Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norah Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norah Jones. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2020

I’ll Be Your Baby Tonight – CoverToCover Vol. 96

Jakim cudem piosenka „I’ll Be Your Baby Tonight” wyszła spod pióra Boba Dylana w czasie, kiedy przygotowywał album „John Wesley Harding”, który miał przypominać postać Wesleya Hardina (skąd błąd w nazwisku też nie wiem, z pewnością nie jest przypadkowy, może być kolejną tajemniczą szaradą Dylana, albo zwyczajnie wynikać z jakiś przyczyn natury prawnej) wiedzieć może chyba tylko Sara Lownds, jego ówczesna żona, bo z pewnością ten tekst jest napisany dla niej. To jedna z niewielu prostych piosenek pop o miłości, jaką kiedykolwiek napisał Bob Dylan. Te o trudach miłości, też zresztą o Sarze, produkował kilka lat później w większej ilości.

Analiza każdego, nawet tak prostego tekstu Dylana, to materiał na poważną pracę naukową, więc pozostawię dociekanie dlaczego kiedy tekst potrzebował ptaka, znalazł się tam akurat mockingbird (przedrzeźniacz, raczej północny, bo tylko ten zdaje się występuje na kontynencie amerykańskim) pozostawię specjalistom.

Być może prywatne życie Dylana w 1967 roku potrzebowało publicznego manifestu w postaci „I’ll Be Your Baby Tonight”, a może raczej ciemna i ponura wymowa ważnych tekstów z „John Wesley Harding” potrzebowała czegoś bardziej komercyjnego i zdatnego do wydania na singlu? Faktem jest, że utwór po raz pierwszy wykonany na słynnym koncercie na wyspie Wight w sierpniu 1969 roku przetrwał w repertuarze Dylana znacznie dłużej niż związek z jego pierwszą żoną. Może więc to zupełnie nie jest o Sarze, tylko o kimś, albo czymś zupełnie innym, a może to tylko ocieplacz wizerunku albumu?

Utwór nie ukazał się na singlu, a z płyty raczej bardziej pamiętane są inne utwory – klasyczny dziś „All Along The Watchtower”, czy często grywany „I Dreamed I Saw St. Augustine”. Album zawiera dwie piosenki o miłości – ta druga, to zapomniany dziś utwór „Down Along the Cove”, nieco mniej udany.

Nawet jeśli „I’ll Be Your Baby Tonight” nie pasuje do Dylana i do albumu „John Wesley Harding”, to z pewnością spodobał się innym wykonawcom, zarówno takim, którzy często sięgali po utwory Dylana, jak i tym, którzy nie lubili zaangażowanych tekstów, ale cenili dobre piosenki o miłości. Wśród wykonawców piosenki szybko znaleźli się Jose Feliciano, Linda Rondstadt, Emmylou Harris, The Hollies, Maria Muldaur i Ramblin’ Jack Elliott. To jednak etatowi wykonawcy klasyków Dylana. Wśród innych, którzy w życiu nie zaśpiewaliby politycznych tekstów Dylana, znaleźli się Engelbert Humperdinck i Kriss Kristofferson. W 1971 roku piosenkę śpiewała Urszula Sipińska. Światowy hit z tego utworu w 1990 roku zrobił Robert Palmer, jednak nikt nie zaśpiewał tej piosenki tak pięknie jak Nora Jones. Jej nagranie ukazało się na singlu w 2002 roku i do dziś nigdy nie znalazło się na jej oficjalnym albumie (jeśli nie liczyć piekielnie drogiego winylowego boxu „The Vinyl Collection”). Jak dla mnie przebiła nawet Dylana, choć ciągle uważam, że nigdy nie udźwignęła ciężaru nagrania dobrej płyty w całości.

Utwór: I’ll Be Your Baby Tonight
Album: John Wesley Harding
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1967
Numer: 5099751234760
Skład: Bob Dylan – g, voc, Pete Drake – pedal steel, Charlie McCoy – bg, Kenneth A. Buttrey – dr.

Utwór: I’ll Be Your Baby Tonight
Album: Feelin' the Same Way
Wykonawca: Norah Jones
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 2002
Numer: 724355131423
Skład: Norah Jones – voc, p, Kevin Breit – g, Rob Burger – acc, Lee Alexander – b, Brian Blade – dr.

28 września 2011

Willie Nelson And Wynton Marsalis Featuring Norah Jones - Here We Go Again: Celebrating The Genius Of Ray Charles


W zeszłym roku w wakacje pisałem o płycie Willie Nelsona i Wyntona Marsalisa – „Two Man With The Blues”. Tekst znajdziecie tutaj:


Ta płyta podobała mi się wtedy i podoba mi się teraz, od czasu do czasu sięgam po nią w radiu, słuchałem jej też kilka razy w domu w ciągu ostatniego roku. To dużo jak na taką płytę. Od czasu jej wydania Wynton Marsalis wyprodukował już dwie inne. Na obie sam się nie zdecydowałem, obie dostałem w prezencie. Dzisiejszy album czekał trochę na półce z nowościmi na swoje pierwsze słuchanie. Kiedy po raz kolejny chciałem sięgnąć po „Two Man With The Blues”… Postanowiłem sięgnąć po „Here We Go Again: Celebrating The Music Of Ray Charles”. W kolejce czeka jeszcze całkiem świeży album „Wynton Marsalis And Eric Clapton Plays The Blues”. No cóż, jak Wynton Marsalis się za coś weźmie, to z pewnością pieniędzy na nagrania i na reklamę mu nie zabraknie. Chętni na koncerty też się znajdą, bo większość wydarzeń w Lincoln Center to też wydarzenia kulturalno-towarzyskie, a nie tylko muzycznej.

„Here We Go Again: Celebrating The Music Of Ray Charles” – no cóż, chciałoby się powiedzieć: Dlaczego nam to zrobiliście. Here We Go Again… Why??? Pierwszy pomysł na współpracę z Willie Nelsonem był dla Wyntona Marsalisa udany. Tym razem wyszło łaskawie mówiąc nie bardzo…

Ideą albumu było przypomnienie repertuaru Raya Charlesa. Może to jeszcze ciągle moda na takie albumy po śmierci Raya Charlesa, a może rzeczywista fascynacja… Chyba jednak Wyntona, bo Willie Nelsona o to nie podejrzewam. Tak zmasakrowanego Raya Charlesa nie słyszałem już dawno. Albumów wspominkowych ukazało się przecież co najmniej kilka ważnych, z których najbardziej oryginalny i ciekawy muzycznie nagrał John Scofield: "That's What I Say: John Scofield Plays The Music of Ray Charles"
  
Niezależnie jednak od konkurencji, która podnosi wysoko poprzeczkę, to ten album jest zwyczajnie słaby i nierówny. Brak w nim bluesowej energii i pulsu znanego z oryginalnych nagrań Raya Charlesa. Willie Nelson to muzyk z zupełnie innego świata, a sam Wynton Marsalis też mistrzem bluesa nie jest…

No i się nie udało. Z albumu wieje nudą i banałem. Każdy z utworów, a wybrano same wielkie przeboje, ma wiele ciekawszych wersji w innych wykonaniach, w szczególności oczywiście oryginały Raya Charlesa.  Na fortepianie niemrawo gra Dan Nimmer (muzyk zupełnie mi nieznany). To właściwie on rozkłada cały album na łopatki. Czy może powstać ciekawa wersja „Unchain My Heart”, czy „Hit The Road, Jack” bez solidnego fortepianu? Te melodie w wykonaniu zespołu Wyntona Marsalisa są martwe, ani razu noga nie zaczęła wystukiwać rytmu. Śpiewać próbują Willie Nelson, Wynton Marsalis i Norah Jones…

Poszukajmy zatem jakiś lepszych fragmentów na słabej płycie… Prawdopodobnie rację miał ten, kto decydował o kolejności utworów na płycie. Jej otwarcie w postaci „Hallelujah I Love Her So” w którym gitara Willie Nelsona broni się, choć i tak to cień dobrych wykonań, brak tu muzycznej energii, ale to jeden z lepszych utworów na płycie. Dopisanie do utworu w nawiasie, że to Gospel, albo Swing nie sprawi w żaden magiczny sposób, że ten swing pojawi się pomiędzy nutami… To trzeba zagrać, a nie tylko napisać. Bronią się nieźle duety Willie Nelsona i Norah Jones w „Cryin’ Time” i „Here We Go Again”.

„Come Rain Or Come Shine” – tu w roli wokalistki występuje również Norah Jones. Ona jest jak zwykle ciekawsza na tej płycie w roli gościa, niż na wszystkich swoich własnych. I to jej głos jest najlepszym elementem całego albumu. Aranżacja i solówka Wyntona Marsalisa pasują do kasyna w Las Vegas… Glos Norah Jones też by się tam odnalazł, jednak w jej wypadku to zmysłowy i intymny styl, który jej pasuje. Wyntona szkoda na takie granie, a dla Willie Nelsona to wstyd.

„Unchain My Heart” śpiewa Willie Nelson… I to wystarcza za recenzję. To nie jest jego styl. Mętne riffy instrumentów dętych i beznamiętny wokal. „Hit The Road Jack” – szkoda słów, choć to najlepsza solówka Wyntona Marsalisa na całej płycie, jednak zupełnie nie w klimacie tej kompozycji.

Boję się dotknąć „Wynton Marsalis And Eric Clapton Plays The Blues”. Nie chałbym być złym prorokiem, ale nie spodziewam się po tej płycie wiele, szczególnie po tym, jak Eric Clapton zagrał „Autumn Leaves” na płycie „Clapton”. Tam też gdzieś w tle, zupełnie bezbarwny pojawiał się Wynton Marsalis. O płycie przeczytacie tutaj:


A już tak na koniec. Proponuję wymienić skład. Zamiast Wyntona Marsalisa niech zagra na przykład Nicholas Payton. Na gitarze John Scofield. Zaśpiewać mógłby Robert Plant. Na fortepianie każdy dobry muzyk zagrałby lepiej niż Dan Nummer. Ale ja proponuję Larry Goldingsa, albo Joeya DeFrancesco. Na fortepianie, albo na Hammondzie… Basowy puls pomoże. Norah Jones może zostać. Ona jest na tej płycie najlepsza… A reszcie chyba się nie chciało.

Willie Nelson And Wynton Marsalis featuring Norah Jones
Here We Go Again: Celebrating The Music Of Ray Charles
Wytwórnia: Blue Note
Format: CD
Numer:5099909638822

16 czerwca 2011

Simple Songs Vol. 16

Wczoraj bohaterem audycji był Bob Dylan. Jednak nie wystąpił w roli wokalisty, ani gitarzysty. Bob Dylan to przede wszystkim wielki poeta i całkiem niezły kompozytor, więc jego utwory nagrywało wielu jazzowych wokalistów i wokalistek. Zacząć jednak wypada od odrobiny podsumowania, bowiem od ostatniej audycji upłynęły dwa tygodnie, a działo się w tym czasie wiele. W niedzielę, 5 czerwca odbył się w Warszawie wyśmienity koncert Wasa Swing Festival. Więcej o tym wydarzeniu przeczytacie w lipcowym wydaniu JazzPRESSu. Tam też przeczytacie skrót prawie dwugodzinnej rozmowy, jaką przeprowadziłem z Tootsem Thielemansem. A już teraz światowa premiera czegoś co udało mi się zarejestrować w czasie wspomnianej rozmowy…

* Toots Thielemans For RadioJAZZ.FM

Niezwykła to była dla mnie rozmowa, więcej o niej z pewnością jeszcze usłyszycie.

8 czerwca, we środę, zamiast poprowadzić cotygodniowe Simple Songs spędziłem wieczór w towarzystwie tych z Was, którzy mogli na nasze coroczne spotkanie przybyć. Było wiele dobrej muzyki w wykonaniu redakcyjnych kolegów i jeszcze więcej ciekawych rozmów.

A teraz wypada rozpocząć przygodę z Bobem Dylanem na jazzowo. Zacznijmy więc od Niny Simone i jej wersji „The Ballad Of Hollis Brown”.  Nina Simone zarejestrowała ten utwór w maju 1965 roku w towarzystwie swojego stałego zespołu, czyli między innymi Ala Schackmana i Rudy Stevensona grających na gitarze. To jednak przede wszystkim głos Niny Simone. Nagranie zostało wydane na płycie Niny Simone „Let It All Out”. Oryginał to oczywiście nagranie z 1962 roku z płyty „The Times They Are A-Changin’”

* Nina Simone – The Ballad Of Hollis Brown – Let It All Out

Teraz może coś instrumentalnego… Joshua Redman z płyty „Timeless Tales (For Changing Places)” – tytułowe nagranie z wywołanej już, chronologicznie trzeciej płyty Boba Dylana.  Nagranie pochodzi z 1998 roku. Oprócz Joshua Redmana zagrają Brad Meldhau na fortepianie, Larry Grenadier na kontrabasie i Brian Blade na perkusji. Cała płyta wypełniona jest jazzowmi interpretacjami znanych kompozycji, w tym The Beatles, Stevie Wondera, Prince’a czy Joni Mitchell. Ale my dziś o Bobie Dylanie…

* Joshua Redman – The Times They Are A-Changin’ – Timeless Tales (For Changing Places)

Wczoraj w samochodzie towarzyszyła mi płyta, która musiała znaleźć się tego dnia ze mną. To wyśmienita polska interpretacja tekstów Boba Dylana. Świetne tłumaczenia, jazzowe aranżacje członków zespołu VooVoo. To Martyna Jakubowicz i album „Tylko Dylan”. Jest w tej płycie coś magicznego…

Kolejny wynalazek, to artystka o której nie wiem wiele – Susheela Raman,  jej jedyna płyta, którą posiadam to album „33 1/3” wydany w 2007 roku. Głos całkiem ciekawy, w jej wykonaniu usłyszymy nieco ugrzecznioną wersję „Like A Rolling Stone”. Wsłuchajcie się jednak uważnie, to wyśmienity i zupełnie nieznany głos z Wielkiej Brytanii.

* Susheela Raman  –Like A Rolling Stone – 33 1/3

Teraz będzie ciekawostka – kompozycja Boba Dylana i Dany O’Keefe’a „Well, Well, Well” nigdy nie nagrana przez samego Boba Dylana. Tym razem posłuchamy nagrania koncertowego – Ben Harper i The Blind Boys Of Alabama z płyty „Live At The Apollo”

* Ben Harper & The Blind Boys Of Alabama – Well Well Well – Live At The Apollo

W poszukiwaniu śladów kompozycji Boba Dylana sięgnijmy do mocno nierównej płyty Herbie Hancocka „The Imagine Project”. Tam znajdziemy jeden z klasyków – „The Times They Are A-Changin’”. Słyszeliśmy wersję instrumentalną w wykonaniu Joshuy Redmana. Teraz będzie wystawna aranżacja z udziałem wielu gwiazd nie tylko jazzowych. Na fortepianie zagra Herbie Hancock, będzie też Toumani Diabate grający na korze, Manu Katche na perkusji, no i zespół The Chieftans. Zaśpiewa Lisa Hannigan.

* Herbie Hancock feat. The Chieftans, Toumani Diabate & Lisa Hannigan – The Times They Are A-Changin’  – The Imagine Project

Teraz będzie kompozycja z płyty „John Wesley Harding”  - to album z tych nieco zapomnianych zapewne przez początkujących fanów artysty (dla przypomnienia, to album z roku 1974). To właśnie z tej płyty pochodzi jeden z klasyków Dylana – „All Along The Watchtower”. Ten utwór jest często grany i nagrywany nie tylko przez bluesmanów, ale także przez muzyków jazzowych o bluesowych korzeniach, a także tych, którzy poruszają się w stylistyce jazz-rockowej. To będzie jedno z ciekawszych narań koncertowych – to będzie nieodżałowany Hiram Bullock w towarzystwie Willa Lee (gitara basowa) i Clinta De Ganona (perkusja). Nagranie pochodzi z płyty „Manny’s Car Wash”

* Hiram Bullock – All Along The Watchtower – Manny’s Car Wash

Bob Dylan to przede wszystkim teksty. Wiele razy pisałem i mówiłem, ale wykorzystuję każdą okazję, żeby o tym powiedzieć… Fakt, że Bob Dylan nie dostał jeszcze literackiego Nobla jest kompromitacją tej nagrody. Paru laureatów z ostatnich lat razem wziętych nie napisało tak wielu tak ważnych rzeczy jak Bob Dylan tylko na swoich kilku najwcześniejszych płytach. A przecież potem jego warsztat literacki staje się jeszcze bardziej wyrafinowany.

Przeglądając swoje regały z płytami w poszukiwaniu dylanowych ciekawostek dostrzegłem prawidłowość, której wcześniej jakoś dziwnie nie dostrzegałem. Wśród wokalnych interpretacji jego kompozycji, nawet licząc te na wskroś bluesowe wersje „All Along The Watchtower”, czy „Like A Rolling Stone” przeważają głosy kobiece i to wcale nie te jakoś szczególnie wojujące i agresywne. Poczynając od mało jazzowych Joan Baez i Odetty, a na zupełnie ortodoksyjnie jazzowej Cassandrze Wilson skończywszy. Cassandra, która już za kilka dni zaśpiewa w Warszawie, nie zmieściła się w audycji, choć jej nagrania były przygotowane. Nie mogę darować sobie wyśmienitej urody nagrania, jednego prawdopodobnie z najlepszych, jakie ma w dorobku gwiazdka country nieco niesłusznie lansowana przez Blue Note na wokalistkę jazzową. Mowa o Norah Jones. Osobiście jakoś mnie nie przekonuje, jednak na jednym z singli umieściła kompozycję Boba Dylana „I’ll Be Your Baby Tonight”. I w tym akurat nagraniu przekonuje mnie całkowicie… To kolejna kompozycja z „John Wesley Harding”. Na perkusji znowu zagra Brian Blade, który jakoś tak zjawia się często w ostatnio prezentowanych nagraniach… Zupełnie nie rozumiem, czemu to nagranie nie znalazło się na żadnym albumie Norah Jones.

* Norah Jones – I’ll Be Your Baby Tonight – Feelin’ The Same Way

Na koniec zostawiłem sobie coś zupełnie wyjątkowego. Nie wiem na czym polega magia tej płyty, ale ona jest zupełnie wyjątkowa. Wiem też, że nie tylko dla mnie, choć przez wielu jest krytykowana… Może nie jest to płyta bardzo jazzowa, ale muzycy uczestniczący w tym zupełnie wyjątkowym nagraniu mają na swoim koncie wiele okołojazzowych projektów. To będzie VooVoo i Martyna Jakubowicz… To magia absolutna. Może to nie jest wielka sztuka, ale na pewno wybitne tłumaczenia niełatwych tekstów i świetny nastrój. Wybór utworów na tej płycie też uważam za bardzo dobry. To nie tylko te największe przeboje, ale również jedne z najlepszych wierszy Boba Dylana… Teraz będzie więc „Pukam do nieba bram” („Knockin’ On Heavens Door” w oryginale ze ścieżki dźwiękowej do „Pat Garrett & Billy The Kid”).

* Martyna Jakubowicz & VooVoo – Pukam do nieba Bram  – Tylko Dylan

Za tydzień w audycji… Tego nie wie nikt, przed nami koncerty Warsaw Summer Jazz Days, więc wiele może się dziać…

Suplement, czyli to, czego nie udało się zmieścić w godzinnej audycji:

W oczekiwaniu na koncert podwójna dawka Cassandry Wilson śpiewającej Boba Dylana. Pierwsze nagranie pochodzi z płyty ”Glamoured” – to będzie „Lay Lady Lay”- oryginał Boba Dylana pochodzi z albumu „Nashville Skyline”. Drugie nagranie Cassandry Wilson, to zaczerpnięta z albumu „Belly Of The Sun” interpretacja „Shelter From The Storm” (w oryginale nagrana pierwszy raz na płycie „Blood On The Tracks”).

* Cassandra Wilson – Lay, Lady Lay – Glamoured
* Cassandra Wilson – Shelter From The Storm – Belly Of The Sun

I jeszcze odrobina Martyny Jakubowicz i VooVoo - „Wszystko to popsute” („Everything Is Broken” z „Oh Mercy”) i „Żegnaj Mi Angżelino” („Farewell Angelina” z „The Bootleg Series Vol. 1-3”).

* Martyna Jakubowicz & VooVoo – Wszystko to popsute – Tylko Dylan
* Martyna Jakubowicz & VooVoo – Żegnaj Mi Angżelino – Tylko Dylan

28 kwietnia 2011

Simple Songs Vol. 10

Tematem audycji był zespół The Rolling Stones na jazzowo. Początek to jednak coś zupełnie innego i sensacyjnego. 8 maja przypada 100 rocznica urodzin Roberta Johnsona. Zdaniem wielu światowej sławy gitarzystów to największy z największych, ojciec wszystkiego, co w bluesie, jazzie i rocku udało się zagrać na gitarze. Z tej okazji szykujemy specjalny program w RadioJAZZ.FM, który na antenie pojawi się 9 maja, w poniedziałek, w naszym porannym paśmie na żywo. Z pewnością suplement będzie też 11 maja w mojej audycji. Lista atrakcji nie jest jeszcze do końca zamknięta, a niespodzianek z pewnością nie zabraknie. Jedną z atrakcji będzie rozmowa z Jarosławem Śmietaną. Dzięki jego uprzejmości w audycji pojawiła się absolutna niespodzianka. Po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni, w audycji Simple Songs odbyła się światowa premiera, tylko na antenie RadioJAZZ.FM, najnowsza kompozycja Pana Jarosława z jego niewydanej jeszcze, ale już prawie gotowej płyty sięgającej klimatem do korzeni bluesa. To taka historia bluesa i jazzu w pigułce, a Robert Johnson pojawia się w tej kompozycji jako jeden z bohaterów. Na gitarze gra Jarosław Śmietana, na organach Wojciech Karolak, śpiewa Z Star, wokalistka z Trynidadu. Ja z niecierpliwością czekam na całą płytę, którą z pewnością zaprezentuję na antenie. Na razie światowa premiera.

* Jarek Śmietana / Wojtek Karolak Band feat. Z Star - His Majesty Blues - I Love The Blues

To taka stylizowana historia jazzu, bluesa i rock w wyjątkowo skondensowanej pigułce. Zapowiada się świetna płyta.

A teraz zapowiadane improwizowane przeboje kompozycji członków The Rolling Stones. Na inną okazję pozostawiam jazzowe składy, w których pojawia się Charlie Watts, który zapewne gdyby nie zespół The Rolling Stones i dość absorbujące czasowo trasy koncertowe, byłby wyśmienitym, oszczędnym, acz nie pozbawionym ekspresji i wyśmienitej techniki gry perkusistą jazzowym.

Na początek więc jeden z bardziej znanych przebojów zespołu – (I Can’t Get No) Satisfaction. Zacznijmy od wykonania Jimmy Smitha. Z płyty Got My Mojo Workin’, w wyśmienitym składzie – Jimmy Smith – organy Hammonda, Kenny Burrell – gitara, Ron Carter i Ben Tucker – kontrabasy, Grady Tate – perkusja.

* Jimmy Smith – (I Can’t Get No) Satisfaction – Got My Mojo Workin’

Satisfaction to był również jeden z ulubionych coverów Otisa Reddinga. Do jego koncertowych nagrań sięgniemy innym razem. Teraz zajmijmy się albumem Tima Riesa – etatowego od wielu lat saksofonisty The Rolling Stones, który nagrał już dwa albumy z jazzowymi interpretacjami przebojów zespołu. W jego nagraniach często biorą udział Ronnie Wood, Keith Richards i Charlie Watts. Zaprasza też do studia znanych jazzmanów. W ten sposób gdzieś w przerwie pomiędzy koncertami zespołu powstają wyśmienite interpretacje kompozycji Jaggera i Richardsa. Zacznijmy więc od (I Can’t Get No) Satisfaction z udziałem między innymi Johna Scofielda – gitara, Johna Patitucci – gitara basowa, Larry Goldingsa - organy i znanego z wyśmienitej płyty Black Wine Macieja Grzywacza Clarence Penna na perkusji. Wokalizy wykonuje gdzieś w tle Bernard Fowler.

* Tim Ries – (I Can’t Get No) Satisfaction – The Rolling Stones Project

Z tej samej płyty, którą w tej audycji można by odtworzyć w zasadzie w całości – kolejny utwór – z udziałem Norah Jones i Billa Frisella, a także wspomnianego już Clarence Penna (perkusja) – Wild Horses. Na saksofonach zagra oczywiście Tim Ries. Norah Jones, jak zwykle, lepsza w roli gościa niż na swoich własnych płytach.

* Tim Ries feat. Norah Jones – Wild Horses - The Rolling Stones Project

Jeszcze jeden utwór z The Rolling Stones Project Tima Riesa – Honky Tonk Woman zagrany w trio – Tim Ries, Charlie Watts i Larry Goldings.

* Tim Ries - Honky Tonk Woman - The Rolling Stones Project

Teraz coś zupełnie innego, ale za to z udziałem połowy klasycznego składu zespołu. Utwór skomponował i tekst zaśpiewał Bono, na gitarach zagrają i wspomogą go wokalnie Keith Richards i Ronnie Wood. Nagranie pochodzi z charytatywnego przedsięwzięcia Steve Van Zandta – Sun City.

* Bono, Keith Richards & Ronnie Wood - Silver & Gold –Sun City

Dla odmiany inaczej skomponowana połowa zespołu – wystąpią gościnnie w bluesowym zespole Jimmy Rogersa – Mick Jagger i Keith Richards.

* The Jimmy Rogers All-Stars feat. Mick Jagger & Keith Richards – Trouble No More - Blues Blues Blues

Jakoś tak ciężko zrobić ostatnio audycję bez Les Paula. Zatem i dziś znajdziemy dla mistrza gitary odrobinę miejsca. Zagra w towarzystwie Keitha Richardsa, Buddy Guya i Ricka Derringera.

* Les Paul feat. Keith Richards, Buddy Guy & Rick Derringer – Good Morning, Little Schoolgirl – American Made, World Played

Powróćmy jeszcze na chwilę do Tima Riesa i jego The Rolling Stones Project. Waiting On A Friend – w oryginalnym nagraniu studyjnym z płyty The Rolling Stones - Tatoo You na saksofonie wyśmienicie zagrał Sonny Rollins. To jedyny utwór z albumu Tima Riesa, na którym w oryginalnej studyjnej rejestracji The Rolling Stones istotną rolę odgrywa saksofon. Tim Ries nie kopiuje tu Rollinsa. Ma na ten utwór własny pomysł. Gwiazdą tego nagrania jest Lisa Fischer. Razem z Charlie Wattsem, Darrylem Jonesem i Timem Riesem tu znowu gra ponad połowa składu The Rolling Stones. Do tego dobra improwizacja gitarowa Billa Frisella.

* Tim Ries feat. Lisa Fischer – Waiting On A Friend – The Rolling Stones Project

Nie może zabraknąć naszych dzisiejszych bohaterów w komplecie (tym współczesnym). Od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to już nie Mick Jagger powinien być frontmanem zespołu, jego medialnym i wokalnym liderem. Z biegiem lat jakoś słabnie jego energia i blednie sceniczna charyzma. Dowodem jest choćby całkiem niezła rejestracja koncertowa Shine A Light Martina Scorsese. Posłuchajmy zatem utworu wciśniętego jakoś tak wstydliwie na koniec dwupłytowej składanki największych przebojów zespołu - Forty Licks, będącego dowodem wokalnych talentów Keitha Richardsa.

* The Rolling Stones – Losing My Touch – Forty Licks

A już za tydzień zajmiemy się sylwetką Tommy Flanagana, którego monografia ukaże się w majowym numerze naszego JazzPRESSu, który już za kilka dni będzie można pobrać ze strony RadioJAZZ.FM. Tommy Flanagan to wybitny pianista, który nagrywał niekoniecznie wybitne własne płyty, za to był przez wiele lat wybitnym dowódcą sekcji rytmicznych Johna Coltrane’a, Milesa Davisa, Freddie Hubbarda, Sonny Rollinsa, Joe Hendersona, Wesa Montgomery i wielu innych wielkich naszego ulubionego gatunku muzycznego.

13 kwietnia 2011

Tim Ries - The Rolling Stones Project

Tim Ries towarzyszył w kilku światowych trasach koncertowych zespołowi The Rolling Stones. W czasie trwania jednej z nich – nazywanej 40 Licks, gdzieś pomiędzy 2002 i 2004 rokiem powstawała w czasie wolnym pomiędzy koncertami dzisiejsza płyta.

Takie projekty właściwie nigdy się nie udają. Kilka różnych studiów nagraniowych, kilka sesji, prawie w każdym utworze inny skład zespołu. Utwory z repertuaru The Rolling Stones – te najnowsze i te bardzo stare. Zwykle z takiego produkcyjnego pomysłu powstaje co najwyżej przeciętna płyta, na której przez przypadek udają się 2 lub 3 utwory, które są nieco lepsze od muzycznej przeciętności.

Do dziś nie wiem, jak tego produkcyjnego cudu dokonał Tim Ries – niezbyt w sumie znany, oprócz współpracy z The Rolling Stones, saksofonista. Zebrał tylu muzyków i namówił ich do tego, żeby zagrali to co sobie wymyślił, a nie to co grają zwykle. Powstał więc niezwykle stylistycznie i realizacyjnie spójny, jednorodny album, co już samo w sobie jest w tych warunkach dużym sukcesem.

Jazzowe pomysły lidera na interpretacje znanych kompozycji członków The Rolling Stones są bardzo dobre. Na pochwałę zasługuje również wybór muzyków i sposób wykorzystania ich charakterystycznych brzmień w poszczególnych nagraniach.

Mimo wspomnianej jednorodności, z racji na odmienność składów w zasadzie każdy z utworów wymaga i zasługuje na kilka słów opisu. We wszystkich utworach lider gra na saksofonach, a większość składów jest zwyczajnie sensacyjna.

Album otwiera (I Can’t Get No) Satisfaction. To mocne otwarcie. Właściwie każdy z utworów z tej płyty mógłby być promującym ją singlem. Dziś jednak singli już nie ma, a w większości dobrych internetowych sklepów można posłuchać urywków każdego z utworów. Jednak jakaś historyczna magia utworu otwierającego album pozostaje w głowach słuchaczy. Tak więc wszystkie ręce na pokład….

Satisfaction w wykonaniu Tima Riesa to wyśmienita gitara Johna Scofielda, dobre choć nieco schowane gdzieś w środku aranżacji organy Larry Goldingsa i nieco w tym kontekście za głośna perkusja Clarence Penna składają się na świetne otwarcie tego albumu.  To właśnie postać perkusisty i płyta z jego udziałem – Black Wine Macieja Grzywacza, przypomniała mi o dzisiejszej płycie.


Satisfaction to także solidny fundament rytmiczny gitary basowej Johna Patitucci, szczątkowo potraktowany wokal i świetny saksofon ldiera.

Kolejny utwór – Honky Tonk Woman to jazzowe trio – lider, Larry Goldings i sam Charlie Watts na perkusji. Ten ostatni zapewne gdyby nie The Rolling Stones, byłby wybornym jazzowym perkusistą, a tak nieco nie ma już na taka działalność czasu. Ja jednak wciąż żałuję odwołanego koncertu jego jazzowego zespołu, który miał odbyć się we wrześniu 2010 roku w Warszawie. Honky Tonk Woman w tej wersji to jeden z najlepszych fragmentów płyty.

Slippin’ Away – to właściwie prawie cały koncertowy skład The Rolling Stones –śpiewa Keith Richards – ostatnio coraz lepszy w tej roli, w przeciwieństwie do Micka Jaggera, który z wiekiem traci nieco swojego scenicznego wigoru. Kto nie wierzy i komu nie wystarczy śpiew Richardsa w Slippin’ Away powinien obejrzeć koncert Shine A Light, lub posłuchać wyśmienitej ballady Loosing My Touch z płyty Forty Licks. Na gitarze gra Ronnie Wood, na basie wieloletni koncertowy partner zespołu – Darryl Jones, a na perkusji Charlie Watts. Wokalnie udziela się też Sheryl Crow. To jeden z tyh przypadków, w których większą rolę odegrało nazwisko niż rzeczywisty wkład muzyczny w to nagranie. Moim zdaniem Lisa Fischer zaśpiewałaby to lepiej, a przecież wszystkie piosenki The Rolling Stones zna na pamięć, występując z zespołem od wielu lat.

Street Fighting Man to powtórzenie klimatu z Satisfaction – śladowy wokal, tu znowu gwiazda w tej roli – Luciana Souza znana między innymi z nagrań z Herbie Hancockiem na płycie poświęconej twórczości Joni Mitchell. Do tego mniej znany współpracownik Terence Blancharda – pianista Edward Simon. Do tego wyśmienita w tym utworze sekcja – wspomniany już Clarence Penn (perkusja), John Patitucci (gitara basowa) i Jeff Ballard na instrumentach perkusyjnych. W tym utworze dość twarda gra Clarence Penna pasuje lepiej do całości aranżacji, niż w Satisfsaction.

Wild Horses to niezła Norah Jones w roli wokalistki i pianistki. Po raz kolejny pokazuje, że jest świetna w roli gościa, dużo lepsza niż na swoich własnych płytach. Wild Horses to także jazzowa, snująca się jak zwykle gitara Billa Frisella i dobra perkusja Clarence Penna. Jakoś nie spodziewałem się, że kiedykolwiek napiszę, że Norah Jones ukradnie show Billowi Frisellowi, ale tak jest tutaj. To dobre 8 minut wyrafinowanej jazzowej ballady. Gdyby Frisell zechciał nagrać w tkim klimacie płytę z Norah Jones, ja już ustawiam się w kolejce. Duże brawa należą się używającemu tutaj szczoteczek Clarencowi Penn’owi. Wspólnie z Billem Frisellem stworzyli niezwykły nastrój. Tim Ries nieco lepiej czuje się w bardziej energetycznych klimatach – w tym utworze gra nieco zbyt schematycznie i przewidywalnie. Z harmonogramu sesji to nie wynika, ale może zwyczajnie zbierał siły przed największym wyzwaniem dzisiejszego albumu, jakim pewnie był dla niego kolejny utwór.

Waiting On A Friend – w oryginalnym nagraniu studyjnym z płyty The Rolling Stones - Tatoo You na saksofonie wyśmienicie zagrał Sonny Rollins. To jedyny utwór z dzisiejszego albumu, na którym w oryginalnej studyjnej rejestracji The Rolling Stones istotną rolę odgrywa saksofon. Tim Ries nie kopiuje to Rollinsa. Ma na ten utwór własny pomysł. Gwiazdą tego nagrania jest Lisa Fischer. Razem z Charlie Wattsem, Darrylem Jonesem i Timem Riesem tu znowu gra ponad połowa składu The Rolling Stones. Do tego dobra improwizacja gitarowa Billa Frisella.

Paint It Black w wykonaniu Briana Blade’a (perkusja), Johna Patitucii (gitara basowa) i Billa Charlapa (fortepian) to klasyczne jazzowe combo. Muzycy tworzą tu platformę dla mrocznych improwizacji, którymi dzielą się lider, tutaj grający na sopranie i nieznany mi z innych nagrań gitarzysta Ben Monder, który dzielnie dotrzymuje kroku liderowi. Szansę dostają również muzycy z sekcji rytmicznej. W sumie dobry utwór, choć z oryginału pozostał tylko temat nakreślony luźno przez saksofon i fortepian na początku i na końcu nagrania. Ton sopranu lidera przypomina tu nieco drapieżność Kenny Garretta z płyt w rodzaju African Exchange Student, czy Star & Stripes. Pojawia się duch improwizacji w stylu Johna Coltrane;a, w szczególności w ostatniej solówce lidera.

Druga już na płycie interpretacja Honky Tonk Woman to muzycy The Rolling Stones w roli głównej – Lisa Fischer, Darryl Jones, Keith Richards, Charlie Watts i Tim Ries. Podstawowym instrumentem jest tu gitara Keitha Richardsa. Ta wersja mogłaby pojawić się na koncercie The Rolling Stones.

Ruby Tuesday to duet Tima Riesa i Billa Frisella – jazzowa impresja, która mogłaby znaleźć miejsce na płycie tego drugiego pośród jego kompozycji.

Gimme Shelter to w całości czas dla Lisy Fischer i lidera. Chwilami trudno zorientować się, które nuty są wokalizą, a które pochodzą z saksofonu Tima Riesa. Świetne, choć gitara Bena Mondera, którego chwalę za Paint It Black, tutaj jest nieco zbyt ekspansywna.

Na koniec lider pozostawił sobie jeszcze całkiem zgrabną własną kompozycję - Belleli.

Prawie wszystkie utwory na płycie mają 6, 8, a niektóre nawet ponad 10 minut – to pozostawia wiele przestrzeni dla jazzowych improwizacji lidera i zaproszonych gości. Kiedy kilka lat temu kupiłem tą płytę, obiecałem sobie, że zainteresuje się innymi produkcjami jej twórcy. Jeszcze tego nie zrobiłem, ale wiem, że warto. Szczególnie, że w 2008 roku ukazała się druga część dzisiejszego albumu – Stones World.

Ta płyta pokazuje jasno, czym jest dziś zespół The Rolling Stones. To wyśmienity, stylowy i perfekcyjnych technicznie perkusista – Charlie Watts. To także rockowy gitarzysta Keith Richard, świetny wtedy, kiedy chce mu się zagrać naprawdę… To także jeden z najbardziej uniwersalnych gitarzystów basowych – Darryl Jones. To także systematycznie niedoceniana, marnująca się w zespole wokalistka – Lisa Fischer. To wreszcie dobry saksofonista i wybitny manager muzycznych projektów Tim Ries. W następnej kolejności to Ronnie Wood. Micka Jaggera dostajemy z nimi wszystkimi w komplecie. Na dzisiejszej płycie go nie ma i to chyba z pożytkiem dla jej muzycznej zawartości.

Tim Ries
The Rolling Stones Project
Format: CD
Wytwórnia: Concord
Numer: 013431226024