Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asja Valcic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asja Valcic. Pokaż wszystkie posty

19 grudnia 2019

Klaus Paier & Asja Valcic – Vision For Two: 10 Years

Albumy duetu Paier / Valcic w zasadzie biorę w ciemno. Kiedy usłyszałem ich po raz pierwszy, chyba na którejś z płyt radio.string.quartet.vienna, wiedziałem, że jeśli znajdą czas na wspólne granie, wyjdzie z tego wiele dobrego. Dziś mają na koncie 4 albumy nagrane w duecie, jeden w kwartecie, albumy zespołu radio.string.quartet.vienna i kilka koncertowych rejestracji na przeróżnych składankach ACT Music. Ich muzyka oparta jest w większości na spontanicznej improwizacji i mimo faktu, że koncertują sporo i robią to już 10 lat, czego dowodem ich najnowszy album, ciągle mają nowe pomysły.


Ostatni ich występ w Poznaniu podobno był niezwykle udany, niestety znam go jedynie z opowieści z pierwszej ręki, bowiem konflikt terminów nie pozwolił mi tego dnia dotrzeć do Blue Note. Wiem jednak od lat, że Klaus Paier i Asja Valcic potrafią stworzyć na scenie nastrój niezwykły. W dodatku, co trudne i dla wielu nieosiągalne, całkiem spora część tej niezwykłej magii i absolutnie fenomenalnego zespolenia w jedną całość dwojga artystów operujących niezwykłymi dla jazzu instrumentami, znajduje się również na ich studyjnych płytach.

Wiolonczela i akordeon to same w sobie instrumenty dla jazzu egzotycznej a ich duetu w zasadzie żadnego innego sobie nie przypominam. Stąd po części wynika świeżość i oryginalność muzyki chorwacko-austriackiego duetu. Choćby chcieli nie mają swojego Coltrane’a, Davisa czy Tatuma. Muszą kombinować sami. Nie oznacza to jednak, że wystarczy zestawić dwa nietypowe instrumenty i już mamy zespół na światowym poziomie. To zdecydowanie za mało. Potrzeba jeszcze dwójki geniuszy improwizacji a także wymyślenia, zapisania lub przynajmniej naszkicowania kompozycji. Czyli potrzeba Asji Valcic i Klausa Paiera, duetu, który czuje się równie dobrze w repertuarze własnym (jak na najnowszej płycie wydanej z okazji 10 lat wspólnej pracy artystycznej), jak i grając kompozycje jazzowe, klasyczne czy związane z filmem. Na ich koncertach i w dorobku nagraniowym dominują jednak własne kompozycje, stanowiące platformę do wspólnego improwizowania.

Asja Valcic i Klaus Paier mają za sobą nie tylko wykształcenie, ale i praktykę w muzyce klasycznej. Poszukiwanie cytatów i inspiracji wśród melodii napisanych przed wiekami w ich własnych kompozycjach jest ciekawym pomysłem na kolejny wieczór z ich nagraniami. Niektóre inspiracje podpowiadają tytuły utworów („Dans L'Esprit De Debussy”, czy „Mozart Incognito”). Na jednej z poprzednich płyt duetu odnajdziecie kompozycje Bacha i Strawińskiego. Melodia może być dowolna. W wykonaniu Klausa Paiera i Asji Valcic staje się kolejnym muzycznym światem, wymyślonym przy pomocy prostych środków, czasem kilku zaledwie umieszczonych starannie w przestrzeni i czasie dźwięków. Ich muzyka wymaga skupienia i uwagi, nie nadaje się do słuchania w biegu i przy okazji. Takich rzeczy powstaje coraz mniej, a Klaus Paier i Asja Valcic przygotowują kolejne wyśmienite nagrania już od 10 lat i mam nadzieję, że pomysłów i energii wystarczy im co najmniej na kolejną dekadę. Ja mogę na ich nagrania wykupić abonament. Tak długo, jak będę tu, gdzie jestem, mają zapewniony tytuł Płyty Tygodnia.

Klaus Paier & Asja Valcic
Vision For Two: 10 Years
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9887-2

21 listopada 2019

Simple Songs 2019/2020 – Vol. 7 – 19.11.2019


Przegląd nowości wypada zacząć od słowa wyjaśnienia. W zeszłym tygodniu pozwoliłem sobie bowiem na komentarz, który pojawia się w moich audycjach niezbyt często, a raczej nawet niezwykle rzadko. Otóż odradzałem Wam zakup najnowszego z dostępnych albumów Milesa Davisa – „Rubberband”. Od wielu lat trzymam się zasady, żeby polecać rzeczy dobre, a te, które mi się nie podobają zwyczajnie ignorować. To rodzaj zabezpieczenia przed subiektywnym odbiorem muzyki przez każdego z nas osobno. W końcu fakt, że coś mi się nie spodobało, nawet jeśli wsparty argumentem merytorycznym, nie musi oznaczać, że dla kogoś innego nie będzie to niezwykłe muzyczne odkrycie. W przypadku „Rubberband” jest nas co najmniej dwóch – podobnie jak mi, efekt nie spodobał się Milesowi, który projekt odesłał na półkę i zajął się z Marcusem Millerem nagraniem „Tutu”. Dalej utrzymuję, że miał rację, choć uważam, że to może być opinia odosobniona – moja i Milesa. Dlatego właśnie posłuchajcie sami i zdecydujcie, czy warto…

* Rubberband of Life – Rubberband – Miles Davis

W przypadku kolejnego nagrania prawdopodobieństwo sukcesu było dość wysokie zanim płyta trafiła do mojego odtwarzacza. Gregoire Maret co prawda zwykle ciekawiej wypada w roli gościa specjalnego, jednak przypuszczałem, że nagyrwając dla ACT Music nie pozwoli sobie na coś, czego nie będę mógł uznać za udany dodatek do moich zbiorów. Nie zawiodłem się, choć wcześniej nie słyszałem o Edmarze Castaneda. W utworze, za pomocą którego postaram się Was zachęcić do bliższego poznania zawartości albumu „Harp vs Harp”, czyli w tym przypadku w tłumaczeniu „Harfa kontra harmonijka” w roli gościa wystąpił Bela Fleck.

* No Fear – Harp vs. Harp - Edmar Castaneda & Gregoire Maret feat. Bela Fleck

Dziś Australię będzie reprezentował pianista o dwu obliczach – jazzowym i klasycznym, a raczej bliższym muzyki współczesnej – Luke Howard. Tym razem w najnowszym (chyba) projekcie, któremu bliżej jednak do jazzu – „Open Heart Story”.

* In Praise of Shadows – Open Heart Story – Luke Howard

Kolejna dzisiejsza nowość pochodzi z Polski, choć brzmi jednak dość egzotycznie. Dawno nie słyszany przeze mnie Jarosław Bester przygotował album w duecie z Jorgosem Skoliasem. Brzmi intrygująco, choć ciągle jestem w fazie oswajania się z tym albumem. Z pewnością wrócę do niego wkrótce w dłuższym formacie na naszej antenie.

* Htes To Vradhi Sto Teke Mas – Rebetico Poloniko – Skolias & Bester

Klaus Paier i Asja Valcic mają wspólnie u mnie pewne priorytetowe miejsce w kolejce albumów z którymi trzeba się zapoznać natychmiast. Co prawda jest jeszcze bardziej priorytetowy stosik płyt „bardziej niż natychmiast”, ale ten zwykle ma grubość nie przekraczającą wysokości mojego domowego odtwarzacza. Ten jednak pochodzi z dawnych czasów, kiedy liczyła się solidność mechanizmu, tłumienie drgań i nadmiarowe zasilanie. W związku z tym albumy w typie „natychmiast” czasem czekają kilka miesięcy. Klasu i Asja się doczekali i mogę razem z nimi świętować pierwsze 10 lat ich wspólnego grania. Jubileusz postanowili uczcić za pomocą albumu „Vision For Two”. Czas lecie, muzyka dobra jest ponadczasowa, tylko wszyscy jesteśmy starsi.

* Vision For Two – Vision For Two – Klaus Paier & Asja Valcic

Nowość polska, zupełnie mi nieznana i zaskakująca, która dotarła do naszego radia w postaci albumu sekstetu Dariusza Petera muszę pochwalić za jakość realizacji oraz staranne przygotowanie szaty wydawniczej. Muzykę oceńcie sami. Mnie cieszy, że młodsze pokolenie muzyków nie musi zawsze zmieniać świata, może zwyczajnie zagrać fantastyczną dawkę jazzowego środka wspartego szacunkiem dla tradycji pokoleń tych, co rewolucje w jazzie wymyślali.

* Flashover – Flashover – Petera Sextet

Na koniec przygotowałem fragment ognistego soulu zachwalanego osobiście z estrady przez samego Mike Stollera, autora niezliczonej liczby przebojów Elvisa Presleya, Bena E. Kinga, The Drifters i grup produkowanych przez Phila Spectora. Osobą polecaną jest obdarzony niezwykłą energią Little Steven. Kto widział ten wie. Niedawno prezentowałem Wam fragment premierowej płyty „Summer Of Sorcery” Little Svevena, czyli Steve Van Zandta. Przy okazji żaliłem się, że obszerny materiał koncertowy „Soulfire Live!” jest dostępny jedynie jako materiał video. Sytuacja się zmieniła, bowiem ukazała się również wersja audio na 3 płytach CD, warta każdych pieniędzy.

* Soulfire – Soulfire Live! – Little Steven And The Disciples Of Soul

26 września 2019

Birdland – CoverToCover Vol. 11


„Birdland” to legenda dla fanów fusion, elektrycznego jazzu, Weather Report, Jaco Pastoriusa, Wayne’a Shortera i przede wszystkim kompozytora niezwykle przebojowego tematu – Joe Zawinula. Gdyby w jazzie liczyły się przeboje, Joe Zawinul byłby jednym z najważniejszych artystów wszechczasów, choć znam takich, dla których i tak jest najważniejszą postacią XX wieku. Oprócz „Birdland” Zawinul od niechcenia napisał „Mercy, Mercy, Mercy” i „Country Preacher” dla Juliana Cannoballa Adderleya. To było w końcówce lat sześćdziesiątych, zanim przeszedł na elektryczną stronę mocy. Owo przejście na elektrykę wykonał Zawinul w najlepszy możliwy sposób – wnosząc sporo, w tym kompozycje na sesje Milesa Davisa do „In A Silent Way” i „Bitches Brew”.


Razem z Wayne Shorterem założyli Weather Report. Tam właśnie powstał słynny „Birdland”, którego tytuł uczcił znany nowojorski klub jazzowy, który zresztą w czasie, kiedy powstawał „Birdland” nie istniał, został bowiem zamknięty w 1965 roku. Reaktywacja nastąpiła dopiero w niespełna dekadę po powstaniu kompozycji Zawinula. Sam muzyk zaczynał w Wiedniu jako akordeonista i etatowy pianista sesyjny lokalnego oddziału firmy Polydor. Do Stanów Zjednoczonych trafił w 1959 roku. Mimo fascynacji instrumentami elektrycznymi nigdy nie porzucił do końca klasyki. W 1988 roku z Friedrichem Guldą nagrał na dwa fortepiany muzykę Brahmsa. Podobnie chwytliwych melodii napisał wiele, jednak to „Birdland” jest jego najbardziej znaną kompozycją, po części również dlatego, że ukazał się po raz pierwszy na jednym z najlepszych albumów Weather Report – „Heavy Weather”.

Już dwa lata po wydaniu Jon Hendricks dopisał do melodii tekst, a z popularności melodii skorzysał zespół Manhattan Transfer. Po latach historię jazzu – klubu Birdland i muzyki tam granej z udziałem chyba najbardziej gwiazdorskiej obsady płyty jazzowej wszechczasów. W ten sposób w utworze zagrali Miles Davis, Dizzy Gillespie i wielu innych. Po raz ostatni w studiu nagraniowym na sesji rejestrującej „Back On The Block” pojawiły się Ella Fitzgerald i Sarah Vaughan. Zagrali też młodsi muzycy, którzy nie mieli szansy grać w starym Birdland.

Muzyka Joe Zawinula to doskonale napisane melodie, którym nie musi towarzyszyć rozbudowane elektroniczne instrumentarium i pulsujący bas Jaco Pastoriusa. Można też zupełnie inaczej, szczególnie w rodzinnej Austrii, której jest jazzowym bohaterem. W 2013 roku niezwykły projekt nagrała czwórka muzyków grających na akustycznych instrumentach smyczkowych pod nazwą radio.string.quartet.vienna. Kariera uczestniczącej w tym nagraniu wiolonczelistki Asji Valcic rozwija się doskonale. To nazwisko musicie koniecznie zapamiętać.

„Birdland” można zagrać jeszcze prościej niż na cztery smyczki. Udowodnił to rodzinny duet ojca i syna – Ulfa i Eric’ka Wakeniusów – nagranie z albumu „Father And Son” urzeka prostotą i zachowaniem wszystkich przebojowych cech jednego z najbardziej rozpoznawanych jazzowych przebojów wszechczasów.

Utwór: Birdland
Album: Heavy Weather
Wykonawca: Weather Report
Wytwórnia: Sony
Rok: 1977
Numer: SRCS 9146
Skład: Joe Zawinul – Rhodes, el. p, p, synth, Wayne Shorter – ts, ss, lyricon, Jaco Pastorius – b, Alex Acuna – conga, perc, Manolo Badrena – conga, perc.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Weather Report - Heavy Weather

Utwór: Birdland
Album: Father And Son
Wykonawca: Ulf Wakenius / Eric Wakenius
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2017
Numer: ACT 9843-2
Skład: Ulf Wakenius -g, Eric Wakenius – g.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Ulf & Eric Wakenius - Father And Son

Utwór: Birdland
Album: Posting Joe: Celebrating Weather Report - Live
Wykonawca: radio.string.quartet.vienna
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2013
Numer: ACT 9553-2
Skład: Bernie Mallinger – viol, Igmar Jenner – viol, Cynthia Liao – vio, Asja Valcic – cello.


Utwór: Birdland
Album: Back On The Block
Wykonawca: Quincy Jones (Various Artists)
Wytwórnia: Jazz Corner Of The World / Birdland
Rok: 1989
Numer: 075992602020
Skład: Kool Moe Dee – rap, Big Daddy Kane – rap, Joe Zawinul – kbd, Ian Prince – kbd, Larry Williams – kbd, sax, Michael Boddicker -synth, prog, Michael Casey Young  - synth, prog, Ella Fitzgerald – voc, Sarah Vaughan – voc, Dizzy Gillespie – tp, Miles Davis – tp, Jerry Hey -tp, Gary Grant -tp, James Moody - sax, Bill Reichenbach  - tromb, George Benson – g, Nathan East -b, Bill Summers – perc, Quincy Jones – effects, Rod Temperton – effects, Ian Underwood – effects.

Więcej o tym albumie przeczytacie tutaj: Quincy Jones – Back On The Block

01 marca 2018

Klaus Paier & Asja Valcic Quartet - Cinema Scenes

Współpracujących ze sobą od wielu lat Asję Valcic i Klausa Paiera uważam za duet niemal doskonały. Zaskakujące zestawienie niespotykanych w klasycznych jazzowych składach instrumentów – wiolonczeli i akordeonu okazuje się być niezwykle kreatywne i oferujące olbrzymią przestrzeń do improwizacji i kreowania niezwykłych brzmień. Do tego trzeba jednak fenomenalnie kreatywnej wyobraźni. Taką niewątpliwie dysponują Asja Valcic i Klaus Paier.

Ich poprzednie albumy - „Timeless Suite” i „Silk Road” zawierają muzykę, do której często wracam w domowym zaciszu i na antenie RadioJAZZ.FM. Są zupełnie niezwykłe. Mimo doskonałej rekomendacji, jaką są ich poprzednie wspólne nagrania, zapowiedź wydawniczą albumu „Cinema Scenes” przyjąłem z odrobiną obawy. Oto bowiem doskonale współpracujący duet miał zostać uzupełniony o dwu dodatkowych muzyków, krórzy mieli uzupełnić skład zespołu, który w ten sposób stał się kwartetem działającym jako Paier Valcic Quartet.

Do kompetencji basisty Stefana Gfrerrera i perkusisty Roman Werni w sumie nie mam zastrzeżeń, choć znam ich jedynie z mającego swoją premierę zaledwie kilka tygodni temu albumu Klausa Paiera i Asji Valcic. Muzycy współpracują od wielu lat z Klausem Paierem, a ich wspólne koncertowe nagranie z 2005 roku („Live Vol. 1”) jest na długiej liście płyt, o które zamierzam uzupełnić swoją kolekcję, jeśli tylko budżet na to pozwoli. Ostatni noworoczny przegląd tej listy przesunął nawet ten album dość wysoko na liście życzeń, ale wynika to raczej z niepewnej sytuacji wydawniczej katalogu austriackiej wytwórni PAO Records, niż jakości muzyki, której nie słyszałem.

Uważam jednak, że album byłby co najmniej równie ciekawy, gdyby Stefan Gfrerrer i Roman Werni na sesji się nie pojawili. Autorski materiał dwójki liderów uzupełniają dwa tematy filmowe, które raczej nie zostaną jakimiś pamiętanymi przez wieki genialnymi standardami. W ich miejscu mogłyby znaleźć się zupełnie inne melodie.

W muzyce Klausa Paiera i Asji Valcic najważniejsza jest przestrzeń, nastrój, magia chwili, oczekiwanie na kolejne dźwięki, z pozoru przewidywalne, jednak nie do końca oczywiste. Nie potrzebują kolejnych dźwięków, potrafią poradzić sobie sami z właściwym zainteresowaniem słuchaczy swoim niezwykłym zestawieniem instrumentów. Oczekują i potrzebują jedynie odrobiny skupienia i raczej wieczornego nastroju. W zamian odwdzięczą się niezapomnianym brzmieniem.

Muzycy poruszają się od lat pomiędzy jazzową improwizacją, muzyką kameralną, tangiem, filmowymi ilustracjami i europejską muzyką współczesną. Tworzą sztukę niełatwą do zdefiniowania, unikalną nie tylko w związku z niespotykanym często zestawem instrumentów. Potrafią oczarować i zahipnotyzować słuchaczy. Niestety nigdy nie miałem okazji usłyszeć ich na żywo, występują głównie w Austrii i okolicach, znajdując słuchaczy w klubach jazzowych, salach koncertowych znanych z repertuaru klasycznego, na festiwalach akordeonowych i przy każdej innej okazji, tam gdzie ludzie chcą posłuchać dobrej muzyki. Jeśli będą grali gdzieś w pobliżu Waszych narciarskich, biznesowych lub wakacyjnych wypraw – wybierzcie się koniecznie.

Klaus Paier & Asja Valcic Quartet
Cinema Scenes
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9845-2

07 lutego 2016

Klaus Paier & Asja Valcic – Timeless Suite

Klaus Paier i Asja Valcic to duet niezwykły. Potrafią zaczarować słuchaczy. Ich album „Silk Road” uznałem jakiś czas temu za niezwykły. W związku z tym fakt nagrania kolejnej płyty przyjąłem z radością, ale też odrobiną obawy, czy uda się zachować magię „Silk Road”. Udało się wyśmienicie, „Timeless Suite” jest równie doskonały. Czy w jakikolwiek sposób jest doskonalszy, czego w zasadzie powinniśmy oczekiwać od kreatywnych artystów mających na swoim koncie wiele wspólnych występów i muzycznych doświadczeń? Nie jest, ale dla mnie nie oznacza to wady.

Asja Valcic i Klaus Paier mogą sięgać po dowolne melodie z repertuaru klasycznego, albo pisać nowe kompozycje i nagrywać kolejne albumy. Ja biorę każdy w ciemno i wiem, że nie zawiedzie moich oczekiwań. Wiem, że usłyszę kolejną porcję magicznie splatających się dźwięków pochodzących z dwu nieczęsto współbrzmiących razem na jazzowych scenach instrumentów – wiolonczeli i akordeonu.

Muzycy tworzą unikalną mieszankę jazzowej spontaniczności, tanga, muzyki barokowej i tanecznej. Wielu ortodoksyjnych fanów nigdy nie nazwie ich twórczości jazzem. Dla mnie nie ma to jednak wielkiego znaczenia. Istotnie trudno znaleźć jedno proste określenie na twórczość Asji Valcic i Klausa Paiera. Oboje traktują dość innowacyjnie swoje instrumenty. Asja Valcic gra na wiolonczeli traktując instrument w zasadzie jak kontrabas, a Klaus Paier potrafi w sobie tylko znany sposób odnaleźć przestrzeń wokół nut akordeonu. To jednak nie wirtuozeria, czy unikalność dźwięków stanowi o mistrzostwie tego duetu. To ich magiczne wręcz porozumienie, splatające dźwięki ich instrumentów w muzyczną jedność.

Najnowszy album duetu zawiera mniej lub bardziej bezpośrednie cytaty z wielu muzycznych światów – płytę otwiera melodia oparta na kompozycji Igora Strawińskiego, w grze Asji Valcic bez trudu odnajdziecie fascynację kompozytorskim dorobkiem Jana Sebastiana Bacha. Album zamyka „Oblivion” Astora Piazzolli, a dla „Green Rondo” wzorcem jest „Blue Rondo A La Turk” Dave Brubecka.

Tak z pozoru odległe inspiracje udało się artystom połączyć w spójną brzmieniowo, tytułową ponadczasową taneczną suitę. Być może dziś nikt nie będzie do tej muzyki tańczył, świat znajduje się dziś w zupełnie innym miejscu. Trochę szkoda.

Asja Valcic przygotowuje nowy projekt, tym razem w towarzystwie pianisty Joahima Kuhna i tablisty Prabhu Eduarda, jest członkiem tria Iiro Rantali z Adamem Bałdychem. Klaus Paier również rozwija równolegle kilka projektów. Mam nadzieję, że znajdą czas na kolejne wspólne nagranie.

Klaus Paier & Asja Valcic
Timeless Suite
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: ACT 9598-2

19 sierpnia 2015

Various Artists: Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV

Czwarty odcinek cyklicznego wydawnictwa wytwórni ACT Music znanego jako „Jazz At Berlin Philharmonic” nieco mnie rozczarował. Akordeonowy wieczór w berlińskiej filharmonii w lutym 2015 roku z pewnością był niezwykle udany, to wniosek, który łatwo wysnuć po wysłuchaniu zawartego na tym krążku materiału muzycznego.

Nie mogło być inaczej, bowiem Vincent Peirani i Klaus Paier to jedni z najciekawszych artystów tej wytwórni. Udział gości w postaci Nguyena Le i Adama Bałdycha również gwarantuje muzykę najwyższej próby. Stian Carstensen – trzeci z akordeonistów biorących udział w nagraniach też zaprezentował się nieźle. Temu albumowi jednak czegoś brakuje, a w zasadzie brakuje mu dwóch rzeczy.

Po pierwsze – jest za krótki i niespójny. Z pewnością na koncercie pojawiło się więcej muzyki, każdy ze składów dostał nieco więcej czasu, niż wynika to z reguł zmieszczenia owego skrótu na jednym krążku CD. Muzyka, którą znam z płyt studyjnych akordeonowych mistrzów ACT Music wymaga trochę więcej przestrzeni, czasu, by rozwinąć skrzydła. To nie są chwytliwe melodie, to również nastrój, chwila skupienia i zapomnienia. Tego na płycie brakuje. Wolałbym kompletny set jednego z zespołów, albo najlepiej wszystkie na 2 lub trzech płytach.

Koncert miał charakter promocyjny dla wytwórni, muzycy wystąpili w dużej części w składach i repertuarze znanym z ich nagrań studyjnych. Klaus Paier zagrał w towarzystwie Asji Valcic. Ich studyjny album „Silk Road” był jedną z ciekawszych płyt 2013 roku. O tym albumie możecie przeczytać tutaj:


Podobnie Vincent Peirani skorzystał z pomocy saksofonisty Emile Parisiena, prezentując urywki albumu „Belle Epoque” z początków 2014 roku. O tym albumie przeczytacie tutaj:


Nguen Le zrobił swoje wyśmienicie ubarwiając występ Regisa Gizavo, a Adam Bałdych doskonale wpisał się w formułę duetów dowodzonych przez akordeonistów urozmaicając zjawiskową solówką występ Stiana Carstensena. W tym wypadku pozwoliłbym sobie nawet na stwierdzenie, że to raczej gość wypadł lepiej od gospodarza.

W tym właśnie problem, oprócz finałowego – tradycyjnie nieco hałaśliwego, zagranego w dużym składzie utworu „Libertango” Astora Piazzoli będącego dość oczywistym wyborem na zamknięcie wieczoru dedykowanego akordeonistom zabrakło mi jakiejś nowej muzycznej jakości, którą mogli wnieść goście specjalni, albo twórczy dobór koncertowego repertuaru.

Nie zmienia to jednak faktu, że duety Klaus Paier / Asja Valcic i Vincent Peirani / Emile Parisien to zespoły wybitne, podobnie jak jedne z największych gwiazd ACT Music – Adam Bałdych i Nguen Le. Z wielką niecierpliwością oczekuję ich nowych albumów, a także rozszerzonego wydania całości materiału muzycznego z tego koncertu.

Ja traktuję album „Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV” jak swoisty sampler, który z pewnością wielu zachęci do szerszego poznania dorobku artystów, którzy na nim zagrali.

Various Artists
Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV
Format: CD
Wytwórnia: ACT!

Numer: ACT 9589-2

23 marca 2014

Iiro Rantala String Trio – Anyone With A Heart

„Anyone With A Heart” to album wypełniony wyśmienitymi kompozycjami lidera. Wielkie albumy zaczynają się zanim artyści wejdą do studia. Potrzebny jest tak zwany materiał, czyli pomysł na kompozycje i skład zespołu. W tym przypadku wyśmienite kompozycje zapewnił lider, a skład zespołu, dość nietypowy jak na jazzowe trio sprawdził się znakomicie.

Nie przypominam sobie żadnej innej płyty nagranej w składzie fortepian, skrzypce i wiolonczela. Być może takowe istnieją, nawet w mojej kolekcji, ale żadnej z nich nie zapamiętałem. Album „Anyone With A Heart” zapamiętam z pewnością i będę do niego wracał, bo to muzyka najwyższej próby, od początku w postaci wyśmienicie napisanych kompozycji do końca w postaci dźwiękowego efektu zapisanego na płycie.

Czasem myślę, że wszystko już było, mimo teoretycznie niemal nieskończonej kombinacji dźwięków, tylko niektóre z nich mają sens i pewnie większość została już kiedyś zagrana. Jednak ciągle pojawiają się muzycy, którzy operując w takiej ograniczonej matematyką przestrzeni potrafią stworzyć coś nowego. Przykładem jest właśnie Iiro Rantala, muzyk z niewątpliwie klasycznymi korzeniami, co w jego kompozycjach doskonale słychać. Lider mający talent do dobierania sobie współpracowników, choć trzeba przyznać, że w katalogu gwiazd wytwórni ACT Music talentów światowego formatu nie brakuje.

O zdumiewającym muzycznym talencie Adama Bałdycha pisałem nie raz, za to Asję Valcic  znałem dotąd jedynie z albumów radio.string.quartet.vienna oraz wyśmienitego albumu nagranego w duecie z akordeonistą Klausem Paierem  – „Silk Road”, o którym pisałem jesienią ubiegłego roku. Wszyscy muzycy mają klasyczne korzenie, to niewątpliwie w muzyce zespołu słychać.

„Anyone With A Heart” zawiera muzykę skomponowaną i zagraną bez żadnych muzycznych ograniczeń. Jest pełen stylistycznych zagadek, będąc rodzajem książki do której wraca się wiele razy z przyjemnością i ciągle odnajduje nowe wątki, szczegóły i źródła inspiracji. Te najbardziej oczywiste, odwołujące się do muzyki klasycznej, usłyszycie już za pierwszym razem. Na inne będziecie musieli poczekać i spędzić z płytą wiele wieczorów. Oczywiste nawiązania do pianistyki Beli Bartoka łączą się w jedną muzyczną całość z zanurzonymi równie głęboko w jazzowej tradycji, jak i słowiańskiej melodyce dźwiękami skrzypiec.

W ostatnim utworze zaskoczy Was Iiro Rantala grający klasyczne boogie-woogie. Chwilę wcześniej usłyszycie jedyny jazzowy standard tego albumu – „Somewhere Over A Rainbow”. Ostatnio to zresztą częsta praktyka – muzycy przedstawiając swoją autorską muzykę dorzucają jakiś znany standard, chcąc pokazać punkt odniesienie, odważnie konfrontując w jednym miejscu własne muzyczne myśli z najbardziej znanymi i grywanymi przez największych melodiami. Czy taka jest idea – nie wiem, ale wiem, że kompozycje Iiro Rantali są równie dobre jak utwór Harolda Arlena. Dziś jazzowe standardy nie powstają często, bowiem muzycy mając coraz lepszy warsztat niechętnie korzystają z napisanych przez innych utworów. Niektórzy być może powinni. Oczywiście chętnie posłuchałbym tego zespołu w programie standardów, ale równie atrakcyjne są kompozycje lidera. Ich struktura często przypomina standardy, tworząc przestrzeń do zagrania tematu i jednocześnie zostawiając miejsce dla improwizacji.

Sam lider ma coś, o co wielu muzyków walczy przez całe życie – własne łatwo rozpoznawalne brzmienie, będące połączeniem niezwykle przestrzennego i oszczędnego wyboru dźwięków z odrobiną dźwiękowej preparacji. Fortepian pozostaje fortepianem, ale zabiegu dźwiękowe skupiające się na strunowej barwie dodatkowo uzasadniają niezwykły dla jazzu, ale dość oczywisty w świecie klasyki zestaw instrumentów.

W wielu tekstach przeczytacie, że jazz bez bluesa i swingu w zasadzie nie istnieje. Kiedyś też tak myślałem. To nie jest prawda. Jazz to muzyka, w której nie wiem, jakie dźwięki usłyszę za chwilę, często są one zupełnie niespodziewane, mają jednak sens i po chwili wydają się oczywistym, najlepszym wyborem. Stosując definicję historyczną w muzyce Iiro Rantali nie znajdziecie wiele jazzu, może za wyjątkiem dwu ostatnich utworów na tej płycie. Jednak jeśli zastosujecie moją własną, rozszerzoną definicję, to dowiecie się, że „Anyone With A Heart” to nie tylko album niezwykły, ale również jedna z najlepszych płyt jazzowych ostatnich miesięcy.

Swoim ostatnim albumem - „My History Of Jazz” Iiro Rantala udowodnił, że zna historię muzyki, ma do niej dystans i własne na jej temat zdanie. Teraz idzie krok dalej. Za sprawą „Anyone With A Heart” staje się częścią tej historii i do kolejnych wydań rozlicznych opracowań książkowych z pewnością trafi i już na zawsze tam pozostanie. A to przecież dopiero początek…

I jeszcze jedno – Adam Bałdych pisze swój własny rozdział historii jazzu, a „A Little Jazz Tune” to będzie kiedyś ważna część opowieści o niezwykłym jazzowym skrzypku wszechczasów.

Iiro Rantala String Trio
Anyone With A Heart
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: ACT 9566-2

22 września 2013

Klaus Paier & Asja Valcic – Silk Road

Jazz to niezwykle kreatywna forma sztuki. Według niektórych najbardziej kreatywna ze wszystkich. Czy najbardziej – nie wiem, bo żeby to wiedzieć, trzeba być ekspertem w wielu innych. Wiem jednak, że na tyle różnorodna, żeby można było całe życie poświęcić na poznawanie kolejnych zakamarków obszernego jazzowego świata. Otwarta formuła, nieliczne ramy formalne, z których można w zasadzie dowolnie rezygnować sprawia, że w ramach szeroko pojętego jazzowego idiomu mogą powstawać niezliczenie różne składy instrumentalne. W zasadzie każdy z fanów gatunku potrafi wymienić takie, które udać się w zasadzie nie powinny, bowiem leżą tak daleko od klasycznego kwintetu z trąbką i saksofonem, co biegun północny od Doliny Śmierci w Kalifornii.

Takie jest właśnie zderzenie akordeonu i wiolonczeli. Czy ktoś mógł przypuszczać, że takie zestawienie dwu instrumentów to skład jazzowy? Oboje muzyków – grającą na wiolonczeli Asję Valcic, jak i akordeonistę Klausa Paiera pamiętam z kilku jazzowych produkcji wytwórni ACT Music. Asja Valcic to filar zespołu radio.string.quartet.vienna. Mam też spore zaufanie do tej zasłużonej dla jazzu oficyny, która w odróżnieniu od choćby ECM prezentuje dziś zdecydowanie bliższe klasycznej definicji gatunku spojrzenie na współczesną twórczość muzyczną.

Tak więc po album „Silk Road” sięgałem bez obawy, oczekując kolejnej porcji kreatywnej, ale z pewnością nie przekombinowanej europejskiej muzyki improwizowanej. Już po pierwszych taktach wiedziałem, że wiolonczela i akordeon to zdecydowanie jazzowy zestaw instrumentów. Może nie zostanie klasycznym i powielanym przez innych, ale z pewnością po kolejne płyty Klausa Paiera i Asji Valcic sięgnę bez zastanowienia.

„Silk Road” to kompozycje obojga artystów, wypełnione bogactwem przeróżnych i nieraz zaskakujących barw akordeonu i wiolonczeli. Muzycy poszukują recepty na swój duet, a ja z radością uczestniczę w tych poszukiwaniach. To już ich drugi wspólny album – po „A Deux” – płycie która wylądowała w moim odtwarzaczu chyba tylko jeden raz, co nie oznacza że to album zły, ale że niczym się nie wyróżnia. Gdybym miał poszukać jednego określenia dla tego niezwykłego albumu  -byłyby to „wspólne poszukiwania”. Wspólnota, współdziałanie, synergia i wyśmienite porozumienie dwojga kreatywnych artystów pozwala łamać wiele konwencji, unikając jednocześnie oskarżeń o wydziwianie na siłę.

Dociekliwi słuchacze z pewnością przyznają, że wiolonczela, na której łatwiej zagrać krótkie, akcentowane nuty pizzicato zdecydowanie lepiej komponuje się z akordeonem, niż kontrabas. Poszukiwałem w swojej muzycznej pamięci duetu kontrabasu i akordeonu – odnalazłem jedynie jeden udany – album „Panamanhattan” Rona Cartera i Richarda Galliano. Z pewnością wiolonczela i akordeon mają większy jazzowy potencjał, nawet jeśli część kompozycji Klausa Paiera i Asji Valcic ma przystający bardziej do współczesnej muzyki europejskiej, niż jazzowego idiomu charakter.

„Silk Road” ma unikalną właściwość otaczania słuchacza dźwiękami, wciągania w swój świat, skupiania uwagi. Tego albumu nie da się słuchać jednym uchem. To również muzyka do której będziecie wracać wiele razy.

Klaus Paier & Asja Valcic
Silk Road
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: ACT 9538-2