Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nguyen Le. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nguyen Le. Pokaż wszystkie posty

29 czerwca 2021

I Wish – CoverToCover Vol. 150

„Songs In The Key Of Life” to wybitny, jeden z najważniejszych albumów w bogatej dyskografii Stevie Wondera. W cyklu CoverToCover prezentowałem już dwie piosenki z tego albumu – „Pastime Paradise” i „Isn’t She Lovely”. Jeśli popatrzycie na historię tego albumu, to okaże się, że „I Wish” była najważniejszym utworem tego złożonego z dwu krążków albumu. To właśnie ten utwór był pierwszym singlem promującym wydawnictwo, a w 1976 roku album już całkiem znanego, szczególnie po sukcesie „Talking Book” wykonawcy był jednak wydawnictwem trudnym – składał się z dwu krążków, był więc odpowiednio droższy, a czasy ciągle były takie, że na  głównym rynku – w Stanach Zjednoczonych w domenie muzyki popularnej ciągle podstawowymi odbiorcami muzyki nagrywanej przez czarnoskórych wykonawców byli tacy właśnie klienci, dysponujący jednak nieco mniejszym budżetem, niż biała część mieszkańców kraju. Dlatego właśnie właściwy wybór singli był kluczowy. Wtedy to właśnie one sprzedawały album.

Producenci na pierwszy singiel wybrali „I Wish”. Strategia sprawdziła się doskonale. Album dostał nagrodę Grammy dla albumu roku i sprzedał się do dziś w ilości ponad 5 milionów egzemplarzy w samych Stanach Zjednoczonych. Dla „Pastime Paradise” zabrakło miejsca wśród piosenek wybranych do promocji albumu, co dziś wydaje się niewiarygodne. Tak dobra była ta płyta – 5 singli, wszystkie znalazły się na listach w wielu krajach, choć niekoniecznie na pierwszym miejscu – „I Wish”, „Isn’t She Lovely”, „Sir Duke”, „Another Star” i „As”. Pewnie każda z tych piosenek znajdzie swoje miejsce w cyklu CoverToCover. To jednak nie cykl poświęcony Stevie Wonderowi, wypada więc zachować trochę miejsca dla innych utworów.

W audycji oczywiście nie może zabraknąć oryginalnego nagrania Stevie Wondera. Staram się trzymać formatu maksymalnie 3 propozycji muzycznych. W przypadku „I Wish” to było niezwykle trudne – wśród mocnych kandydatów do prezentacji, czyli nagrań, które nie zmieściły się w radiowej wersji tej opowieści, a stanowią świetne uzupełnienie prezentowanego materiału znajdują się nagrania Tok Tok Tok z albumu „50 Ways to Leave Your Lover”, zaskakujący Urbie Green, weteran jazzowego puzonu, który nagrał utwór Wondera niemal natychmiast po jego premierze (album „Senior Blues”) i coś, co chciałem umieścić w audycji dla żartu, czyli kompetentna muzycznie, ale jednak brzmiąca dość sztucznie wersja zaśpiewana po czesku przez Karela Gotta (szukajcie jego nagrania pod tytułem „Zywot Jde Dal”).

Polskie nagrania nie goszczą często w cyklu CoverToCover, jednak tym razem uznałem, że po pierwsze fragment koncertu Henryka Miśkiewicza jest niezwykle ciekawy i wart przypomnienia, ale również dlatego, że doskonale równoważy często prezentowanego w audycji i zawsze eksperymentującego Nguyena Le. W ten sposób Stevie Wonder, Nguyen Le i Henryk Miśkiewicz ze swoim Full Drive tworzą doskonałą i kompletną trójkę odpowiedzialną za moją prezentację utworu z genialnej płyty „Songs In The Key Of Life”.

Utwór: I Wish
Album: Songs In The Key Of Life
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla
Rok: 1976
Numer: 601215735727
Skład: Stevie Wonder – voc, various, prog, Raymond Maldonado – tp, Steve Madaio – tp, Trevor Lawrence – ts, Hank Redd – as, Nathan Watts – b, Raymond Pounds – dr, John Fischbach – prog, Charles Brewer – prog, Nelson Hayes – eff, John Harris – eff, Don Hunter – eff, Fountain Jones – eff, Dr. Larry Scott – eff, Renee Hardaway – b voc.

Utwór: I Wish
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Linley Marthe – voc, David Linx – voc, Himiko Paganotti – voc, Ousman Danedjo – voc, Prabhu Edouard – voc, perc, Iliya Amar – vib, marimba, Stephane Galland – dr.

Utwór: I Wish
Album: <Full Drive 2> Live At Jazz Cafe Łomianki
Wykonawca: Henryk Miśkiewicz
Wytwórnia: Grami
Rok: 2007
Numer: 5905674316097
Skład: Henryk Miśkiewicz – as, ss, Marek Napiórkowski – g, Robert Kubiszyn – b, Krzysztof Dziedzic – dr.

14 lutego 2021

Sunshine Of Your Love – CoverToCover Vol. 122

Jack Bruce w swojej autobiografii przyznał, że basowy riff „Sunshine Of Your Love” powstał w wieczór, w którym usłyszał na koncercie Jimi Hendrixa. Kiedy utwór stał się jednym z największych przebojów Cream, okazało się, że każdy z jego członków uważał, że dodał istotne, a nawet najistotniejsze części do tej kompozycji. Najbardziej pokrzywdzony powinien czuć się Ginger Baker, bo jego udział (jeśli takowy miał miejsce) nie został odzwierciedlony na oficjalnej liście twórców, tym samym pozbawiając go (w jego rozumieniu – znowu w jego autobiografii) znaczącego źródła przychodów. Tak więc kłócący się w zasadzie od początku istnienia zespołu muzycy potrafili pokłócić się nawet o swój największy przebój. Historia Cream, jednej z pierwszych rockowych tak zwanych supergrup wygląda zresztą całkiem inaczej z perspektywy każdego z jej członków. Samo pojęcie supergrupy jest zresztą trochę bez sensu, ale chyba ma na celu odróżnienie zespołów założonych przez nieznanych muzyków, którzy dzięki ich działalności zdobyli sławę – jak Led Zeppelin, albo The Rolling Stones, od tych założonych przez sławnych muzyków, jak Cream. Eric Clapton, Ginger Baker i Jack Bruce nagrali całą masę ciekawej muzyki przed Cream i później.

Na listę kompozytorów nie załapał się Ginger Baker, ale znalazł się tam obok Claptona i Bruce’a tekściarz i producent muzyczny Pete Brown. Utwór po raz pierwszy ukazał się na płycie „Disraeli Gears”. Co ciekawe, utwór w wykonaniu Cream był wielkim przebojem w USA, ale już w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzili muzycy zespołu nie zrobił jakiejś szczególnej kariery. W Stanach Zjednoczonych „Sunshine Of Your Love” był największym singlowym przebojem grupy, co spowodowało, że stał się również niemal przymusowym elementem każdego koncertu Cream i znalazł się na legalnych i wielu niekoniecznie legalnych wydawnictwach koncertowych.

Inne szczegóły historii powstania „Sunshine Of Your Love” też są ciekawe. Pierwszy album Cream („Fresh Cream”) miał bluesowy charakter. W wielu źródłach pojawia się historia, jakoby legendarny Ahmet Ertegun, współwłaściciel Atlantic – wytwórni, która w USA wydawała Cream miał odrzucić piosenkę, bo wydawała mu się zbyt psychodeliczna i za mało bluesowa. Być może ten jeden jedyny raz Erteguna opuściła intuicja albo miał słabszy dzień. Podobno pozwolił na umieszczenie „Sunshine Of Your Love” na płycie „Disraeli Gears” tylko dzięki osobistemu wstawiennictwu Bookera T. i Otisa Reddinga. Już sobie wyobrażam takie spotkanie – mnie by z pewnością przekonali. Widać dla Erteguna też byli ważnymi ekspertami, szczególnie, że na muzyce tego pierwszego zarobił sporo pieniędzy, a Redding też miał doskonałą rękę do przebojów.

Dość unikalna w swojej formalnej konstrukcji muzycznej przeżyła Cream i jest obecna na scenie do dzisiaj. Sam zespół zresztą przypomniał utwór na koncertach w 2005 roku, kiedy chyba jedyny raz spotkali się ponownie w trójkę na scenie. Bobby McFerrin zaśpiewał wszystkie instrumenty i tekst na „Simple Pleasures”, albumie, którego klątwą jest „Don’t Worry Be Happy”, a który zawiera wiele ciekawszej muzyki, w tym właśnie niezwykłą wersję przeboju Cream. Mój osobisty przegląd intrygujących interpretacji piosenki, która dziś jest rockowym klasykiem uzupełnią egzotyczny Nguyen Le i elektroniczny bezgitarowy jam tria Bernarda Maseli, który nazwał swój album „Sunshine Of Your Love” i wyczarował team na swoim elektronicznym wibrafonie w towarzystwie Michała Barańskiego i Daniela Dano Soltisa.

Utwór: Sunshine Of Your Love
Album: Disraeli Gears
Wykonawca: Cream
Wytwórnia: Polydor
Rok: 1967
Numer:5594282
Skład: Eric Clapton – g, voc, Jack Bruce – bg, p, voc, harm, Ginger Baker – dr, perc, voc.

Utwór: Sunshine Of Your Love
Album: Simple Pleasures
Wykonawca: Bobby McFerrin
Wytwórnia: Manhattan / EMI / Capitol
Rok: 1988
Numer: 077774805926
Skład: Bobby McFerrin – voc.

Utwór: Sunshine Of Your Love
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Himiko Paganotti – voc, Linley Marthe – b, voc, Iliya Amar – vib, marimba, Stephane Galland – dr, Karim Ziad – dr, perc, Stephane Edouard – perc.

Utwór: Sunshine Of Your Love
Album: Sunshine Of Your Love - MaBaSo Live - Old Timers Garage
Wykonawca: Bernard Maseli, Michał Barański & Daniel Dano Soltis
Wytwórnia: Soliton
Rok: 2013
Numer: 5901571093703
Skład: Bernard Maseli – MIDI, Michał Barański – b, Daniel Dano Soltis – dr.

28 sierpnia 2020

Have You Ever Seen The Rain – CoverToCover Vol. 73


Zespół Creedence Clearwater Revival jest w Stanach Zjednoczonych prawdziwą instytucją. Otoczony kultem należnym grupie, która stworzyła niezliczone przeboje, głównie dzięki talentowi kompozytorskiemu Johna Fogerty, zespół istniał w swoim podstawowym składzie z Johnem i Tomem Fogerty a także Stu Cookiem i Dougiem Cliffordem zaledwie pięć lat pomiędzy 1968 i 1972 rokiem. Później stał się królem składanek. Ilość wydawnictw typu „Greatest Hits” CCR dorównuje jedynie częstotliwości plotek o możliwej reaktywacji zespołu w składzie co najmniej zbliżonym do oryginalnego, które pojawiają się do dzisiaj. Osobiście w taką reaktywację nie wierzę, bowiem nie ma ona najmniejszego sensu dla Johna Fogerty, który doskonale potrafił zbudować sobie własną solową karierę po zakończeniu działania grupy, do dziś wykonując na koncertach od czasu do czasu największe hity CCR swojego autorstwa. Do tego nie są mu potrzebni pozostali członkowie grupy, która zresztą w całości zebrać się już nie może, bowiem Tom Fogerty zmarł dawno temu.


Ta uproszczona historia Creedence Clearwater Revival opowiadana jest często na potrzeby stworzenia mitu grypy, która od razu osiągnęła wielki sukces. Amerykanie uwielbiają takie historie. Prawdziwa historia CCR sięga jednak roku 1959, kiedy powstał zespół The Blue Velvets (i przez chwilę The Blue Violets) w dokładnie takim samym składzie jak ten, który odniósł wielki sukces jako Creedence Clearwater Revival. Grupa nagrała nawet kilka singli, które dziś mają wartość kolekcjonerską. Po podpisaniu w 1963 roku kontraktu z wytwórnią Fantasy zespół zmienił nazwę na Golliwogs, a w 1967 na CCR. Nagrania Golliwogs, The Blue Velvets i The Blue Violets nie odniosły wielkich sukcesów. W krótkim, pięcioletnim okresie sławy Creedence Clearwater Revival nagrali 7 albumów studyjnych i jeden koncertowy, a John Fogerty stworzył niewiarygodną ilość rockowych klasyków. Oprócz „Have You Ever Seen The Rain”, napisał dla zespołu „Down On The Corner”, Fortunate Son”, „Born On The Bayou”, „Who’ll Stop The Rain”, „Run Through The Jungle”, Green River”, Bad Moon Rising” i swój największy klasyk - „Proud Mary”. W cyklu CoverToCover z pewnością pojawią się wszystkie te utwory i kilka innych kompozycji Johna Fogerty z okresu CCR i późniejszej kariery solowej, bowiem większość pojawia się w jazzowym kontekście muzycznym.

Jednym z licznych przebojów Creedence Clearwater Revival jest utwór „Have You Ever Seen The Rain”, który pojawił się jako singiel promujący album „Pendulum” w 1970 roku. Tekst utworu napisanego przez Johna Fogerty według jednych traktuje o wojnie w Wietnamie, a tytułowy deszcz miałby być wtedy deszczem bomb, według innych jest metaforą zderzenia naiwnego amerykańskiego idealizmu lat sześćdziesiątych z brutalnymi wydarzeniami w Ameryce końcówki dekady, również w obszarze kultury – jak choćby przemocy na festiwalu Altamont Speedway Free Festival w 1969 roku. Sam John Fogerty powiedział w jednym z wywiadów, że tekst dotyczy jego trudnych relacji z bratem Tomem, który w zespole grał na drugiej gitarze. Kłótnie braci miały niemal rok po sukcesie komercyjnym „Have You Ever Seen The Rain” doprowadzić do rozpadu zespołu, a album „Pendulum” miał się okazać przedostatnim w dyskografii grupy.

Kompozycje John Fogerty wykonuje wielu amerykańskich wykonawców, a za „Have You Ever Seen The Rain” zabierali się między innymi Johnny Cash, R.E.M., Joan Jett, Belinda Carlisle i Cassandra Wilson. Utwór dorobił się też wersji z tekstem hiszpańskim i portugalskim, zdobywając sporą popularność w przeróżnych wykonaniach w Ameryce Południowej i Środkowej.

Oprócz oryginału, do skróconej prezentacji historii tego utworu wybieram jazzową interpretację Caecilie Norby z udziałem Leszka Możdżera. W 2019 roku amerykańska wokalistka bluesowa Janiva Magness nagrała album poświęcony w całości kompozycjom Johna Fogerty, zarówno tym napisanym dla Creedence Clearwater Revival, jak i późniejszym. Z płyty „Change In The Weather: Janiva Magness Sings John Fogerty” pochodzi doskonała wersja “Have You Ever Seen The Rain”.

Utwór: Have You Ever Seen The Rain
Album: Pendulum (Chronicle: The 20 Greatest Hits)
Wykonawca: Creedence Clearwater Revival
Wytwórnia: Fantasy / Universal
Rok: 1970
Numer: 025218000222
Skład: John Fogerty – g, voc, org, Tom Fogerty – g, Stu Cook – b, Doug Clifford – dr.

Utwór: Have You Ever Seen The Rain
Album: Silent Ways
Wykonawca: Caecilie Norby with Lars Danielsson, Leszek Możdżer and Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2013
Numer: ACT 9725-2
Skład: Caecilie Norby – voc, Lars Danielsson – cello, b, g, tamb, Leszek Możdżer – p, Nguyen Le – g, effects, Robert Mehmet Ikiz – dr, perc.

Utwór: Have You Ever Seen The Rain
Album: Change In The Weather: Janiva Magness Sings John Fogerty
Wykonawca: Janiva Magness
Wytwórnia: Blue Elan
Rok: 2019
Numer: 193483868110
Skład: Janiva Magness – voc, Zachary Ross – g, dobro, b voc, David Tasker Darling – g, b voc, Arlan Oscar – hamm, p, Wurlitzer, Gary Davenport – b, Steve Wilson – dr, perc, Bernie Barlow – b voc.

26 czerwca 2020

Mercedes Benz – CoverToCover Vol. 55


„Mercedes Benz” to ostatnia rzecz, jaką nagrała Janis Joplin przed śmiercią. Tekst powstał w sierpniu 1970 roku w wyniku spontanicznej improwizacji Janis Joplin i Boba Neuwirtha w jednym z nowojorskich barów, pod wpływem wiersza Michaela McClure’a, który do dziś jest wymieniany jako współautor tekstu. Pierwsze publiczne wykonanie utworu miało miejsce tego samego dnia, bowiem z baru Janis Joplin udała się wprost na koncert do Capitol Theatre w Port Chester. Niestety nie zachowało się żadne oficjalne nagranie koncertowe, a dostępne bootlegi z koncertów nie są warte uwagi.


Jedyne znane oficjalne wykonanie tego utworu, to nagranie ze studia, z 1 października 1970 roku, zarejestrowane 3 dni przed śmiercią wokalistki. Z pewnością ścieżka została zarejestrowana z myślą o późniejszym dograniu instrumentów, jednak producent – Paul A. Rothchild zdecydował się pozostawić na albumie „Pearl” wersję bez instrumentów. Na tym samym – ostatnim albumie Janis Joplin umieścił też instrumentalny utwór „Buried Alive With The Blues”, do którego Janis nie zdążyła nagrać wokalu.

Przez lata powstało kilka wersji instrumentalnego akompaniamentu do „Mercedes Benz”, jeśli jednak macie choć odrobinę muzycznego smaku, omijajcie je z daleka. Singiel z 2003 roku wyprodukowany przez Steve’a Andersona i Chada Jacksona uważam za profanację. Album „Pearl” to zaledwie dwie piosenki w całości ukończone przed śmiercią Janis. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego „Mercedes Benz” z komentującą krótko swój pomysł na utwór – „That’s It” Janis Joplin nie został umieszczony na końcu płyty, stanowiłby jej idealne zakończenie. Jednak na „Pearl” znalazł się pomiędzy doskonałym „Me & Bobby McGee” i „Trust Me”.

Istnienie tego nagrania zawdzięczamy taśmie awaryjnej ze studia Sunset Sound w Los Angeles, która nagrywała wszystko, co działo się w studiu w czasie sesji, pozwalając artystom wrócić do pomysłu, który powstał spontanicznie, kiedy wyłączone były magnetofony rejestrujące kolejne podejścia do nagrywanych utworów.

Okoliczności powstania nagrania i kolejnych godzin, które doprowadziły do śmierci Janis Joplin opisane są drobiazgowo w jej licznych biografiach, których kilka zostało nawet przetłumaczonych na język polski. Jeśli chcecie tematowi przyjrzeć się dokładniej – powszechnie uważa się książkę Myry Friedman – „Buried Alive” (w polskim tłumaczeniu „Żywcem pogrzebana”) za najlepszą biografię Janis Joplin. Ja wybieram raczej książkę Johna Byrne Cooke’a „On The Road With Janis”, a w polskim przekładzie „Janis Joplin: W drodze”. To historia opowiedziana przez światka wydarzeń, muzyka i road managera Janis Joplin przez 3 ostatnie lata jej życia. Nie jest to książka kompletna, bowiem Cooke opisał jedynie wydarzenia, których był świadkiem, ale to właśnie jest zaleta tej chyba najciekawiej napisanej biografii Janis Joplin. Myra Friedman była co prawda agentem prasowym Janis, ale to jednak nie to samo, nie towarzyszyła jej w trasach koncertowych.

O ciekawe alternatywne wykonania „Mercedes Benz” wcale nie jest łatwo. Barwa głosu Janis zdefiniowała go na zawsze. Do odważnych należy eksperymentujący z brzmieniami gitarzysta Nguyen Le, a Natalia Sikora – prawdopodobnie największa fanka Janis Joplin w Polsce pokazała na koncercie zarejestrowanym na płycie „Buried Alive In The Blues”, że można próbować zmierzyć się z legendą.

Utwór: Mercedes Benz
Album: Pearl
Wykonawca: Janis Joplin
Wytwórnia: Columbia
Rok: 1971
Numer: 5099751513421
Skład: Janis Joplin – voc.

Utwór: Mercedes Benz
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Himiko Paganotti – voc, Ousman Danedjo – voc, David Linx – voc, Julia Starr - voc, Linley Marthe – voc, eff, Iliya Amar – vib, marimba, eff, Stephane Galland – dr, Keyvan Chemirani – perc.

Utwór: Mercedes Benz
Album: Buried Alive In The Blues
Wykonawca: Natalia Sikora & Voo Doo Dog
Wytwórnia: Polskie Radio
Rok: 2016
Numer: 5907812241742
Skład: Natalia Sikora – voc, Krzysztof Nowicki – g, Paweł Stankiewicz – g, Wojciech Ruciński – b, Marek Kuczyński – dr.

06 stycznia 2020

Pastime Paradise – CoverToCover Vol. 26

„Pastime Paradise” to jeden z licznych genialnych przebojów napisanych przez Stevie Wondera. W zasadzie co najmniej przez rok mógłbym zajmowac się w cyklu CoverToCover twórczością Stevie Wondera, bowiem jego kompozycje posiadają genialną elastyczność umożliwiającą ich dowolne modyfikowanie bez utraty pierwotnej tożsamości. Mogą być wykonywane w każdym stylu i na dowolnych instrumentach i dalej od razu będzie wiadomo, że to wymyślił Stevie Wonder. „Pastime Paradise” pochodzi z wydanego w 1976 roku podwójnego albumu „Songs In The Key Of Life”. Tylko na tym wydawnictwie znaleźć można oprócz „Pastime Paradise” inne wielokrotnie wykonywane przez innych artystów we wszystkich możliwych muzycznych stylach hity – „Isn’t She Lovely”, „Love's In Need Of Love Today”, „Knocks Me Off My Feet” i „Have a Talk with God”, „Another Star”, a przecież to tylko jedno z licznych przebojowych wydawnictw Stevie Wondera z lat siedemdziesiątych. Zanim skończył 30 lat miał na swoim koncie kilkadziesiąt napisanych i zaśpiewanych światowych przebojów i albumy, które do dziś uznawane są za niezwykle istotne w historii światowej muzyki – „Talking Book”, „Signed, Sealed & Delivered” i „My Cherie Amour” (piosenki tytułowej z tego albumu też jest współautorem). Hitów wystarczyłoby na kilkadziesiąt odcinków CoverToCover, gdyby sięgnąć również po jego późniejsze produkcje, w tym chyba najbardziej popularny, choć niekoniecznie muzycznie najciekawszy „I Just Called To Say I Love You” z 1984 roku.


Trudno jest wybrać jeden, najciekawszy cover „Pastime Paradise”. Nagrania Raya Baretto otwiera cykl wydawnictw „Diggin' Deeper - The Roots Of Acid Jazz” definiując pomysł na ten przypominający wiele zaginionych w katalogach dziś już nieistniejących wytwórni z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych doskonałych nagrań. Perkusyjna wersja pierwotnie opublikowana na płycie „La Cuna” Raya Barretto w 1981 roku gromadzi w sobie taneczną energię właściwą dla wielu przebojów Stevie Wondera.

Transowa i niezwykle wciągająca interpretacja Patti Smith z genialnego albumu „Twelve” z 2007 roku uzupełnia jej opowieść o ważnych dla niej utworach. To jeden z najlepszych albumów Patti Smith, choć wielu fanów było rozczarowanych, że zamiast nowych piosenek dostali w 2007 roku świetne interpretacje Hendrixa, Dylana, The Doors, Rolling Stonesów, Neila Younga i Nirvany. W zasadzie cały album Patti Smith powinien znaleźć się w cyklu CoverToCover, to jedna z najdoskonalszych płyt złożonych z coverów w historii muzyki rockowej.

Eksperyment Nguyena Le z rockowymi klasykami w postaci albumu „Songs Of Freedom” był niezwykle udany. Co prawda nie ma w jego wersji „Pastime Paradise” jakiejś szczególnie błyskotliwej gitarowej solówki, ale to przecież oczywiste – gitarowego łatwo rozpoznawalnego riffu nie ma też w oryginale, który jest jednym z pierwszych przebojów zagranych przez Wondera na niezwykle wtedy zaawansowanym wielogłosowym syntezatorze Yamaha GX-1. Jeśli chcecie posłuchać gitary Nguyena Le, na tej płycie znajdziecie jej więcej w gitarowych klasykach Led Zeppelin i Erick’a Claptona.

Na koniec opowieści o „Pastime Paradise” zostawiam doskonale skomentowane wykonanie zagrane solo na fortepianie przez Chicka Corea, który na płycie „Portraits: Solo Piano” opowiada o swojej przyjaźni z Stevie Wonderem i prezentuje najbardziej jazzową ze wszystkich wersję tej kompozycji.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Songs In The Key Of Life
Wykonawca: Stevie Wonder
Wytwórnia: Tamla Motown / Universal
Rok: 1976
Numer: 601215735727
Skład: Stevie Wonder – voc, prog, keyb, John Fischbach – prog, Charles Brewer – prog, Nelson Hayes – eff, John Harris – eff, Don Hunter – eff, Fountain Jones – eff, Dr. Larry Scott – eff, Raymond Maldonado – perc, Bobbye Hall – perc, West Angels Church Of God Choir – choir, Hare Krishna – choir.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Diggin' Deeper - The Roots Of Acid Jazz
Wykonawca: Ray Baretto (Various Artists)
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 1981
Numer: 5099748389923
Skład: Ray Barretto – perc, Willy Torres – voc, John Tropea – g, Carlos Franzetti – p, Suzanne Ciani – prog, synth, Jeremy Wall – synth, Joe Farrell – ts, ss, fl, Francisco Centeno – b, Mark Craney – dr, , Steve Gadd – dr, Charlie Palmieri – perc, p, Tito Puente – timbales.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Twelve
Wykonawca: Patti Smith
Wytwórnia: Columbia / Sony
Rok: 2007
Numer: 828768725122
Skład: Patti Smith – voc, cl, Lenny Kaye – g, Tony Shanahan – voc, b, kbd, Paul Nowinski – b, Jay Dee Daugherty – dr, perc, Louis Resto – p, dr.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Linley Marthe – voc, Ousman Danedjo – voc, Himiko Paganotti – voc, Iliya Amar – vib, marimba, eff, Stephane Galland – dr, Karim Ziad – perc, Hamid El Kasri – perc.

Utwór: Pastime Paradise
Album: Portraits: Solo Piano
Wykonawca: Chick Corea
Wytwórnia: Concord / Universal
Rok: 2014
Numer: 888072356030
Skład: Chick Corea – p.

13 grudnia 2019

Simple Songs 2019/2020 – Vol. 10 – 10.12.2019

Fantastyczny album wydała robiąca karierę za Wielką Wodą Kinga Głyk. Dla mnie to powrót do lat osiemdziesiątych, specyficznych, już cyfrowych, ale jednak mających własny charakter brzmień syntezatorów i soczystego brzmienia basu, którego wtedy wszyscy chyba zazdrościli Marcusowi Millerowi. Kinga Głyk skutecznie lawiruje pomiędzy basową wirtuozerią i pomysłowymi aranżacjami. W bez wątpienia najbardziej przebojowym utworze albumu Feelings” przypomina melodię z „Super Freak” zapomnianego Ricky Jamesa. Akurat tą melodię wszyscy pamiętają z początku kolejnej dekady. Riff wykorzystał, a w zasadzie zbudował całą na nim swoją popularność niejaki MC Hammer. Ani jednego, ani drugiego Kinga Głyk pamiętać nie może. Ciekawe skąd więc obecność „Super Freak” na tym albumie?

* 5 Cookies – Feelings – Kinga Głyk - Anomalie

Cytaty z przeróżnych muzycznych epok to jedna z cech charakterystycznych tej płyty. Wczesne lata osiemdziesiąte to nie są jednak cytaty najstarsze. W nowoczesny sposób Kinga Głyk przypomina również dużo starsze kompozycje. Najstarsza na płycie jest chyba melodia napisana przez Lenniego Tristano gdzieś w okolicach roku 1940 - „Lennie’s Pennies”.

* Lennie’s Pennies – Feelings – Kinga Głyk

Egzotyczną nowość przygotowała wytwórnia ACT Music. Grupa muzyków z Południowej Korei ukrywająca się pod nazwą Black String. Nieznane w Europie instrumenty uzupełnione wyważoną dawką elektroniki plus gościnny udział równie egzotycznego i ekscentrycznego gitarzysty Nguyena Le gwarantują ciekawe i nieczęsto spotykane wrażenia. Ich poprzednia płyta była naszą radiową Płytą Tygodnia niecałe dwa lata temu.

* Elevation Of Light – Karma – Black String feat. Nguyen Le

Kolejny nowy album Johna Coltrane’a – Blue World” tym razem jest dziełem, na którego publikację zgodził się sam autor. Krótki album zawiera utwory wykorzystane na ścieżce dźwiękowej kanadyjskiego filmu La Chat Dans Le Sac”. Od 1964 roku nikt jakoś nie zauważył, że to nagrania zrobione specjalnie do tego filmu, a nie urywki wzięte z poprzednich sesji. W odróżnieniu od niechcianych przez samego Coltrane’a nagrań, które w zeszłym roku ukazały się pod tytułem Both Directions At Once: The Lost Album”, te akurat zyskały aprobatę mistrza do użycia w filmie i nagrane specjalnie w tym celu. Najwięksi znawcy i kronikarze poświęcający lata na śledzenie każdego kroku Coltrane’a muszą starać się bardziej. Nawet w monumentalnym dziele „The John Coltrane Reference” autorstwa Chrisa DeVito, Yasuhiro Fujioki, Wolfa Schmalera i Davida Wilda, uchodzącym za biblię dla kolekcjonerów po tej sesji nie ma najmniejszego śladu. Ciekawe, ile jeszcze takich niespodzianek nas czeka? Obie płyty nie wnoszą nic nowego do zrozumienia muzyki Johna Coltrane’a, ale nie są też jakoś specjalnie słabsze od tych wydanych zaraz po nagraniu. Ot zwyczajnie kolejna sesja najlepszego zespołu, jaki z Coltrane’em grał - McCoy Tyner, Jimmy Garrison, Elvin Jones.

* Blue World – Blue World – John Coltrane

Pora zacząć sezon świąteczny, najlepiej nagraniem premierowym – z nowego albumu Steve Van Zandta, który w tym roku wydał album studyjny i trzypłytowy koncertowy dokumentujący ostatnią trasę. Zamieniłbym bez chwili zastanowienia to wszystko na zapowiedź koncertów The E-Street Band, ale Little Steven jest w najwyższej formie.

* Merry Christmas (Don’t Want To Fight Tonight) – Soulfire Live! – Little Steven And The Disciples OF Soul

Na koniec zapowiedź kolejnego, niezwykle bogatego w przeróżne muzyczne style odcinka CoverToCover – już niedługo pojawi się w tym cyklu wielki przebój Stevie Wondera z albumu „Songs In The Key Of Life” – utwór „Pastime Paradise” – na zakończenie audycji w wykonaniu instrumentalnym Chica Corea i tym oryginalnym z 1976 roku.

* Pastime Paradise – Solo Piano: Portraits – Chick Corea
* Pastime Paradise – Songs In The Key Of Life – Stevie Wonder

20 września 2019

Redemption Song – CoverToCover Vol. 8


Jedna z ostatnich kompozycji Boba Marleya stała się dyżurnym hymnem wszystkich imprez poświęconych prawom człowieka. Interpretacja tekstu oczywiście może być różnorodna, jednak moim zdaniem nawiązanie do niezwykłych przemówień Marcusa Garveya, jamajskiego czarnoskórego nacjonalisty, którego wielu, w tym sam Bob Marley uznawała za praojca ruchu rasta oznacza wprost, że tematem jest raczej porzucenie ograniczeń wewnętrznych. Wolność umysłu oczywiście jest łatwiejsza do osiągnięcia wśród ludzi wolnych, a w tekście pojawiają się wątki niewolnictwa i piratów porywających mieszkańców Afryki w celu ich sprzedaży w Nowym Świecie, jednak moim zdaniem „Redemption Song” to tekst o wyzwoleniu wewnętrznym. Utwór, często wykonywany w finale przeróżnych koncertów o politycznym zabarwieniu zwykle nie wypada najlepiej, bowiem jak to zwykle w takich przypadkach bywa, każdy pcha się na chwilę do mikrofonu. Trochę szkoda, bo melodia to wyborna, jedna z tych napisanych przez Boba Marleya, która sprawdza się nie tylko w rytmach reggae.


Utwór ukazał się w 1980 roku na płycie „Uprising”, która okazała się ostatnim studyjnym albumem króla reggae i uważana jest za swoiste rozliczenie z życiem tego wybitnego artysty. Istnieje również kilka nagrań koncertowych Boba Marleya wykonującego „Redemption Song”, niektóre nawet autoryzowane przez rodzinę – jak to z „Live Forever” z Pittsburga, jednak w przypadku tej piosenki warto zacząć od wersji studyjnej.

Utwory Boba Marleya często są wykonywane przez artystów jazzowych, którzy proponują zwykle wersje odmienne od oryginału, zmieniony rytm i improwizacje. Czasem również brzmieniowe eksperymenty. Tak jest w przypadku jednego z wybitnych importerów rockowych klasyków do świata jazzu, gitarzysty Nguyena Le, którego wersja „Redemption Song” pochodzi z albumu wypełnionego klasykami rocka – „Songs For Freedom” i jest jak na tego artystę zdumiewająco bliska oryginałowi.

Kolejne ciekawe wykonanie należy do Michaela Breckera i Richarda Bony i pochodzi z albumu poświęconego w całości twórczości Boba Markeya, na którym oprócz wymienionych pojawiają się również Lee Ritenour, Lisa Fischer, Dave Grusin, Patti Austin i wielu innych mniej znanych artystów.

Niezastąpiona w interpretacji rockowych klasyków z dobrą melodią jest również Ida Sand, która po „Redemption Song” sięgnęła na albumie „True Love”. Kilka razy po „Redemption Song” sięgał na koncertach Bruce Springsteen, choć żadne z tych wykonań nie ukazało się na oficjalnym wydawnictwie koncertowym. W przypadku Springsteena wybór jest o tyle ciekawy, że w 1973 roku Bruce wraz z zespołem występowali razem z Bobem Marleyem i Peterem Toshem. Wtedy Marley po raz pierwszy przyjechał do USA, a Springsteen był również dopiero początkującym artystą.

Utwór: Redemption Song
Album: Uprising (Legend: The Best Of Bob Marley And The Wailers (Deluxe Edition) CD1)
Wykonawca: Bob Marley And The Wailers
Wytwórnia: Island / Def Jam / UMG
Rok: 1980
Numer: 602498125380
Skład: Bob Marley – voc, g, Junior Marvin – g, back voc, Al Anderson – g, Earl Lindo – kbd, Tyrone Downie – kbd, perc, back voc, Rita Marley – back voc, Marcia Griffiths – back voc, Judy Mowatt – back voc, Aston Barrett – b, Carlton Barrett – dr, perc, Alvin Patterson – perc.

Utwór: Redemption Song
Album: Songs Of Freedom
Wykonawca: Nguyen Le
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2011
Numer: 614427950628
Skład: Nguyen Le – g, Iliya Amar – vib, Julia Starr - voc.

Utwór: Redemption Song
Album: A Twist Of Marley: A Tribute
Wykonawca: Richard Bona with Michael Brecker (Various Artists Album)
Wytwórnia: GRP / Verve / UMG
Rok: 2001
Numer: 731454978729
Skład: Richard Bona – voc, b, dr, Michael Brecker – ts, Jochem Van Der Saag – b, kbd, prog, Cassio Duarte - perc.

Utwór: Redemption Song
Album: True Love
Wykonawca: Ida Sand
Wytwórnia: ACT Music
Rok: 2009
Numer: 614427948120
Skład: Ida Sand – voc, p, Wurlitzer, Ola Gustafsson – g, Mattias Torell – g, Peter Asplund – tp, flug, Magnus Lindgren – fl, b cl, Peter Forss – b, viol, Per Lindvall – dr, perc, Ingela Olson – back voc, Andre Monde De Lang – back voc.

05 lutego 2017

Nguyen Le & Ngo Hong Quang feat. Paolo Fresu – Ha Noi Duo

Nguyen Le urodził się w Paryżu, nigdy jednak nie ukrywał swoich wietnamskich korzeni, wielokrotnie podróżując do rodzinnych stron. Działa też aktywnie na rzecz promocji kultury muzycznej swojego rodzinnego kraju w Europie. W zasadzie w każdym jego nagraniu obecne są elementy brzmieniowe, które dla słuchacza z zachodniego świata brzmią egzotycznie i w związku z pochodzeniem muzyka kojarzone są natychmiast z Wietnamem.

„Ha Noi Duo”, najnowszy album Nguyena Le powstał we współpracy z Ngo Hong Quangiem, muzykiem urodzonym w Wietnamie, który od wielu lat podróżując po świecie przybliża słuchaczom brzmienia, które nie pojawiają się często na światowych scenach. Ngo Hong Quang wykorzystuje instrumenty używane w tradycyjnych ludowych zespołach wietnamskich, pisze również teksty i śpiewa w swoim rodzimym języku.

Tak więc dla Nguyena Le duet z Ngo Hong Quangiem jest najbardziej wietnamską płytą w jego bardzo licznej dyskografii, a dla Ngo Hong Quanga to nagranie jest z kolei prawdopodobnie najbardziej uniwersalnym sposobem na dotarcie z wietnamskimi nutami do szerszej publiczności. Pamiętam niemałą sensację, jaką sprawiło nagranie przez Nguyena Le albumu „Fragile Beauty” w 2007 roku, swoim nowym nagraniem muzyk po raz kolejny sięga, być może jeszcze głębiej do wietnamskiej tradycyjnej muzyki ludowej, w udany sposób łącząc egzotykę z współczesną elektroniką. „Ha Noi Duo” to doskonała fuzja tradycji i nowoczesności, Azji i Europy, jazzu i muzyki ludowej, improwizacji i starannie zaplanowanych brzmień.

Międzynarodowy skład obejmuje muzyków z różnych stron świata, instrumenty z Wietnamu, Korei, Japonii, świata arabskiego i nowoczesne wynalazki elektroniczne. Połączenie kompozyzji Nguyena Le i Ngo Hong Quanga z tradycyjnymi melodiami wietnamskimi, nowoczesnej, czasem nawet futurystycznej gitary elektrycznej z instrumentami wymyślonymi setki lat przed wynalezieniem elektryczności, efektów elektronicznym z brzmieniem instrumentów perkusyjnych, to wszystko tworzy unikalny muzyczny świat Nguyena Le i Ngo Hong Quanga, świat który warto zwiedzić.

Być może trudno nazwać ten album produktem stricte jazzowym, jednak dobra muzyka nie zna granic, a Nguyen Le zawsze był twórcą oryginalnym, przekraczającym granice ustalone przez rynek i krytyków. Jego przynależność do jazzowej rodziny określa kontrakt z ACT Music i często pojawiający się w jego muzyce współpracownicy znani z jazzowych projektów.

Obecna w kilku utworach trąbka Paolo Fresu zaskakująco pasuje do egzotycznych wietnamskich instrumentów, stanowiąc doskonałe uzupełnienie palety egzotycznych brzmień obejmujących przeróżne, nie tylko wietnamskie instrumenty perkusyjne. Obecność Paolo Fresu nie jest zresztą zaskoczeniem, bowiem często współpracuje on z Nguyenem Le.

Czasem tęsknię za rockowym wcieleniem Nguyena Le grającym Hendrixa, albo inne rockowe klasyki w unikalny, niemożliwy do podrobienia sposób, za albumami takimi jak „Purple - Celebrating Jimi Hendrix”, czy „Songs Of Freedom”, jednak na każdy nowy album Nguyena Le czekam z niecierpliwością, wiem że zaskoczy mnie czymś nowym. Tak stało się również tym razem. Nie potrafię określić, jak blisko „Ha Noi Due” jest do tradycyjnej, rdzennej wietnamskiej muzyki ludowej, wiem jednak, że z pewnością za sprawą tego nagrania wiele osób zainteresuje się tą egzotyczną dla nas w Europie muzyką.

Nguyen Le & Ngo Hong Quang feat. Paolo Fresu
Ha Noi Duo
Format: CD
Wytwórnia: ACT Music
Numer: ACT 9828-2

19 sierpnia 2015

Various Artists: Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV

Czwarty odcinek cyklicznego wydawnictwa wytwórni ACT Music znanego jako Jazz At Berlin Philharmonic” nieco mnie rozczarował. Akordeonowy wieczór w berlińskiej filharmonii w lutym 2015 roku z pewnością był niezwykle udany, to wniosek, który łatwo wysnuć po wysłuchaniu zawartego na tym krążku materiału muzycznego.

Nie mogło być inaczej, bowiem Vincent Peirani i Klaus Paier to jedni z najciekawszych artystów tej wytwórni. Udział gości w postaci Nguyena Le i Adama Bałdycha również gwarantuje muzykę najwyższej próby. Stian Carstensen – trzeci z akordeonistów biorących udział w nagraniach też zaprezentował się nieźle. Temu albumowi jednak czegoś brakuje, a w zasadzie brakuje mu dwóch rzeczy.

Po pierwsze – jest za krótki i niespójny. Z pewnością na koncercie pojawiło się więcej muzyki, każdy ze składów dostał nieco więcej czasu, niż wynika to z reguł zmieszczenia owego skrótu na jednym krążku CD. Muzyka, którą znam z płyt studyjnych akordeonowych mistrzów ACT Music wymaga trochę więcej przestrzeni, czasu, by rozwinąć skrzydła. To nie są chwytliwe melodie, to również nastrój, chwila skupienia i zapomnienia. Tego na płycie brakuje. Wolałbym kompletny set jednego z zespołów, albo najlepiej wszystkie na 2 lub trzech płytach.

Koncert miał charakter promocyjny dla wytwórni, muzycy wystąpili w dużej części w składach i repertuarze znanym z ich nagrań studyjnych. Klaus Paier zagrał w towarzystwie Asji Valcic. Ich studyjny album „Silk Road” był jedną z ciekawszych płyt 2013 roku. O tym albumie możecie przeczytać tutaj:


Podobnie Vincent Peirani skorzystał z pomocy saksofonisty Emile Parisiena, prezentując urywki albumu „Belle Epoque” z początków 2014 roku. O tym albumie przeczytacie tutaj:


Nguen Le zrobił swoje wyśmienicie ubarwiając występ Regisa Gizavo, a Adam Bałdych doskonale wpisał się w formułę duetów dowodzonych przez akordeonistów urozmaicając zjawiskową solówką występ Stiana Carstensena. W tym wypadku pozwoliłbym sobie nawet na stwierdzenie, że to raczej gość wypadł lepiej od gospodarza.

W tym właśnie problem, oprócz finałowego – tradycyjnie nieco hałaśliwego, zagranego w dużym składzie utworu „Libertango” Astora Piazzoli będącego dość oczywistym wyborem na zamknięcie wieczoru dedykowanego akordeonistom zabrakło mi jakiejś nowej muzycznej jakości, którą mogli wnieść goście specjalni, albo twórczy dobór koncertowego repertuaru.

Nie zmienia to jednak faktu, że duety Klaus Paier / Asja Valcic i Vincent Peirani / Emile Parisien to zespoły wybitne, podobnie jak jedne z największych gwiazd ACT Music – Adam Bałdych i Nguen Le. Z wielką niecierpliwością oczekuję ich nowych albumów, a także rozszerzonego wydania całości materiału muzycznego z tego koncertu.

Ja traktuję album „Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV” jak swoisty sampler, który z pewnością wielu zachęci do szerszego poznania dorobku artystów, którzy na nim zagrali.

Various Artists
Accordion Night – Jazz At Berlin Philharmonic IV
Format: CD
Wytwórnia: ACT!

Numer: ACT 9589-2

22 września 2014

Nguyen Le with Michael Gibbs & NDR Bigband - Celebrating The Dark Side Of The Moon

Nguyen Le powoli staje się specjalistą od jazzowych przeróbek rockowych superklasyków. Zaczęło się w 2002 roku od intrygującego i przez wielu uznanego za obrazoburczy, albumu „Purple - Celebrating Jimi Hendrix”. Pamiętam komentarze sprzed lat, w większości pochodzące od fanów Hendrixa, większość uważała, że w zasadzie tego materiału już nikt nie powinien grać, no może za wyjątkiem Stevie Ray Vaughana, ale jego też już przecież nie ma wśród nas. Mimo tego, „Purple - Celebrating Jimi Hendrix” jest do dziś jednym z lepiej sprzedającym się albumem w historii wytwórni ACT Music, a jak zdradził mi kiedyś w rozmowie sam Nguen Le, promotorzy jazzowych koncertów wciąż pytają o ten projekt.

Nguyen Le nie stoi jednak w miejscu, to muzyk niezwykle kreatywny. Nie nagrywa jakoś szczególnie często, jednak przez kolejną dekadę udzielał się w wielu autorskich składach, a jako gość specjalny grywał w zasadzie wszystko, oddalając się od rockowej klasyki na niewyobrażalną odległość grywając zarówno klasyczne wietnamskie melodie, jak i Mozarta w towarzystwie równie jak on zakręconego Uri Caine’a.

Jego interpretacja Hendrixa nie należy do takich albumów, które zwalają z nóg już po pierwszych dźwiękach. Ten album wymaga nieco czasu. Co innego kolejny album odwołujący się do rockowej klasyki – absolutnie fenomenalny i pełen gotowych przebojów „Songs Of Freedom”, zawierający klasyczne kompozycje między innymi The Beatles, Led Zeppelin, Stevie Wondera, czy Janis Joplin. Ten wydany w 2011 roku album często ląduje w moim odtwarzaczu. Nie słyszałem też, ani nie przeczytałem żadnego obrazoburczego komentarza sugerującego, że w taki, dość oryginalny i często daleki od nagrań sprzed lat sposób nie powinno się klasycznych przebojów przerabiać. Owszem, powinno się i nawet należy.

Najnowsza produkcja Nguyena Le – „Celebrating The Dark Side Of The Moon” ciągle jeszcze czeka na zapowiadaną na początek października europejską premierę, jednak już teraz warto przygotować się na ważne muzyczne wydarzenie. Tym razem bowiem Nguyen Le sięga po pełną rozmachu, jedną z najlepszych europejskich orkiestr jazzowych – NDR Bigband i jednego z najlepszych światowych aranżerów – Michaela Gibbsa, żeby zaprezentować nam niezwykle inspirujące odczytanie „The Dark Side Of The Moon” – absolutnego rockowego superklasyka Pink Floyd. Podobnie jak w przypadku Hendrixa – to będzie płyta, której musicie poświęcić chwilę. Nie oczekujcie też wirtuozerskich gitarowych popisów, a w szczególności próby udawania przez lidera stylu gry Davida Gilmoura. „Celebrating The Dark Side Of The Moon” to album orkiestrowy, pełen zaskakujących brzmień, podobnie jak ponad 40 lat temu oryginał.

Nowa płyta Nguyena Le zawiera zaaranżowane przez niego i Michaela Gibbsa wszystkie utwory znane z albumu najważniejszego albumu Pink Floyd oraz – podobnie jak w przypadku „Songs Of Freedom” – skomponowane przez gitarzystę instrumentalne introdukcje, które – gdyby je nieco rozbudować mogłyby złożyć się na całkiem zgrabny autorski album. Michael Gibbs, podobnie jak 40 lat wcześniej Roger Waters i David Gilmour, nie poszukuje potęgi brzmienia. Ma do dyspozycji wyśmienitą orkiestrę, której muzycy potrafią zagrać interesujące partie solowe. Wśród członków NDR Bigband na wyróżnienie zasługują Christof Lauer i Adzik Sendecki. Ten pierwszy jest autorem, co przy okazji warto przypomnieć, znakomitego albumu z free-jazzowymi interpretacjami kompozycji Stinga, w szczególności tych znanych z repertuaru The Police.

Tym razem nie powstał awangardowy album gitarowy. Powstała po mistrzowsku zaaranżowana i wyśmienicie zagrana nowoczesna wersja „The Dark Side Of The Moon”, kto wie., czy nie równie dobra jak oryginał. Potrzebuję jeszcze paru dni z tym albumem, żeby odważyć się na bezwarunkowe porównanie do jednej z najlepszych rockowych płyt wszechczasów. Już teraz jednak wiem, że to wyśmienita płyta.

A tak przy okazji, o wspomnianej w tekście płycie przeczytacie tutaj:



Nguyen Le with Michael Gibbs & NDR Bigband
Celebrating The Dark Side Of The Moon
Format: CD
Wytwórnia: ACT!

Numer: ACT 9574-2

17 czerwca 2013

JBBG – Jazz Bigband Graz feat. Theo Bleckmann, Nguyen Le, Gianluca Petrella – Urban Folktales

Dziś mianem bigbandu nazywa się w zasadzie każdą jazzową orkiestrę, w której składzie jest kilka instrumentów dętych. To podejście nieco rozszerza formułę znaną z dawnych lat. Bigbandów dziś niewiele, a te, które w Europie pozostały muszą wspomagać się subwencjami hojnych sponsorów, bowiem koszt utrzymania dużego zespołu wysoki, a cennik koncertów też niski być nie może, bowiem nawet skromne wynagrodzenia dużej grupy muzyków i koszt ich podróży powoduje, że wielu organizatorów na zapraszanie dużych składów nie stać. Orkiestry grające muzykę klasyczną często korzystają z mecenatu administracji rządowej i lokalnej, niestety droga jazzowych zespołów do takich pieniędzy nie należy do najłatwiejszych.

W związku z tym należy kibicować i przyglądać się z uwagą każdej inicjatywie pozwalającej trwać dużym zespołom, w szczególności, jeśli, tak jak Jazz Bigband Graz z Austrii, ich członkowie potrafią zrobić coś więcej, niż sięgać do klasycznych aranżacji z epoki Glenna Millera i spółki. Patrzenie w muzyczną przyszłość pozwala również na trafienie z muzyką do szerszej publiczności, zarówno tej nieco starszej, jak i również młodszej, dla której bigbandowe aranżacje z lat czterdziestych ubiegłego wieku są jedynie obiektem muzealnym.

Jazz Bigband Graz prowadzony przez Heinricha von Kalneina i Horsta-Michaela Schaffera to formacja niezwykle nowoczesna. Dzięki jej działalności można mieć nadzieję, że za kilka lat jazz nie zostanie zredukowanych do obszernych, jak na festiwalowe warunki kwintetów…

Próby unowocześnienia brzmienia, odejście od tradycyjnego schematu budującej potęgę brzmienia sekcji dętej i solówek, najczęściej właśnie jej członków na rzecz elektroniki brzmią świeżo. Projekt „Urban Folktales” brzmi ciekawie, choć mam poczucie niewykorzystanego do końca potencjału, zarówno członków zespołu, jak i zaproszonych gości specjalnych.

„Urban Folktales” to muzyczna podróż przez świat, przynajmniej w założeniu. Muzyka inspirowana kulturami wschodu i zachodu, wycieczka do Afryki, w większości raczej nastrojowa, niż przebojowa. Ową podróż odbywamy w iście międzynarodowym towarzystwie – muzyków orkiestry w większości pochodzących z Austrii, Niemiec i Szwajcarii, gitarzysty o wietnamskich korzeniach, fińskiego trębacza, włoskiego puzonisty i wokalistki z Gwinei. To jednak podróż w stylu japońskich wycieczek. Taka bez możliwości uważnego przyjrzenia się omijanym atrakcjom. Być może na koncertach, kiedy jest więcej czasu na rozbudowane aranżacje i emocje związane z graniem na żywo dzieje się więcej.

Dla mnie „Urban Folktales” to wyśmienity pomysł na odkrywczy projekt, który można dużo lepiej wykorzystać. Liderzy zespołu - Heinrich von Kalnein i Horst-Michael Schaffer poszukują nowej formuły dla bigbandu i są blisko jej odnalezienia. Jak dla mnie wystarczy nadać muzyce więcej energii i pozwolić muzykom zagrać z większą energią. Pomysły na brzmienie zespołu są świetne, brakuje jednak przysłowiowej wisienki na dobrze przygotowanym, smakowitym torcie.

JBBG – Jazz Bigband Graz feat. Theo Bleckmann, Nguyen Le, Gianluca Petrella
Urban Folktales
Format: CD
Wytwórnia: ACT!

Numer: ACT 9528-2

09 kwietnia 2013

Caecilie Norby – Silent Ways


To nie jest zła płyta, jednak spodziewałem się po niej dużo więcej. Dlatego czuję się zawiedziony. Na papierze – czyli okładce wszystko wyglądało wyśmienicie. Gwiazdorski skład złożony z najlepszych muzyków wytwórni ACT! – na kontrabasie Lars Danielsson, na fortepianie Leszek Możdżer, a na gitarze Nguyen Le. W repertuarze bardzo znane kompozycje, w zasadzie same przeboje. Skład sugerujący możliwość twórczych interpretacji odbiegających bardzo daleko od oryginałów, choć z pewnością muzycznie najwyższej próby.

Wyszło trochę inaczej. Trochę zbyt grzecznie i klasycznie, jak dla mnie za blisko oryginałów. Pierwsze trzy utwory – dwa klasyki Leonarda Cohena – „Winter Lady” i „In My Secret Life” oraz stosunkowo w tym zestawie najmłodsza kompozycja Duffy „Stepping Stone” można od razu pominąć, to poprawnie zaśpiewane piosenki. Niczym się nie wyróżniają i po napisaniu tego tekstu natychmiast o nich zapomnę.

Album zaczyna się od „Papa Was A Rolling Stone”. Później jest już tylko lepiej, szczególnie we fragmentach gitarowych improwizacji Nguyena Le. Ten niezwykle oryginalny gitarzysta jest na tej płycie największą gwiazdą. Posłuchajcie choćby „Like A Rolling Stone”. Występ Leszka Możdżera nie jest już tak udany. Być może jego zadaniem nie było błyszczeć, a jedynie akompaniować, ale nawet do tego pozostawiono mu za mało przestrzeni. Od lat siłą muzyki Leszka Możdżera jest przestrzeń, to co dzieje się pomiędzy dźwiękami. Nawet wtedy, kiedy nasz eksportowy pianista aranżuje – jak w „Hurt” z repertuaru Nine Inch Nails, czy „Hears And Bones” Paula Simona, jest raczej niezwykle sprawnym akompaniatorem, niż solistą. Kompozycję Trenta Reznora pamiętam ze szczególnie emocjonalnego wykonania Johnny Casha. Zaśpiewana przez Caecilie Norby staje się jedynie sprawnie zaaranżowaną balladą.

To właśnie brak emocji jest problemem tego albumu. Pozbawione bluesa, bez ekspresji przedstawione teksty mnie nie przekonują, tym bardziej, że jak w przypadku każdego albumu z coverami oczekiwania są większe, bo każdy ze słuchaczy mimowolnie słuchając przypomina sobie te najlepsze wykonania. Ja takiej myśli pozbyć się nie potrafię, więc album „Silent Ways” jest dla mnie rozczarowaniem, mimo, że jest muzycznie poprawny i zawiera teoretycznie same wielkie przeboje. Każdy z nich większość słuchaczy zna z innych wykonań, wiele z nich jest ciekawszych. Niektóre są przebojowe, inne kuszą oryginalnością i zostają w pamięci na dłużej.

Album Caecilie Norby oferuje interpretacje poprawne, momentami nawet wyśmienite, jednak nie będę do niego często wracał, bo w zasadzie każdy z utworów (oczywiście oprócz dwu kompozycji autorskich napisanych na ta płytę) ma dużo lepsze wersje, a kilka wyśmienitych solówek Nguyena Le, to za mało.

Caecilie Norby
Silent Ways
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: ACT 9725-2

10 stycznia 2013

Vince Mendoza – Blauklang


Vince Mendoza to absolutny geniusz aranżacji. Mistrz malowania dźwiękami. Człowiek, który potrafi nie tylko poukładać sobie z małych kawałeczków w głowie wielką muzykę. Potrafi też zapisać to, co wymyśli a później wykorzystać wszystkie, najbardziej nawet ukryte moce drzemiące we wszystkich muzykach, których dostaje do swojej dyspozycji. Ową magiczną moc robienia wielkiej muzyki z niekoniecznie wielkiego składu posiadało w przeszłości moim zdaniem w równie magicznej formie jedynie dwu muzyków – Gil Evans i Charles Mingus.

„Blauklang” to trzeci, ostatni album z cyklu, na który złożyły się wydane nieco wcześniej przez ACT albumy „Jazzpana” i „Sketches”. O nich też z pewnością kiedyś napiszę, są bowiem równie znakomite.

„Blauklang” składa się w większości ze specjalnie na okoliczność tego nagrania napisanej przez Vince Mendozę wieloczęściowej kompozycji „Bluesounds”. Płytę otwiera jedna z lepszych aranżacji tematu „All Blues” Milesa Davisa, jaką napisano od czasu oryginalnego nagrania z „Kind Of Blue”. Chwilę później pojawia się temat Gila Evansa „Blues For Pablo”. To kompozycja, jeśli mnie muzyczna pamięć nie myli, napisana przez Gila Evansa dla zapomnianego już dziś nieco Hala McKusicka. Z Milesem Davisem Gil Evans pierwszy raz nagrał ten temat na płycie „Miles Ahead” – pierwszym ich wspólnym nagraniu, jeśli nie liczyć ich współpracy prawie dekadę wcześniej przy „Birth Of The Cool”.

To właśnie z geniuszem Gila Evansa można porównać muzyczną wyobraźnię Vince Mendozy. Być może, gdyby żył dziś Miles Davis, nagrywałby z orkiestrą dowodzoną przez Mendozę… Przynajmniej, jeśli zechciałby mieć ochotę obejrzeć się za siebie, czego raczej nie robił zbyt często.

Gdyby pominąć obecność nowocześnie brzmiącej gitary Nguyena Le, muzyka zagrana po raz pierwszy w 2007 roku mogłaby powstać ponad 40 lat wcześniej, w czasach, kiedy najlepsze płyty nagrywali Miles Davis z Gilem Evansem.

Często słysząc nagrania mało znanych muzyków, a taki jest podstawowy skład instrumentów dętych na „Blauklang”, jeśli nie liczyć Markusa Stockhausena, zastanawiam się, czy nie zabrzmiałoby to lepiej w gwiazdorskiej obsadzie. Na tej płycie brakuje trochę charakteru brzmieniu saksofonów, przynajmniej w partiach solowych tych instrumentów, którymi bogato ozdobione są kompozycje lidera. To najsłabsza sekcja całego, dość rozbudowanego składu muzyków.

Brzmienie gitary Nguyena Le jest zdumiewająco konserwatywne. Nie wiem, jak Vince Mendoza zdołał namówić gitarzystę do tak radykalnej odmiany. Wiem jednak, że mimo tego, że widząc na okładce nazwisko Nguyena Le spodziewałem się raczej czegoś zupełnie innego, to w cudowny sposób gitarzysta poruszając się gdzieś pomiędzy brzmieniem Billa Frisella i Marca Ribota potrafił pozostać sobą.

Marcus Stockhausen potrafił z kolei skutecznie ominąć niebezpieczne rejony brzmienia naśladującego trąbkę Milesa Davisa. Sekcja rytmiczna, to jeden z czołowych europejskich składów – Lars Danielsson i Peter Erskine, pozostaje czujnie w cieniu. Wibrafon Christophera Bella przypomina najlepsze frazy Milta Jacksona i to akurat jest tu zupełnie na miejscu.

W efekcie powstał intrygujący i pobudzający wyobraźnię każdego myślącego słuchacza, wielowarstwowy, nastrojowy i ponadczasowy album.

To jedna z tych płyt, która brzmiałyby pięknie i nowocześnie 40 lat temu, jest równie wyśmienita dziś i zabrzmi równie pięknie za kolejne 40 lat.

Cieszę się, że Vince Mendoza rozchwytywany przez największe postaci wielkiego muzycznego świata w rodzaju Joni Mitchell, Elvisa Costello, czy Bjork, aranżujący dla The Yellowjackets, Dianne Reeves, czy jeszcze do niedawna współpracujący z Joe Zawinulem, znajduje czas i ochotę na takie projekty. Już teraz chętnie umieściłbym tę płytę w Kanonie Jazzu, ale niestety muszę poczekać jakieś 20 lat, choć jestem pewien, że w tym czasie o niej nie zapomnę.

Vince Mendoza
Blauklang
Format: CD
Wytwórnia: ACT!
Numer: 614427946522

12 października 2012

Nguyen Le – Palladium, Warszawa, 10.10.2012


Czekałem na ten koncert. Nigdy wcześniej nie widziałem Nguyna Le na żywo, a ostatnia płyta – „Songs Of Freedom” brzmiała i dalej brzmi rewelacyjnie. O tym albumie przeczytacie tutaj:


Koncert pozostawił trochę niedosytu. Spodziewałem się rozbudowanych wersji rockowych standardów i to akurat oczekiwanie zostało spełnione. Oczekiwałem jednak więcej gitary, a usłyszałem raczej bardziej rozbudowane aranżacje, sporo elektroniki i brzmiący nieco blado w porównaniu z nagraniem studyjnym głos Himiko Paganotti.

Nguyen Le

Nguyen Le, Himiko Paganotti

Himiko Paganotti

Może to jednak szukanie dziury w całym? Są takie zespoły i projekty muzyczne, które na scenie zyskują. Są też takie, które ze względu na stopień skomplikowania muzycznej materii i ilość użytej do realizacji nagrania maszynerii zwyczajnie na scenie nie brzmią równie spektakularnie. Takie kłopoty miewa choćby Herbie Hancock, Carlos Santana, czy Victor Wooten. To z pewnością również spotkało w Warszawie Nguyena Le. W nielicznych i zdecydowanie za krótkich solówkach gitary pokazał tym, którzy potrafili to usłyszeć na tle nieco zbyt hałaśliwej sekcji rytmicznej, że ma zupełnie niekonwencjonalne, niezwykle ciekawe i multikulturowe podejście do rockowej klasyki.

Ilya Amar

Chris Jennings

Stephane Galland

Jednak tej gitary było za mało. Za to perkusji nieco zbyt dużo w sensie realizacyjnym, bo w sensie muzycznym sekcja była najmocniejszym elementem scenicznej prezentacji zespołu. Muzyka Nguyena Le do prostych rytmicznie nie należy. Lekkość z jaką owe skomplikowane podziały grał na perkusji Stephane Galland, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że spora część z nich to rytmy dalekowschodnie, raczej niezbyt często obecne na europejskiej scenie jest godna wielkiego podziwu. Równie ważny dla rytmicznego fundamentu zespołu jest basista Chris Jennings, którego grę nieco perkusja zagłuszyła. Jednak on również bez problemu radził sobie z niełatwym zadaniem sprostania zupełnie niezwykłym aranżacjom lidera.

Himiko Paganotti

Nguyen Le

Pomysł na grę unisono gitary i wibrafonu (na zmianę z elektronicznym KATem) obsługiwanego przez Ilye Amara słychać na płycie. Na scenie ginie nieco w lawinie dźwięków płynących z sekcji rytmicznej i różnych elektronicznych efektów.

W sumie jednak nie żałuję wieczoru spędzonego z muzyką Nguyena Le. Wolę płytę, ale to tak chyba musi być w wypadku niezwykle skomplikowanych i rozbudowanych aranżacji. W listopadowym JazzPRESSie przeczytacie wywiad z Nguyenem Le. 

13 września 2012

Simple Songs Vol. 63


Dziś nie będzie kolejnego standardu. Jednak okazja, dla specjalnej audycji jest wyśmienita. Trochę to będzie też powtórka z rozrywki. Bohaterem audycji będzie Nguen Le, wyśmienity, niezwykle kreatywny i nieco zakręcony, w pozytywnym tego słowa znaczeniu francuski gitarzysta pochodzenia wietnamskiego. Okazją do ostatniej poświęconej temu niezwykłemu muzykowi audycji była premiera jego płyty – niestety jak dotąd ostatnie – „Song Of Freedom”. To było wczesnym latem zeszłego roku. Przeczytacie o tym tutaj:


Od tego czasu nowego materiału Nguen Le nie wydał. Jednak okazja z pewnością ważna i szczególna, bowiem już 10 października Nguen Le zagra w Warszawie w klubie Palladium. Projekt, z którym artysta odwiedzi Warszawę nazywa się „From Hendrix To Jazz”. Z pewnością więc możemy spodziewać się zarówno fragmentów ostatniego albumu – wspomnianej już płyty „Songs Of Freedom”, jak i jego jak dotąd najbardziej znanego projektu – płyty „Purple: Celebrating Jimi Hendrix”. Z pewnością będzie wiele dźwięków zaskakujących, zachęcających do nowego jazzowego spojrzenia na rockowe standardy.

Zacznijmy więc od fragmentu „Songs Of Freedom”, który nie zmieścił się w ostatniej audycji poświęconej Nguenowi Le. To będzie klasyk Led Zeppelin – „Black Dog” odkryty na nowo…

* Nguen Le – Black Dog – Songs Of Freedom

Nigdy nie widziałem Nguena Le na żywo. Nie wątpię jednak, że na koncercie będzie jeszcze więcej niezwykle dynamicznej gitary i jeszcze ciekawsze solówki. Będzie też Hendrix. W bardzo nietypowym, choć zdecydowanie gotarowym wykonaniu. Album z muzyką Jimi Hendrixa w wykonaniu Nguena Le ma już 10 lat. Ta muzyka ciągle pozostaje w koncertowym repertuarze naszego dzisiejszego bohatera. Prezentajcę jego wizji Hendrixa warto zacząć od „Voodoo Child”.

* Nguen Le – Voodoo Child – Purple: Celebrating Jimi Hendrix

Nguen Le jest urodzonym liderem. Nieustannie poszukuje jednaki chętnie bierze udział w ciekawych projektach zupełnie niezwiązanych ze swoją solową działalnością. Najlepszym tego przykładem jest jego udział w projekcie Uri Caine’a poświęconemu muzyce Giuseppe Verdiego – „The Othello Syndrome”. To trochę tak, jakby sam Jimi Hendix zagrał w operze… Wyszło całkiem zgrabnie (w audycji był konkurs – można było wygrać bilety na koncert  - 10 października w Warszawie w Palladium).

* Uri Caine feat. Nguel Le – Drinking Song – The Othello Syndrome

Nguel Le to jednak nie tylko rozkowe klasyki podane w otoczce azjatyckich klimatów I okreszone rasowymi solówkami gitary. To także świetne jazzowe – w kontakście tego co słyszeliśmy przed chwilą, można nawet powiedzieć, że mainstreamowe granie. Posłyuchajmy fragmentu płyty „Bakida”. O tym nagraniu przypomniała mi niedawno znakomita płyta hiszpańskiego basisty – Carlesa Benaventa „Un, Dos, Tres…”, która była naszą płytą tygodnia w czerwcu tego roku. Pisałem o niej tutaj:


Album „Bakida” to również gościnny występ tego wyśmienitego basisty. W utworze „Encanto” usłyszymy dwa instrumenty basowe. Zagra wspomnianyu już Carles Benavent i pochodzący również zHiszpanii, członek zespołu Nguena Le - Renaud Garcia-Fons. Nic dziwnego, że zabrzmi nieco po hiszpańsku…

* Nguen Le Trio – Encanto – Bakida

Jednym z najmocniejszych fragmentów albumu „Songs Of Freedom” jest przebojowe wykonanie „Mercedes Benz” Janis Joplin i Boba Neuwirtha (tak, TEGO Boba Neuwirtha). Oryginał, przynajmniej ten najbardziej znany Janis Joplin śpiewa a capella na płycie „Pearl”. Wedle mojej wiedzy to ostatnie dźwięki, które kiedykolwiek nagrała Janis Joplin. Zmarła kilka dni później. Z trudnym zadaniem zmierzenia się z tym znanym klasykiem zmierzyła się Himiko Paganotti. A Nguen Le dodał trochę gitary w charakterystyczny dla siebie sposób, pzostając gdzieś obok głównego tematu, jednak grając dokładnie tyle ile trzeba. Pewnie gdyby Janis Joplin nagrywając ten utwór miała w studiu gitarzystę, chciałby, żeby zabrzmiało to właśnie tak:

* Nguen Le – Mercedes Benz – Songs Of Freedom

I jeszcze kolejna dawna odkrywczego spojrzenia na Jimi Hndrixa… To oczywiście wymaga niezwykłej odwagi od każdego gitarzysty. Niektórzy do dziś uważają, że jak rockowa gitara, to tylko Jimi i może jeszcze SRV… No i Nguen Le…

* Nguen Le – Are Yoe Experienced? - Purple: Celebrating Jimi Hendrix

Na koniec “Redemption Song” Boba Marleya z płyty “Songs Of Freedom”. 10 październiak warto być w Palladium. Ja będę na pewno…

Nguen Le – Redemption Song – Songs Of Freedom