Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grant Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grant Green. Pokaż wszystkie posty

04 lipca 2021

Little Girl Blue – CoverToCover Vol. 155

Piosenka powstała jako typowy masowy produkt skomponowany przez Richarda Rodgersa do słów Lorenza Harta w 1935 roku na zamówienie twórców musicalu „Jumbo”. To całkowicie przeznaczone dla dorosłych przedstawienie odniosło na Broadwayu całkiem spory sukces i prawdopodobnie zwróciło się twórcom, mimo sporych kosztów przygotowania. Na scenie pojawiał się żywy słoń i fabuła zakładała pokazanie kilku innych cyrkowych numerów. To miało zachwycić widzów. Udało się w pierwszej odsłonie zorganizować ponad 200 przedstawień.

Dziś o „Jumbo” raczej pamięta się w kontekście filmu z lat sześćdziesiątych z udziałem Doris Day i kilku piosenek, które zachowały świeżość do dziś i powracają na światowe estrady w przeróżnych, czasem zaskakujących wykonaniach. „Jumbo” to nie tylko „Little Girl Blue”, ale również „The Most Beautiful Girl In The World”, która do świata jazzu wprowadził Sonny Rollins sięgając po ten utwór na jednej ze swoich najważniejszych płyt „Tenor Madness” w 1956 roku i „My Romance”, grywany przez Dave’a Brubecka i Billa Evansa. Przedstawienia, przynajmniej w oryginalnej formie na scenie chyba już nie zobaczymy, bo sprowadzenie słonia do teatru nie jest dziś możliwe w większości cywilizowanych krajów świata.

W przedstawieniu wystawionym w 1935 roku w monumentalnym The Hippodrome przez Billy Rose’a, który również pisywał popularne piosenki na potrzeby swoich rewii, „Little Girl Blue” śpiewała Gloria Grafton. Orkiestrą na żywo w czasie przedstawień dyrygował sam Paul Whiteman. Niestety oryginalna obsada nie nagrała materiału muzycznego z przedstawienia.

Jedna z pierwszych popularnych wersji pochodzi z filmowej ekranizacji przedstawienia i jest wykonywana przez Doris Day, choć dużo wcześniej, bo już w 1947 roku do swojego repertuaru kompozycję Richarda Rodgersa włączyła Lena Horne i nieco później piosenkę nagrał Frank Sinatra. Ja jednak wybieram jako wzorzec wykonania tej kompozycji z tekstem nagranie Niny Simone z 1964 roku. Melodia Rodgersa doskonale sprawdza się również bez tekstu. Hank Jones na fortepianie z płyty „Urbanity” i Grant Green z Sonny Clarkiem pokazują jazzowy potencjał tej kompozycji. Hank Jones równo dziesięć lat po nagraniu swojej płyty odnalazł się w kwintecie Milta Jacksona grając w towarzystwie jego muzyków tą samą melodię. Jako ciekawostka prezentację uzupełnia koncertowe nagranie Janis Joplin ze słynnej pociągowej trasy w Kanadzie. Janis śpiewała „Little Girl Blue” na koncertach i w studiu. To drugie nagranie znajdziecie na płycie „I Got Dem Ol' Kozmic Blues Again Mama!” i na rozszerzonej dwudyskowej edycji albumu „Pearl”.

„Little Girl Blue” żyje komfortowym życiem jazzowego standardu, który wraca od czasu do czasu na światowe sceny, zarówno w wersji instrumentalnej, jak i jako zgrabnie napisana piosenka, za którą kryje się wiele ważnych nagrań sprzed lat – Sarah Vaughan, Janis Joplin, Nina Simone, Frank Sinatra, Ella Fitzgerald, Judy Garland, Anita O’Day, Sam Cooke, Doris Day, Odetta, Diana Ross, Rhoda Scott, Stacey Kent i wielu innych wokalistów i wokalistek sięgało i będzie sięgać po tą kompozycję. 

Utwór: Little Girl Blue
Album: Let It All Out
Wykonawca: Nina Simone
Wytwórnia: Mercury / Polygram
Rok: 1964
Numer: 042284666329
Skład: Nina Simone – voc, p, Rudy Stevenson – g, fl, Lisle Atkinson – b, Bobby Hamilton – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: Urbanity
Wykonawca: Hank Jones
Wytwórnia: Clef / Verve / Polygram
Rok: 1953
Numer: 731453774926
Skład: Hank Jones – p, Johnny Smith – g, Ray Brown – b.

Utwór: Little Girl Blue
Album: Pearl (Extended Edition)
Wykonawca: Janis Joplin
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 2005 (1970)
Numer: 5099751513421
Skład: Janis Joplin – voc, John Till – g, Richard Bell – p, Ken Pearson – org, Brad Campbell – b, Clark Pierson – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: 'Live' at the Village Gate
Wykonawca: Milt Jackson Quintet
Wytwórnia: Riverside / OJC
Rok: 1963
Numer: 025218030922
Skład: Milt Jackson – vib, Jimmy Heath – ts, Hank Jones – p, Bob Cranshaw – b, Albert Tootie Heath – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: The Complete Quartets With Sonny Clark
Wykonawca: Grant Green
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 1962
Numer: 724385719424
Skład: Grant Green – g, Sonny Clark – p, Sam Jones – b, Louis Hayes – dr.

28 czerwca 2021

Walk On By – CoverToCover Vol. 149

Burt Bacharach i Hal David to przebojowi hurtownicy. Napisali setki piosenek, część do szuflady i na sprzedaż, inne z myślą o konkretnych wykonawcach. Piosenka „Walk On By” według zgodnego oświadczenia obu twórców powstała od razu z myślą o Donnie Warwick. W 1964 roku piosenkarka zrobiła z tej kompozycji spory przebój. Tego samego dnia nagrała inną piosenkę tych samych autorów, która zrobiła w jej wykonaniu nawet większą karierę – „Anyone Who Had A Heart”. Dlatego właśnie na wyjątkowo długiej liście nagrań piosenki wersja Donnie Warwick, choć pierwsza, dziś wygląda dość blado. Zwiększając potencjał rynkowy, albo jak dziś powiedzielibyśmy – potencjalne zasięgi, Donnie Warwick nagrała piosenkę śpiewając po niemiecku. Nie znała tego języka, przynajmniej nigdy nie ujawniła się z taką umiejętnością, więc „Geh Vorbei” zaśpiewała jak śpiewacy operowi – kierując się zapisem fonetycznym. Wyszło podobno całkiem sensownie.

Kolejnym twórcą, który wprowadził utwór na listy przebojów był Isaac Hayes w 1969 roku. Jeśli chcecie poznać jego wersję – poszukajcie albumu „Hot Buttered Soul”. W wersji singlowej trzeba było utwór skrócić, bowiem na płycie, która powstała w studiu i nie jest produkcją koncertową, „Walk On By” trwa ponad dwanaście minut. Nie jest to zresztą najdłuższy utwór na złożonej z zaledwie 4 piosenek płycie długogrającej.

Krótki przegląd według mnie najciekawszych nagrań „Walk On By” otwiera Gloria Gaynor z nagraniem z 1975 roku, której również udało się w kilku krajach wejść na listy przebojów z pomocą singla z piosenką duetu Bacharach – David z płyty „Experience Gloria Gaynor”. Do kompletu dokładam Granta Greena, który udowadnia, że melodia broni się bez tekstu i Dianę Krall, która wykonuje swoją wersję z olbrzymią orkiestrą w zupełnie nowej aranżacji Clausa Ogermana. Generalnie to za Ogermanem i jego smyczkami nie przepadam, ale w tym przypadku aranżacja wyszła mu doskonale.

Jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę o „Walk On By” to Issac Hayes i Donnie Warwick będą wyborami oczywistymi. Na półce z płytami jazzowymi szukajcie też Jacka McDuffa, który cały swój album z 1966 roku nazwał „Walk On By”, George’a Bensona, Stanleya Turrentine’a, Stana Getza i wielu innych, którzy często adaptowali melodie napisane przez Burta Bacharacha.

Utwór: Walk On By
Album: Experience Gloria Gaynor (Classic Gloria Gaynor)
Wykonawca: Gloria Gaynor
Wytwórnia: MGM (Polydor)
Rok: 1975
Numer: 731454323628
Skład: Gloria Gaynor – voc, Lance Quinn – g, Jerry Freidman – g, Jeff Mirinov – g, Alan Rubin – tp, Pat Russo – tp, Wayne Andre – tromb, Dave Taylor – tromb, George Taylor – reeds, Lewis Del Gatto – reeds, Pat Rebillot – kbd, Bob Babbitt – bg, Alan Schwartzberg – dr, Carlos Martin – conga, Jimmy Maelen – perc, The Tony Posk Strings – strings, Linda November – b voc, Arlene Martell – b voc, Vivian Cherry – b voc.

 Utwór: Walk On By
Album: Live At Club Mozambique (3 Essential Albums)
Wykonawca: Grant Green
Wytwórnia: Blue Note / Universal
Rok: 1971
Numer: 600753829295
Skład: Grant Green – g, Clarence Thomas – ts, ss, Houston Person – ts, Ronnie Foster – org, Idris Muhammad – dr.

Utwór: Walk On By
Album: Quiet Nights
Wykonawca: Diana Krall
Wytwórnia: Verve / Polygram
Rok: 2009
Numer: 602517981256
Skład: Diana Krall – voc, p, Anthony Wilson – g, John Clayton – b, Jeff Hamilton – dr, Paulinho Da Costa – perc, Eun Mae Ahn – viol, Charlie Bisharat – viol, Caroline Campbell – viol, Darius Campo – viol, Mario DeLeon – viol, Yue Deng – viol, Bruce Dukov – viol, David Ewart – viol, Alan Grunfield – viol, Tammy Hatwan – viol, Peter Kent – viol, Razdan Kuyumijan – viol, Liane Mautner – viol, Helen Nightengale – viol, Sid Page – viol, Joel Pargman – viol, Katia Popov – viol, Barbra Porter – viol, Gil Romero – viol, Tereza Stanislav – viol, Mari Tsumura – viol, Josefina Vergara – viol, Amy Wickman-Guerra – viol, Tiffany Yi Hu – viol, Thomas Diener – viola, Marlow Fisher – viola, Matt Funes – viola, Janet Lakatos – viola, David Walther – viola, Evan Wilson – viola, Vickie Miskolczy – viola, Dan Neufeld – viola, Kate Reddish – viola, Todd Marda – viola, Larry Corbett – cello, Anthony Cooke – cello, Vanessa Freebain-Smith – cello, Trevor Handy – cello, Timothy Landauer – cello, Steve Richards – cello, Dan Smith – cello, Rudolph Stein – cello, Cecilia Tsan – cello, Nico Abondolo – b, Drew Dembowski – b, Reggie Hamilton – b, Ed Maeres – b, Sue Ranney – b, Steve Kujala – fl, Heather Clark – fl, Geri Rotella – fl, b fl, David Shostaac – fl, b fl, Steve Kujala – b fl, Heather Clark – b fl, Bill Lane – French horn, Joseph Meyer – French horn, Todd Miller – French horn, Rick Todd – French horn, Brad Warnaar – French horn, Earle Dumler – oboe, Doug Tornquist – tuba, Robert Zimniti – vib.

23 lutego 2021

Besame Mucho – CoverToCover Vol. 126

Według branżowych statystyk to jedna z najczęściej nagrywanym i wykonywanych na scenach całego świata melodii. Utwór napisała meksykańska kompozytorka i koncertująca pianistka klasyczna Consuelo Velazquez, dla której „Besame Mucho” okazało się życiowym sukcesem. Napisała wiele innych piosenek, jednak granice Meksyku przekroczyło chyba tylko „Besame Mucho”. Z czasem, w związku z popularnością utwór dorobił się tekstu w wielu języka, w tym nawet węgierskim i islandzkim. Polski tekst też powstał – szukajcie utworu „Miłość w tańcu” Ireny Santor, to chyba najbardziej znana polska wersja.

Consuelo Velazquez napisała „Besame Mucho” w końcówce lat trzydziestych ubiegłego wieku, na początku swojej kariery. Według różnych źródeł, urodziła się albo w 1916, albo co chyba jest bardziej prawdopodobne w roku 1924. Meksykańska wersja historii powstania piosenki opowiada o niewinnych marzeniach młodej autorki, która piosenkę o pocałunkach napisała, zanim spotkała swoją pierwszą miłość. W sumie, jeśli to prawda, to najbardziej popularną na świecie piosenkę o miłosnych pocałunkach napisała autorka, która znała je tylko z opowiadań. To ciekawe…

Pierwsze nagrania należą do artystów meksykańskich i raczej nie mają jakiejś szczególnej wartości artystycznej. Pierwszym, który wylansował „Besame Mucho” na przebój w Stanach Zjednoczonych był Nat King Cole w 1944 roku. Utwór dorobił się nawet kilku wersji angielskiego tekstu, a wokalne wykonania można liczyć w setkach, jeśli nie tysiącach. Większość wokalistów i wokalistek muzyki popularnej w latach pięćdziesiątych i później sięgało po kompozycję Consuelo Velazquez. Utwór wraca na sceny do dziś. Ja jednak postanowiłem zostawić tekst i skupić się na ciekawych nagraniach instrumentalnych. Jeśli chcecie poszukać nagrania z tekstem – polecam Nat King Cole’a, Franka Sinatrę, Trini Lopeza, Erthę Kitt, Joao Gilberto, Placido Domingo, popularną w Polsce Cesarię Evorę, albo Dianę Krall. Ja szukam czegoś ciekawszego muzycznie. Gdybym musiał wybrać coś z tekstem, pewnie sięgnąłbym po Dianne Reeves z albumu „The Grand Encounter” z 1996 roku. Ale to przy innej okazji.

„Besame Mucho” to dobry temat, dziś można śmiało uznać melodię za należącą do jazzowego świata. Utwór był popularny za czasów be-bopu, wśród orkiestr swingowych, które przetrwały do czasu jego zaimportowania do Stanów Zjednoczonych przez Nat King Cole’a i w każdym późniejszym jazzowym stylu, choć na elektryczne wykonanie fusion „Besame Mucho” nie trafiłem. Do najnowszych wersji należą nagrania Kena Peplowskiego i George Cablesa z 2019 roku. „Besame Mucho” wiecznie żywe.

Do audycji wybieram trzy z moich ulubionych (Dave Pike z albumu „Pike’s Peak” z 1962 roku nie zmieścił się w czasie, musiał zrobić miejsce innym). Jako pierwszy, w świetnym amerykańsko-europejskim hard-bopowym zespole zagra „Besame Mucho” Barney Wilen, fantastyczny, niedoceniany za życia saksofonista, którego zawsze jeśli jest okazja warto przypomnieć. Dla mnie to najlepsze „Besame Mucho”, choć pozostałym nic nie brakuje. Krótki zestaw uzupełniają zupełnie inne wykonania – niezwykła improwizacja solo na bazie utworu Velazquez w wykonaniu Michela Petrucciani i brzmiący egzotycznie (może trochę na siłę, ale w sumie ma to swój klimat) dzięki obecności perkusistów Williego Bobo, Carlosa Patato Valdesa i Carvina Masseaux, Grant Green.

Utwór: Besame Mucho
Album: Barney - Barney At The Club Saint-Germain (Paris 1959) - The Complete RCA Victor Recordings
Wykonawca: Barney Wilen
Wytwórnia: RCA / BMG
Rok: 1959
Numer: 743215442127
Skład: Barney Wilen – ts, Kenny Dorham – tp, Duke Jordan – p, Paul Rovere – b, Daniel Humair – dr.

Utwór: Besame Mucho
Album: The Latin Bit
Wykonawca: Grant Green
Wytwórnia: Blue Note / Capitol
Rok: 1962
Numer: 724383764525
Skład: Grant Green – g, Johnny Acea – p, Wendell Marshall – b, Willie Bobo – dr, Carlos Patato Valdes – conga, Carvin Masseaux – chekere.

Utwór: Besame Mucho
Album: Solo Live
Wykonawca: Michel Petrucciani
Wytwórnia: Dreyfus / Sony
Rok: 1997
Numer: 3460503659728
Skład: Michel Petrucciani – p.

13 lutego 2017

Grant Green - Matador

Grant Green jest częstym gościem w Kanonie Jazzu, zarówno za sprawą prezentacji jego własnych nagrań – jak w przypadku „The Complete Quartets with Sonny Clark”, „Idle Moments” czy „Street Of Dream”, jak i za sprawą albumów, w których był jedynie gościem. Do tej drugiej kategorii nagrań prezentowanych w Kanonie Jazzu możemy zaliczyć na przykład całkiem niedawno prezentowany album „Workout” Hanka Mobleya, czy „Into Somethin’” Larry Younga. Jest jednym z najważniejszych gitarzystów lat sześćdziesiątych. Do dziś pozostaje bohaterem dla wielu rozpoczynających swoją karierę muzyków grających na tym instrumencie, niektórzy poświęcają jego pamięci całe albumy i grają na koncertach jego repertuar, zarówno jego własne kompozycje, jak i te standardy, które jazzowy świat zapamiętał z wykonań mistrza.

Dorobek nagraniowy Granta Greena, nawet jak na standardy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku jest niezwykle obszerny. W ciągu tej dekady, która była najważniejszym okresem w jego twórczej aktywności nagrał około 30 albumów pod własnym nazwiskiem. W samym tylko 1961 roku uczestniczył dodatkowo w około 20 sesjach, których rezultaty znamy dziś z albumów Jacka McDuffa, Lou Donaldsona, czy Stanleya Turrentine’a. Nagrywał również z wspomnianym już Hankiem Mobleyem, Horace Parlanem, Sonny Clark’iem i wieloma innymi. Do najważniejszych w jego karierze sesji zaliczamy dziś z perspektywy czasu wspólne nagrania z Jimmy Smithem, Lee Morganem („Search For A New Land” z pewnością zasługuje na miejsce w Kanonie Jazzu), Larry Youngiem i Herbie Hancockiem („My Point Of View” z 1963 roku). Ciekawostką w dyskografii Granta Greena jest dziś jego wspólna sesja z Willie Dixonem, dostępna najczęściej pod tytułem „Blues Roots Series vol. 12”.

W latach siedemdziesiątych Grant Green opuścił Blue Note i był nieco mniej aktywny muzycznie, głównie w związku z pogarszającym się stanem zdrowia. Eksperymentował z nowymi brzmieniami, część historyków i fanów uznaje za znaczący jego wkład w rozwój początkującego wtedy gatunku znanego dziś jako acid jazz.

Wiele z nagrań z lat sześćdziesiątych musiało poczekać na wydanie niemal dwie dekady. Ich obecności na rynku nie doczekał sam Grant Green, który zmarł na atak serca, wynikający z przepracowania i wielu różnych problemów zdrowotnych w 1979 roku. Do takich nagrań należy właśnie album „Matador”, nagrany w 1964 roku i wydany po raz pierwszy w 1979 roku, którko po śmierci muzyka w 1979 roku przez japoński oddział Blue Note. Fakt, że ten materiał nie został wydany natychmiast po nagraniu, można przypisać jedynie temu, że w samym 1964 roku Grant Green nagrał trzy inne albumy, z których jeden - „Talkin’ About!” został wydany wkrótce po nagraniu, a pozostałe musiały poczekać na lepszy moment.

Album „Matador” powstał w wyjątkowym składzie, z udziałem dwu muzyków Johna Coltrane’a – McCoy Tynera i Elvina Jonesa oraz basisty Sonny Rollinsa – Boba Cranshawa. Prawdopodobnie obecność muzyków Coltrane’a sprawiła, że muzycy zagrali „My Favourite Things”.

Utwór tytułowy przypomina nieco „Plaza De Toros”, inną kompozycję lidera napisaną specjalnie dla Larry Younga na album „Into Somethin’”, wskazując nie będącą jedynie jednorazową próbą fascynację folklorem hiszpańskim. Nagranie „My Favourite Things” z połową zespołu Johna Coltrane’a musiało być niezwykłym wyzwaniem, z którego Grant Green wywiązał się wyśmienicie, uciekając od pułapki naśladowania licznych wykonań Coltrane’a, które z pewnością musiał znać.

Wyśmienitym rodzynkiem w wybornym cieście przygotowanym przez Granta Greena jest solo Elvina Jonesa w „Bedouin”. Dodany w cyfrowych wydaniach, a odrzucony pierwotnie utwór „Wives and Lovers” Burta Bacharacha można pominąć milczeniem, czasem decyzje muzyków i producentów podejmowane w studiu okazują się słuszne, jednak pozostałe 4 utwory w zupełności wystarczają, żeby nazwać ten album zwyczajnie genialnym.

Grant Green
Matador
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note
Numer: 077778444220

17 stycznia 2017

Brother Jack McDuff with Grant Green – The Honeydripper

Brorher Jack McDuff był jedną z największych postaci jazzowych organów Hammonda. Nigdy nie był tak sławny, jak Jimmy Smith, jednak w hammondowej galerii sław powinien stać obok niego, w jednym szeregu z Dr. Lonnie Smithem, Larry Youngiem, Johnny Smithem i Wojciechem Karolakiem. Oczywiście tych nazwisk mogłoby być więcej, szczególnie, jeśli sięgnąć w stronę soulu i R&B, ale wykład o historii instrumentu zostawię lepszym w tej materii.

Faktem jest, że Brother Jack McDuff (w końcowym okresie swojej kariery awansowany na kapitana, głównie za sprawą nieodłącznej czapki przypominającej tą noszoną przez Counta Basie), zaczynał jako basista w zespole Denny Zeitlina. Lokalną karierę basisty kontynuował w okolicach Chicago grając między innymi z Johnny Griffinem i Maxem Roachem. Do organów Hammonda przekonał go w końcówce lat pięćdziesiątych Willis Gator Jackson. Wtedy właśnie jego muzyką zainteresowała się wytwórnia Prestige. Wkrótce powstała pierwsza płyta, której liderem był Brother Jack McDuff – wydany w 1960 roku album „Brother Jack”. Rok później powstał album „The Honeydripper” z udziałem saksofonisty – Jimmy Forresta i młodego, właściwie wtedy jeszcze nieznanego gitarzysty – Granta Greena. W chwili nagrania tego albumu – w lutym 1961 roku Grant Green miał na swoim koncie jedynie udział w dwu sesjach dla Jimmy Forresta i mało muzycznie znaczące nagrania z Samem Lazarem, Willie Dixonem i Baby Face Willettem. Nagrany dosłownie kilka dni przed sesją, która została wydana jako „The Honeydripper” album Lou Donaldsona „Here ‘Tis” ukazał się nieco później.

Można zatem spokojnie uznać, że sesja, która zamieniła się później w album „The Honeydripper” przedstawiła światu dwie wielkie gwiazdy – lidera grającego na Hammondzie i gitarzystę – Granta Greena. Już sam ten fakt czyni „The Honeydripper” albumem ważnym historycznie i ciekawym muzycznie, w szczególności dla fanów obu niezwykłych muzyków. Współpraca obu muzyków miała swój dalszy ciąg w postaci albumu Granta Greena – „Grandstand” oraz Lou Donaldsona „Man With A Horn”, a także kolejnych albumów Jacka McDuffa – „Goodnight, It’s Time To Go” i „Steppin’ Out”. Później Grant Green wybierał już raczej będącego u szczytu sławy Jimmy Smitha, z którym stworzył wiele niezapomnianych albumów.

Kariera Jacka McDuffa nie potoczyła się być może tak dobrze, jak Granta Greena, jednak z pewnością zasłużył się jeszcze raz dla jazzowej gitary odkrywając kolejną gwiazdę – George’a Bensona, który debiutował w jego zespole, co zostało uwiecznione nagraniem koncertowym z 1963 roku – „Brother Jack McDuff Live!”. Zagrał też rok później na debiutanckiej solowej płycie Bensona – „The New Boss Guitar Of George Benson”, której pełny tytuł ma dopisek „With Brother Jack McDuff Quartet”.

Pełna dyskografia Brothera Jacka McDuffa liczy kilkadziesiąt oficjalnych pozycji oraz wiele występów gościnnych i kończy się na nagranym tuż przed śmiercią muzyka w 2001 roku albumie „Brotherly Love”. Moim jednak zdaniem najwcześniejsze albumy muzyka są najciekawsze. Później bywało różnie, podobnie jak z innymi organistami z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku – eksperymenty z instrumentami elektronicznymi, wycieczki w stronę popu – niekoniecznie udane, poszukiwanie właściwej wytwórni i powrót do korzeni w końcówce kariery – to wszystko słychać na płytach Brothera Jacka McDuffa – ta wycieczka ciągle przed Wami, jeśli spodoba się Wam „The Honeydripper”.

Brother Jack McDuff with Grant Green
The Honeydripper
Format: CD
Wytwórnia: Prestige / Groove Hut
Numer: 8436542014328 / PRLP7199

13 sierpnia 2014

Grant Green – Idle Moments

W zasadzie cały katalog płyt Granta Greena wart jest przypominania i zaszczytu wprowadzenia do Kanonu Jazzu. O tym, które z nich są nieco bardziej warte uwagi decydują szczegóły, głównie repertuar i skład muzyków towarzyszących liderowi. W złotych latach Blue Note, czyli latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku kompozycje przynoszone do studia przez muzyków często powstawały pod presją czasu, jak wspominają uczestnicy sesji – na przykład w taksówce w drodze z koncertu do studia. Na temat tego, w jakich okolicznościach powstał materiał napisany przez Granta Greena i Duke’a Pearsona na potrzeby „Idle Moments” wiadomo niewiele. Trudno jednak zarzucić cokolwiek tym kompozycjom, choć z pewnością nie stały się jazzowymi standardami.

„Idle Moments” to album nagrany w gwiazdorskiej obsadzie. Oprócz lidera usłyszycie Joe Hendersona na tenorze i Bobby Hutchersona na wibrafonie, a w sekcji Duke’a Pearsona na fortepianie, wspomnianego już jako części materiału, w tym najbardziej znanej i rozpoznawalnej kompozycji tytułowej oraz Boba Cranshawa – kontrabas i Ala Harewooda na bębnach.

Jak wspomina we wstępniaku do albumu sam Duke Pearson, kompozycja tytułowa, trwająca niemal piętnaście minut miała być krótsza, jednak przez pomyłkę temat został zagrany dwa razy, w związku z tym improwizujący muzycy postanowili również przedłużyć swoje solówki, w ten sposób z planowanych 7minut zrobiło się niemal 15, co było zmartwieniem dla producentów, ponieważ część nagranego materiału (utwór tytułowy nagrywano jako ostatni), trzeba było zwyczajnie wysłać na półkę do archiwum, tak, żeby wszystko zmieściło się na jednej płycie. Dodatkowo nagrano krótsze wersje „Jean De Fleur” i „Django”, a te dłuższe, pierwotnie planowane do umieszczenia na płycie odnalazły się po latach i dziś są dodawane jako bonusy do wersji wydawanych na pojemniejszych nośnikach cyfrowych.

Od wielu lat wśród krytyków trwa dyskusja na temat tego, czy „Idle Moments” jest albumem równie dobrym jak „Solid” – płytą nagraną kilka miesięcy później z udziałem McCoy Tyner i Elvina Jonesa, którzy zastąpili Duke Pearsona i Ala Harewooda. Na papierze to lepszy skład, jednak „Idle Moments” szefowie Blue Note uznali za materiał wart natychmiastowej prezentacji, a „Solid” został wydany dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych. Oczywiście oba albumu są wyśmienite i to raczej akademickie dyskusje. Najlepiej wyglądają na półce ustawione razem obok siebie. Po latach to jednak tytułowa kompozycja z „Idle Moments” stała się jednym z niedoścignionych wzorców granej w wolnym tempie gitarowej bebopowej ballady, a dla Joe Hendersona jedną z najważniejszych jego wczesnych płyt obok „The Sidewinder” Lee Morgana.

„Idle Moments” to nie tylko tytułowa kompozycja i nie tylko doskonałe solówki Granta Greena. To także fantastyczny Joe Henderson. Posłuchajcie niesłusznie przesuniętego na koniec całego albumu utworu „Nomad” i tego, jak sprawnie łączy swoje fascynacje Johnem Coltrane’em (kto ich nie maił w 1964 roku?) z ciekawymi pomysłami połączenia szybkich i dynamicznych nut z wolniejszymi. Posłuchajcie też koniecznie fortepianowych introdukcji Duke Pearsona – muzyka często mocno niedocenianego, głównie dlatego, że w jego własnej dyskografii nie uda się znaleźć płyt na miarę „Idle Moments”.

Grant Green
Idle Moments
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note
Numer: 077778415428

04 lutego 2013

Grant Green – The Complete Quartets With Sonny Clark


Gdyby ktoś chciał mieć tylko jeden album Granta Greena, to powinien być właśnie zbiór nagrań „The Complete Quartets With Sonny Clark”. Może jeszcze „Born To Be Blue” – to album nagrany kilka miesięcy później, również  zudziałem Sonny Clarka i „Standards” z 1961 roku. Jednak to właśnie sesje w kwartecie z Sonny Clarkiem powszechnie uważane są za najlepsze nagrania Granta Greena i w tym akurat wypadku z tym zdaniem wielu krytyków i biografów jazzu się jak najbardziej zgadzam.

Nagrania powstały na przełomie 1961 i 1962 roku. Gitara Granta Greena i fortepian Sonny Clarka wyśmienicie się uzupełniają. Ich gra jest jak rozmowa starych przyjaciół, którzy rozumieją się bez słów. We wczesnych latach sześćdziesiątych było sporo tego rodzaju duetów – mój ulubiony – Dave Brubeck i Paul Desmond, równie ulubiony, choć zupełnie inny – McCoy Tyner i John Coltrane, a także J. J. Johnson i Kai Winding. Jest jeszcze nieco wcześniejszy – Clifford Brown i Max Roach, a także nieco dalszy od głównego nurtu jazzu a bliższy rdzennej muzyce bluesowej – Sonny Terry i Brownie McGhee.

Łagodne, miękkie akordy Sonny Clarka tworzą idealny podkład dla pełnej swingu i energii, pozbawionej jednak cienia wirtuozerskiej agresji gry Granta Greena. Nieco późniejszy album „Born To Be Blue” – w którym pojawił się grający na saksofonie Ike Quebec nie ma już tej finezji. Grant Green eksploruje znane melodie i pokazuje je w zupełnie nowy, choć nie odbiegający zbyt daleko od oryginału sposób, wykorzystując jednocześnie możliwości harmoniczne nieproawdopodobnmie trafnie wypełniającego akordami puste miejsca w muzycznej przestrzeni dźwięków gitary, fortepianu Sonny Clarke’a. Skutecznie unika również zbędnej gitarowej wirtuozerii, mimo, że potrafi zagrać szybciej i więcej, niż wielu innych gitarzystów. Stara się zrozumieć melodie i o nich opowiedzieć. Ma na ich temat swoje zdanie i potrafi przedstawić je w niezwykle elegancji, pełen swingu, elegancji sposób. W ten sposób powstaje muzyka, która jak wszystkie największe dzieła gatunku, jest jednocześnie harmonicznie i rytmicznie niebanalna, ale także nadająca się do słuchania w towarzystkie osób, które na hasło jazz uciekają do drugiego pokoju…

Na repertur zebranych po latach pod wspólną nazwą „The Complete Quartets With Sonny Clark” sesji złożyły się jazzowe standardy – głównie Sonny Rollinsa, sporo melodii z desek teatralnych, które już wtedy były uznane przez świat muzyków jazzowych za własne – to utwory Cole Portera, Goerge’a i Iry Gershwin, czy Jule Style i Sammy Cahna i kilka kompozycji lidera. Wśród nich nie ma wykonań słabych, są jednak z pewnością takie, które lubię najbardziej To monumentalne i nietypowe rytmicznie rozwiązanie „I’t Ain’t Necessarily So”, a także zagrany szybciej niż zwykle „The Song Is You”.

To jedna z tych płyt, na których za każdym razem odkrywam coś nowego. Wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, że przeważająca większość tej niezwykłej muzyki ukazała się pierwotnie jedynie w Japonii na płytach „Oleo”, „Nigeria” i „Gooden’s Corner”. Później była przez wiele lat niedostępna. Pierwsze wznowienie wydane zostało w końcu lat dziewięćdziesiątych przez Mosaic. Dziś najlepszym zakupem wydaje się być wydany w serii Doubletime przez Blue Note zremasterowany materiał „The Complete Quartets With Sonny Clark”.

Grant Green
The Complete Quartets With Sonny Clark
Fomat: 2CD
Wytwórnia: Blue Note
Numer: 724385719424

02 maja 2011

Grant Green - Street Of Dreams

Dzisiejsza płyta, to jedna z licznie nagrywanych dobrych płyt Granta Greena z pierwszej połowy lat sześćdziesiątych. W tym okresie gitarzysta nagrał około 20 płyt, komponując różne, częto nietypowe składy instrumentalne. Sekcje rytmiczne składały się często nie tylko z gitary i kontrabasu, ale także można było w nich znaleźć wibrafon, a często również organy Hammonda. Trafiał się też fortepian. Czasem, choć niezbyt częto był też jakiś dodatkowy instrument solowy – na przykład saksofon – obsługiwany na przykład przez Ike Quebecka (jak na płycie Born To Be Blue).

Dzisiejsza płyta to właśnie jeden z tych nietypowych składów – oprócz gitary lidera formalnie solistą jest grający na wibrafonie Bobby Hutcherson. Sekcję rytmiczną – przynajmniej z nazwy tworzą grający na organach Larry Young i perkusista Elvin Jones. Ta z pozoru nietypowa konfiguracja muzyczna jest korzystna dla gitary Granta Greena. Pozbawienie sekcji kontrabasu i zastąpienie go organami Hammonda tworzy nie tylko unikalne brzmienie, ale pozwala liderowi rozwijać solówki bazujące na nietypowych rozwiązaniach rytmicznych bez wchodzenia w konflikt z rytmem wyznaczanym zwykle przez kontrabas.

Kilka miesięcy przed nagraniem dzisiejszej płyty powstała inna, być może nawet ciekawsza płyta Granta Greena z udziałem Bobby Hutchersona – Idle Moments. Obie pozycje zawierają z pozoru nieciekawy i nieznany repertuar, pokazują jednak, że w rękach kreatywnych muzyków nawet mało znane kompozycje potrafią zamienić się w dające wiele okazji do ciekawych improwizacji utwory.

Ciekawostką jest również udział w tym nagraniu Elvina Jonesa, którego część słuchaczy przyporządkowuje tylko do ostrego stylu znanego z jego nagrań z Johnem Coltrane’m. Należy jednak pamiętać o jego nagraniach z tego okresu z Kenny Burrellem (Guitar Forms) i Larry Youngiem na jego solowych płytach. Elvin Jones doskonale potrafi dopasować się do konwencji snującej się gdzieś poza podstawowym metrum sekcji rytmicznej, której puls wyznacza na dzisiejszej płycie Larry Young. Prawdopodobnie to właśnie nagrywanie dzisijeszej płyty stało się zaczątkiem współpracy Elvina Jonesa i Larry Younga, która nicały rok później doprowadziła do nagrania wyśmienitej płyty Larry Younga – Unity.

Na płycie znajdziemy jedynie 4 utwory, z których każdy trwa około 8 minut. Po latach nie udało się do żadnego mi znanego wydania dołożyć jakiś dodatkowych utworów, czy wersji alternatywnych. Tak więc muzyki jest mało, co nie znaczy, że płyta nie jest warta zainteresowania. Owe 4 utwory, to zamienione w pulsujące jazzowe wehikuły, zupełnie nieznane kompozycje rodem z ilustracyjnej muzyki telewizyjnej i teatralnej, z których jedynie jedna - Lazy Afternoon doczekała się kolejnego jazzowego wcielenia na płycie Wyntona Marsalisa – Hot House Flowers.

To niewątpliwie skład, który miał w 1964 roku wielki potencjał. Mimo świetnych fragmentów muzycznej interakcji, w szczególności między Grantem Greenem i Bobby Hutchersonem i wyśmienitej gry Larry Younga, to raczej potencjał zmarnowany. Mam wrażenie, że można było lepiej i ciekawiej w takim składzie. To nie jest zła płyta, jednak współpraca Larry Younga z Grantem Greenem udała się lepiej na płycie Granta Greena I Want To Hold Your Hand i momentami na płycie Larry Younga Into’ Somethin’. Kto chce mieć jedną lub dwie płyty Granta Greena – powinien zdecydowanie wybrać The Complete Quartets With Sonny Clark, Standards i Born To Be Blue. Dla fanów gitarzysty to oczywiście płyta obowiązkowa.

Grant Green
Street Of Dreams
Format: CD
Wytwórnia: Blue Note
Numer: 5099926514222