Najnowszy album
Kingi Głyk czekał chwilę na swoją kolejkę do Płyty Tygodnia. Wszystko przez
wiele ciekawych premier w drugiej połowie 2019 roku. W wakacje Kinga Głyk
odwiedziła Warszawę dając niezwykle entuzjastycznie przyjęty przez publiczność
koncert, który znam niestety tylko z opowiadań, bowiem byłem w tym czasie
bardzo daleko od domu. Obserwuję jednak rozwój talent Kingi od kilku lat i
muszę przyznać z dużą satysfakcją, że pomyliłem się myśląc jakiś czas temu, że
oto mamy utalentowaną basistkę, która jak wielu muzyków grających na tym
instrumencie ma szansę zostać wirtuozem i rozchwytywanym uczestnikiem wielu
sesji nagraniowych największych gwiazd. Po wysłuchaniu relacji z koncertu i
kilku wieczorach spędzonych z „Feelings” wiem, że na szczęście się pomyliłem.
Kinga Głyk ma szansę nie tylko na rolę wirtuozerskiego uczestnika sesji, ale
zostanie gwiazdą światowego formatu nagrywająca własną muzykę i zapraszającą
gwiazdy do swoich projektów.
Propozycja
Kingi brzmi świeżo i światowo a także w sposób zadowalający zarówno tych, co
urodzili się wystarczająco dawno, żeby słyszeć na żywo Jaco Pastoriusa, jak i
tych, którzy znają go jako dawno nieżyjącego twórcę nowoczesnej szkoły grania
jazzu na gitarze basowej z zamierzchłej przeszłości. Sama Kinga postanowiła
jakiś czas temu zaznaczyć, że wie kim był Jaco umieszczając w sieci video z
własną wersję „Donny Lee” zarejestrowaną z dyskretnym akompaniamentem
nieustalonej postaci grającej na instrumentach perkusyjnych. Na jej
wcześniejszych albumach możecie też usłyszeć „Teen Town”.
Być dobrym
gitarzystą basowym to spora sztuka, a być muzykiem grającym na tym instrumencie
jest znacznie trudniej. To zresztą nie dotyczy tylko basistów, ale w sumie
wszystkich zajmujących się muzyką. Kinga Głyk pokazała nagrywając „Feelings”, że
jest nie tylko wirtuozem, ale przede wszystkim ma pomysł na autorskie brzmienie
i twórcze wykorzystanie repertuaru tak odległego od siebie, jak „Lennie’s
Pennies” Lennie’go Tristano i „Super Freak” Ricky Jamesa. Trudno wyobrazić
sobie ludzi muzycznie bardziej od siebie odległych niż Lennie Tristano i Ricky
James, a u Kingi Głyk to się zgadza, co samo w sobie jest rzeczą niebywałą.
Odrobina
staromodnych, doskonale wybranych brzmień elektronicznych brzmi dobrze zarówno
w inspirowanej epoką dla nich naturalną kompozycji „5 Cookies”, jak i starszych
od pierwszych elektronicznych brzmień o pół wieku jak „Lennie’s Pennies”. Warto
podkreślić, że Kinga Głyk nie tylko potrafi przypomnieć i zaprezentować świeże
wersje ogranych na wszystkie możliwe sposoby tematów. Większość albumu to jej
własne pięknie napisane melodie. Mieszanka wszelkich możliwych stylów
przyrządzona przez Kingę Głyk brzmi doskonale, stawiając trudne zadanie tym,
którzy chcieliby przypisać jej muzykę do jakiegoś konkretnego stylu i porównać
z czymkolwiek.
Mieć w wieku 22
lat na koncie 4 doskonałe albumy, wypełniony kalendarz koncertowy i olbrzymią
widownię w internecie, to warte odnotowania osiągnięcie, w szczególności, jeśli
mamy na myśli muzykę wartościową, instrumentalną i pozbawioną komercyjnej
otoczki tworzonej przez marketingowe machiny kreujące gwiazdy pop młodego
pokolenia. Chciałbym, żeby muzyka młodego pokolenia brzmiała tak dobrze, jak
wszystko, co gra na gitarze basowej Kinga Głyk.
Kinga Głyk
Feelings
Format: CD
Wytwórnia: Warner
Bros.
Numer: 090295361365
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz