18 sierpnia 2020

Bronisław Kaper – Mistrzowie Polskiego Jazzu

Bronisław Kaper to jeden z najbardziej znanych na świecie polskich kompozytorów związanych z muzyką jazzową. Przez ponad 50 lat komponował muzykę filmową, jego ścieżki dźwiękowe wielokrotnie otrzymywały branżowe nagrody, a w Hollywood był niezwykle szanowanym autorytetem w dziedzinie przygotowywania muzycznych opraw do filmów największych światowych mistrzów kina. Nie miał jednak szczęścia do filmów, zwykle jego muzyka była ciekawsza od samych obrazów i w zasadzie nigdy nie udało mu się umieścić autorskiej muzyki w filmie, który na trwałe znalazł się w kanonie światowej filmografii. O filmach z muzyką Bronisława Kapera pamiętają dziś głównie historycy Hollywood, za to jego kompozycje pojawiają się do dziś na płytach największych jazzowych muzyków wszystkich pokoleń.

Bronisław Kaper urodził się w Warszawie w 1902 roku. W rodzinnym mieście uczył się gry na fortepianie i reguł kompozycji. Na dalsze studia pojechał w latach dwudziestych do Berlina, gdzie zainteresował się po raz pierwszy komponowaniem piosenek. Za sprawą takich kompozycji jak „Jazz Drops” i „Jazz Coctails” w wymagającym środowisku muzycznym Berlina nazywany był berlińskim Dukiem Ellingtonem. Jeszcze w Berlinie, w samych początkach udźwiękowionego kina skomponował swoje pierwsze fragmenty muzyki filmowej. Wygnany z przyjaznego w latach dwudziestych artystom Berlina przez zmiany polityczne i kulturalne związane z dojściem do władzy Hitlera znalazł się Kaper na krótko w Paryżu, a później w połowie lat trzydziestych na stałe związał się z Hollywood.

Historię życia i muzyki Bronisława Kapera z encyklopedyczną wręcz dokładnością opisał Andrzej Krakowski w książce „Bronisław Kaper: Od początku do końca”. Autor tej doskonale napisanej biografii sam jest związany z Hollywood. W jego opowieści wątki jazzowe są nakreślone dość luźno, co zrozumiałem, bowiem Kaper był przede wszystkim autorem muzyki filmowej, a te jego kompozycje, które trafiły do jazzowego świata, powstały w zupełnie innym celu, jako część oprawy muzycznej kinowych obrazów. W związku z tym, ich dalsze, samodzielne życie, często dużo bogatsze niż kariera filmów do których powstały, nie jest bezpośrednio związane z postacią kompozytora. Książka jednak, podobnie jak dwie inne pozycje tego samego autora, jest wyśmienitym i niezwykle rzetelnym opracowaniem pozwalającym czytelnikom zajrzeć za kulisy Hollywood. Unikalna formuła biografii pozwala uznać tą książkę za najbliższe prawdy opracowanie dotyczące życia Bronisława Kapera. Andrzej Krakowski wykorzystał bowiem jako podstawę obszerne materiały z wielogodzinnych rozmów samego Kapera z Irene Atkins – córką Gusa Kahna, autora słów do wielu jazzowych standardów i piosenek znanych z filmów, a także współpracownika Kapera i przyjaciela domu. Irene była świadkiem wielu wydarzeń opisywanych przez Kapera. Rozmowa została przeprowadzona w 1976 roku, a Krakowski uzupełnił jej zapis o swoje własne obserwacje, był bowiem uczestnikiem części wydarzeń opisanych przez kompozytora. W ten sposób powstała unikalna rozmowa trzech osób przeprowadzona już po śmierci Kapera i Irene Atkins, która jest biografią najsłynniejszego polskiego kompozytora muzyki filmowej i twórcy jazzowych standardów.


Pierwsza poważna praca Bronisława Kapera dla kinematografii amerykańskiej, to prawdopodobnie piosenka do filmu braci Marx „A Night At The Opera” z 1935 roku – „Cosi Cosa”. Na początku swojej kariery w Hollywood, często Kaper był autorem jedynie części ścieżki dźwiękowej, pisał piosenki albo opracowywał fragmenty muzyki instrumentalnej do przebojów napisanych przez bardziej znanych autorów. Wczesne prace Kapera są dziś trudne do zidentyfikowania, bowiem często nazwisk autorów poszczególnych kompozycji nie umieszczano w napisach końcowych do filmów, a i sam reżyser w wywiadzie opracowanym przez Andrzeja Krakowskiego często myli fakty lub podaje sprzeczne ze sobą informacje, nawet w tak istotnych sprawach, jak rok przeprowadzki do Hollywood.

Z czasem jednak Kaper mozolnie budował swoją pozycję w Hollywood, korzystając ze stanowiska etatowego kompozytora w studiu MGM zaczął pisać całe ścieżki filmowe. Dobrze dobierał sobie również współpracowników, zarówno z grona innych emigrantów z Niemiec, których znał jeszcze z czasów swojego pobytu w Berlinie, jak i tych, którzy pracowali w Hollywood od lat.

Pierwszym jazzowym sukcesem Kapera była kompozycja „All God’s Chillun Got Rhythm”, napisana wspólnie z Austriakiem Walterem Jurmannem, z którym znał się jeszcze z Berlina i Gusem Kahnem, który wyjechał z Niemiec do Hollywood, zanim Kaper pojawił się w Berlinie. Piosenka powstała w 1937 roku i po raz pierwszy pojawiła się w ścieżce dźwiękowej do filmu braci Marx „A Day At The Races” w wykonaniu Ivie Anderson, która w tym czasie była wokalistką orkiestry Duke’a Ellingtona. Utwór szybko wszedł do repertuaru big-bandu Duke’a, a jeśli jakiś utwór grał Ellington, od razu taką kompozycją interesował się cały jazzowy świat. W ten sposób Kaper po raz pierwszy pojawił się jako autor jazzowego standardu. Utwór nie zdobył takiej popularności w jazzowym świecie, jak późniejsze kompozycje Kapera, ale do dziś bywa przypominany, szczególnie przez większe jazzowe orkiestry, które korzystają z aranżacji samego Ellingtona, lub późniejszej Billy Strayhorna. Do moich ulubionych wersji „All God’s Chillun Got Rhythm” należą wykonania Stana Getza z płyty „ East Of The Sun: The West Coast Sessions” i Buda Powella, który wielokrotnie wracał do tej melodii.

Historię filmowych sukcesów muzyki Bronisława Kapera pozostawiam Andrzejowi Krakowskiemu, ja skupię się na jazzowych dziejach jego kompozycji.

W 1947 roku Bronisław Kaper skomponował muzykę do filmu „Green Dolphin Street”, który był sporym kasowym sukcesem, a temat tytułowy, nagrany na potrzeby filmu przez orkiestrę Jimmy Dorseya, miał wkrótce stać się jednym z najczęściej nagrywanych jazzowych standardów. Jako pierwszy wśród wielkich jazzmanów, „On Green Dolphin Street” nagrał Ahmad Jamal w 1956 roku (album „Count’ em 88”). Dwa lata później temat pojawił się na płycie „Jazz Track” Milesa Davisa, który temat grał później i nagrywał wielokrotnie. O nagraniu utworu przez Milesa, Kaper dowiedział się od Andre Previna – pracującego w Hollywood pianisty, kompozytora i dyrygenta, który przepowiedział Kaperowi wielką jazzową karierę tego utworu w momencie, kiedy nagrał go Davis. Sam Previn, który również miał polskie korzenie (jego ojciec urodził się w Grudziądzu) był jednym z największych specjalistów od dyrygowania filmowymi orkiestrami, czego zresztą nie lubił robić. Za swoje usługi dyktował niesłychanie wysokie stawki, jedynie muzykę napisaną przez Kapera, którego uwielbiał dyrygował za darmo.

Sukces „On Green Dolphin Street” pomógł Kaperowi w budowaniu jego pozycji w Hollywood. Kolejny wielki jazzowy sukces miał miejsce kilka lat później. W 1950 roku powstał film „A Life Of Her Own” George’a Cukora. W scenie w barze pianista (w tej roli Jakub Gimbel – wybitny polski pianista, który często bywał w Hollywood i wziął udział w kilkunastu produkcjach filmowych) zagrał tam utwór tytułowy, który jednak, podobnie jak film nie został jakoś szczególnie entuzjastycznie przyjęty przez krytykę. W związku z tym, Kaper postanowił temat, który uważał za bardzo udany użyć jeszcze raz, po dwóch latach jako kompozycji tytułowej do filmu „Invitation” Gottfrieda Reinhardta, który również nie był wielkim kinowym przebojem, ale utwór tytułowy stał się wkrótce przebojem, wyposażony w tekst autorstwa Paula Francisa Webstera. W przypadku „On Green Dolphin Street” Kaperowi pomógł Miles Davis. „Invitation” po kilku mało istotnych nagraniach na jazzowe salony wprowadził John Coltrane, po raz pierwszy za sprawą albumu „Standards Coltrane”, wydanego w 1962 roku, a złożonego z odrzutów z sesji z 1958 roku z mniej znanym trębaczem Wilburem Hardenem oraz Redem Garlandem, Paulem Chambersem i Jimmy Cobbem. Album wydał Prestige już po wygaśnięciu kontraktu z Coltrane’m bez jego zgody. Znowu powtórzyła się historia podobna do tej z „On Green Dolphin Street”, bowiem pozycja Coltane’a była podobna do wielkości Milesa, jeśli on coś zagrał, od razu stawało się jazzowym standardem, w tym przypadku grywanym przez saksofonistów. Kolejną fale popularności „Invitation” przyszła w końcówce lat siedemdziesiątych za sprawą Jaco Pastoriusa i jego płyty „Invitation”, a także wielu bardziej, lub mniej udanych wykonań tego utworu na koncertach w latach osiemdziesiątych, które były dla Pastoriusa niełatwe w związku z postępującymi uzależnieniami i problemami psychicznymi.

Sam Kaper, jak wspominał w rozmowie z Irene Atkins w książce Krakowskiego, zrobił z „Invitation” swoją muzyczną wizytówkę. Ilekroć był proszony na częstych w Hollywood, gdzie spędził większość swojego życia, aż do śmierci w 1983 roku, o zagranie kilku utworów, zaczynał od „Invitation”.

Wkrótce po powstaniu filmu „Invitation”, Kaper zaangażował się w stworzenie ilustracji muzycznej do obrazu „Lili” w reżyserii Charlesa Waltersa, który otrzymał 6 nominacji do Oscara i odniósł spory komercyjny sukces. Film dostał tylko jedną Nagrodę Akademii, Oskar za muzykę odebrał Bronisław Kaper. Jak miało się później okazać, to był jego jedyny Oskar. W oprawie muzycznej filmu znalazła się piosenka „Hi-Lilli, Hi-Lo” z tekstem Helen Deutsch, współautorki scenariusza do filmu. W filmie piosenkę śpiewają Leslie Caron i Mel Ferrer. Również ten utwór, choć nie tak popularny, jak inne jazzowe standardy skomponowane przez Kapera trafił do jazzowego świata, a najciekawsze nagranie pochodzi z albumu „Glad To Be Unhappy” Paula Desmonda z udziałem Jima Halla. Ten utwór stał się również kultową kompozycją w kręgach folkowych za sprawą włączenia go do repertuaru przez legendarnego Tima Buckleya, którego nagranie koncertowe w towarzystwie brytyjskich folkowców możecie znaleźć na płycie „Dream Letter: Live In London 1968”. Ulubionym nagraniem Kapera była rejestracja Billa Evansa z albumu „Intuition” z 1975 roku, który był nowością w chwili nagrywania wywiadu z kompozytorem przez Irene Atkins.

Wśród innych kompozycji Kapera napisanych do niezliczonej ilości filmów, kilka innych melodii również trafiło do jazzowe świata. Wśród nich warto pamiętać o „While My Lady Sleeps” z filmu „The Chocolade Soldier” z 1941 roku. Tą kompozycję nagrał między innymi John Coltrane i Phineas Newborn Jr. Ciekawa jest również historia kompozycji „Ninon”, napisanej przez Kapera w 1933 roku w Berlinie i śpiewanej przez Jana Kiepurę. Piosenka znalazł się w niemieckim filmie „Ein Lied fur Dich” śpiewana przez Kiepurę. W ciągu kilkunastu miesięcy powstały dwa inne filmy oparte na tym samym scenariuszu – wersja francuska – „Tout pour l'amour” i angielska – „My Song For You”. We wszystkich zagrał Kiepura i zaśpiewał „Ninon” Kapera. Nagrał też ten utwór po polsku jako „Ninon, ach uśmiechnij się”. Wtedy to producenci mieli rozmach, a Kiepura okazał się poliglotą, choć nawet z pomocą Kapera kariery w Hollywood nie zrobił. Za to „Ninon” spodobała się podobno szefowi Metro-Goldwyn-Mayer – pochodzącemu z okolic Kijowa Louisowi B. Mayerowi, który zaoferował pracę Kaperowi. Jak wspomina sam kompozytor, utwór „Dream” Johnny Mercera jest niemal wierną kopią „Ninon”, ale w środowisku Hollywood nie było zwyczaju podejrzewania się i procesowania o plagiaty, nawet jeśli niezamierzone. Faktem jest jednak, że Johnny Mercer mógł znać „Ninon” zanim napisał „Dream”. Jeśli chcecie porównać obie melodie – Kiepurę znajdziecie bez trudu, a najlepszą wersję „Dream” odnajdziecie na Songbooku Mercera nagranym w 1964 roku przez Ellę Fitzgerald.

W 1975 roku Kaper postanowił nagrać chyba jedyną w swojej karierze płytę, oczywiście wypełnioną własnymi kompozycjami. Wcześniej, siadał czasem do fortepianu nagrywając fragmenty muzyki, które trafiały do filmów, jednak w Hollywood nie robił tego często. Dlatego album „Bronislaw Kaper Plays His Famous Film Themes” nagrany solo na fortepianie jest unikalnym dokumentem pokazującym autorskie spojrzenie na najważniejsze zdaniem samego Kapera jego filmowe kompozycje. Na płycie, którą nie jest łatwo dziś zdobyć znajdziecie oczywiście autorskie wersje „Invitation” i „On Green Dolphin Street”.

I jeszcze słowo o Oskarach. Kaper dostał statuetkę w 1953 roku, a pierwszą nominację dostał w 1941. Niektóre źródła podają, że to Leopold Stokowski jest pierwszym Polakiem, który dostał tą nagrodę. Nie odbieram oczywiście ani grama sławy słynnemu dyrygentowi, który swojego Oscara dostał w 1941 roku, jednak dla mnie Stokowski był Polakiem z pochodzenia. Urodził się w Londynie, jego matka Polką zdecydowanie nie była, a Stokowski związki z polskim środowiskiem muzycznym miał raczej luźne. Tak więc z technicznego punktu widzenia to Kaper jest pierwszym polskim laureatem Oscara – urodził się w muzycznie wykształcił w Polsce i całe życie uważał się za Polaka. Kiedy tylko mógł i miał z kim – rozmawiał po polsku. Dostał tylko jednego Oscara i wciąż naszym najważniejszym zdobywcą tych nagród pozostaje Stefan Kudelski z 4 Oscarami na koncie, którego ciężko będzie komukolwiek prześcignąć.

Brak komentarzy: