Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Wollny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Wollny. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2020

Fragile – CoverToCover Vol. 54

Album „…Nothing Like The Sun” Stinga był jednym z trudniejszych momentów jego kariery. Kiedy przestał istnieć zespół The Police, mało kto wierzył, że muzycy poradzą sobie sami. Wtedy Sting nagrał rewelacyjny „The Dream Of The Blue Turtles” i chwilę później moim zdaniem najlepszy album w jego karierze – koncertowy „Bring On The Night”. Wyglądało na to, że dał z siebie wszystko, wszystkie pomysły umieścił na pierwszej solowej płycie, potem w towarzystwie wyśmienitych jazzowych muzyków (Kenny Kirkland, Omar Hakim, Darryl Jones, Branford Marsalis) nagrał fantastyczny album koncertowy.


I to był czas na kolejny album. Okazało się, że znowu wypełniony przebojami, wśród których znalazł się utwór „Fragile” nie zdobył wysokich miejsc na listach przebojów. Polska była chyba jedynym krajem na świecie, w którym „Fragile” znalazła się na pierwszym miejscu listy przebojów.

Piosenka była czwartym singlem z albumu „…Nothing Like The Sun” i została przygotowana od razu w wersji angielskiej, hiszpańskiej i portugalskiej. Nagranie dodatkowych wersji językowych związane było z tematem utworu nawiązującym do głośnej w momencie premiery albumu sprawy zamordowania przez wspieranych przez rząd amerykański terrorystów z grupy Contras w Nikaragui amerykańskiego inżyniera Bena Lindera, który pomagał budować elektrownię wodną w tym kraju. Według Stinga, „Fragile” to utwór opowiadający o ironii i smutku związanym ze śmiercią amerykańskiego idealisty (Linder wykonywał swoją pracę w ramach Korpusu Pokoju) z rąk gangsterów, czy jak inni mówią – terrorystów sponsorowanych przez rząd amerykański, który chciał walczyć w ten sposób z komunistycznymi ruchami w krajach Ameryki Środkowej.

Oryginalną wersję „Fragile” Sting zagrał na gitarze akustycznej, choć w czasie sesji do „…Nothing Like The Sun” w studio znalazło się wielu wybitnych gitarzystów – Andy Summers (dając fanom nadzieję na reaktywację The Police), Mark Knopfler, Eric Clapton i Hiram Bullock. Całkiem nieźle Sting poradził sobie z portugalskim i hiszpańskim. Najlepszą metodą na zdobycie tych wersji jest odnalezienie, raczej z drugiej ręki, płyty „…Nada Como El Sol”. Ten album nie jest chyba od dawna wznawiany, oprócz wspomnianych alternatywnych wersji językowych „Fragile” bonusem będzie zaśpiewane po hiszpańsku „Little Wing”, Jimi Hendrixa – czyli „Maliposa Libre”.

Znakomicie skomponowana melodia szybko znalazła uznanie w jazzowym świecie. Dionne Warwick, Kirk Whalum, Ramsey Lewis, Take 6 i Cassandra Wilson, to tylko niektórzy z wykonawców, których zabraknie w tym odcinku CoverToCover, a którzy mają na swoim koncie ciekawe wykonania „Fragile”. Ja wybieram doskonały i równie emocjonalny, co oryginał duet wokalny Grażyny Auguścik i Paulinho Garcii. Warto zauważyć, że „Fragile” to nie tylko tekst, ale też świetna melodia, która brzmi znakomicie bez słów. Dlatego też proponuję z licznych wykonań tej kompozycji zaskakującą instrumentalną wersję na fortepian i skrzypce zrealizowaną przez Kenny Barrona i Reginę Carter. Na zakończenie fortepian i puzon, tym razem w połączeniu z tekstem - Nils Landgren i Michael Wollny.

Utwór: Fragile
Album: …Nothing Like The Sun
Wykonawca: Sting
Wytwórnia: A&M
Rok: 1987
Numer: 731454099325
Skład: Sting – voc, g, b, Kenny Kirkland – kbd, Manu Katche – dr, Mino Cinelu – perc, Janice Pendarvis – b voc, Dolette McDonald – b voc, Renee Geyer – b voc, Pamela Quinlan – b voc.

Utwór: Fragile
Album: Fragile
Wykonawca: Grażyna Auguścik & Paulinho Garcia
Wytwórnia: GMA
Rok: 2000
Numer: 633547000327
Skład: Grażyna Auguścik – voc, Paulinho Garcia – g, voc.

Utwór: Fragile
Album: Freefall
Wykonawca: Kenny Barron & Regina Carter
Wytwórnia: Verve
Rok: 2001
Numer: 731454970624
Skład: Kenny Barron – p, Regina Carter – viol.

Utwór: Fragile
Album: A Life In The Spirit Of Jazz: Visions Of Jazz (Magic Moments @ Schloss Elmau)
Wykonawca: VA (Nils Landgren & Michael Wollny)
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2008
Numer: ACT 7004-2
Skład: Nils Landgren – voc, tromb, Michael Wollny – p.

19 sierpnia 2019

Nils Landgren / Michael Wollny / Lars Danielsson / Wolfgang Haffner – 4 Wheel Drive

Najnowszy album czterech niezwykle zasłużonych dla ACT Music muzyków jest dokumentem w zasadzie rodzinnego spotkania. Każdy z członków zespołu prowadzi własne muzyczne projekty, uczestniczy w nagraniu innych albumów wytwórni, a także odbywa wiele związanych z koncertami podróży.


„4 Wheel Drive” nie odkrywa żadnych nowych artystycznych obszarów, w zasadzie znając listę uczestników nagrania można muzykę sobie wyobrazić i to co usłyszycie z tego krążka będzie w stu procentach zgodne z przewidywaniami tych, którzy obserwują kariery zamieszanych w ten projekt artystów. Nils Landgren zagrał parę błyskotliwych solówek na puzonie, tam, gdzie tekst był ciekawy całkiem sprawnie, choć nie w jakiś powalający szczególnie oryginalnością sposób zaśpiewał. Michael Wollny zagrał może nieco bardziej zachowawczo niż na swoich własnych płytach. Lars Danielsson – jeden z najbardziej uniwersalnych europejskich basistów wywiązał się ze swoich zadań znakomicie, zwłaszcza, że wybór kompozycji umieszczonych na płycie jest zgodny z jego muzycznymi pasjami. Żoną Larsa Danielssona jest przecież wokalistka Ceacile Norby, która ma na swoim koncie nie tylko wybitne płyty nagrane w rodzinie – tym razem prawdziwej muzyków z wytwórni ACT, ale również całkiem ciekawą karierę na duńskiej scenie rockowej. Wolfgang Haffner, być może nieco mniej eksponowany w końcowym nagraniu zrobił to co powinien doskonały perkusista – stał się niewidocznym elementem konstrukcyjnym zespołu.

Muzycy spotykali się w studiu i na scenach wiele razy, jednak chyba po raz pierwszy stworzyli demokratycznie działający kwartet, który nagrał „4 Wheel Drive” i latem z pewnością wyruszy w trasę. Na powierzchni krążka znajdziecie kilka zaskakujących momentów. Na repertuar złożyły się przeboje Phila Collinsa i Genesis, Stinga, Billy Joela i The Beatles. Dodatkowo, żeby było całkiem demokratycznie, każdy z członków kwartetu dołożył własną kompozycję. Dlaczego akurat te melodie? Zestawienie kompozycji 4 doskonałych twórców światowych przebojów ma sens, ale dlaczego akurat te melodie? Dlaczego „Lady Madonna” pozbawiona została tekstu? Dlaczego jeśli, jak sami wspominają we wstępniaku – wyborem był Paul McCartney, zagrali wspólna kompozycję McCartneya i Lennona? Dlaczego jeśli wybrańcem został Phil Collins i jego „She’s Always A Woman”, nie sięgnęli po inny jego przebój z okresu kariery solowej, ale po „That’s All” z repertuaru Genesis? Mało w tym logiki, ale wszystkie wybory okazały się doskonałe.

Solówka Nilsa Landgrena na puzonie w „Lady Madonna” brzmi wybornie i tekst przestał być tej melodii potrzebny. Najbardziej dynamiczny, zamykający album utwór tytułowy skomponowany został przez perkusistę zespołu, a „That’s All” również pozbawiony tekstu jest niezwykłym fragmentem ilustracyjnym gotowym na umieszczenie w jakimś wybitnym dziele filmowym. Jak zwykle awangardowo zabrzmiał „Shadows In The Rain” Stinga. To jeden z ulubionych utworów improwizujących jazzmanów, skomponowanych przez basistę The Police. Jeszcze bardziej pokręcona wersja wykonana w 2001 roku przez Christofa Lauera i Jensa Thomasa jest stałym elementem przeróżnych składanek wytwórni ACT Music.

Na singla wybrałbym „Maybe I’m Amazed”, w oryginale dość ekspresyjną kompozycję Paula McCartneya, w cudowny sposób zamienioną na fantastyczną jazzową balladę. Zespołowi w takim składzie nie wróżę zbyt długiej kariery, niestety wszyscy jego członkowie są niezwykle zajęci, choć odrobinę nadziei daje mi powracający już od wielu lat inny, związany z grudniowym sezonem muzycznym projekt Nilsa Landgrena – „Christmas With My Friends”. Jeśli możliwe jest nagranie 6 odcinków takiej produkcji, to dlaczego nie można co roku przypominać doskonałych melodii sprzed lat w doborowym czteroosobowym składzie. Takie nagrania powstają szybko – to tylko i aż dwa, maksimum trzy dni w studiu i dostajemy przebojowy album.

Nils Landgren / Michael Wollny / Lars Danielsson / Wolfgang Haffner
4 Wheel Drive
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9875-2

29 stycznia 2018

Leszek Możdżer / Iiro Rantala / Michael Wollny – Jazz At Berlin Philharmonic VII – Piano Night

Czytelnicy JazzPRESSu uznali „Piano Night” za najważniejszą zagraniczną płytę jazzową 2017 roku. Muszę przyznać, że byłem tym wyborem nieco zdumiony. Album nie zdobył uznania u naszego redakcyjnego kolegium. Jesienią ubiegłego roku album równie szybko pojawił się w moim odtwarzaczu, co z niego zniknął, lądując na półce z poprzednimi częściami cyklu koncertów gwiazd wytwórni ACT Music – „Jazz At Berlin Philharmonic”. Uznałem i zanotowałem, że to z pewnością był doskonały koncert, jednak wydawcy zrobili muzykom krzywdę wyrywając skrawki ich wykonań z kontekstu. Z pewnością bowiem każdy z nich zagrał tego wieczoru więcej, co najmniej tak samo dobrej muzyki. Z pewnością również producenci zarejestrowali całość.

ACT Music niezbyt często wydaje podwójne albumy, choć ostatnio oferta wydawnictwa trochę się rozszerza – pojawiły się retrospektywne wielopłytowe wydawnictwa i pierwsze albumy z dołączonym nagraniem video z koncertu – jak choćby całkiem niezły album Andreasa Schaerera – „The Big Wig”. Dlaczego zatem „Piano Night” jest wydawnictwem jednopłytowym? To nieuczciwe, pomyślałem sobie i mimo doskonałej zawartości muzycznej postanowiłem pominąć album w długiej kolejce do tytułu Płyty Tygodnia.

Jeśli jednak nasi czytelnicy i słuchacze uznali, że to najważniejsza płyta zagraniczna w zeszłym roku, to nie mogę tego faktu ignorować. Zatem płyta, już nieco zakurzona wróciła do mojego odtwarzacza, wywołując przy okazji powracającą wewnętrzną dyskusję na temat plebiscytów i ich kategorii. Już dawno pogodziłem się z faktem, że jakieś plebiscyty muszą być, bo to kolejne narzędzie marketingowe pozwalające nam wszystkim zwrócić uwagę na istotne wydawnictwa. Mimo tego, że z muzyką spędzam dużo czasu, to niemal co roku nawet na liście zdobywców Grammy, zupełnie komercyjnej i niekoniecznie artystycznie sensownej nagrody odkrywam wydawnictwa, o których istnieniu nie miałem pojęcia. W skrócie – nadążyć nie sposób, a nagrody pomagają zwrócić uwagę na takie albumy, które inni już znają i uznali za warte uwagi.

Dlaczego jednak dzielimy płyty na polskie i zagraniczne? Jaka jest definicja tego podziału? Czy płyta wydana przez polskich wykonawców w zagranicznej wytwórni jest płytą polską, czy zagraniczną? A w odwrotnej sytuacji – jeśli wykonawcy z Ameryki, a wydawca z Polski? Albo jeśli zespół mieszany? Co definiuje „zagraniczność”? Wydawca, lider zespołu, a może procentowy udział Polaków w składzie? Nie chcąc wchodzić w polityczne dyskusje o polskości, pozwolę sobie jedynie na drobną uwagę – dawno temu, w czasach, które większość z nas zna tylko z płyt podział na wydawnictwa polskie i zagraniczne miał sens, bo pozwalał naszym coś wygrać, bowiem z konkurencji światowej ni e mieliby szans. Dziś jest zupełnie inaczej. Nie powinniśmy naszym ułatwiać zadania i tworzyć dla nich osobnej kategorii. Mają szansę i często wygrywają z całym światem…

Powrót po paru miesiącach do „Piano Night” oceniam doskonale. Pełna pozytywnej energii muzyka, doskonałe bisy zagrane przez trójkę pianistów, mam wrażenie, że w dużej części spontanicznie, oddają – tak myślę – ducha koncertu, a to przecież w nagraniach koncertowych najważniejsze.

Ciągle żałuję, że to tylko jeden krążek i domagam się edycji rozszerzonej, chociaż całkiem prawdopodobne, że kolejne utwory znajdą swoje miejsce na kompilacyjnych koncertowych albumach ACT Music. Jakość muzyczną gwarantuje trójka doskonałych pianistów, a każdy z nich będąc wielką gwiazdą nie tylko muzyczną, ale również komercyjną w swoim kraju, zapewnił albumowi z pewnością wyższą niż wielu innych płyt wydawnictwa sprzedaż.

Czy zgadzam się z wyborem czytelników JazzPRESSu? Nie, nie uważam, żeby „Piano Night” było najlepszą światową płytą 2017 roku. Głosowałem na inne albumy, nie dzieląc ich na polskie i zagraniczne. Jednak „Piano Night” to doskonały album, który warto mieć na półce.

Leszek Możdżer / Iiro Rantala / Michael Wollny
Jazz At Berlin Philharmonic VII – Piano Night
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9842-2

26 czerwca 2013

Vincent Peirani feat. Michael Wollny and Michel Benita – Thrill Box

Ten album jest zwyczajnie magiczny i uzależniający. To w pełni zasługa lidera, który w unikalny sposób łączy wirtuozerskie umiejętności gry na akordeonie z aurą tajemniczości i charyzmą godną największych muzycznych mistrzów wszechczasów. Tak pobudzającej wyobraźnię muzyki dawno nie słyszałem.

Już otwierające album solowe wykonanie „Bailero” – kompozycji Josepha Canteloube zagrane w niezwykle wolnym tempie sprawi, że poczujecie się zaintrygowani i w pełnym skupieniu spędzicie kolejne minuty zastanawiając się, co czeka w kolejnym utworze. W muzyce Vincenta Peirani ważna jest każda nuta, każdy dźwięk zagrany przez niego, lub dołożony przez niezwykle trafnie wybranych partnerów – pianistę Michaela Wollnego i kontrabasistę Michela Benita. Jedyne porównanie, jakie przychodzi mi na myśl, kiedy słucham tej płyty, to najlepsze albumy Milesa Davisa z połowy lat pięćdziesiątych.

Być może nikt inny od tamtych czasów nie potrafił z tak małej ilości dźwięków poskładać tak pięknej muzyki. Repertuar wybrany przez lidera jest zadziwiająco różnorodny, a w jego wykonaniu staje się spójny i składa się na wyśmienity album. Z pewnością jego ozdobą są partie solowe lidera, co nie oznacza, że członkowie zespołu, czy goście specjalni – Emile Parisien i Michel Portal, grają źle, jednak to trudne do opisania i zrozumienia, a jednocześnie zaskakująco piękne frazy grane przez lidera są tu najważniejsze. Na płycie obok klasyka be-bopu w postaci „I Mean You” Theloniousa Monka pojawiają się amerykańskie popularne melodie – „Shenandoah” i „Goodnight Irene” poddane dekonstrukcji pozostawiającej jedynie skrawki harmonii z oryginalnych kompozycji. W zupełnie niewiarygodny sposób cały czas jednak wiadomo, gdzie jest temat przewodni, a jeśli go nie ma, to czemu go nie ma i kiedy się pojawi. To samo dotyczy „Throw It Away” Abbey Lincoln i „Waltz For JB” Brada Mehldaua.

Jak zwykle widząc w programie płyty „Throw It Away” nieco obawiałem się muzycznego banału. To jednak najlepsza wersja instrumentalna, jaką znam. Drugą połowę albumu wypełniają kompozycje lidera, równie dobre, jak te najlepsze amerykańskie melodie wybrane przez niego na „Thrill Box”.

„Thrill Box” to do dziś najlepszy album tego roku i mam wrażenie, że poprzeczka została ustawiona na trudno osiągalnym dla innych poziomie. Kto może nagrać lepszy album w ciągu kolejnych kilku miesięcy? Nie mam pojęcia i kandydatów jakoś nie dostrzegam. Pamiętam za to, kiedy ostatnio jakaś płyta wciągnęła mnie tak bez reszty – to był album „Komeda” Leszka Możdżera niemal równo dwa lata temu.

„Thrill Box” to rodzaj wydarzenia artystycznego niezwykle rzadko dziś spotykany. To unikalny świat stworzony prostymi środkami, kameralny, a jednocześnie kompletny, uzależniający. Jeśli pamiętacie moment, kiedy usłyszeliście po raz pierwszy „So What” Milesa Davisa – początek „Kind Of Blue”, to tym razem będzie podobnie. Wysłuchałem w życiu pewnie około 30 tysięcy albumów, najróżniejszych. Znam jednak zaledwie kilka o podobnej sile i podobnie prawdziwych, emocjonalnych, bezpośrednich, nie mających ani jednego słabszego momentu.

Vincent Peirani feat. Michael Wollny and Michel Benita
Thrill Box
Format: CD
Wytwórnia: ACT!

Numer: ACT 9542-2

06 marca 2013

Heinz Sauer / Michael Wollny – Don’t Explain: Live In Concert


Heinz Sauer to postać dla niemieckiego jazzu legendarna. U nas mało kto o nim słyszał. Tak blisko, a tak daleko… Michael Wollny mógłby pewnie być jego wnukiem. Muzyka jednak nie zna takich granic. Jak ktoś ma coś ciekawego do powiedzenia, to różnica pokolenia, a nawet dwu nie przeszkadza. Obu panom gra się dobrze, bowiem to już ich czwarta, jeśli nic mi nie umknęło płyta. A mogłoby się wydawać, że nagranie pianisty z saksofonistą jest formułą, w której czasem trudno znaleźć pomysły nawet na jeden album.

W tym wypadku nie mam wątpliwości, że jeśli tylko zdrowie pozwoli i budżet gdzieś znowu magicznie się znajdzie, to pojawią się kolejne. I nie ma też wątpliwości, że te kolejne również staną na mojej półce. To duet, którego płyty kupuję w ciemno, choć akurat „Don’t Explain: Live In Concert” dostałem w prezencie od dystrybutora.

Album „Don’t Explain” powstał z okazji 80 urodzin Heinza Sauera. Nie wiem, czy była to urodzinowa feta, ale z pewnością dobór repertuaru jest równie odświętny, co zaskakujący. Pokażcie mi inną płytę, która nie jest składanką, a nagraniem z jednego koncertu, którą rozpoczyna „All Blues” Milesa Davisa, po którym pojawia się „Nothing Compares 2 U” Prince’a, a dalej jest jeszcze utwór tytułowy – Billie Holiday i „Make You Feel My Love” Boba Dylana i kompozycje własne obu muzyków oraz jeden z tematów z repertuaru e.s.t.

Heinz Sauer nic już nie musi, udowodnił już setki razy, że jest wyśmienitym saksofonistą. Zaczynał swoją karierę u boku Alberta Mangelsdorfa, który jest nieco bardziej znany poza granicami rodzinnych Niemiec (przez większość kariery obu muzyków – Niemiec Zachodnich). Za to Michael Wollny ma jeszcze dużo więcej przed sobą, niż za sobą. Z pewnością spotkania ze starym mistrzem są dla niego inspirujące, to słychać w ich nagraniach koncertowych.

Nie wiem, jak jest w rzeczywistości, ale mam wrażenie, że koncerty duetu są niezwykle spontaniczne. Pewnie muzycy omawiają jedynie listę przewidywanych tematów, a ich wspólne kompozycje mają charakter luźnych szkiców.

Koncert odbył się w tym samym miejscu, gdzie muzycy spotkali się po raz pierwszy razem na scenie niemal 10 lat temu. „Don’t Explain” zawiera repertuar w części już znany z poprzednich płyt duetu. Dla mnie najciekawszymi momentami tego albumu są „Nothing Compares 2 U” i „Make You Fell My Love”. Kariera nieco bezimiennej kompozycji Boba Dylana w świecie jazzu jest doprawdy zadziwiająca. U Dylana zapomniana, pojawia się w przeróżnych konfiguracjach instrumentalnych i różnych stylach dowodząc swojej jakości porównywalnej do najlepszych jazzowych standardów. Jeszcze tych ciekawych wykonań za mało na godzinną audycję, ale za jakieś 3 lata z pewnością uzbiera się ich wystarczająca ilość. Na razie w moim prywatnym rankingu interpretacja Michaela Wollnego i Heinza Sauera jest na pierwszym miejscu, nawet przed oryginałem Boba Dylana.

„Don’t Explain” nie jest może najłatwiejszą jazzową płytą, jednak co dla wytrawnych fanów gatunku nie jest oczywiście wadą. Być może jednak zestawem utworów zachęci tych, dla których magnesem będzie Bob Dylan, czy Prince (Sinead O’Connor)… Z pewnością nikt nie będzie rozczarowany, bo to wyśmienita muzyka.

Heinz Sauer / Michael Wollny
Don’t Explain: Live In Concert
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: ACT 9549-2