Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milt Jackson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milt Jackson. Pokaż wszystkie posty

04 lipca 2021

Little Girl Blue – CoverToCover Vol. 155

Piosenka powstała jako typowy masowy produkt skomponowany przez Richarda Rodgersa do słów Lorenza Harta w 1935 roku na zamówienie twórców musicalu „Jumbo”. To całkowicie przeznaczone dla dorosłych przedstawienie odniosło na Broadwayu całkiem spory sukces i prawdopodobnie zwróciło się twórcom, mimo sporych kosztów przygotowania. Na scenie pojawiał się żywy słoń i fabuła zakładała pokazanie kilku innych cyrkowych numerów. To miało zachwycić widzów. Udało się w pierwszej odsłonie zorganizować ponad 200 przedstawień.

Dziś o „Jumbo” raczej pamięta się w kontekście filmu z lat sześćdziesiątych z udziałem Doris Day i kilku piosenek, które zachowały świeżość do dziś i powracają na światowe estrady w przeróżnych, czasem zaskakujących wykonaniach. „Jumbo” to nie tylko „Little Girl Blue”, ale również „The Most Beautiful Girl In The World”, która do świata jazzu wprowadził Sonny Rollins sięgając po ten utwór na jednej ze swoich najważniejszych płyt „Tenor Madness” w 1956 roku i „My Romance”, grywany przez Dave’a Brubecka i Billa Evansa. Przedstawienia, przynajmniej w oryginalnej formie na scenie chyba już nie zobaczymy, bo sprowadzenie słonia do teatru nie jest dziś możliwe w większości cywilizowanych krajów świata.

W przedstawieniu wystawionym w 1935 roku w monumentalnym The Hippodrome przez Billy Rose’a, który również pisywał popularne piosenki na potrzeby swoich rewii, „Little Girl Blue” śpiewała Gloria Grafton. Orkiestrą na żywo w czasie przedstawień dyrygował sam Paul Whiteman. Niestety oryginalna obsada nie nagrała materiału muzycznego z przedstawienia.

Jedna z pierwszych popularnych wersji pochodzi z filmowej ekranizacji przedstawienia i jest wykonywana przez Doris Day, choć dużo wcześniej, bo już w 1947 roku do swojego repertuaru kompozycję Richarda Rodgersa włączyła Lena Horne i nieco później piosenkę nagrał Frank Sinatra. Ja jednak wybieram jako wzorzec wykonania tej kompozycji z tekstem nagranie Niny Simone z 1964 roku. Melodia Rodgersa doskonale sprawdza się również bez tekstu. Hank Jones na fortepianie z płyty „Urbanity” i Grant Green z Sonny Clarkiem pokazują jazzowy potencjał tej kompozycji. Hank Jones równo dziesięć lat po nagraniu swojej płyty odnalazł się w kwintecie Milta Jacksona grając w towarzystwie jego muzyków tą samą melodię. Jako ciekawostka prezentację uzupełnia koncertowe nagranie Janis Joplin ze słynnej pociągowej trasy w Kanadzie. Janis śpiewała „Little Girl Blue” na koncertach i w studiu. To drugie nagranie znajdziecie na płycie „I Got Dem Ol' Kozmic Blues Again Mama!” i na rozszerzonej dwudyskowej edycji albumu „Pearl”.

„Little Girl Blue” żyje komfortowym życiem jazzowego standardu, który wraca od czasu do czasu na światowe sceny, zarówno w wersji instrumentalnej, jak i jako zgrabnie napisana piosenka, za którą kryje się wiele ważnych nagrań sprzed lat – Sarah Vaughan, Janis Joplin, Nina Simone, Frank Sinatra, Ella Fitzgerald, Judy Garland, Anita O’Day, Sam Cooke, Doris Day, Odetta, Diana Ross, Rhoda Scott, Stacey Kent i wielu innych wokalistów i wokalistek sięgało i będzie sięgać po tą kompozycję. 

Utwór: Little Girl Blue
Album: Let It All Out
Wykonawca: Nina Simone
Wytwórnia: Mercury / Polygram
Rok: 1964
Numer: 042284666329
Skład: Nina Simone – voc, p, Rudy Stevenson – g, fl, Lisle Atkinson – b, Bobby Hamilton – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: Urbanity
Wykonawca: Hank Jones
Wytwórnia: Clef / Verve / Polygram
Rok: 1953
Numer: 731453774926
Skład: Hank Jones – p, Johnny Smith – g, Ray Brown – b.

Utwór: Little Girl Blue
Album: Pearl (Extended Edition)
Wykonawca: Janis Joplin
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 2005 (1970)
Numer: 5099751513421
Skład: Janis Joplin – voc, John Till – g, Richard Bell – p, Ken Pearson – org, Brad Campbell – b, Clark Pierson – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: 'Live' at the Village Gate
Wykonawca: Milt Jackson Quintet
Wytwórnia: Riverside / OJC
Rok: 1963
Numer: 025218030922
Skład: Milt Jackson – vib, Jimmy Heath – ts, Hank Jones – p, Bob Cranshaw – b, Albert Tootie Heath – dr.

Utwór: Little Girl Blue
Album: The Complete Quartets With Sonny Clark
Wykonawca: Grant Green
Wytwórnia: Blue Note / Capitol / EMI
Rok: 1962
Numer: 724385719424
Skład: Grant Green – g, Sonny Clark – p, Sam Jones – b, Louis Hayes – dr.

29 grudnia 2020

Hallelujah I Love Her So – CoverToCover Vol. 99

„Hallelujah I Love Her So” to jeden z pierwszych wielkich przebojów Raya Charlesa. Pierwsza wersja utworu znalazła się na debiutanckiej płycie Charlesa, nazwanej, co łatwo przewidzieć, „Ray Charles”, albo w niektórych późniejszych wydaniach tytułem utworu, który jest dziś bohaterem audycji i również jednym z największych przebojów z tej płyty. Czasy były jednak trochę inne i często wykonawcy składali albumy, które wcale nie były wtedy najważniejsze, z przebojów, które już wcześniej zdobyły popularność za sprawą singli, radia i szaf grających. Tak było w przypadku Raya Charlesa. Na jego pierwszej płycie dla Atlanticu znajdziecie nie tylko „Hallelujah I Love Her So”, ale także dużo wcześniejsze przeboje, w tym „Mess Around”, „I Got A Woman”, „Drown My Own Tears” i „A Fool For You”. Album ukazał się w 1962 roku, a najstarszy singiel z niego niemal dziesięć lat wcześniej. Tym samym debiutancki album można również określić jako pierwszy zbiór największych przebojów Raya Charlesa i podsumowanie pierwszej dekady jego muzycznej kariery.

Utwór tytułowy też zresztą ukazał się po raz pierwszy na singlu już w 1956 roku i wersja umieszczona na płycie długogrającej pochodzi właśnie z tego singla. To też jeden z nielicznych utworów Raya Charlesa, który nie jest w całości jego oryginalnym dziełem. Sam autor przyznał kiedyś, że wzorował się na kompozycji Ike Turnera (niesławnego męża Tiny Turner) z 1953 roku – „Get It Over Baby”. Podobieństwo jest całkiem rozpoznawalne.

Wyróżnikiem pierwszego wykonania jest nie tylko doskonała melodia i świetny fortepian samego Charlesa, ale też wciśnięte jakimś cudem w 150 sekund utworu (to był przecież singiel) świetne solo na saksofonie Dona Wickersona. Jak sam Charles miał później udowodnić, utwór ma spory potencjał do jazzowej improwizacji.

Jedną z najciekawszych rozszerzonych, jazzowych wersji już kilka lat później przygotował sam Ray Charles, na jednej ze swoich doskonałych jazzowych płyt nagrał po raz kolejny swój przebój w wersji instrumentalnej ze świetnym jazzowym składem – Miltem Jacksonem, Percy Heathem, Kenny Burrellem i Arthurem Taylorem. Ray Charles, kiedy kolejnych hitów nie oczekiwali od niego kolejni managerowie i producenci był wyśmienicie improwizującym jazzowym pianistą i organistą.

Jak to zwykle bywa, przebojem zainteresowali się inni wykonawcy i dobrych wersji znajdziecie całkiem sporo -Stevie Wonder, Peggy Lee, Eddie Cochran, The Beatles, Ella Fitzgerald, The Animals, David Sanborn, Maceo Parker, Sammy Davis Jr, Ramblin’ Jack Elliot, Jerry Lee Lewis i wielu innych – każdy znajdzie coś dla siebie.

Moim ulubionym nagraniem „Hallelujah I Love Her So” jest instrumentalna wersja Raya Charlesa i Miltem Jacksonem i zagadkową solówką Kenny Burrella. Do kompletu i dla kontrastu wybieram też Willie Nelsona z Wyntonem Marsalisem i wyśmienitego Stanisława Sojkę z 1984 roku solo z fortepianem. Big bandowa wersja Sojki z orkiestrą Rogera Berga z 2015 roku („Swing Revisited”) jakoś mnie specjalnie nie porywa.

Utwór: Hallelujah I Love Her So
Album: Hallelujah I Love Her So (Pure Genius: The Complete Atlantic Recordings (1952-1959))
Wykonawca: Ray Charles
Wytwórnia: Atlantic / Rhino / Warner
Rok: 1955
Numer: 081227473129
Skład: Ray Charles – p, voc, Joe Bridgewater – tp, Joshua Jack Willis – tp, Don Wilkerson – ts, Cecil Payne – bs, Paul West – b, David Panama Francis – dr.

Utwór: Hallelujah I Love Her So
Album: Soul Meeting: Ray Charles & Milt Jackson (Pure Genius: The Complete Atlantic Recordings (1952-1959))
Wykonawca: Ray Charles & Milt Jackson
Wytwórnia: Atlantic / Rhino / Warner
Rok: 1958
Numer: 081227473129
Skład: Ray Charles – p, el. p, Milt Jackson – vib, Kenny Burrell - g, Percy Heath – b, Arthur Taylor – dr.

Utwór: Hallelujah I Love Her So
Album: Here We Go Again: Celebrating The Genius Of Ray Charles
Wykonawca: Willie Nelson & Wynton Marsalis
Wytwórnia: Blue Note
Rok: 2011
Numer: 5099909638822
Skład: Willie Nelson – voc, g, Wynton Marsalis – tp, Walter Blanding – ts, Mickey Raphael – harmonica, Dan Nimmer – p, Carlos Henriquez – b, Ali Jackson – dr, perc.

Utwór: Hallelujah I Love Her So
Album: W Piwnicy Na Wójtowskiej
Wykonawca: Stanisław Sojka
Wytwórnia: PSJ / MTJ
Rok: 1984
Numer: 5906409108536
Skład: Stanisław Sojka – p, voc.

21 września 2017

Milt Jackson Quintet - Live At The Village Gate

Milt Jackson jest dla wielu przede wszystkim, a nawet czasem wyłącznie muzykiem Modern Jazz Quartet. Istotnie, jeden z najbardziej znanych jazzowych wibrafonistów był członkiem tego zespołu od połowy lat czterdziestych – kiedy muzycy tworzący zespół, grający w orkiestrze Duke Ellingtona postanowili zagrać coś niezależnie od swojego mistrza. Grupa zakończyła działalność w 1994 roku, kiedy zmarł Connie Kay, który dołączył do zespołu w 1954 roku. Sam Milt Jackson zrobił sobie jedynie krótką przerwę w połowie lat siedemdziesiątych. Dziś już 3 letnia współpraca grupy muzyków uważana jest za wyjątkowo długą i owocną, a niektórzy upatrują w zmianach personalnych świadectwa rozwoju i ciągłych poszukiwań nowych brzmień i czegoś tam jeszcze. Muzycy The Modern Jazz Quartet potrafili być innowacyjni i cieszyć się swoim towarzystwem przez ponad pół wieku.

Przez pierwsze dwadzieścia mniej więcej lat zespół uważany był za nowatorski, a jego członkowie – w szczególności John Lewis i Milt Jackson uznawani byli za tych, którzy skutecznie poszukują i poszerzają jazzowe horyzonty korzystając obszernie z dorobku muzyki europejskiej. Później byli już dinozaurami, choć skutecznie przyciągali publiczność na całym świecie i nagrywali wyśmienite albumy.

Kiedy byli na fali, nagrywali dużo, a koncertowali jeszcze więcej. Dyskografia zespołu obejmuje około 50 płyt, co daje średnio jeden album rocznie, choć w latach sześćdziesiątych normą były dwa albumy rocznie. Album „Live At The Village Gate” został zarejestrowany w grudniu 1963 roku. To był dla Milta Jacksona pracowity okres – The Modern Jazz Quartet wydał w tym samym roku dwa albumy – „In A Crowd” i „1963: Monterey Jazz Festival”.

Mimo dużego powodzenia zespołu, Milt Jackson, podobnie jak pozostali jego członkowie, zawsze znajdował czas zarówno na swoje własne nagrania, jak i od czasu do czasu na udział w innych sesjach.

„Live At The Village Gate” to jeden z kilku koncertowych albumów nagranych w bardzo znanym od otwarcia w 1958 roku nowojorskim klubie. Grali tam wszyscy, a wielu te występy zarejestrowało. Najbardziej znane koncertowe rejestracje z nieczynnego już dziś Village Gate to te firmowane przez Ninę Simone, Herbie Manna, Toshiko Akiyoshi i Charlie Byrda. Herbie Mann dwukrotnie nagrywał tam płyty koncertowe, a pojedyncze rejestracje znajdziecie też w dyskografii Sonny Rollinsa i Cecila Taylora. Nie zachowały się chyba żadne rejestracje z występów Johna Coltrane’a i Dextera Gordona, a jeden z koncertów Milesa Davisa podobno znajduje się w wyśmienitym stanie technicznym w prywatnych rękach i kiedyś zostanie wydany.

Z taką renomą klub zapewniał doskonałą publiczność, co zawsze pomaga muzykom. Tak było i tym razem – Milt Jackson w towarzystwie grającego na tenorze Jimmy Heatha i doskonałej sekcji w osobach Hank Jonesa, Boba Cranshawa i Albert Tootie Heath zapewnili publiczności doskonałą mieszankę ballad z hard-bopowym zacięciem. W takich przypadkach okazjonalnej współpracy raczej trudno o napisany specjalnie na taką okazję repertuar. Muzycy zagrali standardy i niedawno napisane w innych okolicznościach kompozycje własne – „Gemini” Jimmy Heatha nagrane na jego rodzinnym albumie „Triple Thread” kilka miesięcy wcześniej, „Bags Of Blues” napisany przez Milta Jacksona wspólnie z Ray’em Charlesem i nagrany na doskonałej płycie „Soul Brothers”, ograny wielokrotnie wcześniej „Ignunt Oil” i napisany chyba specjalnie w tym czasie „Gerri’s Blues”.

Współczesne wznowienia Original Jazz Classics zawierają dwa dodatki – „Willow Weep For Me” i „All Members”. W tym wypadku chyba warto poszukać krążka z dodatkowymi bonusami, bowiem szczególnie pierwsza z tych ścieżek – kompozycja Ann Ronnell to piękna melodia, do której ja osobiście ma słabość.

„Live At The Village Gate” to doskonały dokument swoich czasów – koncertowa rejestracja jakich wiele powstawało w tamtych latach i jakich niewiele powstaje dziś. Zwyczajna płyta z wyśmienitą muzyką, niczego nie odkrywająca, nie eksperymentująca, nie ogłaszająca światu nowych pomysłów. To kartka z kalendarza wybitnych muzyków z dnia, kiedy grali koncert, który postanowili zarejestrować.

Milt Jackson Quintet
Live At The Village Gate
Format: CD
Wytwórnia: Riverside / OJC
Numer: 025218030922

11 sierpnia 2014

Julian Cannonball Adderley With Milt Jackson - Things Are Getting Better

To kolejna pozycja z cyklu pewniaków – w zasadzie skład gwarantuje sukces, choć zdaje się też niebezpieczny. Zderzenie dwu wielkich osobowości – Milta Jacksona i Cannonballa Adderleya w towarzystwie jak zawsze wyśmienitego Wyntona Kelly i wybornej sekcji. Tu łatwo o często w takich wypadkach popełniany błąd. Obaj liderzy z okładki należeli raczej do tych, którzy swoimi pomysłami byli w stanie zapełnić dziesiątki ciekawych albumów. Tym razem potrafili zagrać razem.

Julian Cannonball Adderley i Milt Jackson przy okazji nagrania tego albumu, kolejnego z wielkich nagranych w 1958 roku, spotkali się w studiu po raz pierwszy w roli współliderów. Wcześniej pracowali jedynie krótko z Quincy Jonesem („Plenty, Plenty Soul”) i bywali razem w studiu, kiedy nagrywał Ray Charles, ale to były raczej dość przypadkowe spotkania. Kto doprowadził to takiego zadziwiającego spotkania – dziś nie sposób ustalić, choć można przypuszczać, że jeden z najważniejszych producentów lat pięćdziesiątych Orrin Keepnews, który wyprodukował płytę wymyślił taki duet bazując na przekonaniu, że obu muzykom dość blisko bluesowych korzeni jazzowej tradycji. Bacznym obserwatorom jazzowej chronologii takie spotkanie może wydawać się jednak zupełnie niespodziewane – w 1958 roku kwintet Milesa Davisa (Julian Cannonball Adderley, wkrótce Wynton Kelly) od Modern Jazz Quartet (Milt Jackson i Percy Heath) dzieliło właściwie wszystko. Spotkanie jednak się udało i powstał wyśmienity, wznawiany do dziś i niezwykle wartościowy album.

Repertuar albumu – to jak często wtedy bywało – garść kompozycji obu liderów, uzupełniony o znane wszystkim kompozycje, często nagrywane, kiedy te nowe, przyniesione d studia kompozycje się już skończyły, a producent dawał znak, że brakuje jeszcze do pełnej płyty długogrającej nieco muzyki.

Album powstał, jak wiele w tamtym okresie w czasie jednej nocnej zapewne sesji nagraniowej, co oznacza spontaniczność i dobrą zabawę. To słychać do dziś, mimo niedoskonałości technicznych. Przy okazji nowszych wydań często dodawane są alternatywne wersje, które nie wnoszą wiele nowego, nie są ani gorsze, ani lepsze od tych, które pierwotnie znalazły się na płycie analogowe.

Zdaniem wielu Julian Cannonball Adderley wymyślił soul-jazz. Na swój wielki hit musiał poczekać do połowy lat sześćdziesiątych („Mercy, Mercy, Mercy”). Jeśli uznamy, że soul-jazz jest osobnym gatunkiem, który ktoś wymyślił, a nie nieco bardziej melodyjnym i przebojowym jazzowym mainstreamem, to „Things Are Getting Better” można uznać za jego prapoczątki.

Rok 1958 był dla Cannonballa jednym z ciekawszych, wtedy zbliżył się do Milesa Davisa. Był dla niego na tyle ważny, że Miles zdecydował się zagrać gościnnie na jego płycie – „Somethin’ Else” parę miesięcy przed nagraniem „Things Are Getting Better”. A to nie zdarzało się często, właściwie oprócz niewiele wartych nagrań z lat osiemdziesiątych i wczesnych archiwaliów, to jedyny sensowny album z Milesem Davisem w roli muzyka towarzyszącemu liderowi.

Nie wiem, czemu muzycy zdecydowali się umieścić na początku płyty najbardziej eksperymentalny, zdecydowanie nie ułatwiający oceny całości utwór Milta Jacksona – „Blue Oriental”? Może to taki rodzaj sprawdzianu? Dalej jest zdecydowanie bardziej przebojowo. Rok 1958 był wybitny, a „Things Are Getting Better” to kolejny na to dowód…

Julian Cannonball Adderley With Milt Jackson
Things Are Getting Better
Format: CD
Wytwórnia: Riverside / Fantasy / OJC

Numer: 02521860322

21 maja 2014

The Modern Jazz Quartet – Fontessa

„Fontessa” to pierwszy album nagrany przez The Modern Jazz Quartet dla nowej wtedy dla zespołu wytwórni – Atlantic. To właśnie od tego, nagranego na początku 1956 roku albumu zaczęła się trwająca ponad 20 lat współpraca zespołu z tą zasłużoną dla jazzu wytwórnią. „Fontessa” to również drugi, jeśli nie liczyć wydanych dużo później bootlegów i nagrań koncertowych, płyta nagrana z nowym perkusistą – Connie Kayem. Debiut zespołu w nowym składzie był całkiem udany – dał fanom jeden z najlepszych albumów zespołu – „Concorde”.

W połowie lat pięćdziesiątych to był jeden z wielu ukazujących się wtedy albumów. Dziś być może nazwalibyśmy go kolejną tak samo dobrą, jak poprzednie płytą jednego z ważnych młodych zespołów. Perspektywa historyczna pozwala jednak spojrzeć na tą płytę nieco inaczej. To prawda, że niewiele tu własnych kompozycji Johna Lewisa i Milta Jacksona. Można uznać, że kolejny raz – jeśli zabrakło własnych pomysłów, to muzycy w studiu sięgnęli po standardy, które wszyscy znali. Musicie jednak pamiętać, że John Lewis był perfekcjonistą. Nie ma przypadkowych nagrań The Modern Jazz Quartet. „Fontessa” nie jest kolejną sesją przypadkowo zebranych w studiu muzyków, którzy czasem tworzyli rzeczy genialne, bo taki był dzień, a czasem jedynie bardzo dobre. Tylko kilka zespołów w tym czasie miało tak stabilny skład i tak intensywnie pracowało nad własną muzyką, jak The Modern Jazz Quartet. Erroll Garner, Gerry Mulligan, Oscar Peterson. Oni wszyscy rozglądali się na boki, głównie w kierunku europejskiej muzyki klasycznej, poszerzając nie tylko katalog jazzowych harmonii, ale również dając sobie możliwość gry w salach koncertowych, których właściciele w latach pięćdziesiątych be-bop ciągle uważali za barbarzyńską czarną muzykę.

Owe poszukiwania nowych brzmień wymagały dużej ilości prób i stawiały członkom zespołu, w szczególności tym, którzy nie mieli klasycznego muzycznego wykształcenia nieco większe wymagania. Te poszukiwania doprowadziły kilka lat później do powstania muzyki zwanej dziś trzecim nurtem, a The Modern Jazz Quartet był jednym z twórców tego stylu, a nawet jego nazwy, która wedle jednej z wersji pochodzi bezpośrednio od tytułu albumu zespołu, nagranego razem z Jimmy Giufree – „Third Stream Music”, choć inni uważają, że już w 1957 roku tej nazwy na swoich wykładach uniwersyteckich używał Gunther Schuller, który termin wymyślił już w latach czterdziestych, kiedy grał na waltorni w zespole Milesa Davisa – „The Birth Of The Cool”. Sam Gunther Schuller w 1955 roku założył z Johnem Lewisem stowarzyszenie Modern Jazz Society.

Miało być o albumie „Fontessa” a wyszło inaczej. „Fontessa” to album genialny w swojej elegancji i prostocie, a jednocześnie zaskakująco odkrywczy. To jedna z najważniejszych płyt The Modern Jazz Quartet, ale tylko dlatego, że powstała stosunkowo wcześnie.

Album nagrano pierwotnie w wersji monofonicznej, a wersja stereo powstała nieco później, prawdopodobnie zupełnie bez udziału muzyków. W jej sporządzeniu nie ustrzeżono się błędów technicznych, które w istotny sposób wpłynęły na jakość techniczną niezliczonych wersji cyfrowych sporządzonych z taśm matek. Dlatego, jeśli możecie, poszukajcie wersji monofonicznej. Tak właśnie wydawane są dziś staranniejsze wydania pochodzące z centrali Atlantic w USA. W wypadku tego albumu naprawdę warto zwrócić na ten z pozoru błahy szczegół uwagę.

The Modern Jazz Quartet
Fontessa
Format: CD
Wytwórnia: Atlantic

Numer: 075678132926

02 września 2013

Milt Jackson – In A New Setting

Milt Jackson przez wielu fanów jazzu uważany jest przede wszystkim za członka legendarnego The Modern Jazz Quartet. Wiele w tym prawdy, to bowiem w towarzystwie Johna Lewisa powstały najważniejsze z nagrań w dyskografii tego wybitnego wibrafonisty. „In A New Setting” to jedna z jego najbardziej znanych płyt solowych, nagrana w 1964 roku, czyli w czasie świetności wspomnianego zespołu. Trudno znaleźć parę pianistów tak różnych – jak John Lewis i McCoy Tyner, a jednak Milt Jackson potrafił zagrać z każdym z nich, niemal w tym samym czasie.

Album rozpoczyna intensywna, rytmiczna kompozycja lidera „Sonny’s Blues”. To rodzaj manifestu wolności, powrót do swingu i bluesa, odskocznia od często formalnie skomplikowanych form proponowanych przez Johna Lewisa. Udział w sesji młodego McCoy Tynera z pewnością nie był przypadkowy. To przecież new setting – nowe rozdanie, nowy układ sił, muzyczne wakacje, proste, choć dalekie od banału muzykowanie członka jednego z najbardziej w swoim czasie wyrafinowanych grup jazzowych. Młody McCoy Tyner był wtedy u szczytu swoich możliwości, niespełna miesiąc wcześniej nagrał z Johnem Coltrane’em „A Love Supreme”.

A dla Milta Jacksona ten album był rodzajem powrotu do korzeni, do bluesa i be-bopu, do czasów kiedy zaczynał swoją wielką karierę w orkiestrze Dizzy Gillespiego w połowie lat czterdziestych. To nie jest jedyny album Milta Jacksona, który jest absolutnie przymusową pozycją dla każdego fana dobrego jazzu. Jest jeszcze „Soul Brothers” z Rayem Charlesem, „Very Tall” z triem Oscara Petersona, „Bags Meets Wes!”z Wesem Montgomery, „The Milt Jackson Big 4” i parę innych. Każda inna, każda mistrzowska w swoim rodzaju. Od czegoś trzeba jednak zacząć – więc zaczynamy od „In A New Setting”.

Album zawiera w większości kompozycje przygotowane specjalnie na tą sesję przez członków zespołu. Typowym dodatkiem jest standard Cole Portera „Ev'ry Time We Say Goodbye”, który być może miał być singlowym przebojem przyciągającym do sklepów nieco szerszy krąg odbiorców. Płyta jednak komercyjnego sukcesu nie odniosła i przez wiele lat była w zasadzie niedostępna. Pierwsza cyfrowa edycja ukazała się dopiero w 1999 roku.

Nie należy przejmować się marną jakością dźwięku dzisiejszych reedycji, prawdopodobnie związane jest to ze zniszczeniem taśm matek. Oryginalne wydanie, ze względu na małe nakłady wydawnictw Limelight jest w zasadzie nie do zdobycia w nienaruszonym stanie. Defekty techniczne są słyszalne, jednak nie irytują na tyle, żeby uniemożliwić właściwy odbiór muzyki.

Milt Jackson
In A New Setting
Format: CD
Wytwórnia: Limelight / Verve / Polygram
Numer: 731453862029

01 lutego 2013

The Modern Jazz Quartet – Pyramid


Ten album nie jest bez wątpienia najlepszym dziełem słynnego kwartetu. Co najmniej kilka z tych najważniejszych płyt ukazało się wcześniej. „Pyramid” zespół nagrał w 1959 roku. Dla przypomnienia i historycznej perspektywy – w 1955 roku ukazały się przełomowe dla zespołu albumy „Django” i „Concorde”.

Płyta „Pyramid” to ciąg dalszy rezydencji zespołu w Music Inn w niezbyt jazzowym Lenox w stanie Massachusetts, gdzie muzycy przebywali w lecie 1959 roku i jeśli mnie muzyczna pamięć nie myli – był to ich ostatni znaczący pobyt w tym niezwykłym miejscu.

Cała historia, która doprowadziła do powstania albumu „Pyramid” jest dość niezwykła. Wszystko zaczęło się w 1956 roku, kiedy to w Lenox postanowiono zorganizować jazzowe warsztaty. W pierwszym letnim spotkaniu wzięła udział cała masa muzyków. Wydarzenie zostało w całości nagrane dla Voice Of America i nosi dziś historyczną nazwę Historic Jazz Concert At Music Inn. Przez większą cześć lata 1956 roku odbywały się koncerty i wykłady. Wśród największych gwiazd o muzyce opowiadali i wieczorami grali na jamach między innymi Oscar Peterson, Dizzy Gillespie, Gunther Schuller i lider The Modern Jazz Quartet – John Lewis. Choć właściwie może lepiej jest Johna Lewisa nazywać kierownikiem muzycznym zespołu. Cały skład The Modern Jazz Quartet – wtedy już wielkiej gwiazdy jazzowej sceny pełnił rolę swoistej dyżurnej sekcji rytmicznej. Wśród uczniów byli mało jeszcze wówczas znani – Ornette Coleman i Don Cherry.

Całość była kontynuowana przez kilka lat. Wiele z mniej lub bardziej legalnie zrobionych nagrań jest dziś dostępnych. W dyskografii The Modern Jazz Quartet – tej właściwej, nie uwzględniającej bootlegów to kolejno – z 1956 roku „The Modern Jazz Quartet At Music Inn” z 1956 roku z udziałem Jimmy’ego Giuffre, „The Modern Jazz Quartet Plays One Never Knows (No Sun In Venice)” i „Third Stream Music” z Jimem Hallem z 1957 roku, „The Modern Jazz Quartet At Music Inn Vol. 2” z Sonny Rollinsem z 1958 roku i dzisiejsza płyta z 1959 roku.

To właśnie nieformalny, warsztatowy charakter tych wszystkich nagrań sprawia, że dla wielu to nie są najważniejsze płyty we wczesnej dyskografii zespołu. Nic bardziej mylnego. Istotnie, klasycyzujący, elegancji styl narzucany muzyce przez Johna Lewisa i Milta Jacksona wymagał studyjnej staranności. To jednak właśnie płyty z Music Inn pokazują nam żywą i prawdziwą muzykę. Czyż nie o to chodzi fanom jazzu? Jeśli mógłbym cofnąć się w czasie wolałbym posłuchać The Modern Jazz Quartet w Music Inn, a nie w jakiejś europejskiej filharmonii. Nawet jeśli tam fortepian był gorszy, a słynne kompozycje Johna Lewisa – „Vendome” i „Django” brzmią lepiej na studyjnych albumach.

Za to tytułowej, rytmicznie eksperymentalnej kompozycji Raya Browna – pewnie napisanej przy okazji pobytu w Lenox nie usłyszycie, tak mi się wydaje, na żadnej płycie studyjnej The Modern Jazz Quartet.

Nie zamieniłbym „Django”, „Concorde”, czy „Fontessy” na „Pyramid”, ale jako dodatek do tych genialnych albumów ta płyta sprawdza się wyśmienicie i pozwala zajrzeć trochę za kulisy pracy niezwykłego w tamtych czasach zespołu. To cały czas niezwykle elegancka, melodyjna, zagadkowa i niepowtarzalna głównie w związku z nietypowym składem i niezwykłymi osobowościami Johna Lewisa i Milta Jacksona muzyka, którą warto poznać…

The Modern Jazz Quartet
Pyramid
Format: CD
Wytwórnia: Altantic
Numer: 081227367923

22 listopada 2012

Simple Songs Vol. 70

Historia zespołu The Modern Jazz Quartet zaczyna się w roku 1952, a kończy w zasadzie w 1993, a już definitywnie w 2005, kiedy zmarł ostatni z członków zespołu, uniemożliwiając tym samym definitywnie wskrzeszenie po raz kolejny zespołu w choćby odrobinę oryginalnym składzie.

The Modern Jazz Quartet to również zespół o chyba najbardziej stabilnym składzie w historii gatunku. W czasie nieco ponad 40 lat istnienia w zespole nastąpiła jedna zmiana personalna. Od 1952 do mniej więcej połowy 1955 roku perkusistą zespołu był Kenny Clarke, którego wtedy właśnie zastąpił Connie Kay. I tak już zostało do końca. Dla porządku należy wymienić, że oprócz wspomnianych już perkusistów członkami zespołu byli pianista John Lewis, wibrafonista Milt Jackson i kontrabasista Percy Heath.

Spora aktywność koncertowa i nagraniowa zespołu nie przeszkadzała jego członkom w uczestnictwie w wielu innych sesjach nagraniowych i projektach solowych. Tych najdoskonalszych nagrań zespołu wystarczyłoby na co najmniej kilka godzinnych audycji, a w całej karierze zespołowi nie udało się nagrać ewidentnie nieudanej płyty.

Spróbujmy jednak przynajmniej rozpocząć opowieść o historii tego niezwykłego zespołu. Zacznijmy więc od pierwotnego składu, jeszcze z perkusistą Kenny Clarke’iem, który po opuszczeniu zespołu w zasadzie na stałe przeniósł się do Paryża.

Pierwsza oficjalna płyta w dyskografii zespołu, to album „The Modern Jazz Quartet” nagrany i wydany przez Prestige w 1952 roku, choć czasem uważa się płytę „The Quartet” wydaną pierwotnie przez Savoy i zawierającą zbiór nagrań z przełomu 1951 i 1952 roku. Posłuchajmy zatem fragmentu tego albumu:

* The Modern Jazz Quartet – Vendome – The Modern Jazz Quartet

Kolejne płyty były już w zasadzie tylko lepsze… Jedną z najbardziej znanych z tych z pierwszych lat działalności zespołu jest album „Django”, który trafił już do naszego radiowego Kanonu Jazzu. Jego recenzję znajdziecie tutaj: The Modern Jazz Quartet - Django


* The Modern Jazz Quartet – Delannay’s Dilemma – Django

Kolejna równie wybitna płyta w bogatej dyskografii zespołu to nagrany w 1955 roku album „Concorde”. Posłuchajmy fragmentu tej płyty – nieśmiertelnego standardu „Softly, As In The Morning Sunrise”. To również pierwszy album, na którym usłyszymy Connie Kay’a.

* The Modern Jazz Quartet – Softly, As In The Morning Sunrise - Concorde

Sięgnijmy teraz po jedną z pierwszych płyt koncertowych zespołu, zarejestrowany w 1956 roku album „The Modern Jazz Quartet At Music Inn”. Album nagrano w miejscu, w którym niezbt często rejestrowano w celu wydania na płytach występy wielkich jazzowych gwiazd – w Lenox w stanie Massachusetts. Gościem specjalnym tego koncertu był grający na klarnecie w kilku utworach Jimmy Giuffre.

* The Modern Jazz Quartet feat. Jimmy Giuffre – Fun – The Modern Jazz Quartet At Music Inn

Kolejne nagraniu pochodzi z zupełnie zapomnianego, niesłusznie zresztą, a często nawet nie uwzględnianego w oficjalnych dyskografiach zespołu, też zresztą niesłusznie, bowiem to całkiem oficjalne nagraniu, albumu “Third Stream Music’. W kilku nagraniach, między innymi tym, które usłyszymy zespołowi towarzyszy rozbudowana sekcja dęta złożona z muzyków na co dzień grających muzykę klasyczną.

* The Modern Jazz Quartet – Exposure – Third Stream Music

Kolejne nagraniu pochodzi z roku 1960 – z koncertowego albumu „European Concert”. Nagranie zrealizowana w czasie jednego z koncertów zespołu w Sztokholmie. W tamtych czasach wiele dobrych koncertowych płyt nagrywano w Szwecji.

* The Modern Jazz Quartet – I Remember Clifford – European Concert

Pomijając wiele znaczących płyt udało się w godzinę dobrnąć do 1966 roku. Na koniec posłuchamy fragmentu nagrania koncertowego z 1966 roku z Tokio, wydanego na płycie „Concert In Japan ‘66”.

* The Modern Jazz Quartet – For Someone I Love – Concert In Japan ‘66

26 sierpnia 2012

The Modern Jazz Quartet And The Swingle Singers – Place Vendome


To nie jest najlepsza płyta The Modern Jazz Quartet, ani też The Swingle Singers. To jednak doskonały przykład tego, jak dwa zespoły potrafią razem stworzyć nową jakość. To coś, co w biznesie często nazywane jest efektem synergii. W Kanonie jazzu powinno znaleźć się kilka płyt The Modern Jazz Quartet i przynajmniej jeden album The Swingle Singers – „Jazz Sebastian Bach”. Przyjdzie na to pora, dziś jednak wspólny produkt obu grup – „Place Vendome”.

Oba zespoły nie stroniły od klasycznych inspiracji. Możecie zatem trochę ponarzekać, że to mało jazzowa płyta. Ma jednak w sobie tak wiele uroku, że trudno się jej oprzeć. Trzeba mieć na nią dzień, ale jeśli taki się zdarzy, pokochacie tą muzykę bez reszty. Jest niezwykle elegancka, dopracowana, perfekcyjna, niektórzy powiedzieliby, że salonowa. No cóż, z pewnością nie ma w sobie atmosfery awangardowego klubu z nowojorskiej sutereny. Ale czy to w jakiś sposób ją dyskwalifikuje? Na pewno nie. Bach i Purcell zobowiązują, a kompozycje Johna Lewisa nie są od nich gorsze. To materiał, który zabrzmiałby nieźle w filharmonii nawet dzisiaj, mimo tego, że ważną częścią uroku tych nagrań jest ich odrobinę staromodne brzmienie i momentami mocno przewidywalne aranżacje. Czy to jednak coś złego?

Zdecydowanie nie. Nawet najwierniejsi zwolennicy nieprzewidywalnych improwizacji potrzebują kiedyś odrobiny dźwiękowej oczywistości, piękna wynikającego nie z przekraczania granic, ale z perfekcyjnego poruszania się po wydeptanych ścieżkach.

Brzmienie głosów wokalistów splata się w zupełnie magiczny sposób z wibrafonem Milta Jacksona i fortepianem Johna Lewisa. Dziś takie łączenie różnych stylów i inspiracji nikogo nie dziwi, ale w 1966 roku ten projekt uchodził za dość nowatorski. Współpraca tych dwu zespołów była nieunikniona i musiała się kiedyś wydarzyć. Obie grupy zmierzały naprzeciwko siebie od początków swojej kariery. The Modern Jazz Quartet coraz śmielej, głównie za sprawą nowatorskich kompozycji Johna Lewisa wprowadzał do swoich nagrań wiele rozwiązań formalnych, które były słuchaczom znane z kompozycji Bacha, a The Swingle Singers odkrywali stopniowo, że od czasów Bacha w muzyce wydarzyło się wiele ciekawego. Kiedy w 1963 roku ukazał się ich album „Jazz Sebastian Bach”, stało się jasne, że ich muzyka wymknęła się wszelkim klasyfikacjom.

W końcu lat osiemdziesiątych Philips poprosił Johna Lewisa o ponowne zgranie albumu z wykorzystaniem oryginalnych taśm z 1966 roku. Dysponuję wydaniem analogowym z lat siedemdziesiątych. Praca Johna Lewisa poprawiła klarowność dźwięku. To jeden z niewielu przypadków, kiedy grzebanie w pierwotnych nagraniach pomogło muzyce. Wersja cyfrowa wydana na płycie CD brzmi lepiej. Ta muzyka potrzebuje przestrzeni i klarownego dźwięku. Za sprawą cyfrowej obróbki zyskała brzmienie, które pozwala jej zabłysnąć nowym blaskiem. Nieczęsto polecam wersje cyfrowe. W tym przypadku tak jest. Nie dysponuję nowoczesnym wydaniem analogowym, ale kolejna przeróbka z cyfry na analog nie może nic do muzyki dodać… Tak więc płyta CD jest w tym wypadku najlepszym nośnikiem.

O wspomnianej płycie The Swingle Singers przeczytacie tutaj: The Swingle Singers - Jazz Sebastian Bach

The Modern Jazz Quartet And The Swingle Singers
Place Vendome
Format: CD
Wytwórnia: Philips
Numer: 042282454522

27 listopada 2011

Modern Jazz Quartet - Django


Tej album jest z nami już ponad 50 lat. Ukazał się w 1956 roku, a muzyka powstawała już od 1953 roku. Od momentu wydania tej płyty muzyczne mody zmieniły się wiele razy. Niezależnie od mody i panującego w danej chwili stylu, dobre kompozycje zagrane przez wybitnych instrumentalistów, którzy dodatkowo tworzą wyśmienity zespół to coś, co zawsze się obroni. Niektóre płyty, które już w naszym Kanonie Jazzu prezentowaliśmy znalazły się tam w związku z tym, że w swoim czasie były przełomowe i ważne, a także popularne. Niekoniecznie wytrzymały próbę czasu. „Django” mógłby powstać zarówno wtedy, kiedy powstał, jak i 20, czy 30 lat później. Wielu muzyków chciałoby zagrać tak również teraz… Ale to chyba dla nikogo nieosiągalne…

Ta płyta, nawet gdyby popatrzeć jedynie na skład, powinna być rewelacyjna. John Lewis na fortepianie,  Milt Jackson na wibrafonie, Percy Heath na kontrabasie i Kenny Clarke na perkusji. Pamiętajmy jednak, że to nie była kolejna rutynowa sesja w studiu Rudy Van Geldera, i innych nowojorskich studiach w latach pięćdziesiątych. Muzycy grali razem już kilka lat i choć wkrótce po nagraniu tego materiału Connie Kay zamienił w składzie Kenny Clarke’a, to Modern Jazz Quartet to jeden z nielicznych zespołów o tak stabilnym składzie, który przetrwał do połowy lat siedemdziesiątych. Jednak już w latach pięćdziesiątych ten skład, to było coś więcej, niż suma umiejętności solowych jego członków. Modern Jazz Quartet, to właściwie jedyny tego typu zespół w historii jazzu. A „Django” to jedno z najlepszych jego nagrań. Choć osobiście uważam solowe nagrania Johna Lewisa za ciekawsze, niż te dokonane z Modern Jazz Quartet, to „Django”, „Fontessa” i „Concorde” to płyty wybitne. Dwie pozostałe też z pewnością kiedyś do naszego Kanonu trafią.

John Lewis był kompozytorem wybitnym, jednym z tych, który potrafił w sposób charakteryzujący jedynie muzycznych geniuszy połączyć inspiracje klasyczne, europejską muzykę współczesną, bluesa i niezwykle rzadką u wybitnych pianistów umiejętność pisania dla od razu dla zespołu, uwzględniając specyfikę gry pozostałych jego członków. Wiele kompozycji Johna Lewisa, w tym po raz pierwszy nagrane na „Django” – kompozycja tytułowa, „Delauney’s Dilemma”, czy „La Ronde Suite” oparta na innej wyśmienitej kompozycji Lewisa napisanej dla Dizzy Gillespiego – „Two Bass Hit” były grane przez największe sławy współczesnego jazzu, jednak to właśnie w wykonaniu Modern Jazz Quartet brzmią najlepiej.

„Django” to cała historia jazzu, przynajmniej tego do 1956 roku w pigułce. Znajdziemy tu swing, świetne solówki wszystkich członków zespołu, elegancki fortepian, nieco cool jazzu, który był wtedy ważny, echa be-bopu, który najlepszy okres miał już za sobą i wszystko inne.

Tą płytę warto mieć tylko dla utworu tytułowego. Wspaniałe solówki Johna Lewisa i Milta Jacksona, doskonały Percy Heath, wyborna kompozycja, ponadczasowa melodia. Reszta muzyki to dodatkowy bonus… Jakby ktoś jeszcze się nie domyślił, to „Django” poświęcone jest pamięci Django Reinhrardta

Niektórzy nazywają takie granie „Chamber Jazz”, to swoisty rodzaj muzycznej elegancji, dbałości o szczegóły, jazz który przyjmie producent w każdej eleganckiej sali koncertowej, który sprawdzi się na galowym koncercie dla bywalców filharmonii. To także muzyka dla słuchacza, który chce pomyśleć też o tym co usłyszał chwilę po zakończeniu płyty. To nie tylko emocje chwili, ale wiele więcej…

Modern Jazz Quartet
Django
Format: CD
Wytwórnia: Prestige / Fantasy / OJC
Numer: 7057 / OJC20 057-2