Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bob Dylan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bob Dylan. Pokaż wszystkie posty

09 lutego 2021

All Along The Watchtower – CoverToCover Vol. 121

„All Along The Watchtower” jest dziś w zasadzie współwłasnością Boba Dylana i Jimi Hendrixa. Elektryczna wersja Hendrixa mogłaby sugerować, że Dylan też napisał ten utwór w okresie, kiedy podzielił świat na tych, co znienawidzili go za wzięcie do ręki gitary elektrycznej i tych, którzy uznali, że to tylko nowa twarz genialnego poety. Jak to zwykle u Dylana bywa – rzeczywistość jest inna niż nakazuje logika. Utwór miał swoją premierę na płycie „John Wesley Harding”, jednej z najbardziej akustycznych i kameralnych, jakie Dylan nagrał w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.

Utwór znalazł się na singlu promującym album, ale i tu, jak wiele razy w przypadku Dylana, ktoś chyba popełnił spory błąd. Singiel z „All Along The Watchtower” i na stronie B, zawierającej zwykle jakiś niepotrzebny odrzut, albo coś zupełnie nieistotnego, „I’ll Be Your Baby Tonight” ukazał się niemal rok po premierze albumu. „John Wesley Harding” nie był zresztą jakimś szczególnym komercyjnym sukcesem. Pierwszy singiel zawierał parę „Drifter’s Escape” na stronie A i utwór tytułowy na stronie B. Jak można dokonać tak zupełnie bezsensownego wyboru? To nie są złe utwory, ale trudno przegapić komercyjny potencjał „I’ll Be Your Baby Tonight”, choć prosta piosenka o miłości z pewnością jest ostatnią rzeczą, jaką spodziewali się fani Dylana. O rockowym klasyku, jakim dziś jest „All Along The Watchtower” również można powiedzieć wszystko, ale nie to, że ktoś mógł nie zauważyć, że to kandydat na murowany przebój.

Od momentu wydania w 1967 roku albumu „John Wesley Harding” Dylan grał „All Along The Watchtower” na koncertach setki razy. Fani policzyli kiedyś, że to jest najczęściej grana przez niego na koncertach piosenka. Ja byłem na pięciu koncertach Dylana i na trzech z nich usłyszałem „All Along The Watchtower”. Oficjalnych nagrań koncertowych w jego dyskografii też znajdziecie kilka. Podobnie popularna jest „I’ll Be Your Baby Tonight”, o której przygotowałem dedykowany odcinek CoverToCover już wcześniej.

Drugie życie, tym razem zdecydowanie elektryczne dał piosence Jimi Hendrix, zresztą na jego wersję nie trzeba było długo czekać, bo zaczął grać „All Along The Watchtower” już w styczniu 1968 roku. Singiel z nagraniem Hendrixa ukazał się we wrześniu 1968 roku – tym razem jeszcze przed premierą albumu „Electric Ladyland”. Producenci Hendrixa wcale nie mieli łatwiej, bo też musieli trochę zgadywać. Jeśli zestawić kalendarz wydań singli Hendrixa i Dylana, to zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, Hendrix wyprzedził Dylana o kilka tygodni. Oczywiście w momencie wydania obu wersji na singlach, na rynku był już album „John Wesley Harding”, jednak całkiem możliwe, że singiel Dylana, który ukazał się na rynku niemal rok po wydaniu albumu, był raczej reakcją na sukces wersji Hendrixa, niż chęcią promocji albumu, bo w tym czasie sam Dylan zaczynał już pracę nad następną płytą („Nashville Skyline”).

Dalsza opowieść o „All Along The Watchtower” jest w zasadzie historią tych gitarzystów, którzy wydali albumy poświęcone Hendrixowi, albo próbowali go naśladować. Z tych, którzy próbowali, wybieram U2 i Hirama Bullocka. Pamiętajcie też o polskim doskonałym tłumaczeniu Andrzeja Jakubowicza w wykonaniu Martyny Jakubowicz – „Na straży w dzień i w nocy”.

Utwór: All Along The Watchtower
Album: John Wesley Harding
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Sony
Rok: 1967
Numer: 5099751234760
Skład: Bob Dylan – g, voc, harm, p, Charlie McCoy – b, Kenneth A. Buttrey – dr.

Utwór: All Along The Watchtower
Album: Electric Ladyland
Wykonawca: Jimi Hendrix
Wytwórnia: Polygram
Rok: 1968
Numer: 42284723329
Skład: Jimi Hendrix – g, voc, Noel Redding – b, Mitch Mitchell – dr.

Utwór: All Along The Watchtower
Album: Rattle And Hum
Wykonawca: U2
Wytwórnia: Island
Rok: 1988
Numer: 042284229920
Skład: Bono – voc, g, harm, The Edge – g, kbd, b voc, Adam Clayton – bg, Larry Mullen Jr. – dr, perc.

Utwór: All Along The Watchtower
Album: Manny’s Car Wash
Wykonawca: Hiram Bullock Band
Wytwórnia: Big World Music
Rok: 1996
Numer: 736589202220
Skład: Hiram Bullock – g, voc, Will Lee – b, voc, Clint DeGanon – dr, voc.

28 stycznia 2021

Masters Of War – CoverToCover Vol. 117

Piosenkę napisał Bob Dylan, a raczej napisał jej tekst, bo melodię pożyczył sobie, czego zresztą nigdy nie ukrywał. Dylan to poeta i czasem tylko kompozytor. W 1962 roku wśród artystów folkowych była to praktyka dość powszechna. Zresztą twórca oryginalnej melodii jest dziś chyba niemożliwy do ustalenia. Melodia nazywana „Nottamun Town”, albo czasem „Nothingham Fair” może mieć nawet trzysta lat, przybyła do Stanów Zjednoczonych z Anglii, gdzie wcześniej była znana jako „Paddy's Ramble to London”. W tym utworze jednak ważny jest tekst, choć melodia bez niego też pojawia się czasem w jazzowych interpretacjach.

Tekst Dylana jest protestem przeciwko rosnącej eskalacji napięcia i nuklearnym zbrojeniom, co było tematem niezwykle aktualnym w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych w USA. Najbardziej znana wersja pochodzi z drugiego albumu Boba Dylana – „The Freewheelin’ Bob Dylan”, pierwszego na którym znalazły się niemal wyłącznie jego własne kompozycje i teksty. Nagranie, które znalazło się na słynnej płycie ze zdjęciem Dylana spacerującego po zaśnieżonej uliczce w Greenwich Village ze swoją ówczesną dziewczyną – Suze Rotolo.

Rotolo, aktywistka ruchów rozbrojeniowych, której rodzice należeli do partii komunistycznej w USA, co w tamtych czasach nie było zbyt mile widziane, przed dekady odmawiała komentowania swojego trwającego kilka lat związku z Dylanem. Na trzy lata przed śmiercią w 2011 roku, wydała doskonałą książkę – „A Freewheelin’ Time”. To jeden z najlepszych dokumentów opisujących artystyczne życie Greenwich Village w latach sześćdziesiątych, a była to dzielnica Nowego Jorku niezwykle ważna dla kultury i polityki Stanów Zjednoczonych.

Wnikliwi obserwatorzy i fani Dylana przypisują Rotolo spory udział w powstaniu „Masters Of War”, ale też między innymi „Boots Of Spanish Leather”, „One Too Many Mornings”, „Tomorrow Is A Long Time” i „Don’t Think Twice, It’s Allright”. Książkę Rotolo przeczytajcie koniecznie (niestety chyba nie doczeka się szybko polskiego tłumaczenia, a szkoda), najlepiej słuchając „The Freewheelin Bob Dylan” i kolejnego albumu – „The Times They Are a-Changin’”. To zgrabna całość, doskonała literacko i jeszcze lepsza muzycznie.

Bob Dylan nagrał klasyczną wersję „Masters Of War” sam, z pomocą gitary akustycznej, jednak fani znali ten utwór trochę wcześniej, zarówno z jego koncertów, jak i z publikacji w kultowym w Greenwich Village miesięczniku Broadside, na łamach którego również po raz pierwszy Dylan wydrukował „Blowin’ In The Wind”. Demo nagrane dla redakcji po latach krążenia w obiegu rozlicznych bootlegów Bob Dylan umieścił na jednym ze swoich oficjalnych bootlegów – „The Bootleg Series Vol. 9: The Witmark Demos: 19621964”.

Jak każdy znany utwór Dylana, „Masters Of War” był przez lata wykonywany przez specjalistów od przerabiania muzyki Dylana na przeboje – Berta Janscha, Fairport Convention, Judy Collins, The Staple Singers, Pete’a Seegera, Jose Feliciano, i innych. Ja wybieram wersje raczej nieoczywiste – Pearl Jam i instrumentalne nagranie Charlesa Lloyda, a także absolutnie genialne polskie tłumaczenie Andrzeja Jakubowicza, zaśpiewane przez Martynę Jakubowicz w towarzystwie doskonałego zespołu z udziałem między innymi Wojciecha Waglewskiego, Mateusza Pospieszalskiego i Piotra Żyżelewicza.

Utwór: Masters Of War
Album: The Freewheelin’ Bob Dylan
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1963
Numer: 5099703239027
Skład: Bob Dylan – voc, g, harm.

Utwór: Masters Of War
Album: Fahrenheit 9/11 (VA)
Wykonawca: Pearl Jam
Wytwórnia: WestSide / Epic / Sony
Rok: 2004
Numer: 5099751870029
Skład: Eddie Vedder – voc, g, perc, harm, Stone Gossard – g, Mike McCready – g, Kenneth Boom Gaspar – kbd, Jeff Ament – bg, voc, Matt Cameron – dr, Matt Chamberlain – perc.

Utwór: Specjaliści od wojny (Masters Of War)
Album: Tylko Dylan
Wykonawca: Martyna Jakubowicz
Wytwórnia: Sony
Rok: 2005
Numer: 509975197524
Skład: Martyna Jakubowicz – voc, Wojciech Waglewski – voc, g, Marcin Bors – g, Mateusz Pospieszalski – sax, Bartłomiej Straburzyński – kbd, mand, Łukasz Matuszyk – accord, Karim Martusewicz – b, Piotr Stopa Żyżelewicz – dr, Małgorzata Kogut – b voc.

Utwór: Masters Of War
Album: I Long To See You
Wykonawca: Charles Lloyd & The Marvels
Wytwórnia: Blue Note / Universal
Rok: 2016
Numer: 602547652577
Skład: Charles Lloyd – ts, fl, Bill Frisell – g, Greg Leisz – steel g, Reuben Rogers – b, Eric Harland – dr.

04 grudnia 2020

I’ll Be Your Baby Tonight – CoverToCover Vol. 96

Jakim cudem piosenka „I’ll Be Your Baby Tonight” wyszła spod pióra Boba Dylana w czasie, kiedy przygotowywał album „John Wesley Harding”, który miał przypominać postać Wesleya Hardina (skąd błąd w nazwisku też nie wiem, z pewnością nie jest przypadkowy, może być kolejną tajemniczą szaradą Dylana, albo zwyczajnie wynikać z jakiś przyczyn natury prawnej) wiedzieć może chyba tylko Sara Lownds, jego ówczesna żona, bo z pewnością ten tekst jest napisany dla niej. To jedna z niewielu prostych piosenek pop o miłości, jaką kiedykolwiek napisał Bob Dylan. Te o trudach miłości, też zresztą o Sarze, produkował kilka lat później w większej ilości.

Analiza każdego, nawet tak prostego tekstu Dylana, to materiał na poważną pracę naukową, więc pozostawię dociekanie dlaczego kiedy tekst potrzebował ptaka, znalazł się tam akurat mockingbird (przedrzeźniacz, raczej północny, bo tylko ten zdaje się występuje na kontynencie amerykańskim) pozostawię specjalistom.

Być może prywatne życie Dylana w 1967 roku potrzebowało publicznego manifestu w postaci „I’ll Be Your Baby Tonight”, a może raczej ciemna i ponura wymowa ważnych tekstów z „John Wesley Harding” potrzebowała czegoś bardziej komercyjnego i zdatnego do wydania na singlu? Faktem jest, że utwór po raz pierwszy wykonany na słynnym koncercie na wyspie Wight w sierpniu 1969 roku przetrwał w repertuarze Dylana znacznie dłużej niż związek z jego pierwszą żoną. Może więc to zupełnie nie jest o Sarze, tylko o kimś, albo czymś zupełnie innym, a może to tylko ocieplacz wizerunku albumu?

Utwór nie ukazał się na singlu, a z płyty raczej bardziej pamiętane są inne utwory – klasyczny dziś „All Along The Watchtower”, czy często grywany „I Dreamed I Saw St. Augustine”. Album zawiera dwie piosenki o miłości – ta druga, to zapomniany dziś utwór „Down Along the Cove”, nieco mniej udany.

Nawet jeśli „I’ll Be Your Baby Tonight” nie pasuje do Dylana i do albumu „John Wesley Harding”, to z pewnością spodobał się innym wykonawcom, zarówno takim, którzy często sięgali po utwory Dylana, jak i tym, którzy nie lubili zaangażowanych tekstów, ale cenili dobre piosenki o miłości. Wśród wykonawców piosenki szybko znaleźli się Jose Feliciano, Linda Rondstadt, Emmylou Harris, The Hollies, Maria Muldaur i Ramblin’ Jack Elliott. To jednak etatowi wykonawcy klasyków Dylana. Wśród innych, którzy w życiu nie zaśpiewaliby politycznych tekstów Dylana, znaleźli się Engelbert Humperdinck i Kriss Kristofferson. W 1971 roku piosenkę śpiewała Urszula Sipińska. Światowy hit z tego utworu w 1990 roku zrobił Robert Palmer, jednak nikt nie zaśpiewał tej piosenki tak pięknie jak Nora Jones. Jej nagranie ukazało się na singlu w 2002 roku i do dziś nigdy nie znalazło się na jej oficjalnym albumie (jeśli nie liczyć piekielnie drogiego winylowego boxu „The Vinyl Collection”). Jak dla mnie przebiła nawet Dylana, choć ciągle uważam, że nigdy nie udźwignęła ciężaru nagrania dobrej płyty w całości.

Utwór: I’ll Be Your Baby Tonight
Album: John Wesley Harding
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1967
Numer: 5099751234760
Skład: Bob Dylan – g, voc, Pete Drake – pedal steel, Charlie McCoy – bg, Kenneth A. Buttrey – dr.

Utwór: I’ll Be Your Baby Tonight
Album: Feelin' the Same Way
Wykonawca: Norah Jones
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 2002
Numer: 724355131423
Skład: Norah Jones – voc, p, Kevin Breit – g, Rob Burger – acc, Lee Alexander – b, Brian Blade – dr.

05 lipca 2020

Blowin’ In The Wind – CoverToCover Vol. 57


Sztandarowy utwór Boba Dylana niedługo skończy 60 lat. Tekst powstał prawdopodobnie w 1962 roku, z myślą o albumie „The Freewheelin’ Bob Dylan”, drugim albumie dzisiejszego laureata nagrody Nobla, który właśnie wydał swój kolejny album – „Rough And Rowdy Ways” – pierwszy od niemal dekady z nowymi autorskimi tekstami. Gdyby nie ten album, to ciągle ostatnim tekstem Dylana byłby wydany w formie małej książeczki wykład noblowski – „The Nobel Lecture”. Dylan nie byłby sobą, gdyby najpierw długo nie zastanawiał się, czy nagrodę Nobla przyjąć i później odmówić wzięcia udziału w gali wręczenia nagród. Ma być o „Blowin’ In The Wind”, więc skracając historię dylanowskiego Nobla przypomnę tylko, że zarówno nagranie audio wykładu, który Dylan przygotował dużo później, spotykając się z przedstawicielami komitetu nagrody w Sztokholmie, jak i występ Patti Smith z noblowskiej gali znajdziecie na stronach Nagrody Nobla. Warto.


Przejdźmy jednak do pierwszej udanej płyty Boba Dylana – „The Freewheelin’ Bob Dylan”, która ukazała się kilka miesięcy po jego debiucie – albumie „Bob Dylan” zawierającym w większości znane folkowe pieśni, które napisali inni wykonawcy, w tym późniejszy przebój The Animals – „House Of The Risin’ Sun”. Już samym albumem „The Freewheelin’” Bob Dylan wpisał się na zawsze do historii amerykańskiej poezji, piosenki z ważnym tekstem, folku i przy okazji został idolem studentów na całym świecie, nawet jeśli do końca nie rozumieli jego tekstów. O każdej z piosenek z tego albumu warto zrobić odcinek CoverToCover. Naprawdę o każdej, bez wyjątku. Album to nie tylko „Blowin’ In The Wind”, ale też kolejne utwory – „Girl From The North Country”, genialny „Masters Of War”, „Down The Highway”, „Bob Dylan Blues”, „A Hard Rain’s a-Gonna Fall”. To tylko pierwsza strona płyty, a na drugiej są przecież „Don’t Think Twice It’s All Right”, „Bob Dylan’s Dream”, „Oxford Town”, „Talkin’ World War III Blues”, „Corrina, Corrina” – jedyny utwór, którego Dylan nie jest autorem, „Honey, Just Allow Me One More Chance” i „I Shall Be Free”. Każdy z tych utworów był wielokrotnie grany i śpiewany przez innych wykonawców.

Niektórzy z nich dorobili się niezłej sławy i pieniędzy na tekstach Dylana, zanim jeszcze sam Dylan zdążył wydać swoją wersję. Tak było w przypadku „Blowin’ In The Wind” – zanim Columbia wydała singla z tym utworem w wykonaniu Dylana, swoją wersję na szczyty listy przebojów w USA wprowadził zespół Peter, Paul And Mary, a tylko przez przypadek nie wyprzedził ich Chad Mitchell, który piosenkę nagrał nawet wcześniej, ale jego konserwatywna wytwórnia Kapp dopatrzyła się niewłaściwych słów w tekście i odmówiła lansowania singla. Columbia, w której nagrywał Dylan i Peter Yarrow oporów nie miała. Nikt dziś nie chce się przyznać, że podjął decyzję o promowaniu albumu „The Freewheelin’” singlem „Mixed-Up Confusion / Corrina Corrina”.

Melodia, tak jak wiele folkowych kompozycji jest wzorowana na starszych piosenkach (w tym przypadku najczęściej wskazuje się istotnie podobną „We Shall Overcome”, która pochodzi od „No More Auction Block”, a ta z kolei od „I'll Overcome Some Day” niejakiego Charles Albert Tindleya, który z pewnością jej nie napisał, ale wpadł na pomysł, żeby ją na przełomie XIX i XX wieku zarejestrować jako własną). W „Blowin’ In The Wind” ważny jest jednak tekst, choć bez trudu znajdziecie wiele ciekawych wykonań instrumentalnych.

Sam Bob Dylan nagrywał kilka razy ten utwór, który stał się jego pierwszym wielkim przebojem i za sprawą sukcesu wersji zespołu Peter, Paul And Mary zapoczątkował trwający do dziś zwyczaj masowego nagrywania piosenek Dylana przez przeróżnych wykonawców. W ciągu kilku lat „Blowin’ In The Wind” zaśpiewali Elvis Presley, Marianne Faithfull i Marlena Dietrich. Później Tony Bennett, Odetta, Sam Cooke i setki innych wykonawców. Co ciekawe, nie udało mi się odnaleźć wersji śpiewanej przez Franka Sinatrę…

Ja do zestawu prezentowanego w audycji wybieram oprócz oryginału, wersję zaśpiewaną w 1966 roku przez Stevie Wondera, którego wykonanie też sporo namieszało na listach amerykańskich przebojów, oraz obiecane wyżej kameralne wersje instrumentalne, obie nagrane mniej więcej w tym samym czasie w 2017 roku - Bugge Wesseltofta i Włodka Pawlika. Odettę, zespół Peter, Paul And Mary, Ziggy Marleya, The Kingston Trio, The Staples Singers, Marianne Faithfull, Dionne Warwick, Joan Baez, The Ventures, Ettę James, Duke’a Ellingtona, Cheta Atkinsa, Charlie’ego Mariano i Elvisa Presleya, a także kilka innych niespodzianek zostawiam sobie na kolejne odcinki cyklu, które powstaną, jak już skończy mi się koncepcja na nowe utwory do CoverToCover, czyli nieprędko…

Utwór: Blowin’ In The Wind
Album: The Freewheelin' Bob Dylan
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia
Rok: 1963
Numer: 5099703239027
Skład: Bob Dylan – voc, g, harm.

Utwór: Blowin’ In The Wind
Album: Up-Tight (Icon Compilation)
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla (Motown / Universal)
Rok: 1966
Numer: 602527472546
Skład: Stevie Wonder – voc, harm, kbd, perc, Clarence Paul – voc, The Funk Brothers – band.

Utwór: Blowin’ In The Wind
Album: Everybody Loves Angels
Wykonawca: Bugge Wesseltoft
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2017
Numer: ACT 9847-2
Skład: Bugge Wesseltoft – p.

Utwór: Blowin’ In The Wind
Album: Songs Without Words
Wykonawca: Włodek Pawlik
Wytwórnia: Pawlik Relations
Rok: 2017
Numer: 5901289325134
Skład: Włodek Pawlik – p.

05 czerwca 2020

Knockin’ On Heaven’s Door – CoverToCover Vol. 49

Niektórzy nazwą z pewnością western „Pat Garrett And Billy The Kid” Sama Peckinpaha z 1973 roku arcydziełem, a przynajmniej arcydziełem gatunku. Ten drugi, ograniczony do westernowej scenerii epitet pasuje do filmu bardziej, jednak ja twierdzę, że to udział Boba Dylana, zarówno ten aktorski, jak i dużo ciekawszy i ważniejszy – muzyczny sprawia, że dziś wielu wie kim byli Pat Garrett i Billy The Kid. Sam film, rolę Boba Dylana, a także głównych aktorów – Jamesa Coburna i Krisa Kristoffersona musicie ocenić sami. Moim zdaniem istotnym wkładem w światową kulturę jest ścieżka dźwiękowa opracowana przez Boba Dylana i największy, a właściwie jedyny zawarty na płycie przebój – „Knockin’ On Heaven’s Door”. Większość pozostałych utworów, to jedne z nielicznych w dyskografii Boba Dylana kompozycje instrumentalne.


Utwór okazał się szybko jednym z największych przebojów Boba Dylana, który umieścił go na wielu swoich późniejszych płytach. Warto jednak sięgnąć po oryginalne nagranie ze ścieżki dźwiękowej do filmu Sama Peckinpaha. „Knockin’ On Heaven’s Door” znajdziecie nie tylko na wielu płytach Dylana, ale też na niezliczonej ilości ścieżek dźwiękowych do przeróżnych filmów, niekoniecznie westernów. Lista wykonawców, którzy przez lata sięgali po ten utwór również doskonale pokazuje jego popularność. Nie pokazując palcem żadnego zespołu ani żadnego muzycznego eksperta, podpisując kolejne wykonanie warto pamiętać o kompozytorze, a nie o jakimś mało ważnym zespole, który skorzystał z piosenki i po raz kolejny wprowadził ją na listę przebojów. U mnie nie usłyszycie raczej wersji Guns ‘n Roses. Rozwiewając wszelkie wątpliwości – to nie ten zespół napisał „Knockin’ On Heaven’s Door”.

Wracając do Boba Dylana – nie wiadomo, czy chciał napisać przebój, ale wyszło mu znakomicie. Jeśli nie liczyć jego wczesnych klasyków z lat sześćdziesiątych, „Knockin’ On Heaven’s Door” jest jego największym przebojem. Nagranie Dylana było w 1973 roku sporym przebojem, jednak na światową popularność trzeba było chwilę poczekać.

W 1976 roku Eric Clapton, dla którego nie był to najlepszy okres, wystąpił gościnnie na płycie jamajskiego muzyka Arthura Louisa. Dziś o płycie „Knockin’ On Heaven’s Door” Louisa mało osób pamięta. Nie jest łatwo ją zdobyć. Jednak utwór wszedł na stałe do repertuaru koncertowego Claptona, który swoją wersję, już bez Louisa pokazał światu już w niespełna miesiąc po premierze jego albumu. Najciekawszą wczesną wersją w wykonaniu Claptona jest nagranie koncertowe z 1977 roku z londyńskiego Hammersmith Odeon. Od tego czasu rytmy reggae często pojawiają się w przeróżnych nagraniach tej piosenki.

Istnieje kilka polskich tłumaczeń tekstu utworu, najbardziej udane literacko jest moim zdaniem to przygotowane przez Andrzeja Jakubowicza dla Martyny Jakubowicz w 2005 roku. Album „Tylko Dylan” to wiele fantastycznych momentów muzycznych. „Pukam do nieba bram” otwiera ten album. Całość jest doskonale przetłumaczona i wyborna muzycznie. Martyna Jakubowicz, Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski i Piotr Stopa Żyżelewicz stworzyli jak dotąd najdoskonalszego Dylana po polsku.

Utwór: Knockin’ On Heaven’s Door
Album: Pat Garrett and Billy the Kid
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia
Rok: 1973
Numer: 5099703209822
Skład: Bob Dylan – g, voc, Roger McGuinn – g, Terry Paul – b, Jim Keltner – dr, Carl Fortina – harmonium, Carol Hunter – b voc, Brenda Patterson – b voc, Donna Weiss – b voc.

Utwór: Knockin’ On Heaven’s Door
Album: Crossroads 2: Live In The Seventies
Wykonawca: Eric Clapton
Wytwórnia: Polydor / Polygram
Rok: 1996 (nagranie 1977)
Numer: 731452930521
Skład: Eric Clapton – g, voc, George Terry – g, Dick Sims – kbd, Carl Radle – b, Jamie Oldaker – dr, Sergio Pastora – perc, Yvonne Elliman – b voc, Marcy Levy – b voc, harm.

Utwór: Pukam Do Nieba Bram
Album: Tylko Dylan
Wykonawca: Martyna Jakubowicz
Wytwórnia: Sony
Rok: 2005
Numer: 509975197524
Skład: Martyna Jakubowicz – voc, Wojciech Waglewski – g, voc, Marcin Bors – g, Mateusz Pospieszalski – sax, Łukasz Matuszyk – accordion, Bartłomiej Straburzyński – kbd, mand, Karim Martusewicz – b, Piotr Stopa Żyżelewicz – dr, Małgorzata Kogut – b voc.

15 maja 2020

Like A Rolling Stone – CoverToCover Vol. 45

O tej kompozycji i tylko o niej całą książkę napisał jeden z najlepszych krytyków piszących o muzyce rockowej – Greil Marcus. Wszystko co można opowiedzieć o kulisach powstania „Like A Rolling Stone”, historycznym kontekście, elektryfikacji muzyki Boba Dylana, udziale w nagraniu Mike Bloomfielda i Ala Koopera byłoby cytatem z „Like A Rolling Stone: Bob Dylan At The Crossroads” Greila Marcusa, albo którejś z licznych biografii jedynego śpiewającego laureata nagrody Nobla.


Jeśli jednak nie chcecie czytać całej książki, weźcie ją przy najbliższej okazji do ręki w księgarni i zajrzyjcie za obwolutę. Na wewnętrznej stronie okładki znajdziecie komiks ilustrujący tekst utworu znanego amerykańskiego rysownika Mike’a Brownfielda. W książce znajdziecie też fotografie z sesji, na której powstała pierwsza wersja jednej z najważniejszych rockowych kompozycji wszech czasów.

Dla tych, którzy nie znajdą czasu, albo nie poradzą sobie z nigdy niestety nie wydaną po polsku znakomitą książką Greila Marcusa, warto streścić fakty. „Like A Rolling Stone” Dylan napisał z myślą o albumie „Highway 61 Revisited”. Nagranie nie szło łatwo, a w zasadzie nie udawało się niemal przez dwa dni, dopóki początkujący wówczas gitarzysta – Al Kooper nie zaimprowizował na Hammondzie nieco przypadkiem riffu, po którym wszyscy dziś rozpoznają „Like A Rolling Stone” w wykonaniu Boba Dylana. Kilka dni po premierze singla Dylan pojawił się na scenie Newport Folf Festival i zagrał elektryczny set wygwizdany przez większość publiczności, która oczekiwała folkowego Dylana z gitarą akustyczną, zresztą nie do końca słusznie, bowiem z pewnością większość obecnych na festiwalu znała wydaną kilka miesięcy wcześniej płytę „Bringing It All Back Home”, w połowie elektryczną, pokazującą ścieżkę rozwoju muzyki Boba Dylana. Na scenie w Newport w drugiej, elektrycznej części występu Dylana, pojawili się muzycy, którzy pomagali mu nagrać w studiu „Like A Rolling Stone” – wspomniany już Al Kooper i Mike Bloomfield wspomagani przez kolegów tego drugiego z Paul Butterfield Blues Band – Jerome Arnolda i Samy Laya. Dodatkowo na fortepianie zagrał wtedy Barry Goldberg. Po skończonym elektrycznym występie, który raczej nie spodobał się publiczności, Dylan zagrał na bis dwa utwory z gitarą akustyczną i harmonijką po czym zniknął z festiwalu, którego był przez kilka lat największą gwiazdą na niemal 4 dekady.

Al Kooper wystąpił z Dylanem tylko raz – w 1965 roku w Newport. Później założył istotny, choć dziś nieco zapomniany zespół Blues Project. Zarówno Kooper z Blues Project, jak i Bloomfield z Electric Flag zagrali w Newport już dwa lata później, na Dylana festiwal czekał 37 lat.

Oryginalne studyjne nagranie „Like A Rolling Stone” ma ponad 6 minut, więc Columbia nie chciała początkowo wydać utworu na singlu, jednak naciskana przez kilku radiowych prezenterów, którym spodobał się utwór wydała singiel, który na listach amerykańskich przegrywał tylko z „Help!” The Beatles. Utwór okazał się jednym z największych przebojów Dylana, przynajmniej do dzisiaj.

Kończąc temat Boba Dylana – w 2013 roku powstał teledysk do „Like A Rolling Stone”. Opublikowany oficjalnie na stronie Dylana jest niezwykle innowacyjnym produktem – zawiera bowiem 16 kanałów telewizyjnych – stąd nie ma go na Youtube – z przeróżnych telewizji zsynchronizowanych z oryginalnym nagraniem – są prezenterzy pogody, wiadomości, amerykański teleturniej i telesklep – wszyscy ruszają ustami tak, jakby śpiewali „Like A Rolling Stone”. Podobno to nie było inscenizowane. Warto posłuchać każdego z kanałów osobno.

Lista wykonawców, którzy śpiewali tą piosenkę jest niezwykle rozbudowana. Na czele tych, których w audycji nie będzie, jest oczywiście zespół The Rolling Stones (istniał wcześniej, więc nie ma nazwy na cześć piosenki), Bruce Springsteen, Jeff Beck, David Bowie, Cher (była jedną z pierwszych), Nancy Sinatra, Johnny Winter i wielu innych. Tekst ma też swoje wersje w niemal wszystkich istotnych językach, w jakich mówi się na świecie. Poszukajcie „Jako Solnej Sloup” po czesku, „Comme ces pierres qui roulent” po francusku, są też wersje fińskie, niemieckie, hiszpańskie, portugalskie i wiele innych, w tym polskie – „Jak błądzący łach” Filipa Łobodzińskiego.

O możliwych interpretacjach tekstu można opowiadać godzinami. W przeróżnych historiach, których sam Dylan nigdy nie potwierdził pojawiają się takie postaci jak Andy Warhol, Joan Baez, aktorka Edie Sedgwick, Sara Lownds, która kilka miesięcy później w tajemnicy została żoną Dylana, Marianne Faithfull i menadżer artysty – Bob Neuwirth. Ktokolwiek by to nie był, z pewnością nie cieszył się uznaniem autora. Pełną literacką analizę tekstu muszę jednak zostawić na inną okazję.

W zestawieniu najlepszych wykonań „Like A Rolling Stone” nie może zabraknąć Jimi Hendrixa z Monterey Pop Festival z 1967 roku – drugiego najsłynniejszego wykonania tego utworu. Świat jazzu będzie reprezentować Caecilie Norby z pomocą Leszka Możdżera na fortepianie.

Magazyn Like A Rolling Stone – nazwany tak od tytułu piosenki, kiedy układał z udziałem olbrzymiej armii krytyków i muzyków listę znaną dziś jako „500 Greatest Songs Of All Time” kompozycję Boba Dylana umieścił na pierwszym miejscu. Cała lista jest bardzo sensowna, choć mocno zorientowana na rynek amerykański i pomija sporo znanych europejskich przebojów. Jeśli macie ochotę, zbierzcie wszystkie płyty z tej listy, nie będziecie żałowali zakupu żadnej z nich. Trzeba jednak zacząć od „Highway 61 Revisited” zawierającej zwycięzcę tej listy – „Like A Rolling Stone”.

Utwór: Like A Rolling Stone
Album: Highway 61 Revisited
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1965
Numer: 5099746095321
Skład: Bob Dylan – voc, electric g, harm, Mike Bloomfield – electric g, Al Kooper – org, Frank Owens - p, Joe Macho Jr. – b, Bobby Gregg – dr, Bruce Langhorne – tamb.

Utwór: Like A Rolling Stone
Album: The Jimi Hendrix Experience Box Set
Wykonawca: Jimi Hendrix
Wytwórnia: MCA / UMG
Rok: 1967 (2000)
Numer: 008811231620
Skład: Jimi Hendrix – g, voc, Noel Redding – bg, Mitch Mitchell – dr.

Utwór: Like A Rolling Stone
Album: Silent Ways
Wykonawca: Caecilie Norby feat. Lars Danielsson / Leszek Możdżer / Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2013
Numer: ACT 9725-2
Skład: Caecilie Norby – voc, Lars Danielsson – cello, b, g, tamb, Leszek Możdżer – p, Nguyen Le – g, Robert Mehmet Ikiz – dr, perc.

14 marca 2020

The Times They Are A-Changin’ – CoverToCover Vol. 31

Tytułowa kompozycja Boba Dylana z wydanego w 1964 roku albumu, trzeciego w jego karierze pozostałaby dla mnie jednym z ważnych tekstów Dylana, w którym muzyka stanowi jedynie dodatek do recytacji. Pozostałaby, gdyby nie jedna z niewielu, istotna jednak w kontekście pokazywania również muzycznej strony jego twórczości, instrumentalna wersja zarejestrowana w 1998 roku przez Joshua Redmana. Nagranie umieszczone na płycie „Timeless Tales (For Changing Times)” już w chwili jej wydania skłoniło mnie do poszukiwania instrumentalnych wersji utworów Boba Dylana w moich zbiorach. Całkiem sporo się takich świetnych realizacji do dziś uzbierało i z pewnością część z nich znajdzie się w cyklu CoverToCover.


Wypada zacząć jednak od początku, czyli od albumu Dylana „The Times They Are A-Changin’”. W jego karierze to był jeden z trudniejszych momentów. Zwykle wydanie przez początkującego i obiecującego artystę drugiego albumu uważa się za kluczowe, w przypadku Dylana jednak to właśnie trzeci album okazał się takim momentem. Pierwsza płyta – „Bob Dylan” wypełniona była folkowymi standardami i dopiero druga rozpoczęła drogę Dylana do tytułu największego rockowego poety wszechczasów potwierdzonego pierwszym Noblem przyznanym muzykowi w dziedzinie literatury. Poprzeczka zawieszona została przez niego samego wysoko, bowiem na drugiej płycie – „The Freewheelin' Bob Dylan” znalazły się takie kompozycje jak „Masters Of War”, „A Hard Rain's A-Gonna Fall”, „Girl from the North Country”, czy jeden z jego najsłynniejszych utworów – „Blowin’ In The Wind”. Z perspektywy czasu – od nagrania albumu minęło 56 lat, teksty na „The Times They Are A-Changin’” wydają się jeszcze mocniejsze niż na poprzedniej płycie. Nie tylko utwór tytułowy, ale też inne – „Ballad Of Hollis Brown”, „The Lonesome Death of Hattie Carroll”, czy „With God On Our Side”, mimo że jak to często u Dylana się zdarzało, odnoszą się bezpośrednio do niedawnych rzeczywistych wydarzeń, często niemal wprost, pozostają aktualne do dzisiaj.

Tak jak w przypadku większości wczesnych nagrań Dylana, dziś lista artystów, którzy zagrali „The Times They Are A-Changin’” wygląda jak niemal kompletna encyklopedia istotnych muzyków drugiej połowy XX wieku. Specjaliści od Dylana potrafili uczynić swoje wersje bardziej popularnymi i kasowymi niż wykonania autorskie. The Byrds, Joan Baez, Peter Paul & Mary śpiewali ten utwór. Podobnie Nina Simone, The Beach Boys, czy Billy Joel czy Cher. Dziś ta kompozycja wydaje się być jednym z ponadczasowych wzorców protest songów, choć okazuje się również bronić bez tekstu, tak jak w wykonaniu Joshua Redmana.

Kompozycja jest też jednym z silniejszych punktów mocno nierównego albumu „The Imagine Project”, który w moim przekonaniu jest próbą powtórzenia sukcesu „Possibilities”, która nie powiodła się w całości, jednak „The Times They Are A-Changin’” w gwiazdorskiej obsadzie zaśpiewane przez mało znaną Lisę Hannigan jest jedną z lepszych wersji tej kompozycji, co biorąc pod uwagę wymienioną powyżej grupę artystów, którzy nagrali ten utwór wydaje się być najlepszą rekomendacją.

Utwór: The Times They Are A-Changin’
Album: The Times They Are A-Changin’
Wykonawca: Bob Dylan
Wytwórnia: Columbia
Rok: 1964
Numer: 5099703202120
Skład: Bob Dylan - voc, g, harm.

Utwór: The Times They Are A-Changin’
Album: Timeless Tales (For Changing Times)
Wykonawca: Joshua Redman
Wytwórnia: Warner
Rok: 1998
Numer: 093624705222
Skład: Joshua Redman – ts, as, ss, Brad Mehldau – p, Larry Grenadier – b, Brian Blade – dr.

Utwór: The Times They Are A-Changin’
Album: The Imagine Project
Wykonawca: Herbie Hancock
Wytwórnia: Sony
Rok: 2010
Numer: 886977189920
Skład: Herbie Hancock – p, Lisa Hannigan – voc, Lionel Loueke – g, Toumani Diabate – kora, Larry Klein – b, Manu Katche – dr, The Chieftans (Paddy Moloney – pipes, Sean Keane – viol, Kevin Conneff – others, Matt Molloy – fl), Rhani Krija – perc.

14 grudnia 2016

Bob Dylan - Fallen Angels

Kiedy Bob Dylan wydał „Shadows In The Night” wielu fanom wydawało się, że to kolejny muzyczny dowcip w rodzaju „Christmas In The Heart” – nagrajmy coś i fajnie będzie się przyglądać, jak cały świat zastanawia się po co i dlaczego. Jednak tym razem to chyba na poważnie – kolejny odcinek pewnej serii, druga z kolei studyjna płyta Boba Dylana poświęcona, co w jego dyskografii dość nietypowe, znanym amerykańskim piosenkom, których sam nie napisał. Skoro Rod Stewart może na muzycznej emeryturze udawać Franka Sinatrę, to czemu nie może tego zrobić Bob Dylan?

Między obu muzykami jest jednak zasadnicza różnica, otóż Rod Stewart w zasadzie zajmował się muzyką pop przez całą swoją karierę za wyjątkiem okresu, kiedy przez chwilę u boku Jeffa Becka uważał, że może być drugim Robertem Plantem. Niestety, zarówno Frank Sinatra, jak i Robert Plant to ludzie, których nie da się naśladować. W odróżnieniu od Roda Stewarta, do którego nic nie mam, choć to dość przeciętny wokalista, Bob Dylan nigdy nikogo nie musiał udawać. Ustanowił nową muzyczną kategorię – muzykę Boba Dylana, będącą połączeniem genialnych tekstów i często chwytliwych melodii w klimatach podążających za duchem epoki i aktualną modą. Bob Dylan zmienił właściwie w pojedynkę cały przemysł muzyczny pokazując wszystkim swoim następcą, że można być jednocześnie autorem, kompozytorem i wykonawcą, a czasem nawet producentem. W ten sposób nienaruszalne imperium władców muzycznego świata - spółek kompozytorskich mających w większości siedzibę w tzw. Brill Building w Nowym Jorku w zasadzie z dniem wydania „The Freewheelin’ Bob Dylan” przestało istnieć. Od tego dnia w 1963 roku Bob Dylan zrobił dla światowej kultury i amerykańskiej polityki tyle, że mógłby już dawno przejść na muzyczną emeryturę, czego zrobić jednak nie potrafi, nagrywając dość systematycznie nowe albumy ku uciesze swoich fanów.

W zasadzie jedyną życiową porażką Boba Dylana jest fakt, że nie dostał jeszcze literackiego Nobla, co powinno stać się już dawno. Niestety będąc wielkim poetą, jednym z największych w XX wieku, a z pewnością najbardziej popularnych, co w jego wypadku nie oznacza artystycznego banału, ma pecha, nie pochodzi bowiem z Iranu, Birmy ani innego ważnego na politycznej mapie świata kraju. Warto jednak przypomnieć, że polityczne zaangażowanie tekstów Boba Dylana z początków jego kariery jest trudne do przecenienia, a sprzedaż jego tekstów w formie pisanej i śpiewanej z 5 pierwszych płyt z pewnością przewyższa łączną sprzedaż dzieł laureatów literackiego Nobla z ostatnich 20 lat.

„Shadows In The Night” i „Fallen Angels” nie są albumami przywołującymi ducha Franka Sinatry. Fakt, że większość utworów z obu albumów Sinatra śpiewał i nagrywał, nie jest przypadkiem, ale z pewnością nie jest również celowym zabiegiem Boba Dylana. Zwyczajnie trudno znaleźć popularną amerykańską melodię, której choć raz nie nagrał Frank Sinatra.

Bobowi Dylanowi w nagraniu „Fallen Angels” towarzyszyli muzycy, którzy jeżdżą z nim w trasy, wśród których można wyróżnić gitarzystę – Deana Parksa – muzyka sesyjnego biorącego udział w nagraniu kilkudziesięciu albumów każdego roku, jednego z najbardziej rozchwytywanych gitarzystów sesyjnych po drugiej stronie Oceanu, na niezwykle konkurencyjnym rynku, gdzie gitarzystów potrafiących zagrać wszystko, co da się zapisać na pięciolinii są tysiące.

Głos Boba Dylana z wiekiem staje się coraz bardziej wielobarwny i szlachetny. Ciekawszy i zdecydowanie pasujący do amerykańskich klasyków. Dylan nigdy nie był szczególnie biegłym technicznie wokalistą, nie miał i do dziś nie ma jakiejś szczególnie imponującej skali głosu. Ma za to niemożliwą do podrobienia barwę i coś, co wyróżnia wielkich artystów – interpretuje tekst, sprawiając, że nawet jeśli nie zrozumiecie słów, z pewnością będziecie wiedzieć o czym jest piosenka i poczujecie, że śpiewa tylko dla Was…

Pełen granych iśpiewanych przez wszystkie gwiazdy jazzu album Boba Dylana z pewnością zasługuje na tytuł naszej radiowej Płyty Tygodnia. Jeśli spodoba się Wam „Fallen Angels” – sięgnijcie koniecznie po „Shadows In The Night”.

Bob Dylan
Fallen Angels
Format: CD
Wytwórnia: Columbia / Sony
Numer: 889853080229

16 października 2016

Bob Dylan – Nagroda Nobla

Wiele razy pisałem o tym, że Bob Dylan jest najlepszym kandydatem do tej nagrody. Choć trudno wybrać całkowicie sensowne kryteria. Naukowe nagrody Nobla w zasadzie straciły sens. Wcale nie dlatego, że obecnie sens najważniejszych odkryć rozumieją w pełni tylko ci, którzy sami nad nimi pracowali. Nagrody Nobla tradycyjnie przyznawano naukowcom, którzy coś odkryli. Dziś już w zasadzie nie są możliwe ważne badania naukowe, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne, które prowadzi się w pojedynkę w zaciszu laboratorium, w garażu, albo przy własnym biurku w otoczeniu kilku półek z książkami. Komu zatem przyznawać naukowe Noble? Zespołom, uczelniom, komercyjnym instytutom badawczym, dobroczyńcom i mecenatom, którzy za badania zapłacili, czy firmom, które je sfinansowały licząc na zyski z przyszłych produktów? O nagrodzie pokojowej nawet nie wspominam, bo ta od zawsze miała charakter polityczny.

Literacka nagroda Nobla też bywała polityczna, a część jej laureatów bywała nawet zaskoczona faktem, że w Szwecji ktoś o nich słyszał. Za co zatem przyznawać literackiego Nobla? Za ilość sprzedanych egzemplarzy książek? To oczywiście nie jest dziś w jakikolwiek sposób związane z wartością artystyczną, ani mocno jednak umowną „ponadczasowością” dzieła potencjalnego laureata. Lepszym kryterium wydawać się może ilość tłumaczeń na przeróżne języki, co byłoby odpowiednikiem ilości cytowań publikacji naukowych. To mogłoby mieć jakiś sens, wierząc w niewidzialną rękę wolnego rynku odzwierciedlałoby wiarę wydawców w różnych krajach w rynkowy potencjał danego dzieła i jeszcze większa wiarę w czytelników, którzy chcą czytać literaturę wartościową ot tak sami z siebie. W muzyce to się nie sprawdza, wystarczy włączyć dowolną komercyjną stację radiową i posłuchać chwilę, jeśli wytrzymacie, muzyki, którą wmusza nam tak zwany wolny rynek. Dlaczego ma się więc sprawdzić w przypadku słowa pisanego?

Gdyby zresztą kierować się ilością tłumaczeń i szukać żyjących autorów, to na krótko przed śmiercią powinien ją dostać choćby Saparmyrat Nijazow za swoją „Ruhnamę”, którą przetłumaczono na niezliczoną ilość języków świata, a każdy jej wydawca pytany przez dociekliwych dziennikarzy zapewnia, że tłumaczenie powstało w związku z wartością artystyczną dzieła. Polskie tłumaczenie powstało za sprawą PGNiG, która to firma znana jest szeroko z wydawania ambitnej literatury światowej. Książka ma nawet swój samodzielny pomnik w Aszchabadzie, stolicy Turkmenistanu.

Oczywiście nikt oprócz autora nigdy nie myślał o Noblu dla „Ruhnamy”. Za to o Noblu Dla Boba Dylana myślało wielu fanów, czytelników jego tekstów oraz znawców literatury na całym świecie. Sam wielokrotnie o tym pisałem i mówiłem na radiowej antenie. Przykłady znajdziecie poniżej:


Jestem niezmiernie zdumiony ilością, a przede wszystkim szaloną różnorodnością medialnych komentarzy związanych z przyznaniem Nobla Bobowi Dylanowi. Osobiście uważam, że to wielki zaszczyt, w szczególności dla nagrody Nobla, bowiem Bobowi Dylanowi nie jest ona w zasadzie do niczego potrzebna. Tak też należy tłumaczyć moim zdaniem całkowity brak reakcji, przynajmniej do momentu, kiedy powstaje ten tekst, samego obdarowanego na fakt przyznania mu wyróżnienia.

Dla jego fanów będzie to kolejne wyróżnienie ich ukochanego poety i muzyka. Z pewnością status materialny samego wyróżnionego nie zmieni się znacznie, co w przypadku innych nagrodzonych poetów i pisarzy wyglądało nieco inaczej. Być może jednak wielu fanów Boba Dylana w odległych zakątkach świata dowie się o fakcie istnienia literackiej nagrody Nobla.

Czy Bob Dylan odbierze nagrodę? Czy przyjedzie na uroczyste jej wręczenie i zaśpiewa parę piosenek? Czemu miałby to zrobić? Czy stanie się jednym z tych nielicznych, którzy nie w związku z przebywaniem w więzieniu (co często spotyka pokojowych noblistów), lub złym stanem zdrowia, nie odebrali nagrody? Co będzie taki gest oznaczał? Czy fakt, że nie chce reklamować nieco dziś tracącej na znaczeniu nagrody? Czy może woli zwyczajnie robić swoje, pisać kolejne wiersze, które mam nadzieję zaśpiewa na kolejnej płycie, nad którą mam nadzieję, że już pracuje?


W sumie to cieszę się, że Bob Dylan Nobla dostał. W jego wierszach to nic nie zmienia. Nie sprawia, że są jakkolwiek ciekawsze. Nie sprawia też, że trafią do większego grona czytelników i słuchaczy. Być może, patrząc z rodzimej perspektywy, pozwoli sfinansować i wydać dobrze przygotowane tłumaczenia jego wierszy. Jako fan i wielbiciel, wolę, żeby spędził kolejny owocny dzień w studiu, lub siedząc gdzieś na swoim tarasie dumając nad sensem świata i kolejnym wierszem, niż leciał do Sztokholmu. To Sztokholm powinien przylecieć do niego, choć Bob Dylan zbyt ceni sobie prywatność, nie będzie chciał z pewnością przyjąć tych wszystkich oficjeli chcących się przez chwilę ogrzać w blasku jego literackiej wielkości.

13 czerwca 2012

Various Artists - Chimes Of Freedom: The Songs Of Bob Dylan, Honoring 50 Years Of Amnesty International


Cel szczytny i zadanie z gatunku właściwie niemożliwych. Tych, co potrafią zaśpiewać wiersze Boba Dylana i pozostać sobą nie ma wielu. Jeśli zaś odliczyć artystów folkowych, to właściwie nie zostaje prawie nikt.

Od takiej reguły są jednak wyjątki. Do nich należy z pewnością Martyna Jakubowicz i jej wybitny album „Tylko Dylan”, o którym pisałem tutaj:


Cz wśród 72 prób zmierzenia się z twórczością Boba Dylana zebranych na 4 wypełnionych po brzegi krążkach znajdziemy coś urzekającego, dokonanie artystyczne na miarę tego, co z wierszami największego rockowego poety wszech czasów zrobiła Martyna Jakubowicz?

Z pewnością sam projekt wydania tak monumentalnego muzycznie choć skromnego w formie zestawu zasługuje na uznanie. Jedynie jego producenci wiedzą, ile z gwiazd oddaje hołd Bobowi Dylanowi, a ile głosuje za ideami Amnesty International.

Wedle deklaracji z okładki wydanego w 2012 roku zestawu, wszystkie utwory są wcześniej nie publikowane. W stosunku do kilku z nich mam pewne wątpliwości. Szczególnie w przypadku artystów już nie żyjących… Być może „One Too Many Mornings” Johnny Casha jest jakimś niewydanym wcześniej wynalazkiem z archiwum. Być może „Don’t Think Twice, It’s All Right” Kronos Quartet to wersja wcześniej nie publikowana. Takich przykładów jest na czterech płytach jeszcze kilka. To ciekawy materiał dla badań biografów wymienionych muzyków i zespołów oraz kolekcjonerów.

Przyjrzyjmy się jednak zawartości płyt bez wnikania w pochodzenie poszczególnych nagrań. Całość muzyki można podzielić w zasadzie na 3 grupy.

Pierwsza z nich – ci muzycy mieli najłatwiej. To wykonawcy folk i country. Oni zaśpiewali teksty Boba Dylana w swoim stylu. Ich własna twórczość  często w czasach największej świetności Boba Dylana dotyczyła podobnych społecznie zaangażowanych tematów. Stosunkowo łatwo jest więc im wypaść tu prawdziwie, po swojemu. Rozumieją i czują to o czym śpiewają. To choćby Joan Baez, Pete Seeger, czy Kris Kristofferson.

Niektórzy z muzyków starali się naśladować głos i estetykę Boba Dylana. Najczęściej wypada to blado, jeśli nie wręcz śmiesznie, jak w przypadku Diany Krall. To druga grupa.

Trzecia grupa – najczęściej młodszych i nieco mniej znanych wykonawców, zwyczajnie pozostała przy swojej muzyce, grając klasyczne covery i śpiewając tekst, któreg znaczenia prawdopodobnie część z nich nawet nie próbuje zrozumieć, a nawet jeśli rozumieją, to ja tego w ich wykonaniach nie słyszę. Oszczędzę Wam nazywania po imieniu tych najbardziej kuriozalnych przypadków, kiedy przekaz muzyczny i kompletnie pozbawiony emocji wokal czyni z ważnych dla pokolenia Boba Dylana spraw kolejną bezbarwną piosenkę. Każdy może sam ocenić, jaką krzywdę niektórzy robią na tych płytach genialnym tekstom…

Wreszcie wielkie sławy – ludzie, którzy przyszli na chwilę do studia i zagrali na luzie, często bez wielkiej produkcji, która otacza ich na co dzień, jak Pete Townsend, Nils Lofgren, czy Jeff Beck… Oni nie muszą niczego światu udowadniać, a jednak wypadają bardziej wiarygodnie niż mniej znane zespoły, dla których często takie wydawnictwa są wielką szansą na zaistnienie…

Z drugiej strony podchodzenie na zbytnim luzie do ważnych dla wielu tekstów może być niebezpieczne. Niektóre ze sław wpadły w tą pułapkę, jak choćby Sinead O’ Connor, Sting – tragicznie beznamiętne „Girl From The North Country”, czy Mark Knopfler – równie beznadziejne „Restless Farewell”. O Micku Hucknallu przez litość nie wspomnę…

Lenny Kravitz z zespołem próbował udawać atmosferę Nashville w „Blonde On Blonde”… Tylko po co?

Obronną ręką wyszli za to z postawionego zadania Elvis Costello, Angelique Kidjo i wcześniej mi nieznana Natasha Bedingfield, której autorskimi płytami postanowiłem się po wysłuchaniu „Ring Them Bells” bliżej zainteresować. Nic nie mają sobie też do zarzucenia Jeff Beck i Seal wykonujący razem „Like A Rolling Stone”… To najbardziej energetyczny numer na wszystkich 4 płytach. Tak powinien brzmieć ten utwór.

Czy zatem 4, a może 5 dobrych wykonań na 72 próby to wystarczająco dużo, żeby uzasadnić zakup tego wydawnictwa? Mam poważne wątpliwości… Jak chcecie dobrego Boba Dylana, to kupcie sobie kilka jego sztandarowych płyt, jeśli ich jeszcze nie macie, albo Martynę Jakubowicz, którą mieć powinniście koniecznie!

Various Artists
Chimes Of Freedom: The Songs Of Bob Dylan, Honoring 50 Years Of Amnesty International
Format: 4CD
Wytwórnia: Fontana / Amnesty International
Numer: 817974010016

21 stycznia 2012

Bob Dylan – Don’t Look Back: 65 Tour Deluxe Edition


„Don’t Look Back” to wzorzec gatunku. Od czasu jego premiery już każdy film dokumentalny o trasie koncertowej, życiu rockowego muzyka i mająca artystyczne ambicje w warstwie obrazu rejestracja występów na żywo jest wzorowana na tym obrazie.

Dzięki staraniu wytwórni Sony dostajemy nie tylko dobrze zrobiony film dokumentalny – takim był już w momencie swojej premiery w 1965 roku. To również produkt naszych czasów, starannie wydany, odświeżony dźwiękowo i wizualnie, opatrzony współczesnym komentarzem autorów sprzed lat.

Film dokumentuje brytyjską trasę koncertową Boba Dylana z 1965 roku. Początek obrazu, to słynna już dziś i legendarna sekwencja Boba Dylana pokazującego kolejne plansze ze słowami „Subterranean Homesick Blues”, często nazywana pierwszym reżyserowanym teledyskiem w historii gatunku. W komplecie luksusowego wydania znajdziemy małą książeczkę, której szybko przewracane kartki naśladują kolejne kadry tej historycznej sceny. Fajny to pomysł, stanowiący sympatyczny i sensowny, co nie jest zbyt częste dodatek do całego, złożonego z dwu płyt DVD wydawnictwa. Kolejnym istotnym dodatkiem jest również starannie wydana w formie książkowej kompletna transkrypcja dialogów z filmu uzupełniona unikalnymi zdjęciami.

Ponad 90 minutowy film, to tylko z pozoru montaż zupełnie przypadkowych ujęć zza kulis, z konferencji prasowych, hotelowych pokoi i lotnisk. Jest w nim trudny do zdefiniowania magnetyzm, sprawiający, że ten pozorny chaos tworzy spójną całość, którą nieźle ogląda się nawet dziś. Kamery filmowe i telewizyjne dziś nie rozstają się ze sławami muzyki. W swoich czasach tego rodzaju realizacja musiała być swoistego rodzaju nieoczekiwanym spektaklem odkrywającym to, co dotychczas pozostało przed fanami ukryte. Prywatne życie idola, zwykle starannie ukrywane przez fanami, a jeśli już ukazywane, to w sposób starannie kontrolowany nie tylko przez samego zainteresowanego, ale również przez służby cenzury obyczajowej, mnie, lub bardziej wtedy obecne w mediach na największych rynkach, zainteresowanych Bobem Dylanem, czyli w USA i Wielkiej Brytanii.

„Don’t Look Back” to nie tylko wizja reżysera - D.A. Pennebakera. Trzeba pamiętać, że to on właśnie był jednym z pierwszych konstruktorów przenośnego sprzętu filmowego pozwalającego w jakości wymaganej przez kina rejestrować „z ręki” ujęcia, które wcześniej były niemożliwe do zarejestrowania na szerokiej taśmie filmowej, co pozwoliło wejść z kamerą tej jakości właściwie po raz pierwszy do pokojów hotelowych i za kulisy sal koncertowych bez wcześniejszego przygotowywania i oświetlania tych planów zdjęciowych.

Dziś już nikt nie filmuje koncertów jedną kamerą z ręki… Szkoda. To pozwala skupić się na muzyce, a nie na sztuce montażu i światłach. Czyniąc oczywiście niekoniecznie prawdziwe założenie, że w koncercie chodzi o muzykę… Ale to już inna historia. Duża ilość ruchomych kamer na wysięgnikach potrafi też denerwować tych, nad których głowami owe kamery się przemieszczają. Coraz częściej niestety dotyczy to nie tylko wybranych koncertów z trasy, które są rejestrowane dla potrzeb późniejszego wydania – to jeszcze dałoby się znieść, bo być na koncercie i później mieć z niego płytę to doświadczenie dla każdego fana szczególne. To coraz częściej nieodłączny atrybut całej trasy służący jedynie temu, żeby na wielkim telebimie pokazać jakieś zbliżenie… Mnie się to niezbyt podoba. Wolę muzykę. Dlatego też sekwencje koncertowe i sposób w jaki pokazuje je D. A. Pennebaker podobają mi się, niezależnie od tego, że muzyka też jest najwyższej próby.

Komentarze reżysera i ówczesnego tour managera Boba Dylana – Boba Neuwirtha nagrane po wielu latach do współczesnego cyfrowego wydania odkrywają nowe fakty i wyjaśniają wiele szczegółów widzom, którzy nie znają dokładnie biografii artysty, jego relacji osobistych i muzycznych z Joan Baez i historii nieuchronnie zbliżającej się w czasie powstawania filmu i dla wielu do dziś kontrowersyjnej przemiany poety i artysty folkowego Boba Dylana w muzyka rockowego. Poetą, jednym z największych współczesnych twórców jest do dziś, porzuconej jednak właśnie w okresie powstawania „Don’t Look Back” gitary akustycznej od tego czasu używa na koncertach jedynie sporadycznie.

Druga, dołączona do luksusowego wydania filmu płyta DVD zawiera 90 minutowy suplement zmontowany współcześnie przez reżysera z materiałów zarejestrowanych dla potrzeb filmu i odrzuconych w pierwotnym montażu. Nie ma tu magii pierwotnego montażu, co dowodzi jedynie słuszności wyboru scen do filmu i tego, że te prezentowane dziś zostały wtedy odrzucone.  Nie oznacza to, że „Bob Dylan 65 Revisited” jest słabym dokumentem. Jeśli spodoba się Wam „Don’t Look Back”, to „Bob Dylan 65 Revisited” obejrzycie z równie wielką przyjemnością.

Każdą z płyt powinno się obejrzeć dwa razy. Każda z wersji jest ważna i zupełnie inna. Warto zacząć od wersji pierwotnej, a później obejrzeć całość jeszcze raz z autorskimi, nagranymi współcześnie komentarzami D. A. Pennebakera i Boba Neuwirtha. Inaczej, niż w wielu odświeżanych dla potrzeb formatu DVD starych filmach, te komentarze mają sens i odkrywają przed widzami (choć trzeba przyznać, że głównie tymi, którzy znają dość dobrze biografię Boba Dylana) nowe,  nieznane wcześniej fakty i kulisy powstawania filmu.

„Don’t Look Back” posiada właściwie tylko jedną wadę. Mimo wspomnianych już obszernych komentarzy D. A. Pennebakera i Boba Neuwirtha, dla osób, które nie znają dobrze kulturowego kontekstu twórczości Boba Dylana i uznawanej wówczas za alternatywną i politycznie zaangażowaną, muzyki folkowej, będzie dość niezrozumiałym zlepkiem przypadkowych scen. Znawcy tematu odnajdą w tle sceny początkowej enigmatyczną postać Allena Gainsburga w dziwnym przebraniu, czy Marianne Faithfull przesiadującą w pokoju hotelowym i towarzyszącego w trasie całemu zespołowi Donovana. No i oczywiście Joan Baez, która na scenie w 1965 z Bobem Dylanem się nie pojawiała, ale w trasę z nim pojechała…

Na koniec wypada przypomnieć znowu, że mamy nowy rok i to może być właśnie ten rok, kiedy można naprawić zupełnie niezrozumiałą zaległość i przyznać wreszcie literacką nagrodę Nobla Bobowi Dylanowi, należy mu się ona bowiem bardziej niż większości poetów, którzy dostali ją w ciągu ostatnich 30 lat. Pokażcie mi innego poetę, który tak wprawnie operuje niełatwymi konstrukcjami językowymi, mówi o rzeczach ważnych, jest autentyczny i prawdziwy, a w dodatku jego twórczość zna na pamięć miliony ludzi na całym świecie…

Bob Dylan
Don’t Look Back : 65 Tour Deluxe Edition
Format: 2 x DVD
Wytwórnia: Columbia / Sony
Numer: 828768321393

26 kwietnia 2011

Martyna Jakubowicz - Tylko Dylan

Dzisiejsza płyta jest jedną z tych pozycji, do których wracam bardzo często. Jest w niej jakas magia. To unikalne połączenie właściwie wszystkiego, co w swoich kategoriach najlepsze, albo do deału bardzo zbliżone. To wiersze Boba Dylana. Jego kompozycje tak właśnie wypada nazywać. Muzyka jest tylko pretekstem do przedstawienia myśli i układanki słownej na którą receptę zna tylko największy poeta współczesnej muzyki. To również znakomicie wybrane pozycje z jego olbrzymiego repertuaru. Niekoniecznie te najbardziej znane, jednak zawsze ważne i będące w wielu przypadkach mocnymi pozycjami płyt na których pierwotnie się ukazały. Teksty zostały przetłumaczone na jzyk polski i to jedne z najlepszych tłumaczeń poezji Boba Dylana, jakie znam. Tłumaczenie tekstu piosenki, którą później ktoś ma zaśpiewać jest dużo trudniejsze, niż tłumaczenie wierszy. Tym większe uznanie i brawa dla autorów – Michała Kłobukowskiego, który przetłumaczył Farewell Angelina i Andrzeja Jakubowicza, który jest autorem pozostałych tłumaczeń. Czy te tłumaczenia są lepsze, czy gorsze od innych dostępnych? Tego nie naley oceniać w kategorii tworzenia sportowej klasyfikacji. Teksty w otoczeniu muzycznym, do którego zostały przeznaczone sprawdzają się świetnie, są jednocześnie proste i niebanalne, oddając sens oryginału, a nie trzymając się go kurczowo.

Płyta Tylko Dylan w zasadzie powinna być firmowana przez Martynę Jakubowicz i zespół Voo Voo, bowiem za całość materii muzycznej odpowiedzialny jest zespół muzyków pod wodzą Wojciecha Waglewskiego. To właśnie jego muzykom zawdzięczamy folkowy po amerykańsku, a jednocześnie momentami słowiański nastrój muzyczny. To dobry pomysł na odświeżenie i własne, autorkie spojrzenie na kompozycje Boba Dylana. Do tego należy dodać nieco wycofany, co nie jest wadą, snujący się gdzieś pośród wielu instrumentów perkusyjnych , akordeonu i mandoliny głos Martyny Jakubowicz. To z pewnością wynik przemyłaślanej koncepcji, a nie słabej formy wokalnej artystki. Tak miało być i udało się znakomicie.

Plyta ukazała się w 2005 roku i spodobała mi się już podczas pierwszego z nią kontaktu. Później postanowiłem wykonać pewien muzyczny eksperyment, a właściwie nawet dwa. Najpierw sporządziłem sobie coś na kształt wersji oryginalnej, czyli płytę z pierwotnymi nagraniami Boba Dylana. Później stworzyłem sobie składankę złożoną z werji oryginalnych i tych z dzisiejszej płyty nagranych na przemian (to już nie da się zmieścić na jednej płycie). Co wynikło z takiego eksperymentu?

Oczywiście Masters Of War w wykonaniu Boba Dylana jest dużo mocniejszy, choć pochodzi z prehistorii – czyli z płyty The FreeWheelin’ Bob Dylan z 1963 roku. Interpretacja Knockin’ On Heavens Door może być dla wielu dyskusyjna. Weilu słuchaczom ten utwór może kojarzyć się z gitarowym riffem Erica Claptona, czy wersjami Warrena Zevona, lub Rogera Watersa. To istotnie świetny gitarowy standard, jednak to również wyśmienity tekst i to jest ważne w balladowej interpretacji Martyny Jakubowicz i Voo Voo. Dla mnie to świetny, choć inny od większości znanych interpretacji pomysł na ten utwór, zwracający uwagę bardziej na tekst niż muzykę.

To samo można powiedzieć o zamykającym płytę utworze – Na straży w dzień i w nocy, czyli w oryginale All Along The Watchtower. To znowu coś, co dla wielu słuchaczy jest gitarowym hitem wszechczasów – głównie za sprawą Jimi Hendrixa, ale także wielu innych – choćby The Grateful Dead, Neila Younga, czy Taj Mahala. To jednak również wyśmienity tekst, na który warto zwrócić uwagę, a taką możliwość daje eksponująca melodię i tekst właśnie wersja z dzisiejszej płyty.

Nie potrafię wskazać słabych punktów dzisiejszego albumu, nawet Specjaliści od wojny (Masters Of War) to nie słabszy utwór, jedynie odbiegający znacząco od oryginału. Tylko Dylan to świetny album, paradoksalnie nie wiem, czy nie najlepszy w opanowanej przez autorskie projekty dyskografii Martyny Jakubowicz. Warto też upolować od czasu do czasu powtarzaną w kanałach polskiej telewizji publicznej wersje koncertową.

Martyna Jakubowicz
Tylko Dylan
Format: CD
Wytwórnia: Sony
Numer: 5099751975724

15 marca 2011

Bob Dylan - MTV Unplugged

Pamiętam, czego oczekiwałem w 1994 roku od Boba Dylana w wersji Unplugged. Pamiętam też rozczarowanie związane z pierwszym kontaktem z tym nagraniem. To była płyta CD (albo płyta analogowa, w każdym razie bez obrazu), na której nie usłyszałem Boba Dylana z lat początku kariery – poety z gitarą. Usłyszałem za to koncert Unplugged, który nie był Unplugged. Za brzmienie odpowiedzialne były przede wszystkim organy Hammonda i elektryczna gitara slide na zmianę z gitarą dobro (też elektryczną) i zasilaną prądem mandoliną.

Oczekiwałem też raczej zupełnie innych utworów, choć konieczność zaśpiewania The Times They Are A-Changin’, czy Like A Rolling Stone była chyba łatwa do przewidzenia. Jak zapewne większość fanów artysty wolałbym Masters Of War, Ballad Of Hollis Brown, czy A Hard Rain’s A-Gonna Fall.

Tak więc po jednym przesłuchaniu wersji audio, a później obejrzeniu kasety VHS materiał powędrował na parę ładnych lat na półkę. Do czegoś, co uważałem za muzyczną porażkę trzeba było nabrać nieco dystansu.

Z perspektywy czasu łatwiej docenić pełen komercyjnych kompromisów, jednak dość sensowny wybór repertuaru. Mogliśmy przecież dostać Blowin’ In The Wind, Jokerman i Precious Angel, a w godzinnym programie zmieściły się przecież Desolation Row, Dignity i Love Minus Zero / No Limit. Mogło więc być dużo gorzej.

Nawet jeśli komus nie podoba się mandolina, można skupić się na tekstach. Pozorna wokalna nonszalancja i odrobina emocjonalnej niedbałości przenosi na słuchacza odpowiedzialność za zrozumienie i przemyślenie tekstu. Tak mają ci artyści, którzy są pewni, że śpiewają wybitne wiersze, a nie banalne piosenki. Może jedynie harmonijkę Bob Dylan tego dnia mógł sobie darować…

Na organach Hammonda gra Brendan O’Brien, dzisiejsza gwiazda konsolety, człowiek odpowiedzialny między innymi za wybitne realizacje ostatnich płyt Bruce’a Springsteena – Magic i Working On A Dream.

W sumie muzycznie nie jest najgorzej, udało się uciec od uprawianej również ostatnio przez Boba Dylana na koncertach konwencji barowo – objazdowego cyrku country i wodewilu, czyli maniery, która pozostała w głowie artysty od czasu Rolling Thunder Revue i powraca od czasu do czasu do dziś.

Fragmenty zagrane bez perkusji i organów wypadają jednak mimo dobrej gry Brendana O’Briena nieco ciekawiej – pozostawiając jeszcze więcej miejsca dla tekstu.

To jedna z tych płyt, które zyskują z upływem czasu i mam wrażenie, że za kolejne 10 lat będzie jeszcze lepsza.

Aha, i jeszcze jedno – szanowna Akademio, w tym roku znowu macie szansę dać Bobowi Dylanowi literackiego Nobla i sprawić, by cały świat na nowo uwierzył, że rzeczywiście nagroda jest za napsiane słowa, a nie kraj urodzenia i polityczny życiorys. Można też będzie poprosić laureata o koncert zamiast tradycyjnego wykładu w czasie ceremonii wręczania nagrody…

Bob Dylan
MTV Unplugged
Format: DVD
Wytwórnia: Columbia
Numer katalogowy: 5099720243595

25 lutego 2011

Bob Dylan - The Other Side Of The Mirror: Live At The Newport Folk Festiwal 1963-1965

Dzisiejsza płyta w obecnej postaci ukazała się w 2007 roku. Całość materiału filmowego, za wyjątkiem prawie półgodzinnego wywiadu z reżyserem Murray Lernerem była wcześniej dostępna w różnego rodzaju antologiach i składankach. Jednak zestawienie na jednym nośniku występów Boba Dylana z Newport Folk Festival z 1963, 1964 i 1965 roku pozwala zobaczyć na własne oczy jakim szokiem musiał być dla słuchaczy legendarny elektryczny występ z 1965 roku.

Filmy z lat poprzednich - 1963 i 1964 pokazują folkowego Boba Dylana w otoczeniu rodzinnego festiwalowego pikniku fanów gatunku. Aż nagle w 1965 roku w wieczornym koncercie artysta ukazuje się zupełnie odmieniony, przez wielu wygwizdany. To historia opisana wielokrotnie w rozlicznych biografiach Boba Dylana. To z pewnością ciekawa z punktu widzenia obserwatora zjawisk kulturowych sytuacja.

Skupmy się jednak na muzyce. Monolog Murraya Lernera, reżysera filmu i naocznego światka wszystkich 3 festiwali można sobie darować. To chaotyczna, niespójna, niespełna półgodzinna wypowiedź, której brak myśli przewodniej. Reżyser nie ujawnia żadnych nowych faktów, ani nie opowiada swojej własnej wersji wydarzeń. Dla znawców Dylana to nic nowego. Jeśli ktoś historii początków kariery artysty nie zna, z pewnością znajdzie lepsze źródła.

Bob Dylan to przede wszystkim poeta. Nie potrafię opuścić żadnej okazji pozwalającej powiedzieć, że fakt pomijania być może największego poety dwudziestego wieku przy przyznawaniu literackiej nagrody Nobla w zasadzie dyskwalifikuje kompetencje komitetu tej nagrody. W tym roku znowu można ten błąd naprawić. Oby się udało. Oby komitet zorientował się za życia artysty.

W 1963 roku Bob Dylan w zasadzie nie potrafił jeszcze grać na gitarze. Na scenie nie radził sobie z instrumentem, za to jego głos był już wtedy ważnym głosem pokolenia. Takim pozostaje do dziś. W początkach kariery Dylan pozostawał pod dużym wpływem poprzedniego pokolenia folkowych poetów, w tym swojego pierwszego idola – Woody Guthriego.

Uciekając znowu od biografii burzliwego związku z Joan Baez pozostaje jedynie stwierdzić, że wspólne występy z Bobem Dylanem, nawet jeśli odbywają się w scenerii improwizowanych warsztatów artystycznych są niezwykle przejmujące – jak w With God On Our Side. Nie wiem, czy ktoś wtedy wierzył, że oni tylko razem śpiewają…

Z muzycznego punktu widzenia zmarnowaną okazją do zaśpiewania czegoś wyjątkowego był prawdopodobnie finał koncertu Dylana na głównej scenie festiwalu w 1963 roku. Blowin’ In The Wind artysta śpiewa na scenie w towarzystwie Pete Seegera, Joan Baez, członków zespołów Peter Paul And Mary i The Freedom Singers. Te wszystkie znakomitości tworzą jedynie pozostający gdzieś w odległym wokalnym tle chórek. Co byłoby, gdyby każdy z wokalistów dostał swoją chwilę w tym utworze – nigdy się już nie dowiemy.

Rok później – w kolejnej edycji festiwalu Bob Dylan jest już zdecydowanie pewniejszym gitarzystą. Ma również za sobą komercyjny sukces wydanej latem 1963 roku The Freewheelin’ Bob Dylan i kolejnej The Times They Are A-Changin'. To z pewnością dodawało scenicznej pewności siebie i przekonania o ważnej roli tego co miał wtedy do powiedzenia. Bob Dylan w 1964 roku ciągle jeszcze był na scenie przede wszystkim poetą z gitarą i harmonijką szukającym popularności dla swoich tekstów. Potrafił już jednak zapanować nad publicznością i emocjami związanymi z występem.

Johnny Cash zapowiadający swoje własne wykonanie Don’t Think Twice, It’s All Right określa Dylana najważniejszym kompozytorem piosenek od czasu Pete Seegera. Z pewnością w swoich czasach to był niezwykły komplement dla ciągle początkującego tórcy na dorobku.

Newport Folk Festiwal 1964 to jednak przede wszystkim monumentalne Chimer Of Freedom – jeden z najważniejszych wierszy Boba Dylana w tamtych czasach.

W 1965 roku Bob Dylan był już jedną z największych gwiazd festiwalu. Na jego wieczornym koncercie publiczność spodziewała się usłyszeć to co zwykle, stało się jednak inaczej. Tylko najwięksi potrafią dokonać tak radykalnej zmiany ryzykując wszystko, co dotąd osiągnęli.

24 lipca w czasie popołudniowych warsztatów słyszymy folkowego Dylana z akustyczną gitarą. Dzień później jego muzyczny świat był już zupełnie inny. To wygwizdywani przez wielu członkowie Paul Butterfield Blues Band – Mike Bloomfield i Al. Kooper zmienili świat Dylana na zawsze…

W 1965 roku na festiwalu folkowym gitarowe solówki Mike Bloomfielda musiały być dla publiczności szokiem podobnym do tego, jaki wiele lat temu zobaczyłem w oczach jednego z zagorzałych fanów Pat Metheny Group usiłującego zwrócić w sklepie kupioną poprzedniego dnia nową płytę Pata Metheny – Zero Tolerance For Silence. Ów klient był przekonany, że na płytę omyłkowo nagrno coś zupełnie innego.

Bob Dylan to wybitny poeta. Dzisiejsza płyta to kawał ważnej historii muzyki i amerykańskiej kultury. Przyznajcie wreszcie Nobla Dywanowi, albo dajcie sobie spokój z tą nagrodą.

Bob Dylan
The Other Side Of The Mirror: Live At The Newport Folk Festiwal 1963-1965
Format: DVD
Wytwórnia: Columbia / Sony
Numer katalogowy: 886971446692

29 listopada 2010

Bob Dylan - The Witmark Demos: 1962-1964, The Bootleg Series Vol.9

Ta płyta to przede wszystkim ważny dokument, a właściwie dwa istotne dla rozwoju światowej muzyki dokumenty. Ten pierwszy dokumentuje teksty. Bob Dylan, to przede wszystkim wielki i fantastyczny poeta. Wydanie dzisiejszej płyty oznacza, że dostajemy do ręki wiele nowych tekstów, napisanych w jednym z najlepszych dla autora okresów twórczych. Ten drugi dokument, to coś w rodzaju osobistego brudnopisu artysty. To wczesne wersje wszystkim znanych utworów w rodzaju Blowin’ In The Wind, Ballad Of Hollis Brown, Boots Of Spanish Leather, czy wreszcie The Times They Are A-Changing. To trochę tak, jakby ktoś niespodziewanie wykopał młodzieńczy rękopis Iliady Homera zawierający dodatkowe fragmenty i trochę inne, niepoddane jeszcze końcowej obróbce edytorskiej wersy.

Te fragmenty tekstów dziś wydają się obce, przez lata przyzwyczailiśmy się przecież do tekstów wydanych na płytach i w druku. Są jednak unikalnym dokumentem procesu twórczego zachodzącego prawie 50 lat temu w głowie największego poety wśród współczesnych muzyków. To zresztą wypada powtórzyć przy każdej nadarzającej się okazji – fakt, że Bob Dylan nie dostał jeszcze literackiej nagrody Nobla jest wielkim skandalem kompromitującym ludzi przyznających tą nagrodę, często z polityczno – koniunkturalnego powodu, a nie dla docenienia naprawdę wartościowej twórczości.

Jakość techniczna nagrań obecnie wydanych jest zadowalająca, biorąc pod uwagę powód ich powstania (to nagrania demonstracyjne dla innych artystów i powstałe w celu rejestracji praw autorskich) oraz okoliczności i kontekst historyczny (to nie było wielkie studio ważnej wytwórni…). Muzyka – to akompaniament gitary, czasem harmonijki lub fortepianu w wykonaniu samego Boba Dylana, pełni, tak jak na wszystkich wczesnych płytach tego artysty jedynie funkcje ilustracyjną i jest dodatkiem do tekstów.

Lubię wczesne płyty Boba Dylana, a ta dzisiejsza cofa nas do początków jego twórczości, do lat 1962 – 1964. Dylan od zawsze pisał wybitne teksty, jednak od mniej więcej 1972 roku tylko kilka razy udało mu się nagrać je tak, żeby oprócz poezji powstała ciekawa muzyka. Dla mnie takie płyty to miedzy innymi Slow Train Coming, Modern Times i Together Through Life.

Tak czy inaczej, Bob Dylan to poeta. Jego najlepszym produktem pozostanie chyba już na zawsze gruby tom Lyrics 1962 – 2001. Jednak dzisiejsza płyta jest świetna, z pewnością każdy fan artysty powinien mieć ją w swojej kolekcji.

Bob Dylan
The Witmark Demos: 1962-1964, The Bootleg Series Vol.9
Format: 2CD
Wytwórnia: Columbia / Sony
Numer: 886977617928