Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sting. Pokaż wszystkie posty

03 lipca 2021

Bring On The Night – CoverToCover Vol. 154

Po utwór „Bring On The Night” w cyklu CoverToCover sięgam z dość oczywistych powodów. Dokładnie trzech powodów. Wiele kompozycji z repertuaru genialnego zespołu, jakim było trio The Police funkcjonuje dziś w jazzowym świecie pełniąc już rolę standardów, które często pojawiają się nie tylko w jazzowych projektach poświęconych w całości muzyce zespołu, lub w związku z tym, że to muzyka z młodości dzisiejszego średniego pokolenia jazzmanów, ale przede wszystkim dlatego, że to świetne utwory, które dają okazję do improwizacji.

Przypadek „Bring On The Night” jest jednak dość specyficzny. Ten doskonały utwór jakoś nie przekonał do siebie muzyków jazzowych. Istnieją za to dwa wyborne jazzowe wykonania, warte zaprezentowania na tle wersji oryginalnej. Kompozycja Stinga okazała się po raz pierwszy na wydanej w 1979 roku, drugiej płycie The Police – „Regatta de Blanc”. Utwór był trzecim kolejności singlem z tego albumu. Producentom mogę wybaczyć, że zanim dostrzegli „Bring On The Night”, rzucili światu „Message In The Bottle” i „Walking On The Moon”. Utwór nie zabłysnął na tle poprzednich singli zespołu. W momencie, kiedy „Bring On The Night” ukazało się na singlu, zespół był już myślami przy kolejnej płycie – „Zenyatta Mondatta”, a tam szykowali do boju o serca młodych słuchaczy „Don’t Stand So Close To Me”, „De Do Do Do, De Da Da Da” i jak się miało okazać genialne, ale nieco za ambitne muzycznie na przeboje „Canary In The Coalmine”, „Behing My Camel” i jeden z ciekawszych rytmicznie utworów The Police, zespołu, którego perkusista uwielbiał komplikować sobie pracę – „Voices Inside My Head”. Ale to temat na inne odcinki CoverToCover.

Sting pożyczył sobie część tekstu z innego utworu. W tym jednak przypadku o jakimś nieuczciwym postępowaniu nie mam mowy, bowiem pożyczka nastąpiła z jego własnej kompozycji „Carion Prince”, którą napisał jeszcze za czasów zespołu Last Exit, dla którego wzorem był Weather Report. Dla autora to musiała być ważna i istotna kompozycja. Kiedy po rozpadzie The Police odniósł porównywalny do zespołu sukces nagrywając album „The Dream Of The Blue Turtles”, sprawnie rozłożył na części pierwsze kilka wybornych jazzowych składów i z grupą wybornych improwizujących muzyków wyruszył w trasę, której efektem jest wybitny koncertowy album nazwany właśnie „Bring On The Night”. Na płycie zagrali Branford Marsalis, Kenny Kirkland, Omar Hakim i Darryl Jones. W ten sposób powstała wtedy – w 1986 roku najdoskonalsza wersja utworu. Do czasu, kiedy za nagranie „Bring On The Night” nie wziął się Andy Summers, gitarzysta wybitny, który od czasu zakończenia działalności The Police i z niewielką przerwą na niezbyt udany powrót tria realizuje niespiesznie własne jazzowe projekty. W ten sposób obok olbrzymiej ściany dźwięków Stinga można dziś postawić sobie na półce kameralne i eksperymentalne nagranie duetu gitarowego Andy Summers - Ben Verdery. Bena spotkałem w styczniu 2020 roku w Melbourne i zamieniłem z nim kilka słów. Obecnie skupia się na nauczaniu i wiem, że gdybym chciał nauczyć się grać na klasycznej gitarze pewnie rozważyłbym naukę właśnie u niego. Obie wersje „Bring On The Night” są równie fantastyczne, choć zupełnie różne.

Utwór: Bring On The Night
Album: Reggatta de Blanc
Wykonawca: The Police
Wytwórnia: A&M
Rok: 1979
Numer: 082839479226
Skład: Sting voc, bg, Andy Summers – g, Stewart Copeland – dr. 

Utwór: Bring On The Night / When The World Is Running Down, You Make The Best Of What’s Still Around
Album: Bring On The Night
Wykonawca: Sting
Wytwórnia: A&M
Rok: 1986
Numer: 082839670524
Skład: Sting – g, kbd, voc, Darryl Jones – bg, Branford Marsalis – sax, perc, Kenny Kirkland – kbd, Omar Hakim – dr, perc, b voc, Janice Pendarvis – b voc, Dolette McDonald – b voc.

Utwór: Bring On The Night
Album: First You Build A Cloud…
Wykonawca: Andy Summers & Ben Verdery
Wytwórnia: Repertoire / Frontier Logic / Flickering Shadow
Rok: 2007
Numer: 409910000120
Skład: Andy Summers – el. g, Ben Verdery – ac. g.

14 czerwca 2021

Higher Ground – CoverToCover Vol. 148

Stevie Wonder to mój pewniak w cyklu CoverToCover. Jest dostawca wielu wyśmienitych piosenek w dodatku twórczo intepretowanych przez muzyków jazzowych na całym świecie, często w wersjach znacznie odbiegających od oryginału. „Higher Ground” z albumu „Innervisions” z 1973 roku jest doskonałym przykładem takiej kompozycji. W oryginale Stevie Wonder zagrał na wielu różnych instrumentach i oczywiście zaśpiewał. W zależności od wydania albumu, czasem oryginał „Higher Ground” jest wykonaniem solowy, lub nagranym z pomocą Malcolma Cecila i Roberta Margouleffa. Nie ma to jednak większego znaczenia dla jakości muzyki i jest raczej istotnym faktem jedynie dla biografów artysty. Waży jest jednak fakt, że owi panowie są odpowiedzialni za projekt syntezatora TONTO (The Original New Timbral Orchestra), który wraz z inna nowością elektroniczną – instrumentem firmy ARP był przez Wondera szeroko wykorzystywany w pracy nad albumem „Innervisions”. Stevie Wonder korzystał z pomocy producentów i programistów – Margouleffa i Cecila już wcześniej przy nagraniu „Talking Book” i „Music Of My Mind”. Zasługi owego duetu dla „Innervisions” zostały docenione przez grono specjalistów przyznających nagrody Grammy. To właśnie duet odpowiedzialny za TONTO dostał nagrodę Grammy w kategorii producentów za „Innervisions”. Wonderowi nie było żal, bo sam na tej gali odebrał dwie statuetki – za album roku i za jedną z piosenek – „Living For The City”. Cieszył się też z szybkiego powrotu do zdrowia po poważnym wypadku samochodowym, w którym uczestniczył zaledwie kilka miesięcy wcześniej, kilka dni po premierze „Innervisions”.

„Higher Ground” był pierwszym singlem z albumu „Innervisions” i dotarł na szczyty list przebojów, choć wielkiej kariery nie zrobił. Świat był już wtedy pełen doskonałych przebojów Wondera z poprzednich dwu albumów, które ukazały się zaledwie rok wcześniej – „Talking Book” i „Music Of My Mind”. Eksperci oczywiście zachwycali się nie tylko zdolnościami kompozytorskimi Wondera, ale też faktem, że nagrał ten album właściwie sam.

„Higher Ground” trafił do stałego repertuaru koncertowego Stevie Wondera. Artysta przypomniał ten utwór po niemal 40 latach od premiery, w czasie niezwykłej gali z okazji 25 lecia organizacji Rock & Roll Hall Of Fame zapraszając do wspólnego zaśpiewania swojego przeboju Stinga. Z wielu doskonałych nagrań piosenki oprócz dwu wersji samego autora wybieram Reginę Carter i legendarny zespół wokalny The Blind Boys Of Alabama, który jedną ze swoich licznych płyt nazwał „Higher Ground”. Ten album wcale nie jest poświęcony w całości muzyce Stevie Wondera, jednak jego autorzy uznali, że tytuł tego przeboju doskonale odda klimat albumu złożonego z przebojów Arethy Franklin, Prince’a, George’a Clintona, Jimmy Cliffa i Willie Nelsona. Taka mieszanka mogła udać się tylko temu zespołowi.

Utwór: Higher Ground
Album: Innervisions (Song Review: A Greatest Hits Collection)
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla (Motown)
Rok: 1973
Numer: 731453076020
Skład: Stevie Wonder – voc, clav, dr, prog, moog, tambourine, eff, Malcolm Cecil – prog, Robert Margouleff – prog.

Utwór: Higher Ground
Album: Motor City Moments
Wykonawca: Regina Carter
Wytwórnia: Verve / Universal
Rok: 2000
Numer: 731454392723
Skład: Regina Carter – viol, Werner Vana Gierig – p, Darryl Hall – b, Alvester Garnett – dr, Mayra Casales – perc.

Utwór: Higher Ground
Album: Higher Ground
Wykonawca: The Blind Boys Of Alabama
Wytwórnia: Real World
Rok: 2002
Numer: 724381279328
Skład: Clarence Fountain – voc, George Scott – voc, Jimmy Carter – voc, Bobby Butler – voc, Robert Randolph – g, Ben Harper – g, John Ginty – hamm, p, Wurlitzer, Danyel Morgan – b, Marcus Randolph – dr, perc, Leon Mobley – perc.

Utwór: Higher Ground
Album: The 25th Anniversary Rock & Roll Hall Of Fame Concerts
Wykonawca: Stevie Wonder & Sting (VA)
Wytwórnia: Time Life / Warner
Rok: 2010
Numer: 610583360325
Skład: Stevie Wonder – voc, harm, kbd, Sting – voc, bg, others

02 grudnia 2020

Message In A Bottle – CoverToCover Vol. 94

Kompozycja Stinga ujrzała światło dzienne po raz pierwszy na wydanej w 1979 roku płycie The Police „Reggatta de Blanc”, drugiej w dyskografii zespołu, czyli tej najtrudniejszej, po świetnie przyjętej na całym świecie „Outlandos d'Amour” z „Roxanne” w roli głównej. W epoce świetności płyt analogowych jeśli piosenka otwierała pierwszą stronę albumu, oznaczało to, że producenci albo zespół dostrzegali w niej potencjalny materiał na przebój. Wczesne The Police to nowoczesne ujęcie rytmów reggae i w takiej konwencji napisany jest ten utwór, który oprócz niemal 5-minutowej wersji umieszczonej na płycie miał krótszą wersję przeznaczoną do prezentacji w radiu. Piosenka była sporym przebojem, ale z perspektywy lat to jednak chyba „Walking On The Moon” i „Bring On The Night” są najważniejszymi utworami z tej płyty. „Walking On The Moon” to dziś klasyk Stinga, często wykonywany przez niego, jak i wielu innych muzyków. „Bring On The Night” z kolei dostał drugie życie za sprawą fantastycznego albumu koncertowego Stinga o tym samym tytule, moim zdaniem najlepszej płyty w jego karierze, nagranej z udziałem najlepszego zespołu, jaki kiedykolwiek udało mu się skompletować, przy okazji rujnując kilka niezłych jazzowych składów. W nagraniu tego koncertowego albumu w 1986 roku wzięli udział Darryl Jones, Kenny Kirkland, Branford Marsalis i Omar Hakim – czyli skład, który i bez Stinga i jego kompozycji potrafiłby zagrać niezłe fusion. Nie ma w tym zatem nic dziwnego, że „Bring On The Night” na zawsze zostanie już chyba utworem granym tylko przez Stinga.

Z „Message In A Bottle” jest za to nieco inaczej. W ciągu ostatnich 40 lat sporo wykonawców próbowało znaleźć jakiś nowy pomysł na tą kompozycję. Naśladowania oryginału nie ułatwia skomplikowany rytm i wielokrotnie nałożona na siebie perkusja. Nawet taki geniusz, jakim jest Steward Copeland nie dał rady zagrać tego wszystkiego jednocześnie, choć w licznych dostępnych oficjalnie i mniej oficjalnie wersjach próbował za swoją wersją studyjną nadążyć. Miałem okazję słyszeć „Message In A Bottle” na żywo zarówno w czasach świetności zespołu w początkach lat osiemdziesiątych, jak i w Londynie kiedy spotkali się w oryginalnym składzie na koncercie związanym z krótkim powrotem do dawnych czasów. Tym koncertem byłem rozczarowany, choć być może wynikało to z faktu, że spodziewałem się zarówno nowego materiału (choć to było raczej życzenie niemożliwe do spełnienia), jak i jakiegoś twórczego podejścia do starych klasyków – tu też było słabo, bo wychodziłem z tego koncertu, chyba nie tylko zresztą ja, z poczuciem, że Sting, Summers i Copeland się nie postarali.

Wśród coverów „Message In A Bottle”, jeśli odrzucić te, które w nieudolny sposób naśladują oryginał z „Regatta de Blanc” i te, które zbliżają się do nagrania The Police nawet całkiem udanie, pozostaje w sumie niewiele. Po raz pierwszy w tym cyklu jednak, trochę żałuję, że dopiero w 94 odcinku, muszę przyznać, że za najlepsze światowe wykonanie utworu, oprócz oryginału, uważam nagranie polskich muzyków – tria Marcina Wasilewskiego z gościnnym udziałem Joakima Mildera.

Utwór: Message In A Bottle
Album: Reggatta de Blanc
Wykonawca: The Police
Wytwórnia: A&M
Rok: 1979
Numer: 082839479226
Skład: Andy Summers – g, synth, Steward Copeland – dr, Sting – bg, voc.

Utwór: Message In A Bottle
Album: Police
Wykonawca: Kevyn Lettau
Wytwórnia: Universal
Rok: 2000
Numer: 601215759129
Skład: Kevyn Lettau – voc, Russell Ferrante – p, kbd, Jerry Watts Jr. – b, Michael Shapiro – dr, Luis Conte – perc, Gina Kronstadt – viol, Peter Kent – viol, John Wittenberg – viol, Charlie Bisharat – viol, Vladimir Polimatidi – viol, Kirstin Fife – viol, Darrin McCann – viola, Len Grants – viola, Stephanie Fife – cello, Rudolph Stein – cello, Dave Carpenter – b.

Utwór: Message In A Bottle
Album: Spark Of Life
Wykonawca: Marcin Wasilewski Trio with Joakim Milder
Wytwórnia: ECM
Rok: 2014
Numer: 602537929573
Skład: Marcin Wasilewski – p, Sławomir Kurkiewicz – b, Michał Miśkiewicz – dr, Joakim Milder – ts.

25 czerwca 2020

Fragile – CoverToCover Vol. 54

Album „…Nothing Like The Sun” Stinga był jednym z trudniejszych momentów jego kariery. Kiedy przestał istnieć zespół The Police, mało kto wierzył, że muzycy poradzą sobie sami. Wtedy Sting nagrał rewelacyjny „The Dream Of The Blue Turtles” i chwilę później moim zdaniem najlepszy album w jego karierze – koncertowy „Bring On The Night”. Wyglądało na to, że dał z siebie wszystko, wszystkie pomysły umieścił na pierwszej solowej płycie, potem w towarzystwie wyśmienitych jazzowych muzyków (Kenny Kirkland, Omar Hakim, Darryl Jones, Branford Marsalis) nagrał fantastyczny album koncertowy.


I to był czas na kolejny album. Okazało się, że znowu wypełniony przebojami, wśród których znalazł się utwór „Fragile” nie zdobył wysokich miejsc na listach przebojów. Polska była chyba jedynym krajem na świecie, w którym „Fragile” znalazła się na pierwszym miejscu listy przebojów.

Piosenka była czwartym singlem z albumu „…Nothing Like The Sun” i została przygotowana od razu w wersji angielskiej, hiszpańskiej i portugalskiej. Nagranie dodatkowych wersji językowych związane było z tematem utworu nawiązującym do głośnej w momencie premiery albumu sprawy zamordowania przez wspieranych przez rząd amerykański terrorystów z grupy Contras w Nikaragui amerykańskiego inżyniera Bena Lindera, który pomagał budować elektrownię wodną w tym kraju. Według Stinga, „Fragile” to utwór opowiadający o ironii i smutku związanym ze śmiercią amerykańskiego idealisty (Linder wykonywał swoją pracę w ramach Korpusu Pokoju) z rąk gangsterów, czy jak inni mówią – terrorystów sponsorowanych przez rząd amerykański, który chciał walczyć w ten sposób z komunistycznymi ruchami w krajach Ameryki Środkowej.

Oryginalną wersję „Fragile” Sting zagrał na gitarze akustycznej, choć w czasie sesji do „…Nothing Like The Sun” w studio znalazło się wielu wybitnych gitarzystów – Andy Summers (dając fanom nadzieję na reaktywację The Police), Mark Knopfler, Eric Clapton i Hiram Bullock. Całkiem nieźle Sting poradził sobie z portugalskim i hiszpańskim. Najlepszą metodą na zdobycie tych wersji jest odnalezienie, raczej z drugiej ręki, płyty „…Nada Como El Sol”. Ten album nie jest chyba od dawna wznawiany, oprócz wspomnianych alternatywnych wersji językowych „Fragile” bonusem będzie zaśpiewane po hiszpańsku „Little Wing”, Jimi Hendrixa – czyli „Maliposa Libre”.

Znakomicie skomponowana melodia szybko znalazła uznanie w jazzowym świecie. Dionne Warwick, Kirk Whalum, Ramsey Lewis, Take 6 i Cassandra Wilson, to tylko niektórzy z wykonawców, których zabraknie w tym odcinku CoverToCover, a którzy mają na swoim koncie ciekawe wykonania „Fragile”. Ja wybieram doskonały i równie emocjonalny, co oryginał duet wokalny Grażyny Auguścik i Paulinho Garcii. Warto zauważyć, że „Fragile” to nie tylko tekst, ale też świetna melodia, która brzmi znakomicie bez słów. Dlatego też proponuję z licznych wykonań tej kompozycji zaskakującą instrumentalną wersję na fortepian i skrzypce zrealizowaną przez Kenny Barrona i Reginę Carter. Na zakończenie fortepian i puzon, tym razem w połączeniu z tekstem - Nils Landgren i Michael Wollny.

Utwór: Fragile
Album: …Nothing Like The Sun
Wykonawca: Sting
Wytwórnia: A&M
Rok: 1987
Numer: 731454099325
Skład: Sting – voc, g, b, Kenny Kirkland – kbd, Manu Katche – dr, Mino Cinelu – perc, Janice Pendarvis – b voc, Dolette McDonald – b voc, Renee Geyer – b voc, Pamela Quinlan – b voc.

Utwór: Fragile
Album: Fragile
Wykonawca: Grażyna Auguścik & Paulinho Garcia
Wytwórnia: GMA
Rok: 2000
Numer: 633547000327
Skład: Grażyna Auguścik – voc, Paulinho Garcia – g, voc.

Utwór: Fragile
Album: Freefall
Wykonawca: Kenny Barron & Regina Carter
Wytwórnia: Verve
Rok: 2001
Numer: 731454970624
Skład: Kenny Barron – p, Regina Carter – viol.

Utwór: Fragile
Album: A Life In The Spirit Of Jazz: Visions Of Jazz (Magic Moments @ Schloss Elmau)
Wykonawca: VA (Nils Landgren & Michael Wollny)
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2008
Numer: ACT 7004-2
Skład: Nils Landgren – voc, tromb, Michael Wollny – p.

27 marca 2020

Every Breath You Take – CoverToCover Vol. 33

Piosenka była największym światowym przebojem 1983 roku. Dla wielu fanów The Police, album „Synchronicity” był raczej początkiem końca ich zespołu niż szczytem kariery. Tak często zdarza się, kiedy kameralne rockowe i nieco buntownicze trio staje się największym zespołem rockowym na świecie (przynajmniej na chwilę). Sting grał w filmach, Steward Copeland komponował muzykę filmową niezależnie od zespołu, muzycy głównie ze względów podatkowych mieszkali w różnych miejscach i nie spotykali się zbyt często.


Podobno cały album „Synchronicity” Sting, Steward Copeland i Andy Summers nagrali w zasadzie ze sobą nie rozmawiając. Jeśli tak było, to wyszło całkiem nieźle. Sam album był najlepiej sprzedającą się płytą w wielu krajach, a warto pamiętać, że musiał w wilu miejscach konkurować z płytą „Thriller” Michaela Jacksona. Album przyniósł The Police kilka przebojów – „King Of Pain”, „Wrapped Around Your Finger”, „Synchronicity II”, „Walking In Your Footsteps”, „Tea In The Sahara” i oczywiście „Every Breath You Take” miały stanowić fundament ostatniego światowego tourne zespołu i pozostać w repertuarze Stinga na całe dziesięciolecia. Ostatni koncert zespołu odbył się w Australii w marcu 1984 roku. Fani musieli czekać na kolejną okazję obejrzenia The Police na żywo aż do 2007 roku. Powrót okazał się umiarkowanie udany. Kiedy siedziałem na londyńskim stadionie w czasie jednego z koncertów „Reunion Tour” odniosłem wrażenie, że większość widzów oczekiwała od trójki niezwykle kreatywnych muzyków czegoś więcej niż odegrania przebojów sprzed lat. Trudno było się do czegoś przyczepić, jednak biorąc pod uwagę muzyczne dokonania członków zespołu od 1984 do 2007 roku, ja również oczekiwałem czegoś nowego. Muzycy zarobili, miliony fanów miało okazję do wspomnień i tyle. Tylko tyle.

Według niektórych statystyk „Every Breath You Take” jest dziś najczęściej graną w radiu piosenką na świecie od czasu, kiedy takie statystyki zaczęto sporządzać. Dzieje się tak, choć utwór nie ma wielu wersji alternatywnych i nie jest często wybierany przez innych wykonawców. Tak jest zresztą z wieloma piosenkami z repertuaru The Police.

„Every Breath You Take” to kolejny z tysięcy dowodów na to, że najlepsze piosenki powstają, kiedy w życiu twórców nie dzieje się najlepiej. W przypadku Stinga, powstanie tej kompozycji związane było z jego rozstaniem z aktorką Frances Tomelty (wkrótce miał się związać z Trudie Styler, jej przyjaciółką). Wkrótce miało okazać się, że być może inspiracją dla Stinga była piosenka Gene’a Pitneya „Every Breath I Take”, jednak mimo sporych pieniędzy, które „Every Breath You Take” zarabiało i dalej zarabia, nic nie wiadomo o formalnych oskarżeniach o plagiat.

Fantastyczny kompozytor – Sting, wyborny gitarzysta – Andy Summers, który ma na swoim koncie sporo jazzowych projektów (jak choćby album poświęcony kompozycjom Charlesa Mingusa) i jeden z najciekawszych perkusistów rockowych wszechczasów – Steward Copeland stworzyli brzmienie zintegrowane ze swoim repertuarem. Dlatego też warto spoglądać na projekty, niektóre całkiem udane, poświęcone w całości kompozycjom Stinga. Jazzowych akcentów nie sposób nie zauważać w jego własnych zespołach, zatrudniających takich muzyków, jak Branford Marsalis, Darryl Jones, Kenny Kirkland, czy Mino Cinelu. Oprócz pierwszego nagrania studyjnego z albumu „Synchronicity” z kilkunastu dostępnych we własnej kolekcji wersji „Every Breath You Take” wybieram nagranie koncertowe z udziałem Bruce’a Springsteena i niemal freejazzową improwizację duetu Christofa Lauera i Jensa Thomasa (fortepian i saksofon, bez innych instrumentów).

Utwór: Every Breath You Take
Album: Synchronicity
Wykonawca: The Police
Wytwórnia: A&M
Rok: 1983
Numer: 082839373524
Skład: Sting – voc, bg, b, kbd, synth, Andy Summers – g, b voc, kbd, Stewart Copeland – dr, prog.

Utwór: Every Breath You Take
Album: !Released! The Human Rights Concerts 1988: Human Rights Now!
Wykonawca: Sting & Bruce Springsteen (Various Artists)
Wytwórnia: Amnesty International / Eagle Rock
Rok: 1988
Numer: 5034504151826
Skład: Bruce Springsteen – voc, Sting – voc, g, Branford Marsalis – sax, Kenny Kirkland – kbd, Delmar Brown – kbd, Tracy Wormworth – bg, Mino Cinelu – perc, Jeff Campbell – g, James Taylor Lewis – dr, Dolette McDonald – b voc.

Utwór: Every Breath You Take
Album: Shadows In The Rain
Wykonawca: Christof Lauer & Jens Thomas
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2001
Numer: 814427929723
Skład: Christof Lauer – ts, ss, Jens Thomas – p.

17 lutego 2011

The Police - Certifiable

Dzisiejszy album wydano w formie płyty Blue Ray z rejestracją koncertu i sporą ilością dodatkowego materiału, głównie w postaci 50 minutowego filmu dokumentalnego. Dodatkowo otrzymujemy dwie płyty CD zawierające w wersji audio cały materiał zawarty na płycie Blue Ray. To powinien być standard. Jeśli muzycy uważają, że ich koncert jest wartościowy muzycznie i nie jest jedynie wizualnym show z elementami muzycznymi, to powinni umożliwić nabywcom kontakt z muzyka nie tylko w zestawach kina domowego, ale również zwykle w lepszej jakości niż w ścieżka dźwiękowa z nawet wybitnego odtwarzacza Blue Ray, czy DVD, a także łatwą konwersję do formatów obsługiwanych przez przenośne odtwarzacze. Czasem przecież każdy chce posłuchać płyty w samochodzie, czy gdzieś w podróży nie dysponując odtwarzaczem najnowszych formatów video. Dodanie płyt CD z produkcyjnego punktu widzenia nie również specjalnie drogie.

Z powrotem na scenę The Police wiązałem wiele muzycznych nadziei. Wiele oczekiwań się spełniło, jednak nie wszystkie – tak zwykle w życiu bywa.

The Police to w końcu wybitny rockowy perkusista – Stewart Copeland i świetny gitarzysta – Andy Summers, który w ostatnich latach uczestniczył w wielu rockowych, jazzowych i innych trudnych do nazwania, choć ciekawych projektach muzycznych, nagrywając choćby wyśmienitą płytę Peggy’s Blue Skylight z muzyką Charlesa Mingusa, czy współpracując długo z Robertem Frippem.

The Police to także wyborne kompozycje jednego z najlepszych twórców rockowych przebojów – Stinga, który dość poprawnie gra na gitarze basowej i z konieczności pełni w zepole rolę wokalisty. Jego głównym wkładem w wiele świetnych płyt, które często firmuje własnym nazwiskiem, oprócz kompozycji jest namówienie wielu ciekawych muzyków do udziału w nagraniu. Tak wedle zasady, o której już pisałem niejeden raz – im mniej Stinga w Stingu tym lepiej…

Na koncert zespołu wybrałem się do Londynu (choć stadion Twickenham służący przeważnie bodajże do rozgrywek rugby – mimo, że teoretycznie jest londyńską areną, w kategorii warszawskiej mieści się mniej więcej w Mińsku Mazowieckim). Przed koncertem liczyłem na zagłębienie się w tłum entuzjastycznie nastawionych angielskich fanów (zespół mimo angielskiego rodowodu, większość koncertowych sukcesów odnosił w USA), którzy będą znali wszystkie utwory na pamięć. Po cichu liczyłem też na to, że być może ten właśnie koncert zostanie wydany później w formie płytowej, to zawsze byłaby fajna pamiątka. Niestety na dzisiejszej płycie nie znalazł się koncert z Londynu, a materiał złożony z dwu koncertów z nieco późniejszej fazy wielkiego światowego tourne zespołu zarejestrowany w Buenos Aires. Program koncertu, który widziałem w Londynie był prawie identyczny.

Koncert nie był zły, ale nie był tez wydarzeniem, które pamięta się do końca życia. Co mi się na koncercie podobało i co odnalazłem na wydanej pół roku później płycie (od tourne zespołu minęło już ponad 3 lata)?

Po pierwsze to, że zagrali we trójkę, bez żadnych zbędnych ozdobników, chórków, sekcji dętej czy dodatkowych instrumentów klawiszowych. Po drugie to, że zagrali większość przebojowych kompozycji pamiętanych przez fanów i nie kombinowali z żadnym nowym materiałem. Po trzecie to, że Andy Summers i Stewart Copeland nie dali sobni wcisnąć żadnych nowych kompozycji Stinga. Podobało mi się też to, że było niewiele Stinga, a dużo gry zespołowej.

Co mi się nie podobało? W zasadzie tylko niepotrzebnie krzykliwa scenografia i oślepiające bez uzasadnienia całą widownię światła.

Czy czułem się zawiedziony? Trochę tak, mimo dobrego pomysłu na powrót – zagranie tego co wszyscy znają i chcą usłyszeć i pokazaniu zespołu jako muzycznego monolitu tak jak przed laty, mogło być znacznie lepiej.

Dlaczego? To co podobało mi się najbardziej, zostało ograniczone i w Londynie i w Buenos Aires do krótkich fragmentów w większości utworów. Mam tu na myśli wybitne improwizowane partie solowe Andy Summersa. W każdej zagranej nucie gitarzysta starał się powiedzieć pozostałym muzykom – Koledzy, pozwólcie jeszcze coś, jeszcze trochę, mam tu ciekawy pomysł… Dajcie mi jeszcze minutke… Ale nie dali.

Tak więc poczucie niedosytu w związku ze straconą możliwością posłuchania dłuższych fragmentów gitarowych pozostało. Być może jednak to było dobra decyzja artystyczna, bowiem większość widzów chciała słuchać Every Breath You Take, a nie Goodbye Pork Pie Hat. Mnie podoba się i jedno i drugie, a każda urwana solówka bolała…

Na płycie Blue Ray obraz jest niesamowicie szczegółowy, taki sposób rejestracji obrazu z nieskończoną ostrością mnie ciągle wydaje się nienaturalny i nieco denerwujący. Dźwięk jest nieco lepszy w wersji CD, zdaje się być bardziej zaokrąglony, a perkusja wycofana (co tu jest akurat zaletą).

Certifiable to wspaniała pamiątka dla każdego, kto był świadkiem The Police Reunion Tour, dla każdego fana Stinga (tych jest przecież ciągl wielu). Dla mnie to okazja do podsumowania tego, co artyści zrobili przez ponad 20 lat od rozwiązania zespołu… Stewart Copeland jeszcze bardziej skomplikował swoje rytmy i rozbudował zestaw perkusyjny (może nie całkiem potrzebnie). Sting stał się bardziej producentem niż kompozytorem (dalej uważam że swoje apogeum osiągnął w trasie Bring On The Night), a Andy Summers z dobrego gitarzysty rockowego stał się wybitnym gitarzystą totalnym. A ja na koncercie mimo wszystko bawiłem się świetnie, tak jak oglądając dzisiejszą płytę.

The Police
Certifiable
Format: Blue Ray + 2CD
Wytwórnia: A&M / Polydor
Numer: 602517881587

01 listopada 2010

Sting - ...All This Time

Do Stinga mam stosunek dość wyjątkowy. Otóż uważam, że jest od zawsze dużo lepszym kompozytorem niż wokalistą, o gitarze basowej już nie wspominając. Osobista charyzma sprawia również, że ma niesamowitą łatwość skupiania wokół siebie wyjątkowych muzyków. Dla mnie Sting, to jednak przede wszystkim Bring On The Night, potem długo, długo nic, a potem Nothing Like The Sun i The Dream Of The Blue Turtles. Reszta to z małymi wyjątkami dość przeciętne produkty pop. Wyjątkami od tej reguły jest część z licznych gościnnych występów dzisiejszego bohatera. Do tych najciekawszych zaliczyć wypada między innymi występy na płytach: A Love Affair – The Music Of Ivan Lins, American Made – World Played – Les Paul & Friends, Porgy & Bess – Joe Henderson, Inside – David Sanborn… Przykłady takich muzycznych perełek można zresztą mnożyć w nieskończoność. A Police to przede wszystkim genialne rytmy Stewarda Copelanda, ciekawa gitara Andy Summersa i kompozycje Stinga. Wśród utworów z dzisiejszej płyty znajdziemy zresztą wiele pamiętających jeszcze czasy The Police.

Czasem odnoszę wrażenie, że Stingowi zwyczajnie już się trochę nie chce, że pasja i emocje skończyły się wraz z Bring On The Night. Najlepiej widać to, gdy staje obok wykonawców, którym nie brak owego scenicznego ognia. Jeśli ktoś chciałby usłyszeć, co mam na myśli, w internecie z łatwością znajdzie parę duetów koncertowych Stinga i Bruce’a Springsteena – najlepiej szukać The River, choć tu można jeszcze pomyśleć, że to piosenka Bruce’a, więc konkurencja nie jest równa… Poszukajcie więc Every Breath You Take. Ten utwór pozostawię bez komentarza.

Z subtelności i cyzelowania każdej nuty i smaczku aranżacyjnego można uczynić sztukę, jednak to bardziej wirtuozeria niż muzyka. Ona wymaga czegoś więcej niż perfekcyjnego timingu i matematycznej precyzji wykonawczej.

Dzisiejsza płyta miała być w założeniu niezwykła i taka jest, choć w zupełnie inny sposób. Na płycie umieszczono ponad godzinę nagrań z koncertu oraz równie długi film dokumentalny opisujący tydzień prób przed koncertem. Sam koncert odbył się w wiejskiej posiadłości Stinga we Włoszech. Z założenia miał być kameralną imprezą dla grona przyjaciół prezentującą znane utwory w nowych aranżacjach z udziałem gwiazdorskiego składu muzyków. Tak miało być i tak było na próbie generalnej, która została wyznaczona na 10 września 2001 roku. Fragmenty próby umieszczone w filmie dokumentalnym dobrze oddają pierwotną koncepcję całości, którą znam również z relacji świadków zarówno próby, jak i koncertu, który odbył się dzień później.

Sama próba nie była jakimś szczególnie ciekawym muzycznie widowiskiem. Trochę za dużo muzyków, nieco aranżacyjnego chaosu, mnóstwo instrumentów perkusyjnych, krótko mówiąc za dużo wszystkiego. A kompozycje lidera, to przede wszystkim piękne melodie, którym raczej uproszczenie formy sprzyja bardziej, niż komplikowanie.

Poranne wydarzenia 11 września 2001 roku – atak na World Trade Center w Nowym Jorku nie mogły pozostać bez wpływu na program występu. Wielkie nagromadzenie emocji muzyków i widzów stworzyło niezwykły koncert, który mógł zdarzyć się tylko tego jednego dnia. Burzliwa poranna dyskusja wykonawców doprowadziła do zmian repertuarowych i z oczywistych względów miała wpływ na sposób gry i listę wykonywanych utworów.

Tak więc sam koncert stał się bardziej wyciszony, refleksyjny. Tym samym wspomniany nadmiar muzyków przestał przeszkadzać, był jedynie niewykorzystanym potencjałem. Powstała muzyka nastrojowa, subtelna, choć mimo wyjątkowego dnia daleka od smutku. Cały koncert stał się manifestem świata nie poddającego się terrorowi.

Pełne przepychu ozdobniki muzyczne zostały zastąpione przez emocje wykonawców. Tam, gdzie na scenie pojawia się grono profesjonalistów, którzy bez reszty angażują się w to, co robią, powstaje zwykle materia muzyczna co najmniej dobra.

Taki jest również ten koncert. Trochę szkoda, że muzycy nie mieli możliwości do wniesienia większego wkładu własnej inwencji w ograne tematy. Może tydzień prób to za mało. Z drugiej strony może to nie ten skład powinien zagrać. W końcu Christian McBride jest fantastycznym muzykiem, ale to trochę inny styl niż Darryl Jones. Manu Katche to nie Omar Hakim, a Kipper to nie Kenny Kirkland. Chris Botti z pewnością nie zastąpi Branforda Marsalisa. I tak można mnożyć. W sumie powstał materiał niezły, momentami pełen unikalnej energii, jednak w części będący gorszą wersją wcześniejszych nagrań koncertowych.

Wyróżnić można paradoksalnie fragmenty gęstsze w fakturze muzycznej, energiczniejsze od innych – If You Love Somebody Set Them Free, If You Lose My Faith In You, Every Breathe You Take i bonusowy Every Litthe Thing She Doe’s Is Magic. Niedościgłym wzorcem Stinga pozostanie chyba już na zawsze Bring On The Night.

Sting
…All This Time
Format: DVD
Wytwórnia: A&M
Numer: 606949316990

16 września 2010

Składanka - dzień piętnasty - David Sanborn & Sting - Ain't No Sunshine

Cała płyta jest dość słaba. To taka typowa smooth jazzowa produkcja Marcusa Millera. Nie lubię Davida Sanborna. Stinga uważam za zdecydowanie lepszego kompozytor niż wokalistę. O jego grze na gitarze basowej nie wspominając… Choć o Bring On The Night i Nothing Like The Sun nie dam powiedzieć złego słowa, to przecież te płyty, gdzie najmniej Stinga w Stingu. A The Police to przede wszystkim Andy Summers i genialny Steward Copeland. Przy okazji – posłuchajcie jak Andy Summers gra kompozycje Theloniousa Monka – płyta Peggy's Blue Skylight.

Jednak w tym połączeniu wypadłu świetnie. I znowu – warto tą płytę kupić tylko dla jednego utworu. Cytując znanego klasyka – ciekawostka dla Stingologów.

David Sanborn
Inside
Format: CD
Wytwórnia: Elektra / Warner Bros.
Numer: 075596234627