21 sierpnia 2010

Jacintha - Here's To Ben

Tą płytę znam chyba we wszystkich możliwych wydaniach i formatach. Swoją przygodę z tą niezwykłą sesją zacząłem od zwykłej płyty CD. Później była wersja CD tzw. Złota, 180 g tłoczenie Groove Note i audiofilski singiel 45 obrotowy w formacie pełnej płyty LP z 2 utworami. Od niedawna na swój wieczór czekała wersja XRCD2 przygotowana, jak zwykle w tej technologii przez FIM i JVC. Ta płyta miała mnie ostatecznie przekonać do technologii XRCD2. I jakoś nie do końca przekonała.

O muzyce za chwilę, jednak ponieważ dźwięk na tej płycie jest wybitnie nagrany, od niego zacznijmy.

Wersja XRCD2 jest niezaprzeczalnie lepsza od zwykłej płyty CD wydanej oryginalnie przez Groove Note. Jest bardziej klarowna, zawiera więcej szczegółów, co teoretycznie, według twórców tej technologii powinno być słyszalne niezależnie od odtwarzacza, który nie musi być jakiś specjalny. Oczywiście mam na myśli dość subtelne różnice, więc aby je usłyszeć potrzeba dość zaawansowanego systemu audio. Ta płyta jak niewiele innych już w zwykłej wersji zawiera wiele z akustyki studia, specyfiki starych mikrofonów użytych do jej rejestracji, odgłosów mechanizmów działania instrumentów itp. Tak więc owa szczegółowość XRCD2 powinna tą technologię faworyzować. Już zwykłe CD wydaje się dźwiękowym mistrzostwem świata, XRCD2 jest lepsze, ale to wszystko zachwyca tak długo jak nie posłucha się wersji analogowej. To więc kolejny dowód na wyższość czarnej płyty, jednak to przypuszczalnie również sposób realizacji polegający na rejestracji dwukanałowej przy pomocy wiekowych mikrofonów bez jakiegokolwiek montażu faworyzuje analogowy nośnik.

Tak więc realizacyjne mistrzostwo świata, niestety za wyjątkiem kontrabasu Darka Oleszkiewicza, który w tych nagraniach brzmi płasko, brak mu głębi szlachetnego drewnianego instrumentu, został potraktowany jako składnik rytmu, a nie brzmienia zespołu. Jego dźwięk jest dobrze kontrolowany, bogaty w niskich rejestrach, jednak pozbawiony życia, dźwięków palców przesuwających się po strunach i akustyki pudła rezonansowego. Można odnieść wrażenie, że to któryś z instrumentów elektronicznych naśladujących prawdziwy.

A teraz muzyka – Jacintha to prawdziwy szwajcarski scyzoryk muzyczny typu wszystko w jednym, solidne, czasem wręcz wybitne narzędzie do produkowania muzyki. W jej żyłach płynie krew z Indii. W Azji – Singapurze i Chinach nagrywa z dużym powodzeniem chińskie techno-disco, co gwarantuje nakłady płyt, o których nie śniło się amerykańskim i europejskim rekordzistom wszechczasów. Mam taką płytę na półce w ramach ciekawostki. Nagrywała z Zubinem Mechtą i nowojorskimi filharmonikami. No i kilka płyt jazzowych dla amerykańskiej Groove Note. Nagrywa też amerykańskie standardy jazzowe z tekstami po chińsku i to świetnie brzmi – przy okazji polecam –na przykład płytę Love Like A River wydaną przez Harmony / Gourmet Music, jeśli da się ją gdzieś kupić…

Here’s To Ben, to płyta, której nie powstydziłaby się żadna z największych wokalistek jazzowych. To świetny, dopracowany w każdej nucie, a jednocześnie spontaniczny wokal, doskonała emisja i kontrola oddechu, dużo przestrzeni, wyczucie frazy, nienaganna dykcja, swing. To jednak przede wszystkim jazzowe ballady w najczystszej postaci.

Trudno nie wyróżnić śpiewanego w połowie a capella Danny Boy. To zresztą jeden z utworów nagranych na wspomnianym singlu. Z Danny Boy śmiało może konkurować Somewhere Over The Rainbow. Tutaj koncepcja muzyczna polega na pozostawaniu przez Jacinthę jakby odrobinę poza pulsem. To tworzy przestrzeń i atmosferę oczekiwania na każde kolejne słowo tekstu.

In The Wee Small Hours Of Morning znowu zaczyna się a capella, do głosu Jacinthy po chwili dołącza kontrabas według schematu znanego z Danny Boy. To chyba najwolniejsze z możliwych tempo tej melodii. Została ona zaaranżowana tak, aby wykorzystać wszystko, co najlepsze w głosie Jacinthy i saksofonie Edwardsa. W Tenderly z kolei swój czas ma Kei Akagi.

Mimo tego, że Groove Note nie jest jakąś szczególnie uznaną wytwórnią, potrafi skupić wokół siebie znanych muzyków. Zespół towarzyszący wokalistce na płycie to wielcy rutyniarze. Jego liderem jest Kei Akagi. Ten wieloletni członek zespołu Milesa Davisa znany jest raczej z gry na klawiaturach elektronicznych, jednak tutaj pokazuje, że klasyczny fortepian nie jest mu obcy. Teddy Edwards to jedna z drugoplanowych, jednak ważnych dla jazzu postaci. To właściwie chodząca historia muzyki, nagrywał ze wszystkimi, z Johnny Hartmanem i z Billie Holiday. Perkusista Larance Marable, to filar Quartet West Hadena i muzyczny partner Stana Getza, Cheta Bakera, Wesa Montgomery i wielu innych. No i nasz polski wkład w tą płytą – Darek Oleszkiewicz na kontrabasie – muzyk może z najmniejszym w tej grupie dorobkiem, ale też chyba najmłodszy i wszystko jeszcze przed nim. Na razie jest w Los Angeles rozchwytywanym muzykiem sesyjnym.

Teddy Edwards miał tu chyba najtrudniej, choć z pułapki porównania z Benem Websterem uciekł ani przez chwilę nie próbując naśladować wielkiego mistrza. Znane z płyt Webstera utwory gra po swojemu. Ciepłym tonem, jednak bez przesadnego wibrata – znaku firmowego Webstera.

W sumie powstała niesłychanie wyrównana, stylistycznie jednorodna płyta. Z pewnością każdy ze standardów któraś z wielkich wokalistek zaśpiewała kiedyś ciekawiej. Odważę się jednak na stwierdzenie, że żadna z nich nigdy nie nagrała równie dobrej całej płyty. A mam tu na myśli dyskografię, którą znam właściwie w całości największych – Elli Fitzgerald, Sary Vaughan, Billie Holiday i innych. Reasumując – gdybym miał pozostawić sobie jedną płytę z balladami jazzowymi w wykonaniu wokalistki – być może wielu płyt byłoby naprawdę żal (chyba najbardziej Abbey Lincoln – A Turtle’s Dream), jednak prawdopodobnie wybrałbym Here’s To Ben Jacinthy. Ma wszystko – perfekcyjny wokal, świetnych muzyków, doskonały wybór repertuaru i wybitną jakość nagrania.

Jacintha
Here’s To Ben
Format: CD
Wytwórnia: Groove Note / JVC / FIM
Numer: FIM XRCD2 020

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Male sprostowanie: w jej zylach plynie nie krew indian amerykanskich lecz krew hinduska (z Indi :-)).

Rafal Garszczyński pisze...

Dzięki za czujność...