Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quincy Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quincy Jones. Pokaż wszystkie posty

26 września 2019

Birdland – CoverToCover Vol. 11


„Birdland” to legenda dla fanów fusion, elektrycznego jazzu, Weather Report, Jaco Pastoriusa, Wayne’a Shortera i przede wszystkim kompozytora niezwykle przebojowego tematu – Joe Zawinula. Gdyby w jazzie liczyły się przeboje, Joe Zawinul byłby jednym z najważniejszych artystów wszechczasów, choć znam takich, dla których i tak jest najważniejszą postacią XX wieku. Oprócz „Birdland” Zawinul od niechcenia napisał „Mercy, Mercy, Mercy” i „Country Preacher” dla Juliana Cannoballa Adderleya. To było w końcówce lat sześćdziesiątych, zanim przeszedł na elektryczną stronę mocy. Owo przejście na elektrykę wykonał Zawinul w najlepszy możliwy sposób – wnosząc sporo, w tym kompozycje na sesje Milesa Davisa do „In A Silent Way” i „Bitches Brew”.


Razem z Wayne Shorterem założyli Weather Report. Tam właśnie powstał słynny „Birdland”, którego tytuł uczcił znany nowojorski klub jazzowy, który zresztą w czasie, kiedy powstawał „Birdland” nie istniał, został bowiem zamknięty w 1965 roku. Reaktywacja nastąpiła dopiero w niespełna dekadę po powstaniu kompozycji Zawinula. Sam muzyk zaczynał w Wiedniu jako akordeonista i etatowy pianista sesyjny lokalnego oddziału firmy Polydor. Do Stanów Zjednoczonych trafił w 1959 roku. Mimo fascynacji instrumentami elektrycznymi nigdy nie porzucił do końca klasyki. W 1988 roku z Friedrichem Guldą nagrał na dwa fortepiany muzykę Brahmsa. Podobnie chwytliwych melodii napisał wiele, jednak to „Birdland” jest jego najbardziej znaną kompozycją, po części również dlatego, że ukazał się po raz pierwszy na jednym z najlepszych albumów Weather Report – „Heavy Weather”.

Już dwa lata po wydaniu Jon Hendricks dopisał do melodii tekst, a z popularności melodii skorzysał zespół Manhattan Transfer. Po latach historię jazzu – klubu Birdland i muzyki tam granej z udziałem chyba najbardziej gwiazdorskiej obsady płyty jazzowej wszechczasów. W ten sposób w utworze zagrali Miles Davis, Dizzy Gillespie i wielu innych. Po raz ostatni w studiu nagraniowym na sesji rejestrującej „Back On The Block” pojawiły się Ella Fitzgerald i Sarah Vaughan. Zagrali też młodsi muzycy, którzy nie mieli szansy grać w starym Birdland.

Muzyka Joe Zawinula to doskonale napisane melodie, którym nie musi towarzyszyć rozbudowane elektroniczne instrumentarium i pulsujący bas Jaco Pastoriusa. Można też zupełnie inaczej, szczególnie w rodzinnej Austrii, której jest jazzowym bohaterem. W 2013 roku niezwykły projekt nagrała czwórka muzyków grających na akustycznych instrumentach smyczkowych pod nazwą radio.string.quartet.vienna. Kariera uczestniczącej w tym nagraniu wiolonczelistki Asji Valcic rozwija się doskonale. To nazwisko musicie koniecznie zapamiętać.

„Birdland” można zagrać jeszcze prościej niż na cztery smyczki. Udowodnił to rodzinny duet ojca i syna – Ulfa i Eric’ka Wakeniusów – nagranie z albumu „Father And Son” urzeka prostotą i zachowaniem wszystkich przebojowych cech jednego z najbardziej rozpoznawanych jazzowych przebojów wszechczasów.

Utwór: Birdland
Album: Heavy Weather
Wykonawca: Weather Report
Wytwórnia: Sony
Rok: 1977
Numer: SRCS 9146
Skład: Joe Zawinul – Rhodes, el. p, p, synth, Wayne Shorter – ts, ss, lyricon, Jaco Pastorius – b, Alex Acuna – conga, perc, Manolo Badrena – conga, perc.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Weather Report - Heavy Weather

Utwór: Birdland
Album: Father And Son
Wykonawca: Ulf Wakenius / Eric Wakenius
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2017
Numer: ACT 9843-2
Skład: Ulf Wakenius -g, Eric Wakenius – g.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Ulf & Eric Wakenius - Father And Son

Utwór: Birdland
Album: Posting Joe: Celebrating Weather Report - Live
Wykonawca: radio.string.quartet.vienna
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2013
Numer: ACT 9553-2
Skład: Bernie Mallinger – viol, Igmar Jenner – viol, Cynthia Liao – vio, Asja Valcic – cello.


Utwór: Birdland
Album: Back On The Block
Wykonawca: Quincy Jones (Various Artists)
Wytwórnia: Jazz Corner Of The World / Birdland
Rok: 1989
Numer: 075992602020
Skład: Kool Moe Dee – rap, Big Daddy Kane – rap, Joe Zawinul – kbd, Ian Prince – kbd, Larry Williams – kbd, sax, Michael Boddicker -synth, prog, Michael Casey Young  - synth, prog, Ella Fitzgerald – voc, Sarah Vaughan – voc, Dizzy Gillespie – tp, Miles Davis – tp, Jerry Hey -tp, Gary Grant -tp, James Moody - sax, Bill Reichenbach  - tromb, George Benson – g, Nathan East -b, Bill Summers – perc, Quincy Jones – effects, Rod Temperton – effects, Ian Underwood – effects.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Quincy Jones – Back On The Block

21 września 2019

Thriller – CoverToCover Vol. 9


Kompozycja Roda Tempertona wybrana na tytuł albumu Michaela Jacksona brawurowo wyprodukowanego przez Quincy Jonesa przyniosła muzyce pop jeden z największych kasowych sukcesów wszechczasów. Album Jacksona ukazał się w 1982 roku, w niezwykle korzystnym dla osiągnięcia najwyższych możliwych wyników sprzedaży czasie. W momencie premiery albumu doszło do zbiegu wielu sprzyjających wysokiej sprzedaży okoliczności. Ciągle sprzedawały się w dużych ilościach płyty analogowe i single. Na fali były kasety magnetofonowe za sprawą zdobywających popularność przenośnych magnetofonów. Od 2 lat świat muzyczny fascynował się rozwojem wciąż jeszcze niepewnej technologii dysków CD, a MTV od 3 lat zdobywało szturmem amerykański rynek i serca najmłodszych odbiorców.


Przebojowy „Thriller” wspierany był przez jeden z pierwszych teledysków, który odchodził od konwencji sfilmowania śpiewającej gwiazdy na tle zespołu. Taką promocję utworu zaplanował zresztą podobno sam kompozytor, który od razu miał pomysł na wydłużoną wersję filmową swojej piosenki. Reżyserem teledysku był John Landis, człowiek, który kilka lat wcześniej stał się specjalistą od filmów muzycznych tworząc „Blues Brothers”. Quincy Jones chciał pracować tylko z najlepszymi. Stąd również udział w nagraniu całego albumu Grega Philliganesa, jednego z wtedy największych specjalistów od programowania nowych syntezatorów, Eddie Van Halena, Paulinho Da Costy, Ndugu Chancelora, Davida Fostera, Deana Parksa, Paul Jackson Jr. i wielu innych wybitnych muzyków sesyjnych. Gdyby popatrzeć na ten skład i wziąć pod uwagę geniusz Quincy Jonesa w jego najwyższej formie, to nawet bez Michaela Jacksona powstałaby płyta wybitna.

Utwór tytułowy z albumu nie był wcale największym przebojem. Był dopiero 7 w kolejności singlem z tej płyty. Wszystkie poprzednie weszły do pierwszej dziesiątki amerykańskich list przebojów. Wszystkie są również do dziś przypominane przez wybitne postaci światowego jazzu. Poszukajcie jazzowych interpretacji tych piosenek z „Thrillera”, które producenci uznali za warte singlowego wsparcia - „The Girl Is Mine”, „Billie Jean”, „Beat Ii”, „Wanna Be Startin' Somethin'”, „Human Nature”, „P.Y.T. (Pretty Young Thing)”.

Wielu jazzowych artystów poświęciło całe albumy utworom z repertuaru Michaela Jacksona. Warto pamiętać, że jedynie nieliczne jego hity zostały napisane przez samego piosenkarza, a sukces albumów „Thriller” i „Bad” to w dużej mierze zasługa jednego z najlepszych jazzowych producentów wszechczasów – Quincy Jonesa.

Najciekawsze spojrzenie na repertuar Michaela Jacksona według mnie kilka lat temu zaproponował Enrico Rava. Zupełnie bym się po nim tego nie spodziewał, jednak włoski trębacz zrobił to w typowy dla siebie sposób. Otwarcie przyznał, że uwielbiał Jacksona, kiedy ten śpiewał swoje największe przeboje, więc postanowił nagrać płytę. To chyba jedna z najbardziej zaskakujących produkcji w katalogu ECM. W dodatku bez nazwiska Jacksona na okładce, co z pewnością pozwoliłoby wielokrotnie zwiększyć sprzedaż.

Również udany album repertuarowi Michaela Jacksona poświęcił Joey DeFrancesco. Za jego twórczością wokalną raczej nie przepadam, podobnie jak za grą na różnych instrumentach, które nie są organami Hammonda, ale jego „Thriller” brzmi ciekawie.

Z pewnością ten odcinek CoverToCover nie jest ostatnim z poświęconych albumowi Michaela Jacksona. Nie wyobrażam sobie, żeby w cyklu miało zabraknąć „Human Nature” i Milesa Davisa.

Utwór: Thriller
Album: Thriller
Wykonawca: Michael Jackson
Wytwórnia: Epic / Sony
Rok: 1982
Numer: 888750438621
Skład: Michael Jackson – voc, Greg Phillinganes – rap, Vincent Price – rap, David Williams – g, Jerry Hey – tp, flug, Gary Grant – tp, flug, Larry Williams – sax, fl, Bill Reichenbach – tromb, Brian Banks – synth, Rod Temperton – synth, Anthony Marinelli – prog, Bruce Cannon – effects, Bruce Swedien – effects.

Utwór: Thriller
Album: On The Dance Floor
Wykonawca: Enrico Rava with Parco Della Musica Jazz Lab
Wytwórnia: ECM
Rok: 2012
Numer: 602537066544
Skład: Enrico Rava – tp, Andrea Tofanelli – tp, flug, Claudio Corvini – tp, flug, Mauro Ottolini – tuba, tromb, Danielle Tittarelli – as, fl, Dan Kinzelman – ts, cl, Franz Bazzani – kbd, Giovanni Guidi – p, rhodes, Marcello Giannini – g, Dario Deidda – b, Zeno De Rossi – dr, Ernesto Lopoz Maturell - perc.

 O tej płycie więcej dowiecie się tutaj: Enrico Rava – Rava On The Dance Floor

Album: Never Can Say Goodbye: The Music Of Michael Jackson
Wykonawca: Joey DeFrancesco
Wytwórnia: HighNote
Rok: 2010
Numer: 632375721527
Skład: Joey DeFrancesco – org, hamm, kbd, el. p, tp, Pat Bianchi – kbd, Paul Bollenback – g, Byron Landham – dr, Carmen Intorre – perc, Mark Reynolds - effects.

08 stycznia 2017

Quincy Jones – Big Band Bossa Nova

„Big Band Bossa Nova” należy do najważniejszych produkcji Quincy Jonesa, choć w jego wypadku lista owych legendarnych dokonań jest niezwykle obszerna. Nawet jeśli odrzucić albumy nie związane w żaden sposób z muzyką jazzową, pozostaje jedną z najdłuższych i zawierających dziesiątki przebojowych produkcji listą osiągnięć prawdopodobnie najsłynniejszego i najbardziej zasłużonego producenta, aranżera, dyrygenta i kompozytora w świecie muzyki improwizowanej. A redukując listę dokonań Quincy Jonesa do tych stricte jazzowych odrzucić trzeba takie pozycje, jak „Thriller” – czyli najlepiej sprzedającą się płytę wszechczasów, która drugi na tej liście album wyprzedza o 100%. Odrzucić trzeba również kolejny album Michaela Jacksona – „Bad”, nagrania supergwiazdy funku – zespołu The Brothers Johnson, albumy zupełnie u nas nieznanej, a uwielbianej w USA Lesley Gore, Donny Hathawaya, Little Richarda i Franka Sinatry. Na listę jazzowych dokonań Quincy Jonesa nie trafią też dziesiątki albumów z muzyką filmową, w tym obsypane nagrodami produkcje w rodzaju „E.T.”, „The Wiz” i „Kolor Purpury”. Dla tego ostatniego filmu Quincy Jones odkrył zupełnie nieznaną prezenterkę lokalnej telewizji – Ophrah Winfrey. Wyprodukował też „We Are The World” i tysiące innych mniej znanych płyt, za każdym razem pozostawiając na ich brzmieniu swój osobisty znak geniuszu.

Dziś Quincy Jones ma już 83 lata i wielu twierdzi, że powinien wycofać się z muzycznego życia. Z pewnością najbardziej twórcze lata ma już za sobą, jednak nawet jeśli dziś zaczniecie poszukiwać wszystkich materiałów muzycznych, które noszą jego nazwisko, pracy starczy Wam na wiele lat.

Historycznie pierwszym albumem, na którym widnieje nazwisko Quincy Jonesa w roli producenta jest płyta „Jazz Abroad” wydana w 1955 roku i zawierająca na stronie pierwszej nagrania zespołu dowodzonego przez Quincy Jonesa (który w tym czasie sięgał jeszcze od czasu do czasu osobiście po trąbkę), z udziałem między innymi Arta Farmera i Jimmy Clevelanda. Pierwszy przebój przyniósł mu album „The Birth Of A Band!” z 1959 roku, jednak wtedy trudno było przebić się na jazzowe listy przebojów. 1959 rok, jest przecież najwspanialszym rokiem w historii gatunku, o czym pisałem już wielokrotnie wspominając inne albumy wydane właśnie w tym magicznym okresie.

W roku 1962, kiedy powstawał album „Big Band Bossa Nova” też nie było łatwo. Wtedy na rynek trafiły takie albumy, jak „Go” Dextera Gordona, „The Bridge” Sonny Rollinsa, „Night Train” Oscara Petersona i „Undercurrent” Billa Evansa i Jima Halla. To był również okres popularności jazzowej bossa novy. Tylko w 1962 roku ukazały się 3 inne albumy o niemal identycznym tytule firmowane przez Stana Getza, Oscara Castro-Nevesa i mniej znanego Enocha Lighta. Z tych wszystkich produkcji dziś warto sięgnąć jedynie po album Quincy Jonesa. Albumu Stana Getza nie można uznać za bezwartościowy, jednak w tym samym roku ukazał się jego inny album – „Jazz Samba” nagrany wspólnie z Charlie Byrdem, który stał się światowym przebojem.

Album Quincy Jonesa „Big Band Bossa Nova” jest ważnym elementem historii światowej muzyki. Płytę otwiera zupełnie niezauważona w 1962 roku kompozycja Quincy Jonesa „Soul Bossa Nova”. Ten napisany w 20 minut w czasie przerwy w nagraniach utwór po latach dostawał kolejne życia. Niedawno sam Quincy Jones przypomniał go nagrywając nowoczesną wersję na płycie „Soul Bossa Nostra” w wykonaniu najlepszych amerykańskich raperów. Dwa lata po premierze przebój tytułowy stał się elementem ścieżki dźwiękowej filmu Sydneya Lumeta „The Pawnbroker”, później trafił do jednego z filmów Woody Allena, a nowe życie dostał jako superprzebój kanadyjskiej grupy hip-hopowej Dream Warriors.

Pozostałe nagrania z tego albumu to genialnie zorkiestrowane przeboje bossa novy – Antonio Carlos Jobina, Newtona Ferreira De Mendonca’i, Luiza Bonfy i Viniciusa De Moraesa, uzupełnione kompozycją Lalo Schifrina i przebojowym boogie woogie napisanym przez Charlesa Mingusa.

Drugim historycznie ważnym elementem tego albumu jest pierwsze użycie na taką skalę wracającego dziś do łask zupełnie niezwykłego urządzenia dźwiękowego – płyty pogłosowej niemieckiej firmy EMT. W czasach nagrań analogowych kontrolowanie pogłosu w studiu było w zasadzie niemożliwe i mogło odbywać się jedynie poprzez przeniesienie nagrań do mniejszego lub większego studia. Mało wówczas znana niemiecka firma EMT wymyśliła proste, choć spore urządzenie, którego najważniejszym elementem była kilkusetkilogramowa metalowa płyta zawieszona na sprężynach na solidnej ramie. W płytę wbudowano specjalne mikrofony. Urządzenie ustawiało się pionowo w studiu i nagrywało dźwięk odbity od wibrującej płyty. W ten sposób można było w małym pomieszczeniu kontrolować pogłos. Mistrzem niełatwego strojenia tego urządzenia, które już za kilka lat miało być ważnym elementem każdego bogatego studia (w tym choćby Abbey Road) byli Quincy Jones i jego inżynier – Phil Ramone. To właśnie pierwszemu zastosowaniu EMT Reverb Plate i zupełnie niezwykłemu pomysłowi nagrania fletu i trąbki w odstępie jednej oktawy „Big Band Bossa Nova” zawdzięcza swój unikalny charakter. To właśnie dlatego, kiedy producenci serii filmów o Austinie Powersie chcieli użyć melodii „Soul Bossa Nova” jako tematu przewodniego, nie dali rady nagrać wersji lepszej niż oryginał, mimo, że dysponowali doskonałymi komputerami i cyfrowymi efektami. Dziś działające egzemplarze urządzenia EMT są na wagę złota i to dosłownie, a ich unikalne właściwości dźwiękowe pomogły George’owi Martinowi stworzyć brzmienie The Beatles, dały światu najwybitniejsze dźwięki Pink Floyd i Radiohead. Trochę się rozgadałem o technice, ale w tym wypadku muzyka broni się sama…

Quincy Jones
Big Band Bossa Nova
Format: CD
Wytwórnia: Mercury / Verve / Polygram

Numer: 731455791327

29 października 2012

Quincy Jones – Back On The Block


W Kanonie Jazzu przyjęliśmy w redakcji umowną granicę 20 lat, które musi upłynąć od nagraniu albumu, żeby w ogóle można było rozważać jego prezentację w tym cyklu. Od nagrania „Back On The Block” minęły już 23 lata, szybko minęły, bo pamiętam premierę tego albumu i szok, jaki wtedy wywołał. Tak więc jeśli trzymać się owych 20 lat, które muszą minąć, żeby usłyszeć nie tylko to, co na płycie, ale też nabrać do niej dystansu i zobaczyć ją na tle innych podobnych produkcji, a także historii rozwoju jazzu, „Back On The Block” do Kanonu można już mianować. Czekam do stycznia, żeby owe 20 lat minęło kilku albumom z 1992 roku… Jeszcze kolejny rok będzie musiał minąć, żeby do Kanonu włączyć najnowszą z wartych tego płyt Quincy Jonesa – „Miles And Quincy Live At Montreux”. O tym jednak w 2014 roku. Po tym nagraniu The Q nie nagrał już nic równie ciekawego, a albumy „Q’s Jook Joint” i „Q Sould Bossa Nostra” to jedynie gorsze wersje rewelacyjnego „Back On The Block”.

Już sama lista muzyków, którzy wzięli udział w nagraniu jest imponująca. Produkcja przebojowej historii jazzu w pigułce – „Jazz Corner Of The World” pozwoliła spotkać się w studiu niemal wszystkim największym. Tu nie znajdziecie sampli, za wyjątkiem głosu legendarnego Pee Wee Marquetta, długoletniego MC klubu Birdland w Nowym Jorku, którego głos Quincy Jones pożyczył z nagranej w 1954 roku koncertowej płyty Arta Blakey – „A Night At Birdland Vol. 1”. Nikt inny nie maił i mieć nie będzie takiego autorytetu w środowisku, żeby sprowadzić do studia na gościnne występy w jednym utworze Milesa Davisa, Dizzy Gillespiego, Jamesa Moody, George’a Bensona i Joe Zawinula. W tym samym utworze śpiewają Ella Fitzgerald i Sarah Vaughan… Macie jeszcze jakieś pytania? Czy może być lepsza historia jazzu? Może brakuje tam Wayne Shortera i Sonny Rollinsa, ale pewnie tylko dlatego, że w dniu nagrania byli na wakacjach…

„Back On The Block” to także worek z potencjalnymi przebojami. Nie tylko jazzowymi, ale takimi, które podobają się zwyczajnie wszystkim i mają swoje drugie życie w szerszym nieco niż jazzowy kręgu odbiorców.  Sam album był w chwilę po wydaniu na pierwszych miejscach chyba wszystkich jazzowych i hip-hopowych list przebojów. Był też najwyżej ze wszystkich albumów Quincy Jonesa na najbardziej prestiżowej liście amerykańskiej – Billboard 200, osiągając 9 miejsce, co udało się tylko kilku albumom jazzowym…

„I’ll Be Good To You” – duet Raya Charlesa i Chaki Khan, a także „The Secret Garden” z udziałem Barry White’a zaszły wysoko na listach przebojów na całym świecie…

Wysokie miejsca na listach hip-hopowych to oczywiście zasługa gwiazd gatunku – brawurowo opowiadających wspomnianą już historię jazzu Kool Moe Dee i Big Daddy Kane’a, a także Ice’a-T, Grandmaster Melle Mela i Big Daddy Kane’a. Jeśli o kimś ważnym dla tego gatunku zapomniałem, wybaczcie, nie jestem specjalistą, a na liście osób zaangażowanych wokalnie w realizację tego albumu jest ponad 60 nazwisk, nie licząc kilku zespołów wokalnych i chórów, w tym najbardziej w tym gronie znany fanom jazzu Take 6. To całe bogactwo ma sens i składa się w sensownie zagrane dźwięki, choć z pewnością nie jest to pierwsza rapowa płyta jazzowa, tu pierwszeństwo historycy dają najczęściej Michałowi Urbaniakowi, albo Milesowi Davisowi… Ja cofnąłbym się raczej do „Heebie Jeebies” Louisa Armstronga i produkcji Jilla Scotta-Hendersona z lat siedemdziesiątych.

„Back On The Block” nie spodoba się raczej fanom hard-bopu. Ja się do tej grupy jednak zaliczam i uważam, że ten album to ważna pozycja w historii gatunku i całkiem przyjemna płyta, choć oczywiście wolę te utwory, w których swój unikalny sound prezentują starzy mistrzowie od popowych ballad, które również na tej płycie znajdziecie. Te są jednak jakości, do której nigdy nie zbliżą się współczesne gwiazdki jednego sezonu… Quincy Jones nawet raz dał się namówić do współpracy z gwiazdą pop. Obiecuję Wam jednak, że „Thrillera” w Kanonie Jazzu nie usłyszycie…

Quincy Jones
Back On The Block
Format: CD
Wytwórnia: Qwest / Warner
Numer: 075992602020

14 stycznia 2011

Quincy Jones - Soul Bossa Nostra

Ta płyta to totalna porażka. W założeniu miał powstać album o koncepcji analogicznej do wydanego już ponad 20 lat temu, bardzo wtedy nowatorskiego Back On The Block. Od kilku lat takie produkcje pojawiają się w większej ilości. Pomysł polega w największym skrócie na wykorzystaniu nazwisk znanych młodym słuchaczom i nagraniu z ich udziałem czegoś muzycznie ciekawszego, niż muzycy ci tworzą i sprzedają w ilościach, o jakich weteranom się nigdy nawet nie śniło.

Z pozoru to dobry pomysł, bo i młodzież może się wykazać i wpisać do życiorysu współprace z wielkimi mistrzami, a nadzieja na sprzedaż pozwoli liczyć na nadzwyczajne zyski. Czasem takie projekty udaja się lepiej, czasem trochę gorzej. Quincy Jonesowi udało się nagrać chyba jak dotąd najgorszy z nich.

Wśród tych bardziej znanych wykonawców na dzisiejszej płycie znajdziemy Wyclef Jeana, LL Cool J’a, Taliba Kweli, Mary J. Blige, Johna Legenda, Snoop Dogga, Ushera i Amy Winehouse. Z gwiazd starszej daty Barry White’a. Jest też wielu artystów, których nazwiska usłyszałem po raz pierwszy. I pewnie ostatni…

Ta płyta to słabe kompozycje, banalne aranżacje i kolejka pchających się do mikrofonu pseudogwiazd. Żadna z nich nie pokazuje niczego nadzwyczajnego. Żadna z nich nie odkrywa przed nami swojego ciekawszego muzycznie oblicza. Najczęściej udział tzw. nazwiska ogranicza się do odśpiewania w miare poprawnie słabego refrenu. I to właśnie największa wada tej płyty. Zaletą udanych projektów tego rodzaju jest odkrywanie nowych twarzy artystów znanych raczej z MTV, niż z nagrywania dobrej muzyki. Dzięki takim projektom dowiedzieliśmy się, że Christina Aguilera potrafi śpiewać – to dzięki Herbie Hancockowi i jego projektowi Possibilities. Również Hancockowi i innej płycie – The Imagine Project zawdzięczamy być może pierwszą zaśpiewaną z sensem piosenkę P!nk. Carlos Santana odkrył kiedyś dla nas Dave Matthewsa dzięki Supernatural. Shamans przyniosła z kolei prezentację całemu światu takich talentów jak Musiq, czy Michelle Branch. Dzisiejszy bohater – Quincy Jones pokazał kiedyś światu zupełnie inne oblicze Glorii Estefan – na płycie Q’s Jook Joint. Takich przykładów zaskakująco dobrych występów artystów, po których raczej tego byśmy się nie spodziewali możnaby podać jeszcze wiele, wiele więcej.

Sam Quincy Jones będąc wybitnym aranżerem i producentem, odpowiedzialnym między innymi za komercyjny sukces Michaela Jacksona w stopniu o wiele większym niż sam dawca nazwiska do tego produktu już nic nie musi światu udowadniać. W dziedzinie małojazzowych projektów specjalnych zrobił już swoje tworząc kategorię tego rodzaju albumów w 1989 roku wydając wyśmienity Back On The Block. Dzisiejsza płyta to cień tamtej produkcji.

Na siłe poszukując jej lepszych fragmentów można wskazać utwory oddane we władanie Snoop Dogga – Get The Funk Out Of My Face i Amy Winehouse – It’s My Party. Na siłę za lepszy moment można jeszcze uznać otwierający album Ironside z udziałem Taliba Kweli.

Cała reszta to banalny pop, słabe kompozycje i brak koncepcji na prezentację zaproszonych gości. Żaden z nich nie daje nic od siebie. W niektórych utworach gości jest za dużo, przez co zamiast inspirującego pomieszania konwencji otrzymujemy jedynie długą listę płac wypełnioną muzykami, którzy zaśpiewali kilka wersów. Powstaje więc produkt w rodzaju We Are The World, a nie numerów zaplanowanych i napisanych pod poszczególne gwiazdy, tak jak na swoich płytach tego rodzaju czynią to choćby Carlos Santana, czy Herbie Hancock.

Jeśli ktoś lubi takie pomieszanie gatunków w połaczeniu z perfekcyjna produkcją – polecam Back On The Block i Q’s Jook Joint samego Quincy Jonesa, Possibilities, River i The Imaginary Project (ze wskazaniem na dwa pierwsze) Herbie Hancocka, większość ostatnich płyt Carlosa Santany (za wyjątkiem wyjatkowo słabej Guitar Heaven). Można też poszukać dobrych projektów firmowanych przez tzw. Różnych Wykonawców – np. A Love Affair: The Music Of Ivan Lins, A Twist Of Marley: A Tribute i wiele innych.

Dzisiejszą płytę omijajcie z daleka. A jeśli już chcecie przekonać się, że mam rację, nie kupujcie polskiej edycji, bo z niej nie dowiecie się nawet, kto gra w poszczególnych utworach – co uważam za wydawniczy skandal w tego typu projektach.

Quincy Jones
Soul Bossa Nostra
Format: CD
Wytwórnia: Kwest / Interscope
Numer: 602527391977