06 lutego 2012

Tord Gustavsen Quartet – The Well


„The Well” to jednak z piewszych płyt z oficjalną data wydania z wciąż nowego, 2012 roku. Co prawda mieliśmy już płytę tygodnia nazwaną „2012” – String Connection, ale ona nosiła datę wydania 2011 rok. Tak więc dzisiejszy album to całkowita nowość, jedno z pierwszych wydawnictw ECM w tym roku. To z pewnością również płyta warta uwagi, nie tylko dlatego, że jest pierwsza…

Muzycy zespołu Torda Gustavsena mają za sobą dużą praktykę gry w różnych składach, jednak te nagrania znane są w większości jedynie obserwatorom skandynawskiej sceny jazzowej i wielbicielom zimnej i muzycznie oszczędnej stylistyki wytwórni ECM. Ja z pokaźnego i ciągle powiększającego się katalogu tej wytwórni wybieram pozycje dość starannie. Nie zaliczam się do grona osób kojarzących nowoczesne jazzowe granie tylko i wyłącznie z tą wytwórnią, choć  znam osobiście kilku fanów wszystkiego, co nosi ten znaczek. Stąd też „The Well” jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Torda Gustavsena. Z jego zespołu zanim posłuchałem „The Well”, najlepiej znany był mi perkusista, Jarle Vespestad, głównie jako etatowy uczestnik sesji nagraniowych norweskiej wokalistki Silje Nergaard.

„The Well” to autorski projekt lidera – pianisty Torda Gustavsena. To on napisał całość  muzyki i w każdym momencie czuje się, że jest liderem zespołu. Nawet w momentach, w których rolę pierwszego instrumentu przejmuje saksofon tenorowy Tore Brunborga. Właściwie to płytę wypełniają dźwięki dwojakie, czasem mieszając się w ramach jednej kompozycji, czasem całe utwory można zaliczyć do jednej z kategorii.

Pierwsza z nich, to fragmenty grane przez fortepian z kontrabasem i perkusją. Tord Gustavsen traktuje instrument linearnie, oszczędnie dawkując słuchaczom jego dźwięki. Oczekuje od słuchacza skupienia, analizy każdej zagranej nuty. Oferuje nam okno w swój własny muzyczny świat, wypełniony wielonma różnymi inspiracjami z całego świata, przetworzonymi we właściwy sobie sposób w jednorodny, spójny dżwiękowy obraz. Tord Gustavsen nikogo nie naśladuje, choć biorąc pod uwagę jego pochodzenie i to, że od lat nagrywa dla wytwórni Manfreda Eichera, z pewnością można znaleźć analogie do stylu najważniejszych pianistów ECM. Jednak z pewnością lider posiada swój własny, niepowtarzalny i rozpoznawalny styl oraz rozległą muzyczną wiedzę, sprawnie poruszając się zarówno w obszarach jazzowych improwizacji, jak i zbliżając się bardziej do estetyki muzyki poważnej, która często oznacza dlaNorwegów echa kompozycji Edwarda Griega, tak jak u wielu polskich pianistów słyszymy to, co grywali w szkołach – Fryderyka Chopina.

Drugie, nieco odmienne oblicze mają fragmenty grane z udziałem saksofonu Tore Brunborga. Ten równie oszczędny w środkach wyrazu jak lider muzyk poszukuje swojego brzmienia w dość nietypowych obszarach krańcowym możliwości dźwiękowych saksofonu tenorowego. Często wydobywa z niego dźwięki, które wielu ortodoksyjnych saksofonistów uznałobyu za nieudane. Jednak do brzmienia „The Well” to pasuje. Choć muszę przyznać, że kiedy słuchałem płyty po raz pierwszy, uznałem fragment zagrane bez saksofonu za ciekawsze. Improwizacje saksofonu zyskują jednak przy bliższym poznaniu… Dziś już nie potrafię zdecydować, które fragmenty podobają mi się bardziej.

Ta płyta już od pierwszych dźwięków angażuje uważnego słuchacza. Posiada ów specyficzny magnetyzm przykuwający do głośników tych, którzy muzyki słuchają, chcą się skoncentrować na dźwiękach, a nie wypełnić nimi dźwiękową przestrzeń wokół siebie. W dzisiejsxych czasach niewiele jest takich nowości. Tak uzależniające są raczej dawniejsze nagrania. A porównanie do najlepszych dzieł starych mistrzów to jedna z najlepszych rekomendacji…

Tord Gustavsen Quartet
The Well
Format: CD
Wytwórnia: ECM
Numer: 602527858968

05 lutego 2012

Sonny Stitt – Night Letter / Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff


We współczesnym wydaniu to właściwie dwie płyty na jednym nośniku. Ta druga, opisana drobnym drukiem na okładce to „Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff”. Okładkę współczesnej wersji wydawca wykonał w nieco niedbały graficznie sposób wykorzystując zdjęcie użyte pierwotnie na okładce oryginalnego wydania „Night Letter”. Dlaczego zrezygnowano z oryginalnego liternictwa okładki? Być może w związku z dodaniem drugiej płyty. Na pewno stało się to ze szkodą dla estetyki. Oba albumy są w obszernej dyskografii Sonny Stitta pozycjami wartymi przypominania, więc nie wiem, skąd decyzja o priorytecie dla „Night Letter”… Wielu wydawców wypełnia pojemność dzisiejszych cyfrowych nośników wydając całe serie w rodzaju „2LP on 1CD”. To w sumie nie jest zły pomysł, ale przynajmniej reprodukcje obu oryginalnych okładek w książeczce powinny się znaleźć. No i tytuły obu płyt na okładce.

Dla mnie jednak, poszukiwacza wszelkich nagrań Pata Martino, wybór „Night Letter” na swoistego lidera tego wydawnictwa jest oczywisty. Zanim jednak przejdziemy do „Night Letter”, trochę szczegółów o sesji „Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff”, od której wypada zacząć w związku z tym, że materiał z tego albumu otwiera płytę oraz z racji na parę lat wcześniejszą datę nagrania. Ten album Sonny Stitt i Jack McDuff zarejestrowali w 1963 roku, podczas, gdy „Night Letter” nagrano w 1969 roku.

Oryginalny komentarz do płyty „Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff” napisał Dan Morgenstern. To właściwie jedyny muzyczny krytyk, z którym zgadzam się prawie zawsze, więc napisać cokolwiek, czego nie znajdziecie w jego tekście jest właściwie niemożliwe. Tak więc, chcąc uniknąć kopiowania, opowiem o tym, co napisał w 1963 roku o płycie Dan Morgenstern. Myślą przewodnią jego tekstu jest swing. Uważał on bowiem, że Sonny Stitt to absolutnie najbardziej swingujący saksofonista wszechczasów. Zgadzam się z tym w pełni. To zresztą słychać na płycie. Lider jest tradycyjnie dość oszczędny w swojej grze. Nie ściga się, nie mnoży dźwięków tam, gdzie nie jest to potrzebne, choć nie pozostawia wątpliwości, że potrafi na saksofonie zagrać wszystko. Brzmienie organów Hammonda jest  idealnym towarzyszem miękkich, dalekich jednak od ckliwego banału melodii prezentowanych przez Sonny Stitta. Jack McDuff nie jest tak dynamiczny jak Jimmy Smith, jest więc idealnym towarzyszem dla lidera, pozostawiając mu wiele muzycznej przestrzeni. Sekcję rytmiczną tworzą mniej znani muzycy – grający na kontrabasie Leonard Gaskin i perkusista Herbie Lovelle. To sprawna sekcja potrafiąca odnaleźć się w każdym stylu, a na płycie usłyszycie nieuniknione w związku z czasem nagrania płyty echa nowoczesnego hard-bopu, ale też swing, nieco wiejskiego bluesa, czy dixieland. Uniwersalna sekcja to marzenie każdego lidera…

Na „Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff” Sonny Stitt gra na saksofonie altowym i tenorowym. Niezależnie od użytego instrumentu, jego ton jest niezwykle zrelaksowany, pełen przestrzeni i tego co sam uważał za najważniejsze – swingu.

Repertuar płyty złożony jest z w większości z mało znanych kompozycji pochodzących z lat dwudziestych ubiegłego wieku. Tradycyjnie na początku umieszczono nieco bardziej znaną melodię, „Sunday” - często grywaną przez saksofonistów, w tym w szczególności tych, którzy swing mieli we krwi – Gerry Mulligana, Bena Webstera, czy Colemana Hawkinsa.

Druga połowa albumu dostępnego dziś na płycie CD, to materiał z wydanej w 1969 roku płyty „Night Letter” Sonny Stitta. To właśnie on jest na tej płycie liderem, choć ja trafiłem na tą płytę tropiąc wszelkie ślady działalności nagraniowej Pata Martino. Na tej płycie formuła zespołu z saksofonem i organami Hammonda została uzupełniona o gitarę, nie znajdziemy za to na tej płycie kontrabasu, co jest pomysłem często wykorzystywanym przy nagrywaniu z organami. Pat Martino nagrał wcześniej sporo całkiem dobrych płyt z nieco mniej znanym saksofonistą Willisem Jacksonem. Nagrywał również sporo z organistami, to były dość modne w końcu lat sześćdziesiątych składy zespołów. Z organami Hammonda nagrywali przecież w tym czasie choćby Wes Montgomery czy Kenny Burrell. Jednak Sonny Stitt to dla Pata Martino partner ze zdecydowanie wyższej półki, a grający na organach Hammonda Bob Ludwig nie był może tak znany, jak Jack McDuff, jednak dotrzymuje pozostałym muzykom kroku, zastępując również kontrabasistę, którego w składzie tej sesji nie było.

Tak, czy inaczej, muzyczne porozumienie pomiędzy Sonny Stittem i Patem Martino, mimo dość okazjonalnej ich współpracy wydaje się magiczne i z pewnością warte jest umieszczenia tej płyty w naszym Kanonie Jazzu). Płytę „Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff” dostajemy we współczesnym wydaniu niejako w prezencie. Posłuchajcie, jak grają choćby w „Stringin' The Jug”, czy „Loose Walk”… To po prostu magia…

Dodatkowo, „Night Letter”, to jedna z pierwszych płyt, na których Sonny Stitt zagrał na elektrycznym saksofonie (Varitone), którego używał nieco wcześniej nagrywając „What’s New!!!” i „Parallel-A-Stitt”. Przystawka opracowana przez Selmera ułatwiała nagłośnienie instrumentu i pozwalała muzykowi kontrolować brzmienie, w tym między innymi dodawać dodatkowe syntetyczne dźwięki niższe o oktawę od aktualnie granej nuty oraz różne rodzaje echa. Całość okazała się być ślepą uliczką w rozwoju instrumentu, a Sonny Stitt był jednym z niewielu muzyków, którzy używali tego urządzenia przez kilka lat (to w sumie kilkanaście płyt tego muzyka). Całość można uznać za pierwszy saksofonowy syntezator, a więc płytę z Patem Martino za praprzodka nagrań fusion… W związku z tym, to nie tylko świetna muzyka, ale również ważne ogniwo w ewolucji początkującego wtedy elektrycznego jazzu.

Sonny Stitt
Night Letter / Soul Shack: Sonny Stitt With Jack McDuff
Format: CD
Wytwórnia: Prestige / Universal
Numer: 025218516525

02 lutego 2012

JazzPRESS - luty 2012

Dziś ukazał się lutowy numer naszego radiowego miesięcznika JazzPRESS. W numerze trzy rozmowy z trzema różnymi muzykami, grającymi na różnych instrumentach, o różnym podejściu do życia i muzyki. Na okładce uduchowiony klarnecista Wacław Zimpel, z którym rozmawia Maciej Nowotny.




W środku znajdziecie moją rozmowę z Arturem Dutkiewiczem, który dzieli się swoimi doświadczeniami z bogatego życiorysu scenicznego.  W numerze znajdziecie także rozmowę Naczelnego Redaktora JazzPRESS Ryszarda Skrzypca z gitarzystą Przemysławem Strączkiem, zafascynowanym  nietypowymi kompozycjami Billa Evansa.
Są też recenzje nowych płyt, relacje z koncertów małych składów: Wojciech Karolak Trio, Maciej Fortuna Trio, Atom String Quartet, koncertu pod szyldem Jazz w Akademii (Muzycznej w Poznaniu) oraz fotorelację z otwarcia nowego studia RadioJAZZ.FM, o którym pisałem tutaj:




Prezentujemy również sylwetki: Billa Laswella debiutującej na łamach JazzPRESSu Aleksandry Nowosad, Vinniego Colaiuta autorstwa Jerzego Szczerbakowa oraz Andrzeja Przybielskiego naszkicowana przez kolejnego debiutanta - Piotra Wojdata. Piotr Wickowski - również debiutujący - prezentuje subiektywny kanon płyt nagranych przez małe składy w roku ubiegłym. W Kanonie Jazzu przedstawiamy płyty Cheta Bakera, Sarah Vaughan, Wayne’a Shortera, Herbiego Hancocka oraz subiektywny przegląd płyt Lee Morgana mojego autorstwa.
Całość możecie ściągnąć w formacie pdf korzystając z linka: JazzPRESS luty 2012


Dostępna jest też po raz kolejny wersja przygotowana specjalnie dla czytnika Amazon Kindle, która w grudniu cieszyła się nadspodziewanie dużą popularnością.Tą wersję znajdziecie tutaj:  JazzPRESS luty 2012 - czytnik Kindle

Simple Songs Vol. 44


No i wreszcie nastąpiła reaktywacja. Święta, awarie, przeprowadzka, problemy z internetem, a raczej z tym, że go nie było… I wreszcie się udało. Po długiej przerwie wczoraj na żywo w postaci odcinka numer  … 44. Dla niektórych to jakiś szczególnie ważny numer. Dla innych oznaczający duże pieniądze, od czasu ustalenia standardu komputerowej klawiatury (wystarczy użyć klawisza shift…). Dla mnie to oczekiwany powrót…

Tak więc po krótkim wstępie uznałem, że pierwszym nagraniem, które powinno się pojawić jest piosenka w wykonaniu japońskiej pianistki Keiko Lee – „Human Nature”. Ona jest dla historii mojej audycji ważna, bowiem było to pierwsze nagranie, jakie zagrałem w swojej pierwszej audycji na antenie RadioJAZZ.FM. To było 23 lutego 2011 roku. O tej audycji przeczytacie tutaj:


Wczoraj jednak nie wspomnienia były najważniejsze, a gość, który znalazł w swoim niezwykle napiętym, wypełnionym zgodnie z jego rozlicznymi obszarami aktywności zawodowej kalendarzu czas na rozmowę w naszym nowym studiu. Gościem tym był Ryszard Wojciul. Człowiek renesansu, animator warszawskiej podziemnej sceny free jazzowej w czasach, kiedy większości młodych gniewnych wolnych form muzycznych nie było jeszcze na świecie. Saksofonista i klawiszowiec Sztywnego Pala Azji, Tiltu i Róży Europy. Radiowiec, manager kultury, aktywny muzyk i producent.

Rozmawialiśmy o muzycznej prehistorii właśnie wskrzeszanej za sprawą pasjonatów, którzy wydają płytę „Legendarne Ząbki” zespołu The Intuition Orchestra. Słuchaliśmy kilku utworów z tego niezwykłego wydawnictwa, które przypomina nagrania z połowy lat osiemdziesiątych, które już niebawem będziecie mogli nabyć za pośrednictwem sklepu Serpent znanego z opieki nad mocno niekomercyjnymi, a często bardzo ciekawymi wydawnictwami. Spieszcie się, bowiem pięknie wydana płyta ukazuje się w nakładzie 300 egzemplarzy, a ponieważ jeden z nich otrzymałem w prezencie, to dla Was zostało już tylko 299 sztuk. Mój egzemplarz ma zupełnie przez przypadek numer 44. To numer wczorajszej audycji… Taki zbieg okoliczności.

W połowie lat osiemdziesiątych w zespole The Intuition Orchestra grali: Jacek Alka na perkusji, Bolesław Błaszczyk na fortepianie i wielu innych instrumentach, nasz gość – Ryszard Wojciul na saksofonach i klarnetach oraz Robert Wyszyński na różnych instrumentach. Na płycie występuje też sporo gości specjalnych. Biorąc pod uwagę fakt, że zespół istnieje w swoim podstawowym składzie (oprócz Roberta Wyszyńskiego) do dziś, to mamy do czynienia z jednym z najbardziej stabilnych i konsekwentnie działających już prawie 30 lat zespołów free jazzowych w Polsce…

I właśnie nowy projekt – płyta „Fromm” była właściwym pretekstem do naszego spotkania. RadioJAZZ.FM objęło swoim patronatem wydanie tej niezwykłej płyty. Znam już ten materiał, to będzie z pewnością nasza płyta tygodnia już niedługo. Wszystko, co mógłbym dziś o niej napisać napisałem w recenzji, która czeka na publikację do daty wydania płyty, która ukaże się w pierwszych dniach marca. Już dziś mogę też zaprosić na koncert, pewnie jedyny na świecie w tym składzie, przynajmniej na razie. Koncert odbędzie się 14 marca w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Szczegóły znajdziecie w naszym koncertowym kalendarium. Płytę „Fromm” z pewnością będzie można na koncercie kupić. W jej nagraniu wzięli udział członkowie formacji The Intuition Orchestra – Jacek Alka, Bolesław Błaszczyk i Ryszard Wojciul, a także gościnnie Grażyna Auguścik i Zdzisław Piernik. Co powstało w czasie nocnej sesji nagraniowej w Studio S4 Polskiego Radia? Słuchaliśmy wybranych fragmentów z płyty:

* The Intuition Orchestra - All In Sounds – Fromm
* The Intuition Orchestra – The Sexual Desire – Fromm
* The Intuition Orchestra – Wise Creatures Work – Fromm

Jeśli nie słuchaliście światowej prapremiery, żałujcie. Będziecie musieli poczekać do początków marca, żeby dowiedzieć się, co mogło powstać dziś na spotkaniu wiolonczelisty Grupy MoCarta, saksofonisty doświadczonego w graniu muzyki współczesnej o rockowych korzeniach, światowej sławy jazzowej wokalistki i wirtuoza preparowanej tuby? Przyjdźcie koniecznie na koncert, żeby to usłyszeć na żywo. I rozglądajcie się za płytą „Fromm”.

Z nowym rokiem przyszedł też czas na małe zmiany w formule audycji. W zeszłym roku kilka razy spróbowałem i udało się całkiem nieźle. W związku z tym planuję w najbliższym czasie przygotowywać audycje monograficzne, każdy z kolejnych odcinków będzie poświęcony jednemu jazzowemu standardowi. Będą więc zarówno kompozycje z desek Broadwayu, których wiele znalazło swoje drugie życie w setkach jazzowych nagrań, ale też utwory nowsze, które grywane są w wielu różnych czasem mocno zaskakujących składach. Czekam też na Wasze propozycje takich utworów. Oczywiście nie wykluczam odstępstwa od reguły w związku z obecnością gości i innymi wydarzeniami specjalnymi.

31 stycznia 2012

Bill Evans feat. Toots Thielemans - Affinity


Historię powstania tego nagrania opowiadał mi kiedyś Toots Thielemans. Przyszedł któregoś dnia do studia właściwie w odwiedziny. Nagrywał gdzieś obok coś zupełnie innego. Przyszedł odwiedzić Billa Evansa. Potem miał zagrać tylko jakieś jedno solo w którymś z utworów. Wreszcie został na całą sesję, która trwała 4 dni. Z pewnością ta wizyta zmieniła pierwotny pomysł na album.

Tak więc z nieco przypadkowej, towarzyskiej wizyty powstał świetny album, a te nieliczne fragmenty, w których zamiast Tootsa Thielemansa gra na saksofonie Larry Schneider, można zwyczajnie pominąć.

Ta płyta nie jest z pewnością najważniejsząą pozycją w obszernym dorobku nagraniowym Billa Evansa. Te najczęściej dziś przypominane nagrał dużo wcześniej. Do nich należy zaliczyć niewątpliwie „Waltz For Debby”, „The Complete Live At The Village Vanguard 1961”, czy słynny „Conversations With Myself”.

Toots Thielemans też nagrał wiele dobrej muzyki. Jednak razem potrafili stworzyć coś wyjątkowego. To idealny przykład muzycznej synergii. Gry zespołowej z dwoma wielkimi muzycznymi osobowościami w rolach głównych. To także album, o którym sam Toots Thielemans powiedział w ponad dwugodzinnej rozmowie ze mną, która ciągle czeka na publiakcję, że to jedna z jego najważniejszych płyt.

To według mnie najciekawsze nagranie pochodzące z ostatniego okresu życia Billa Evansa.

To muzyka niesłychanie pogodna, pełna przestrzeni, kolorowa, a jednocześnie oszczędna. Dźwięki pojawiają się dokładnie tam, gdzie powinny być. Nie jest ich ani za dużo, ani za mało. Tworzą obrazy, momentami bardzo pogodne, wiosenne, rozwijające znane wszystkim tematy podobnie do budzącej się do życia przyrody. Kiedy indziej nieco ciemniejsze, jakby jesienne, ale nigdy posępne i budzące jakiekolwiek negatywne emocje.

„Affinity” to jeden z ukrytych skarbów, nieco dziś zapomnianych, właściwie nigdy niedocenionych. Stworzonych nieco przypadkiem. Dla Billa Evansa to była jedna z pierwszych sesji, w kórej wziął udział 24 letni wówczas basista – Marc Johnson. To świetny album na długi, wyciszony zimowy wieczór. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana jazzu i każdej dobrej muzyki…

Bill Evans feat. Toots Thielemans
Affinity
Format: CD
Wytwórnia: Warner
Numer: 7599273872