Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Regina Carter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Regina Carter. Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2021

Higher Ground – CoverToCover Vol. 148

Stevie Wonder to mój pewniak w cyklu CoverToCover. Jest dostawca wielu wyśmienitych piosenek w dodatku twórczo intepretowanych przez muzyków jazzowych na całym świecie, często w wersjach znacznie odbiegających od oryginału. „Higher Ground” z albumu „Innervisions” z 1973 roku jest doskonałym przykładem takiej kompozycji. W oryginale Stevie Wonder zagrał na wielu różnych instrumentach i oczywiście zaśpiewał. W zależności od wydania albumu, czasem oryginał „Higher Ground” jest wykonaniem solowy, lub nagranym z pomocą Malcolma Cecila i Roberta Margouleffa. Nie ma to jednak większego znaczenia dla jakości muzyki i jest raczej istotnym faktem jedynie dla biografów artysty. Waży jest jednak fakt, że owi panowie są odpowiedzialni za projekt syntezatora TONTO (The Original New Timbral Orchestra), który wraz z inna nowością elektroniczną – instrumentem firmy ARP był przez Wondera szeroko wykorzystywany w pracy nad albumem „Innervisions”. Stevie Wonder korzystał z pomocy producentów i programistów – Margouleffa i Cecila już wcześniej przy nagraniu „Talking Book” i „Music Of My Mind”. Zasługi owego duetu dla „Innervisions” zostały docenione przez grono specjalistów przyznających nagrody Grammy. To właśnie duet odpowiedzialny za TONTO dostał nagrodę Grammy w kategorii producentów za „Innervisions”. Wonderowi nie było żal, bo sam na tej gali odebrał dwie statuetki – za album roku i za jedną z piosenek – „Living For The City”. Cieszył się też z szybkiego powrotu do zdrowia po poważnym wypadku samochodowym, w którym uczestniczył zaledwie kilka miesięcy wcześniej, kilka dni po premierze „Innervisions”.

„Higher Ground” był pierwszym singlem z albumu „Innervisions” i dotarł na szczyty list przebojów, choć wielkiej kariery nie zrobił. Świat był już wtedy pełen doskonałych przebojów Wondera z poprzednich dwu albumów, które ukazały się zaledwie rok wcześniej – „Talking Book” i „Music Of My Mind”. Eksperci oczywiście zachwycali się nie tylko zdolnościami kompozytorskimi Wondera, ale też faktem, że nagrał ten album właściwie sam.

„Higher Ground” trafił do stałego repertuaru koncertowego Stevie Wondera. Artysta przypomniał ten utwór po niemal 40 latach od premiery, w czasie niezwykłej gali z okazji 25 lecia organizacji Rock & Roll Hall Of Fame zapraszając do wspólnego zaśpiewania swojego przeboju Stinga. Z wielu doskonałych nagrań piosenki oprócz dwu wersji samego autora wybieram Reginę Carter i legendarny zespół wokalny The Blind Boys Of Alabama, który jedną ze swoich licznych płyt nazwał „Higher Ground”. Ten album wcale nie jest poświęcony w całości muzyce Stevie Wondera, jednak jego autorzy uznali, że tytuł tego przeboju doskonale odda klimat albumu złożonego z przebojów Arethy Franklin, Prince’a, George’a Clintona, Jimmy Cliffa i Willie Nelsona. Taka mieszanka mogła udać się tylko temu zespołowi.

Utwór: Higher Ground
Album: Innervisions (Song Review: A Greatest Hits Collection)
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla (Motown)
Rok: 1973
Numer: 731453076020
Skład: Stevie Wonder – voc, clav, dr, prog, moog, tambourine, eff, Malcolm Cecil – prog, Robert Margouleff – prog.

Utwór: Higher Ground
Album: Motor City Moments
Wykonawca: Regina Carter
Wytwórnia: Verve / Universal
Rok: 2000
Numer: 731454392723
Skład: Regina Carter – viol, Werner Vana Gierig – p, Darryl Hall – b, Alvester Garnett – dr, Mayra Casales – perc.

Utwór: Higher Ground
Album: Higher Ground
Wykonawca: The Blind Boys Of Alabama
Wytwórnia: Real World
Rok: 2002
Numer: 724381279328
Skład: Clarence Fountain – voc, George Scott – voc, Jimmy Carter – voc, Bobby Butler – voc, Robert Randolph – g, Ben Harper – g, John Ginty – hamm, p, Wurlitzer, Danyel Morgan – b, Marcus Randolph – dr, perc, Leon Mobley – perc.

Utwór: Higher Ground
Album: The 25th Anniversary Rock & Roll Hall Of Fame Concerts
Wykonawca: Stevie Wonder & Sting (VA)
Wytwórnia: Time Life / Warner
Rok: 2010
Numer: 610583360325
Skład: Stevie Wonder – voc, harm, kbd, Sting – voc, bg, others

04 marca 2021

Papa Was A Rolling Stone – CoverToCover Vol. 129

Utwór powstał na potrzeby muzycznego eksperymentu wytwórni Motown – dziś zapomnianego zespołu The Undisputed Truth. Piosenkę napisali Norman Whitfield i Barrett Strong. Oryginalna wersja jest utworem wokalnym rozpisanym na kilka głosów. Już w kilka tygodniu po opublikowaniu przez Motown singla The Undisputed Truth swoją wersję nagrał zespół The Temptations nagrywający wtedy do należącej do rodziny Motown wytwórni Gordy. Pełna wersja ma ponad dwanaście minut a singlowa sześć, więc dalej był to swego rodzaju eksperyment, bowiem tak długi utwór nie mógł liczyć na wielką popularność w amerykańskich stacjach radiowych. Nawet jeśli spodobałby się radiowym prezenterom, nie znalazłby zrozumienia u wydawców – długie utwory to mniej przerw na reklamy, a więc mniej reklam. Jednak dobra muzyka zawsze jakoś do słuchaczy dotrze i nagranie The Temptations, znacznie ciekawsze muzycznie szybko trafiło na szczyty list przebojów na całym świecie i było jedną z muzycznych sensacji 1972 roku.

W pełnej wersji The Temptations pierwsze słowa piosenki pojawiają się dopiero w okolicach czwartej minuty nagrania. Zespół był złożony z wokalistów i korzystał z sesyjnych muzyków – zmieniającego się ciągle składu znanego jako The Funk Brothers. Wokaliści zespołu nie chcieli nagrać tego utworu, uważali go nie tylko za niepotrzebny eksperyment, ale też za coś, co odciągnie fanów od ich głosów w związku z rozbudowanymi partiami instrumentalnymi. Trochę się pomylili. W efekcie nalegań producenta i właściciela wytwórni Berry Gordy’ego powstało nagranie, które stało się nie tylko największym hitem The Temptations i światowym przebojem, ale również wskazało drogę rozwoju muzyki soul. Inni wykonawcy śmielej sięgali po dłuższe formy instrumentalne. Soul przestał być jedynie muzyką trzyminutowych przebojów tworzonych przez doskonale zgrane zespoły wokalne. Stał się wyśmienitą muzyką. Gdyby nie „Papa Was A Rolling Stone”, nie byłoby wyśmienitych nagrań koncertowych Isaaca Hayesa, ani doskonałych albumów Sly And The Family Stone z lat siedemdziesiątych. Istotnym był również fakt, że na singlu z utworem na stronie B ukazała się wersja instrumentalna, co do dziś sprawia, że często sample The Funk Brothers używane są przez twórców neo-soulu. Aranżer, który stworzył wersję instrumentalną – Paul Riser Sr. Powiedział w jednym z wywiadów, że inspirował się muzyką Isaaca Hayesa napisaną do filmu „Shaft”. Moim zdaniem nawet bardzo się inspirował. Nie ma to dziś znaczenia, bowiem i „Shaft” i „Papa Was A Rolling Stone” to dziś klasyki soulu grane często również przez muzyków jazzowych.

Do prezentacji utworu Normana Whitfielda i Barretta Stronga wybieram wyjątkowo zróżnicowany stylistycznie zestaw nagrań – nagranie Reginy Carter z wokalem Cassandry Wilson, wersję na trzy kontrabasy zagrają mistrzowie tego instrumentu – Ray Brown, Christian McBride i John Clayton Jr. Najnowsze nagranie w tym zestawie powstało z udziałem Leszka Możdżera – zaśpiewa Caecile Norby z pomocą gwiazd ACT Music - Larsa Danielssona i Ngueyna Le.

Utwór: Papa Was A Rolling Stone
Album: All Directions (Single Edit – Classics Temptations)
Wykonawca: The Temptations
Wytwórnia: Gordy / Motown / Universal
Rok: 1972
Numer: 601215751925
Skład: Otis C. Williams – voc, Melvin Franklin – voc, Dennis Edwards – voc, Damon Harris – voc, Richard Street – voc, The Funk Brothers

Utwór: Papa Was A Rolling Stone
Album: Rhythms Of The Heart
Wykonawca: Regina Carter
Wytwórnia: Verve / Polygram
Rok: 1999
Numer: 731454717724
Skład: Regina Carter – viol, Cassandra Wilson – voc, Rodney Jones – g, Werner Vana Gierig – p, Peter Washington – b, Lewis Nash – dr, Mayra Casales – perc.

Utwór: Papa Was A Rolling Stone
Album: SuperBass 2
Wykonawca: Ray Brown, John Clayton Jr. & Christian McBride
Wytwórnia: Telarc
Rok: 2001
Numer: 089408348327
Skład: Ray Brown – b, Christian McBride – b, John Clayton Jr. – b, George Fludas – perc.

Utwór: Papa Was A Rolling Stone
Album: Silent Ways
Wykonawca: Caecilie Norby
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2013
Numer: ACT 9725-2
Skład: Caecilie Norby – voc, Lars Danielsson – b, cello, g, tamb, Leszek Możdżer – p, Ngueyn Le – g, effects, Robert Mehmet Ikiz – dr, perc.

25 czerwca 2020

Fragile – CoverToCover Vol. 54

Album „…Nothing Like The Sun” Stinga był jednym z trudniejszych momentów jego kariery. Kiedy przestał istnieć zespół The Police, mało kto wierzył, że muzycy poradzą sobie sami. Wtedy Sting nagrał rewelacyjny „The Dream Of The Blue Turtles” i chwilę później moim zdaniem najlepszy album w jego karierze – koncertowy „Bring On The Night”. Wyglądało na to, że dał z siebie wszystko, wszystkie pomysły umieścił na pierwszej solowej płycie, potem w towarzystwie wyśmienitych jazzowych muzyków (Kenny Kirkland, Omar Hakim, Darryl Jones, Branford Marsalis) nagrał fantastyczny album koncertowy.


I to był czas na kolejny album. Okazało się, że znowu wypełniony przebojami, wśród których znalazł się utwór „Fragile” nie zdobył wysokich miejsc na listach przebojów. Polska była chyba jedynym krajem na świecie, w którym „Fragile” znalazła się na pierwszym miejscu listy przebojów.

Piosenka była czwartym singlem z albumu „…Nothing Like The Sun” i została przygotowana od razu w wersji angielskiej, hiszpańskiej i portugalskiej. Nagranie dodatkowych wersji językowych związane było z tematem utworu nawiązującym do głośnej w momencie premiery albumu sprawy zamordowania przez wspieranych przez rząd amerykański terrorystów z grupy Contras w Nikaragui amerykańskiego inżyniera Bena Lindera, który pomagał budować elektrownię wodną w tym kraju. Według Stinga, „Fragile” to utwór opowiadający o ironii i smutku związanym ze śmiercią amerykańskiego idealisty (Linder wykonywał swoją pracę w ramach Korpusu Pokoju) z rąk gangsterów, czy jak inni mówią – terrorystów sponsorowanych przez rząd amerykański, który chciał walczyć w ten sposób z komunistycznymi ruchami w krajach Ameryki Środkowej.

Oryginalną wersję „Fragile” Sting zagrał na gitarze akustycznej, choć w czasie sesji do „…Nothing Like The Sun” w studio znalazło się wielu wybitnych gitarzystów – Andy Summers (dając fanom nadzieję na reaktywację The Police), Mark Knopfler, Eric Clapton i Hiram Bullock. Całkiem nieźle Sting poradził sobie z portugalskim i hiszpańskim. Najlepszą metodą na zdobycie tych wersji jest odnalezienie, raczej z drugiej ręki, płyty „…Nada Como El Sol”. Ten album nie jest chyba od dawna wznawiany, oprócz wspomnianych alternatywnych wersji językowych „Fragile” bonusem będzie zaśpiewane po hiszpańsku „Little Wing”, Jimi Hendrixa – czyli „Maliposa Libre”.

Znakomicie skomponowana melodia szybko znalazła uznanie w jazzowym świecie. Dionne Warwick, Kirk Whalum, Ramsey Lewis, Take 6 i Cassandra Wilson, to tylko niektórzy z wykonawców, których zabraknie w tym odcinku CoverToCover, a którzy mają na swoim koncie ciekawe wykonania „Fragile”. Ja wybieram doskonały i równie emocjonalny, co oryginał duet wokalny Grażyny Auguścik i Paulinho Garcii. Warto zauważyć, że „Fragile” to nie tylko tekst, ale też świetna melodia, która brzmi znakomicie bez słów. Dlatego też proponuję z licznych wykonań tej kompozycji zaskakującą instrumentalną wersję na fortepian i skrzypce zrealizowaną przez Kenny Barrona i Reginę Carter. Na zakończenie fortepian i puzon, tym razem w połączeniu z tekstem - Nils Landgren i Michael Wollny.

Utwór: Fragile
Album: …Nothing Like The Sun
Wykonawca: Sting
Wytwórnia: A&M
Rok: 1987
Numer: 731454099325
Skład: Sting – voc, g, b, Kenny Kirkland – kbd, Manu Katche – dr, Mino Cinelu – perc, Janice Pendarvis – b voc, Dolette McDonald – b voc, Renee Geyer – b voc, Pamela Quinlan – b voc.

Utwór: Fragile
Album: Fragile
Wykonawca: Grażyna Auguścik & Paulinho Garcia
Wytwórnia: GMA
Rok: 2000
Numer: 633547000327
Skład: Grażyna Auguścik – voc, Paulinho Garcia – g, voc.

Utwór: Fragile
Album: Freefall
Wykonawca: Kenny Barron & Regina Carter
Wytwórnia: Verve
Rok: 2001
Numer: 731454970624
Skład: Kenny Barron – p, Regina Carter – viol.

Utwór: Fragile
Album: A Life In The Spirit Of Jazz: Visions Of Jazz (Magic Moments @ Schloss Elmau)
Wykonawca: VA (Nils Landgren & Michael Wollny)
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2008
Numer: ACT 7004-2
Skład: Nils Landgren – voc, tromb, Michael Wollny – p.

12 czerwca 2014

Regina Carter – Southern Comfort

Regina Carter konsekwentnie kroczy wybraną wiele lat temu drogą artystyczną. Tworzy albumy dedykowane konkretnym muzycznym inspiracjom, wynikającym z jej doświadczeń. Sięga po tradycje rodzinne, ale również muzyczne inspiracje wynikające z jej własnej muzycznej edukacji. Kiedy w 2003 roku ukazał się album „Paganini: After A Dream”, pomyślałem, że artystka wchodząc na muzyczne salony wielkiego świata, sięgając po najlepsze dostępne na świecie skrzypce i grając w ojczyźnie niedoścignionego wirtuoza porzuci jazzowe kluby i już zawsze będzie grań w wielkich salach koncertowych.

Tak się jednak nie stało, a kolejne albumy utworzyły cykl, do którego należy również „Southern Comfort”. Rodzinne inspiracje rozpoczął doskonale przyjęty „I’ll Be Seeing You: A Sentimental Journey”, którego kontynuacją był wydany w 2010 roku „Reverse Thread”. W 2014 roku w ręce fanów nie rozpieszczającej zbyt dużą ilością nagrań album „Southern Comfort”.

Niektórzy mogą narzekać, że Regina Carter znalazła się już dawno bardzo daleko od klasycznego jazzowego grania i że właściwie nie wiadomo, jaki w tym wszystkim sens. Nietrudno go jednak odnaleźć. Regina Carter proponuje nam po raz kolejny niezwykle nowoczesną i muzykalną wersję znanych amerykańskich melodii. Mając u boku wiernego druha w osobie gitarzysty znanego z wieloletniej współpracy z Cassandrą Wilson – Marvina Sewella, zabiera słuchaczy w podróż po amerykańskim południu, gdzie wiele prezentowanych melodii znane jest słuchaczom na wylot.

W tym właśnie tkwi mały problem – „Southern Comfort” to płyta amerykańska, z pewnością zupełnie inaczej odbierana w Stanach Zjednoczonych, gdzie folk jest nie tylko egzotyczną muzyką zza Wielkiej Wody, ale również muzyką z dzieciństwa wielu potencjalnych odbiorców. Pomysłów na współczesne adaptacje znanych melodii jest wiele, niektóre zbliżają się niebezpiecznie do taneczno-muzycznej komercji, co dotyka nawet tak znanych i wyśmienitych artystów jak choćby Bill Frisell. Inni podchodzą do takich tematów z muzealną dokładnością tworząc równie niewiele znaczące płyty, dla których czas się zatrzymał, jak choćby Wynton Marsalis, równie znamienity, choć zagubiony w muzycznym muzealnictwie kustosz muzeum, które sam stworzył.

Regina Carter jest w takich muzycznych wspominkach dużo lepsza. Proponuje przetworzony, nowoczesny, choć zagrany w akustycznych składach folk wspomagany jedynie od czasu do czasu odrobiną elektronicznych sampli, co wynika zresztą bardziej z opisu na okładce albumu niż z jego muzycznej zawartości. Do tego jest wybitną skrzypaczką.

Śledząc dotychczasowe muzyczne dokonania Reginy Carter z pewnością na kolejny album trzeba będzie parę lat poczekać. Kontynuując muzyczną rodzinną podróż, która obejmowała już inspiracje ze strony matki artystki w postaci kolekcji wiekowych jazzowych standardów – „I’ll Be Seeing You: A Sentimental Journey”, dalekie afrykańskie korzenie w postaci albumu „Reverse Thread” i wspomnienia ze szkoły muzycznej zawarte na płycie „Paganini: After A Dream”, czekam na kolejną pozycję. Nowy album zawiera muzyczne wspomnienia artystki ze strony ojca i dziadka pochodzącego z Alabamy. Kolejny – mam nadzieję będzie oznaczał prezentację muzycznych korzeni kuzyna Reginy Carter – Jamesa Cartera. Usłyszymy zatem powrót do Johna Coltrane’a? Tego nie wiem, ale to byłoby logiczne. Na razie jednak warto nacieszyć się najnowszym dziełem artystki – albumem „Southern Comfort”.

Regina Carter
Southern Comfort
Format: CD
Wytwórnia: Sony

Numer: 888430050525

30 października 2011

Stanley Jordan - Friends


Nareszcie chciałoby się powiedzieć, nareszcie…

Fani sporo musieli się naczekać na taką zwyczajną, zagraną po prostu, bez udziwnień i niepotrzebnego filozofowania, jazzową płytę Stanleya Jordana. Być może to właśnie muzycznych przyjaciół trzeba było, żeby powstała płyta gitarzysty – lidera zespołu, a nie gitarowego wirtuoza. Nie znajdziecie tu zbyt wielu gitarowych fajerwerków, choć to zdecydowanie gitarowa płyta.  Znadziecie na „Friends” za to z pewnością dużo wyśmienitego zespołowego grania i gwiazdorski skład.

Zawartość muzyczna albumu to dobrze zbalansowana mieszanka znanych standardów i kompozycji własnych lidera. Wśród tych pierwszych panuje prawdziwa stylistyczna rozmaitość. Jest „Giant Steps” Johna Coltrane’a i „Seven Comes Eleven” Charlie Christiana i Benny Goodmana. Jest też Neil Hefti, Bela Bartok i Claude Debussy. Kompozycje własne Stanleya Jordana to nie jest może jakaś szczególnie wybitna twórczość, trzymają jednak poziom i pozwalają na nieco gitarowych popisów, choc ich ilość nie przesłania zespołowego charakteru całości albumu.

Utwory na płycie zostały nagrane w różnych składach. „Friends” to powrót lidera do najlepszej sekcji, z jaką miał okazję grać – kontrabasisty Charnetta Moffetta i perkusisty Kenwooda Dennarda. Wśród zaproszonych gości znajdziemy Kenny Garretta, Nicholasa Paytona, Ronnie Lawsa, Reginę Carter i Christiana McBride’a. Oczywiście są też gitarzyści, bowiem to gitarowe duety są pomysłem lidera na tą płytę. Wśród nich brakuje być może jakiejś szczególnej supergwiazdy z wielkim nazwiskiem, ale gitarzyści młodszego pokolenia występują z reprezentacją nad wyraz dobrze dobraną. Grają więc na płycie Mike Stern, Russell Malone, Bucky Pizzarelli i Charlie Hunter.

Płytę otwiera kompozycja lidera „Capital J”, w której na gitarze gra jedynie Stanley Jordan. To wyśmienite zespołowe granie z solówkami Kenny Garretta, Nicholasa Paytona, Christiana McBride’a i oczywiście lidera. W tym utworze warto wyróżnić grę Kenny Garretta, którego dawno nie słyszałem grającego z taką energią, jaką pamiętam z jego płyt z początków kariery w rodzaju „African Exchange Student”, czy „Stars & Stripes / Live”.

„Walkin’ The Dog” to muzyczny dialog lidera z Charlie Hunterem. Próżno tu jednak szukać gitarowego wyścigu dwu wirtuozów instrumentu. To dobre jazzowe granie, a nie wirtuozerska ekwilibrystyka, choć obaj gitarzyści grają tu wiele niełatwych do zagrania dla innych dźwięków.

Duet z Bucky Pizzarellim w „Lil’ Darlin’” jest z pewnością nieco mniej udanym fragmentem albumu. Brzmi trochę tak, jakby każdy z muzyków zagrał po prostu swoje. Trudno tu doszukać się muzycznej synergii.

Dalej jest już za to dużo lepiej. „Giant Steps” to wyzwanie dla każdego muzyka. Ten nieśmiertelny klasyk zagrany niezliczoną ilośc razy przez wielu wybitnych instrumentalistów, w wykonaniu Stanleya Jordana to przede wszystkim nietypowy skład – druga gitara w rękach Mike Sterna i niewielka pomoc perkusji Kenwooda Dennarda. Podejście do ogranego standardu to dość nowatorskie…

„I Kissed a Girl” to popis wirtuozerii Stanleya Jordana, który w sobie tylko znany sposób gra jednocześnie jedną ręką na fortepianie, a drugą na gitarze. Jeśli ktoś nie wierzy, że tak można, i że to ma muzyczny sens – powinien koniecznie obejrzeć koncert lidera zarejestrowany w Paryżu i wydany na płycie Blue Ray lub DVD pod tytułem „New Morning: The Paris Concert”.

„Samba Delight” to dla mnie małe rozczarowanie, choć w sumie widząc w składzie Reginę Carter nie spodziewałem się, że potrafi porzucić swój klasyczny, czysty i sprawny technicznie, ale jednak pozostający nieco bez wyrazu ton skrzypiec. Spodziewał się tego prawdopodobnie jednak Stanley Jordan, zapraszają skrzypaczkę do wykonania tej właśnie kompozycji, gdzie elektryczne, agresywne skrzypce zabrzmiałyby z pewnością dużo lepiej. Trudno jednak odmówić potencjału zgrabnie skomponowanej melodii, granej kolejno przez saksofon, skrzypce i gitarę.

„Seven Come Eleven” to gitarowe trio lidera, Bucky Pizzarelliego i Russella Malone. To zaledwie zapowiedź tego, co mogłoby stać się w studio, gdyby w takim skłądzie powstał cały album. Utrzymanie porządku i spójności gry trzech gitarzystów, z których każdy lubi grać dużo i szybko nie jest łatwe. Tu udało się znakomicie, dzięki czemu ten utwór jest jednym z najlepszych fragmentów albumu. Wybór kompozycji do takiego gitarowego grania jest również niezwykle trafny.

„Bathered In Light” to utwór podobny w koncepcji do otwierającego album „Capital J”. Znowu najważniejsze są trąbka i saksofon, a gitara pozostaje gdzieś z boku.  Jednak wybór „Capital J” na utwór otwierający płytę wydaje się w porównaniu z „Bathered In Light” zupełnie oczywisty w związku z tym, że ten ostatni to nieco słabsza kompozycja z mniejszą ilością muzycznego ognia dającego szansę wykazania się instrumentom dętym.

Kolejny utwór to skrzypcowa improwizacja Reginy Carter na bazie jednego z tematów Bela Bartoka. Nie słucham codziennie mistrzowskich wykonań Bartoka, więc trudno mi wskazać dla tego utworu jakiś punkt odniesienia. Nie znam jednak żadnego innego gitarzysty, który potrafi tak zagrać na fortepianie, jak Stanley Jordan… W takiej muzycznej konwencji również Regina Carter wypada lepiej…

„Reverie” Claude’a Debussy to okazja to pokazania gotarowej biegłości dla lidera, a zamykająca album kompozycja „One For Minton” to rodzaj luźnego gitarowego jam session pozwalającej gitarzystom uwolnić nieco więcej energii niż w pozostałych utworach.

Cała płyta ma charakter muzycznego szkicownika, sprawdzania różnych muzycznych koncepcji. W związku z tym album nie jest może do końca spójny muzycznie. Daje jednak nadzieję na to, że któryś z tych szkiców lider zechce przerobić kiedyś na cały album w podobnym stylu…

Stanley Jordan
Friends
Format: CD
Wytwórnia: Mack Avenue
Numer: 673203106222

04 lipca 2011

James Carter - Caribbean Rhapsody

Ta płyta w zasadzie od początku wyglądała podejrzanie. Po co niby Jamesowi Carterowi Sinfonia Varsovia – jakby nie było w USA wystarczającej liczby dobrych studyjnych orkiestr? Po co poszukiwanie egzotycznego repertuaru klasycznego? Dlaczego muzykę z motywami karaibskimi, na co wskazuje również tytuł nagrano w Warszawie? Dlaczego część muzyki powstała bez orkiestry i została nagrana kilka miesięcy później, w zupełnie innym miejscu i z udziałem zupełnie innych muzyków?

A teraz wyrzućmy okładkę, zapomnijmy o wszystkich sławnych (lider, Regina Carter, czy Sinfonia Varsovia), tych mniej znanych fanom jazzu (Roberto Serra) i tych znanym specjalistom (Akua Dixon) nazwiskach i posłuchajmy muzyki.

A ta jest wyśmienita. Który to już raz należy porzucić stereotypy, zapomnieć o nazwiskach i stylach, a także marketingowych wstępach z okładek i wiadomości wysyłanych przez wytwórnie płytowe. „Caribbean Rhapsody” to nie jest z pewnością wydziwianie na siłę, szukanie muzycznej sensacji poprzez egzotyczne zestawienia wykonawców, czy poszerzanie rynku potencjalnych odbiorców.

To nie jest najłatwiejsza muzyka. Trzeba odrobiny skupienia i koncentracji, by odkryć fascynujący świat karaibskich inspiracji kompozytora (Roberto Serra), salsę, nieco jazzowej tradycji i finałowe boogie-woogie. James Carter to muzyk poszukujący. Próbował swoich sił w różnych muzycznych konwencjach, z różnym skutkiem. Grał już jazzowe standardy, funk, ballady, alternatywny rock ja jazzowo. Potrafił na jednej płycie zagrać z Lesterem Bowie (który wprowadził go wiele lat temu do jazzowego światka Nowego Jorku), Harry Sweet Edisona i Hamieta Bluieta. To wyczyn nie lada, a mowa oczywiście o płycie „Conversin' With The Elders”. Ale to inna historia. Tak dla urozmaicenia - James Carter a.d. 2000:

James Carter

„Caribbean Rhapsody” składa się z 4 kompozycji. Najbardziej rozbudowany jest koncert na saksofon i orkiestrę napisany w 2002 roku przez Roberto Serra z myślą o Jamesie Carterze. Tą część płyty nagrano w Warszawie z udziałem naszej rodzimej orkiestry Sinfonia Varsovia. Na okoliczność tego nagrania pofatygowali się do Warszawy: jeden z najwybitniejszych producentów – Michael Cuscuna i wybitny, legendarny wręcz inżynier dźwięku – Jim Anderson, którego nazwisko widnieje na niezliczonej ilości płyt właściwie wszystkich wielkich świata jazzu od dziesięcioleci. No… chyba się pofatygowali, bo może przy dzisiejszej technice można być inżynierem dźwięku sesji dużej orkiestry przez internet. To byłaby ciekawostka. Tak czy inaczej płyta brzmi wyśmienicie, lekko i dynamicznie zarazem. Dodatkowo dostajemy utwór tytułowy - „Caribbean Rhapsody” – również autorstwa Roberto Serra oraz dwie krótkie improwizacje na tenorze i sopranie zagrane solo przez Jamesa Cartera.

Całość mimo różnych miejsc realizacji, i składów muzyków brzmi zaskakująco spójnie i logicznie. Brzmi też pięknie, co chyba ważniejsze. James Carter to muzyk niesłychanie wszechstronny i łamiący wszelkie muzyczne reguły w wyjątkowy sposób- strawny dla każdego otwartego ucha, a nie tylko garstki krytyków. Sinfonia Varsovia to orkiestra wybitna. Akua Dixon to osobowość muzyczna równie wszechstronna. W swoich zbiorach odnalazłem jej nagrania z Lauryn Hill, Duke Ellingtonem, Dizzy Gillespiem, Rahsaan Roland Kirkiem, Rayem Charlesem i orkiestrą Clinta Eastwooda…

Jaki z tego wszystkiego morał… - nie czytajcie okładek, słuchajcie muzyki. „Caribbean Rhapsody” to wyśmienita płyta.

James Carter
Caribbean Rhapsody
Format: CD
Wytwórnia: Universal
Numer: 602527635347

02 czerwca 2011

Simple Songs Vol. 15

Bohaterką audycji była Cassandra Wilson. Już za kilka tygodni będziemy gościć ją w Warszawie. Koncert odbędzie się w ramach festiwalu Warsaw Summer Jazz Days już 22 czerwca. Tego dnia odbędzie się też w Warszawie koncert Carlosa Santany. Jednak dla fanów jazzu wybór będzie oczywisty. Tego dnia oprócz Cassandry Wilson w Sali Kongresowej zobaczymy również najnowszy projekt Avishai Cohena.

Audycję można oczywiście skomponować z ostatnich płyt Cassandry Wilson. Postanowiłem jednak przypomnieć dziś jej mniej znane nagrania, pochodzące z płyt innych wykonawców. Dla fanów Cassandry mogą to być jeszcze nieznane nagrania, lub okazja do posłuchania muzyki z płyt, których nie mają w swoich kolekcjach. Cassandra Wilson odnajduje się bowiem świetnie w różnych składach i często występuje w roli gościa w jednym lub kilku nagraniach u największych współczesnego jazzu. Zacznijmy zatem od nagrania z płyty Reginy Carter – „Rhythms Of My Heart”.  To będzie hit The Temptations – „Papa Was A Rollin’ Stone”. Ta wersja jest nieco krótsza od oryginalnej z 1972 roku. Na skrzypcach zagra Regina Carter, poza tym z tych bardziej znanych nazwisk: na gitarze Rodney Jones, na perkusji Lewis Nash.

* Regina Carter feat. Cassandra Wilson – Papa Was A Rollin’ Stone – Rhythms Of My Heart

Kolejne nagranie będzie pochodziło z płyty Terence Blancharda „Let’s Get Lost”. Na tej płycie mamy przegląd współczesnych wokalistek – Diana Krall, Jane Monheit i Dianne Reeves. Cassandra Wilson śpiewa na tej płycie 2 utwory. Posłuchajmy jednego z nich. Płyta poświęcona jest w całości utworom Jimmy’ego McHugh. „On The Sunny Side Of The Street” pochodzi z jednego z musicali, o którym świat już dziś zapomniał („International Review”). Sam utwór stał się jazzowym standardem, nagrywanym przez wiele sław jazzu – między innymi Lestera Younga z Oscarem Petersonem, Ellę Fotzgerland, Dizzy Gillespiego, Errola Garnera, czy Arta Tatuma. Na trąbce zagra oczywiście Terence Blanchard, zaśpiewa Cassandra Wilson.

* Terence Blanchard feat. Cassandra Wilson – On The Sunny Side Of The Street – Let’s Get Lost: The Songs Of Jimmy McHugh

W dniu audycji w samochodzie podróżowała płyta Lou Donaldsona – „Gravy Train”. Te pochodzące z 1961 roku nagrania to jedna z płyt, na ktrych lider starał się zwrócić ze swoją muzyką do nieco szerszej niż ortodoksyjnie jazzowa publiczności. Stąd udział w nagranaich muzka grającego na kongach – Aleca Dorseya i popularny repertuar. Mimo tego, w istocie komercyjnego aspektu albumu, muzyka całkiem nieźle znosi próbę czasu. Z pewnością nie jest to arcydzieło gatunku, ale jeśli znajdzie się gdzieś w sklepie w atrakcyjnej cenie – zdecydowanie warto ją kupić.

O znakomitej muzyce Pata Martino opowiadałem już wielokrotnie. Jednak i wtedy, kiedy bohaterką jest Cassandra Wilson, znajdzie się okazja do posłuchania wyśmienitej gitary. To będzie nagranie z płyty gitarzysty „All Sides Now”. Na gitarze zagra Pat Martino, zaśpiewa oczywiście Cassandra Wilson. Tylko tyle i aż tyle, znakomita gitara i znakomity wokal. To jedno z moich ulubionych nagrań Cassandry Wilson. Posłuchajmy zatem kompozycji Joni Mitchell – „Both Sides Now”. Nagranie pochodzi z 1996 roku

* Pat Martino feat. Cassandra Wilson  – Both Sides Now – All Sides Now

Wiersze Joni Mitchell podobnie jak prastare bluesy wydają się być dla ciemnego głosu Cassandry Wilson stworzone. Posłuchajmy zatem jeszcze jednej wyśmienitej interpretacji w wykonaniu Cassandry Wilson. To będzie nagranie pochodzące z płyty „A Tribute To Joni Mitchell”. To krążek pełen wyśmienitych nazwisk. Niektóre nagrania są wręcz sensacyjne – jak choćby „A Case Of You” Prince’a, czy „The Bobo Dance” w wykonaniu Bjork, niektóre nieco zbyt schematyczne, jak choćby Elvisa Costello, czy Annie Lennox. Cassandra Wilson jest z pewnością gwiazdą tej płyty. Posłuchajmy w jej wykonaniu kompozycji Joni Mitchell „For The Roses”. Na gitarze zagra Brandon Ross, na harmonijce Gregoire Maret. Nagranie pochodzi z 2005 roku.

* Cassandra Wilson – For The Roses – Tribute To Joni Mitchell (Various Artists)

Teraz będzie jedna z wczesnych produkcji Marcusa Millera. Tak można bowiem nazwać płytę Davida Sanborna – „Inside”.  Całość niebezpiecznie zbliża się do muzycznej tandety w stylu Kenny’ego G. Ozdobą płyty są trzy utwory, w których pojawiają się wokaliści. Pierwszy z nich to Sting w utworze „Ain’t No Sunshine:”. Drugi utwór to „When I’m With You” z Lalah Hathaway i … śpiewającym Marcusem Millerem. Dla nas jednak interesująca będzie Cassandra Wilson w kompozycji Arethy Franklin – „Daydreaming”. Na saksofonie zagra oczywiście David Sanborn, na gitarze Marvin Sewell, na instrumentach perkusyjnych Don Alias, a na wszystkim innym Marcus Miller. Zaśpiewa Cassandra Wilson w towarzystwie Erica Beneta

* David Sanborn feat. Cassandra Wilson – Daydreaming – Inside

Cassandra Wilson ma też na swoim koncie płytę nagraną w duecie z Jacky Terrassonem. Muzykę zarejestrowano w 1997 roku. Album wypełniony jest jazzowymi standardami, a grający na fortepianie Jacky Terrasson jest równoprawnym partnerem muzycznym Cassandry. To jedna z tych niezwykle wyciszonych produkcji naszej dzisiejszej bohaterki. Na dłuższą metę wydaje się to nużące, jednak towarzystwo dobrego fortepianu Jacky Terrassona, kontrabasu Lonnie Plaxico i instrumentów perkusyjnych Mino Cinelu nieco pomaga, bowiem w warstwie instrumentalnej dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Posłuchajmy otwierającego tą płytę standardu „Old Devil Moon”

* Jacky Terrasson & Cassandra Wilson – Old Devil Moon – Rendezvous

Na końcu znakomitej, nie wiem, czy nie najlepszej płyty Cassandry Wilson – „Traveling Miles” umieszczono nieco tam zapomniany duet wokalny, jeden z niewielu w karierze naszej dzisiejszej bohaterki – to słowa napisane wspólnie przez obie wokalistki do muzyki Milesa Davisa. Cassandra Wilson zaśpiewa wspólnie z Angelique Kidjo.

* Cassandra Wilson & Angelique Kidjo – Voodoo Reprise – Traveling Miles

Na koniec posłuchajmy Cassandry Wilson śpiewającej kompozycję Boba Dylana. To jego wiersze śpiewane na jazzowo będą tematem audycji za dwa tygodnie. Za tydzień audycji nie będzie, w związku z naszą imprezą, na którą Was wszystkich zapraszam. To będzie już za tydzień, 8 czerwca w Obiekcie Znalezionym w podziemiach Zachęty, w samym centrum Warszawy (Plac Małachowskiego 3). Ja tam będę i Was zapraszam. Impreza startuje o 19.30.

* Cassandra Wilson – Lay Lady Lay – Closer To You: The Pop Side

Suplement, czyli to, czego nie udało się zmieścić w godzinnej audycji:

Kolejny duet to Cassandra Wilson i Chris Whitley na elektrycznej gitarze w przeboju Ann Peebles z 1973 roku – „I Can't Stand The Rain”. To cover kompozycji znanej między innymi z wykonań Tiny Turner, Eruption, czy Seala. John Lennon powiedział kiedyś w jednym z wywiadów, że to najlepsza piosenka, jaką kiedykolwiek skomponowano.

* Cassandra Wilson & Chris Whitley - I Can't Stand The Rain – Closer To You: The Pop Side

Powróćmy jeszcze na chwilę do płyty nagranej wspólnie przez Jacky Terrassona i Cassandrę Wilson. To będzie kompletna dekonstrukcja piosenki „It Might As Well Be Spring” Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina II z musicalu “State Fair”. Tym razem w roli głównej wystąpi raczej Jacky Terrasson, ale bez Cassandry to nie byłoby to samo….

* Jacky Terrasson & Cassandra Wilson – It Might As Well Be Spring – Rendezvous

17 grudnia 2010

Regina Carter - Paganini: After A Dream

Regina Carter ma już w tej chwili całkiem spory dorobek nagraniowy. Dzisiejsza płyta została wydana w 2002 roku. Moim zdaniem najciekawszą dotąd nagraną przez nią płytą jest duet z Kenny Barronem - Freefall. Również z udziałem Barrona powstała debiutancka płyta artystki - Rhythms Of The Heart z 1998 roku. Na wszystkich wielu płytach artystka sięga po popularne standardy jazzowe i muzyki rozrywkowej. Przykładem może być przebojowe wykonanie Papa Was A Roillin' Stone z debiutanckiej płyty, czy nastrojowe Fragile Stinga z Freefall. Na swojej trzeciej autorskiej płycie Regina Carter postanowiła zmierzyć się z klasycznym repertuarem skrzypcowym, a to niełatwe zadanie…

Niestety w tym repertuarze Regina Carter nie potrafiła zaproponować niczego ciekawego. Teoretycznie do nagrania zaangażowano wiele środków mających zapewnić płycie komercyjny sukces. Władze Genui, które zamieściły na płycie obszerny materiał multiumedialny o swoim mieście i organizowanych tam w okresie wydania płyty imprezach kulturalnych wypożyczyły artystce jeden z najcenniejszych zachowanych instrumentów Stradivariusa. To na płycie słychać. Dźwięk skrzypiec jest ciekawy, barwa bardzo pełna. Słychać, że instrument ma wielkie możliwości brzmieniowe. Niestety Regina Carter nie chce lub nie potrafi tych możliwości wykorzystać.

Repertuar płyty to dziwny zestaw 3 różnych stylów. Pierwszy zestaw to klasyczne utwory Ravella, Debussiego i Gabriela Faure. Tutaj aranżacje są nieciekawe, gra skrzypiec szablonowa, nie ma ani śpiewnego nastroju, który dość łatwo jest uzyskać korzystajac z tak doskonałego instrumentu, ani drapieżności należnej jazzowym skrzypkom młodego pokolenia. W rezultacie otrzymujemy zestaw banalnie, beznamiętnie zagranych znanych klasycznych melodii.

Druga grupa utworów to kompozycja Reginy Carter oraz napisany przez pianistę zespołu, Wernera Vana Gieriga specjalnie na tą płytę utwór Healing In Foreign Lands. Ten niewielki zestaw to już ciekawszy element całości. Warto zwrócić uwagę na ciekawą grę pianisty, sprawnego technicznie i panującego nad całościa swojej kompozycji. Skrzypce znowu wypadają bardzo szablonowo i nijako.

Trzecia i najciekawsza grupa utworów to trzy standardy z pogranicza jazzu i muzyki użytkowej: Black Orpheus Luisa Bonfy, Oblivion Astora Piazzolli i Cinema Paradiso Ennio Morricone. To najciekawsze momenty całego nagrania. Niebanalne aranżacje, ciekawa gra pianisty i basisty Chrisa Lightcapa. Dobrze znanych wszystkim melodii słucha się przyjemnie, do czasu, kiedy nie porównamy tych wykonań z którymś z wzorcowych. Jednak, gdyby cała płyta zagrana była w ten sposób mógłbym napisać, że to miła, pogodna muzyka do posłuchania w czasie nastrojowego zimowego wieczoru. Jednak jeśli to tylko trzy z dziewięciu utworów, to mogę jedynie powiedzieć, że zakup płyty nie będzie zbyt dobrą inwestycją.

Na okładce można znaleźć specjalną naklejkę obiecującą pierwsze jazzowe nagranie z użyciem legendarnych skrzypiec Paganiniego. To słychać, jednak całość pozostawia uczucie niedosytu, zarówno w warstwie budowania dźwięków przez artystkę, jak i umiejętności realizatora. Realizacja jest typowa dla produktu komercyjnego. Spora dawka obróbki studyjnej spowodowała zapewne zgubienie w trakcie pracy w studiu tych wszystkich mikrodetali, którymi nasycone jest brzmienie dobrych skrzypiec.

Regina Carter to jednak jazzowa skrzypaczka i takiego repertuaru powinna się trzymać. W przeciwnym wypadku pozostanie jej zająć w historii jazzowej wiolinistyki miejsce, jakie należne jest w historii saksofonu Kennemu G. Na After A Dream najciekawsze sa zdjęcia z Genui, muzyka niekoniecznie.

Regina Carter
Paganini: After A Dream
Format: CD
Wytwórnia: Verve
Numer: 065 554-2