wojciecha Karolaka, Tomasza Szukalskiego i Czesława Bartkowskiego. Ja przynajmniej takich zestawień nie spotkałem, oczywiście oprócz tych, które czynią niesłuszne założenie, że polski jazz zaczął się od Miłości, no może w zamierzchłych czasach od Young Power.

Oczywiście z czasem te najstarsze albumy trochę się starzeją, warto jednak do nich wracać, a także rozumieć, że nawet jeśli młodzi muzycy nie słuchają często starszych mistrzów, to muzyka ewoluuje w naturalny sposób i w każdym nowoczesnym graniu jest zawsze odrobina tradycji i doświadczeń starszych pokoleń muzyków.

W ciągu najbliższych 20 tygodni zamierzam przedstawić na antenie naszą redakcyjną listę 20, być może 25 najważniejszych polskich płyt jazzowych, w ramach projektu, nazwanego w dość oczywisty sposób Polish Jazz. Listy wybranych albumów nie uda się oczywiście do końca utrzymać w tajemnicy. To jednak nie będzie lista przebojów, nie będzie tu miejsca pierwszego, bo nie może też być wśród arcydzieł gatunku miejsca ostatniego. Poza tym wszystko, co podkreślam po raz kolejny, zależy od muzycznych preferencji.

Wśród naszych wyborów znajdziecie zarówno pozycje absolutnie oczekiwane, jak wspomniane już „Astigmatic”, „Winobranie”, czy „Time Killers”. Będzie też kilka pozycji mniej znanych, ale równie ważnych i muzycznie interesujących. Dlatego właśnie, żeby nie zaczynać zestawienia, tak jak większość podobnych, od „Astigmatic”, chciałbym zacząć od „Wave” Marka Blizińskiego, albumu, który znalazł się całkiem niedawno w naszym światowym Kanonie Jazzu, a który z pewnością również mieści się w moim i naszym redakcyjnym TOP 25 jazzu polskiego, pozostając jednak dla wielu, szczególnie młodszych słuchaczy pewną niespodzianką, co wiem po komentarzach do tego albumu, które pojawiały się po jego przedstawieniu w Kanonie światowym.

Marek Bliziński był i jest jedną z legendarnych postaci polskiego jazzu. Dziś mimo niezwykle ilościowo skromnego dorobku nagraniowego ciągle uważany jest za jednego z najważniejszych polskich gitarzystów. Album „Wave” stanowi w zasadzie jego jedyny autorski projekt.

Dyskografię Marka Blizińskiego uzupełnia kilka stricte jazzowych albumów nagranych z Januszem Muniakiem i Janem Ptaszynem Wróblewskim i całkiem dziś zapomniana płyta „Constellation” Ryszarda Szeremety. Fani mogą do tego dołożyć archiwalia zespołu Czterech i ciekawe nagrania grupy Bemibek oraz solówki zagrane na płytach Ewy Bem i Maryli Rodowicz.

„Wave” jest jedynym solowym albumem Marka Blizińskiego, który w latach osiemdziesiątych rywalizował o tytuł najciekawszego polskiego gitarzysty z Jarosławem Śmietaną. Rozwój jego talentu przerwała choroba, która doprowadziła do przedwczesnej śmierci w 1989 roku.

Według zgodnie brzmiących wspomnień tych, którzy z nim współpracowali, był perfekcjonistą. Z brzmienia genialnego albumu „Wave” nie był zadowolony. Rozpoczął budowę własnego studia nagraniowego, chcąc mieć pełną kontrolę nad brzmieniem swoich kolejnych produkcji. Po nagraniu debiutanckiego albumu współpracował z grupą Air Condition Zbigniewa Namysłowskiego i chcąc zebrać fundusze niezbędne do budowy wymarzonego studia, pływał na statkach wycieczkowych. To właśnie podróże spowodowały najprawdopodobniej pogorszenie jego stanu zdrowia, bowiem po podobno udanej operacji raka skóry lekarze zalecili mu spokojny tryb życia i unikanie słońca. To nie było możliwe na statkach pływających po karaibskich wyspach. Jego podręcznik „Gitara jazzowa” do dziś jest poszukiwaną przez początkujących gitarzystów i uznaną publikacją.

„Wave” zawiera melodie grywane często przez tych gitarzystów, których muzyka inspirowała Marka Blizińskiego. Uwielbiał klasyków jazzowej gitary – Jima Halla, Wesa Montgomery i Joe Passa. Sam dużo komponował, jednak na swojej pierwszej i jak się miało później okazać ostatniej płycie postanowił sięgnąć do jazzowych klasyków. Z dwu sekcji rytmicznych towarzyszących gitarzyście zdecydowanie lepiej wypadają nagrania dokonane w towarzystwie Zbigniewa Wegehaupta i Czesława Bartkowskiego. Jednak nawet niekoniecznie genialna w klasycznym swingującym repertuarze sekcja złożona z Pawła Jarzębskiego i Janusza Stefańskiego nie przeszkadza w prezentacji niezwykłego talentu Marka Blizińskiego.

Genialne wyczucie jazzowej frazy, swoboda improwizacyjna i doskonała artykulacja osiągnięta dzięki niekończącym się ćwiczeniom wyróżniają wszystkie nagrania Marka Blizińskiego. Wrażliwość, wiedza, inwencja i pomysłowość – to wszystko zawarł na swojej jedynej autorskiej płycie – Wave”, albumie, który jest jedną z najważniejszych polskich jazzowych płyt wszechczasów, nawet jeśli miał być tylko początkiem.

Marek Bliziński
Wave
Format: CD
Wytwórnia: Poljazz
Numer: 5907513047827